59

Internet „No limit” i inne “sztuczki” operatorów komórkowych

Zwrot „No limit” lub “bez limitu”, obojętnie, czy z miłości do starego przeboju zespołu 2 Unlimited “No Limit”, czy też z chęci efektowniejszego przedstawienia „braku limitów”, chętnie wykorzystywany jest w przekazach reklamowych wszystkich operatorów komórkowych w Polsce. Jakiego limitu może nie posiadać oferta internetu? Pierwsze, co przychodzi do głowy, to brak ograniczeń: danych, szybkości i dostępu do sieci. Tak więc, jeśli oferta z internetem jest określana mianem „no limit”, […]

Zwrot „No limit” lub “bez limitu”, obojętnie, czy z miłości do starego przeboju zespołu 2 Unlimited “No Limit”, czy też z chęci efektowniejszego przedstawienia „braku limitów”, chętnie wykorzystywany jest w przekazach reklamowych wszystkich operatorów komórkowych w Polsce.

Jakiego limitu może nie posiadać oferta internetu? Pierwsze, co przychodzi do głowy, to brak ograniczeń: danych, szybkości i dostępu do sieci. Tak więc, jeśli oferta z internetem jest określana mianem „no limit”, powinna być:

  • najszybsza (ograniczać ją może jedynie prędkość postępu technologicznego),
  • dostępna wszędzie (dostęp do usługi powinien być zagwarantowany w każdym miejscu na ziemi, może nawet w przestrzeni okołoziemskiej),
  • bez limitu danych (w sieci można przesyłać i odbierać, ile tylko dusza zapragnie).

Oczywiście, współczesny internet nie jest ani najszybszy, ani też dostępny wszędzie, szczególnie na terytorium naszego kraju. Dlatego żadna z ofert dostępnych w Polsce, nie spełnia tych trzech kryteriów łącznie. Ale, czy któraś z nich spełnia choćby jedno z tych kryteriów?

Internet na kartę pre-paid “bez limitu”

Sprawdzimy przykładową kartę pre-paid – wypadło na sieć T-mobile i kartę za 5 zł. Czy mamy tutaj jakiś brak limitów? Mamy napis “rozmowy bez limitów” obok 5 zł. Czy to znaczy, że za 5 zł zakupiłem nieograniczoną liczbę rozmów w sieci T-Mobile i Heyah? Do zakupu kusi nas napis “1GB Internetu”. Można sądzić, że za 5 zł zakupujemy możliwość wykorzystania 1 GB danych. Niestety, nie przeczytaliśmy drobnego druku na odwrotnej stronie: “Z tym starterem dostajesz Pakiet 3 w 1, który aktywuje się automatycznie. Wystarczy, że doładujesz swoje konto w ciągu 30 dni od aktywacji karty SIM, aby zapewnić środki na pobranie opłaty za pakiet”. Co można zrozumieć z powyższego zdania? Czy pakiet aktywuje się automatycznie? Tak – jeśli doładuję konto kwotą 14,99 zł, pakiet zaktywuje się automatycznie. Tak więc T-Mobile mówi prawdę. Ale czy całą prawdę? Dlaczego więc zakładamy, że dostaniemy rozmowy bez limitów i 1GB za 5 zł? Widocznie, zadziałał wielki napis “5zł”.

Czy zostaliśmy wprowadzeni w błąd? Gdybyśmy zaczęli czytać informacje na odwrocie opakowania karty pre-paid, zapewne doczytalibyśmy minimum do końca pierwszego zdania, a więc o tym, że pakiet włączy się automatycznie. Ok, ja się nabrałem się i można uznać, że na własne życzenie – mogłem przeczytać “drobny druk”. Co zatem kupiłem za te 5 zł, skoro internet nie działa i jeśli nie dopłacę 14,99zł, nie zadziała? W tej sprawie napisałem reklamację do T-mobile i otrzymałem następujące wyjaśnienia: “Zakupił Pan starter z usługą 3w1 oraz otrzymał smsa po aktywacji karty: Witaj w T-Mobile na kartę! Mamy dla Ciebie Pakiet 3 w 1: Rozmowy bez limitów w T-Mobile i Heyah, 1 GB na surfowanie po Internecie i Zawsze ważne konto! Aktywujemy go jeśli stan Twojego konta w ciągu 30 dni osiągnie minimum 14,99 zł. Oferta przedłuża się co 30 dni. Nie martw się o ważność konta – gdy przedłużasz ofertę, ważność konta przedłuża się automatycznie. Szczegóły na www.t-mobile.pl„.

Zgodnie z smsem od T-Mobile usługa aktywuje się sama, jeśli stan konta w ciągu 30 dni osiągnie minimum 14,99 zł. Ponieważ kartę włożyłem do urządzenia Wi-Fi, na którym nie sprawdzam sms’ów, wiadomości nigdy nie odczytałem. Nie zmienia to jednak faktu, że potwierdziły się moje przypuszczenia – za 5 zł nie kupiłem 1GB internetu. Z punktu widzenia PR’owego, zastanowiła mnie konstrukcja informacji, jaka ponoć została do mnie wysłana, a w szczególności słowa “nie martw się”. Skąd tak pesymistyczny przekaz i dlaczego miałbym się o coś martwić? W zasadzie, dopiero po przeczytaniu tych słów, zacząłem się obawiać. W końcu, znowu ma zadziałać jakiś automatyczny proces, a jak przeczytamy niżej, nie nie musi wróżyć to nic dobrego.

Postanowiłem rozszyfrować więcej informacji zawartych na opakowaniu dostarczonym ze starterem. Gdybym dopłacił owe 14,99 zł, zadziałałyby jeszcze inne dwa automatyczne procesy, które w branży operatorów komórkowych określane są mianem “modelu biznesowego try&buy”:

  • “Już po pierwszym doładowaniu konta otrzymasz usługę Granie na Czekanie bez Opłaty Cyklicznej przez pierwszy Cykl 30-dniowy”,
  • “Dodatkowo otrzymasz Prenumeratę na tydzień za darmo!”

Język jakim jest to napisane, w mojej ocenie jest mało zrozumiały dla przeciętnego użytkownika, co więcej wykrzyknik i forma zdania wskazywać może, że dostajesz coś super ekstra fajnego i to za darmo. Tym czasem, jest to swoisty zabieg reklamowy osłabiający moją czujność – jeśli bowiem nie dowiem się więcej, w szczególności jak powstrzymać ów automatyzm, wpadnę w okres płatny, który pozbawi mnie części środków. W dodatku, wydam pieniądze na usługi informacyjne i muzykę dla dzwoniących do mnie, w momencie gdy ja będę miał kartę pre-paid w modemie i będę próbował użyć internetu. Nie użyję prenumeraty i nikt nie będze próbował się do mnie dodzwonić na ten numer pre-paid.

iphone-388387_1280

Podsumujmy: w momencie doładowania tej karty pre-paid, uaktywnią mi się dwie tykające bomby: mowa tutaj o “automatycznym” try&buy”, a więc takim, którego okres try i buy aktywują się bez mojej zgody, a co za tym idzie, jeśli ich nie zatrzymam w okresie try, operator zacznie mi pobierać określone kwoty: 2zł za Granie na Czekanie co