114

iOS kontra Android – różnice zauważalne każdego dnia

Od ładnych kilku lat każdego dnia towarzyszą mi dwa smartfony. Pierwszy z nich to iPhone, a w roli zastępcy występuje urządzenie z Androidem. Na tej pozycji występowało już kilka modeli, czasem flagowce, czasem smartfony ze średniej półki. Przy okazji kolejnego wyjazdu zorientowałem się, że choć obydwa systemy na przestrzeni lat zmieniały się wizualnie, rozbudowywano ich możliwości i pozwalają wykonywać wiele czynności znacznie szybciej i łatwiej, to tak naprawdę... niewiele się zmieniło. Różnice wciąż są te same.

Stabilność, niezawodność – zwycięzca: iOS

iPhone’y nie są tanie, a iOS nie pozwala na zbyt dużą personalizację systemu (zmiana tła oraz wybór widżetów – koniec), ale tak zorganizowane środowisko ma swoje niepodważalne zalety. Bardzo często dochodzi do sytuacji, w której niezbędna jest błyskawiczna reakcja z mojej strony – odpowiedź na e-maila czy aktualizacja tekstu. Czasem liczą się sekundy (fotka podczas konferencji), czasem minuty – niezależnie od tego, jakim okienkiem czasowym oczekuję zawsze postawię w pierwszej kolejności na iPhone’a. Oczywiście nie jest tak, że Android zawodzi regularnie, ale okres testowy, który rozpocząłem lata temu, a który trwa do dzisiaj, dowiódł że platforma Google jest mniej niezawodna, aniżeli iOS. A dotyczy to nie byle jakich urządzeń, bo mówię o dwóch Nexusach czy w pewnym czasie flagowym LG G6, więc nie mam do czynienia ze średniakami.

Powiadomienia – zwycięzca: Android

To zaskakujące, że po tylu latach od wprowadzenia centrum powiadomień do iOS-a (doszło do tego dopiero w 2011 roku, w piątej wersji systemu operacyjnego) Apple wciąż nie zdołało usprawnić obsługi powiadomień na tyle, by można było uniknąć przewijania niezwykle długich list zaległych notyfikacji. Odłożenie telefonu na 2-3 godziny zazwyczaj oznacza u mnie listę kilkudziesięciu nieodebranych powiadomień – każdy e-mail, każda wiadomość na Messengerze, każde powiadomienie z Twittera, to odrębna pozycja. Co dziwne, sumowane są tylko SMS-y/iMessage. Pod tym względem Android radzi sobie znacznie lepiej grupując wiadomości z Gmaila czy Messengera w ramach jednego powiadomienia.

Zarządzanie połączeniami – zwycięzca: Android

Nie mam bladego pojęcia, jakim cudem Apple przez tyle lat nie zdołało usprawnić dialera w iOS. Brak możliwości szybkiego wyszukiwania (wpisywanie za pomocą klawiatury alfanumerycznej aktywuje wyszukiwanie po numerze lub nazwie kontaktu) to najpoważniejsza wada, choć nie jedyna. Co można zrobić w przypadku połączenia przychodzącego? Grzecznie poczekać aż ktoś przestanie dzwonić lub odrzucić połączenie – tylko wtedy pozbędziemy się pełnoekranowego widoku, który powoduje, że czasem niemożliwe jest dokończenie wcześniej wykonywanego zadania. Jeśli ekran jest aktywny, a użytkownik korzysta z jakiejkolwiek aplikacji, to czy takie trudne jest wyświetlenie wtedy zwykłego powiadomienia o połączeniu u góry ekranu? Niewiarygodne.

Aparat – zwycięzca: iPhone

Nie, nie chodzi mi tu o jakość zdjęć czy filmików, ani dodatkowe funkcje durne animoji czy inne dodatki. Ten temat częściowo uwzględniłem w pierwszym punkcie, ale zdecydowałem, że zasługuje on także na odrębny akapit. Zrobienie zdjęcia w nagłej potrzebie to najbardziej ewidentny przykład tego, jak zawodny potrafi być Android. Choć smartfony z tym systemem posiadają świetne funkcje pozwalające włączyć kamerę ruchem nadgarstka czy podwójnym wciśnięciem konkretnego przycisku, to mimo wszystko zbyt wiele razy zdarzyło mi się przegapić to, co chciałem uchwycić, bo „aplikacja kamera została zatrzymana” lub po prostu potrzebowała akurat TYM RAZEM około 10 sekund na uruchomienie. iOS nie jest idealny, zdarzają mu się wpadki, ale w zestawieniu z konkurencją wypada o niebo lepiej.

Tryb ambient – zwycięzca: Android (wybrane modele)

Straszliwie brakuje mi tego trybu w iPhonie. Mechanizm wybudzania ekranu po podniesieniu urządzenia działa fenomenalnie i bardzo łatwo się do niego przyzwyczaić, ale gdy smartfon spoczywa na blacie stołu, biurka czy w innym miejscu, chciałbym żeby mógł po prostu wyświetlić godzinę i liczbę zaległych powiadomień (np. tylko z wybranych aplikacji). Dopiero iPhone X doczekał się OLED-a, który pozwoli to zrobić w energooszczędny sposób, ale skoro hardware już jest, to czas na software,  drogie Apple.

Zarządzanie dźwiękami – zwycięzca: iPhone

Ten punkt dopisałem w ostatniej chwili, gdy musiałem wyciszyć telefon z Androidem. Kwestia nie jest tutaj tak jednoznaczna, jak w przypadku iOS-a, bo niektórzy producenci wprowadzają zmiany w ustawieniach dźwięku, ale ogólna zasada tutaj jak najbardziej obowiązuje. Wyciszenie iPhone’a to kwestia przełącznika na obudowie (tryb wibracji). Tryb „nie przeszkadzać” pozwala na kompletne wyłączenie powiadomień (także wibracje), ale możemy wybrać, czy będą ukazywać się na ekranie, gdy będzie on odblokowany. Zdecydujemy też, czy klawiszami głośności będziemy zarządzać poziomem głośności dzwonka czy tylko multimediów. Proste.

Niestety, przy Androidzie sytuacja jest (w większości przypadków, nie testowałem wszystkich smartfonów świata z Androidem) dramatyczna. Kompletne wyłączenie dźwięków może odbyć się przypadkowo w kieszeni czy torbie, bo wystarczy że ekran będzie podświetlony, a nie odblokowany, by przyciski głośności były aktywne. Niefortunne naciśnięcie przycisku volume down wyłączy dźwięki  – to zdarzyło mi się nie raz, a w iPhonie nigdy. Do tego kwestia trybu nie przeszkadzać – w czystym Androidzie Google nie potrafi się zdecydować, jak to powinno działać i niemal każdego roku aktualizacja wprowadza fundamentalne zmiany w działaniu tych ustawień (Android P może to wreszcie zmienić), a na niektórych smartfonach tryb nie przeszkadzać jest aktywny tylko przy zgaszonym ekranie. Gdy byłem pewien, że telefon nie wyda z siebie ani dźwięku zaczął dzwonić jak gdyby nigdy nic, bo dodatkowo powinienem wyłączyć dźwięki powiadomień. Zmiana marki telefonu może przynieść niemało niespodzianek, jak się okazuje.

 

Wprowadzanie tekstu – zwycięzca: iPhone

Rzutem na taśmę dodaję kolejny punkt, który początkowo nie przyszedł mi do głowy. Jeśli pracujecie z tekstem lub piszecie dużo e-maili (lub innych wiadomości) na smartfonie, to wiecie jak istotne są drobne usprawnienia pomagające przy tej czynności. Wraz z wprowadzeniem do iPhone’ów ekranów 3D Touch iOS zyskał kolosalną przewagę nad Androidem pod tym względem. To kolejna rzecz, do której bardzo łatwo przywyknąć, a z której jest niemożliwie trudno zrezygnować.

Mocniejsze wciśnięcie palcem gdziekolwiek na obszarze klawiatury powoduje, że powierzchnia ta zamienia się w coś rodzaju gładzika, co pozwala zupełnie swobodnie nawigować kursorem. Literówka, coś do poprawki, chęć dopisania słowa w środku zdania – błyskawicznie przestawiam w to miejsce kursor i działam dalej. Za każdym razem, gdy na Androidzie muszę łapać kursor palcem i przeciągać go w żądane miejsce, siląc się na wysoką precyzję, przypominam sobie o tej mało popularnej błahostce w iOS.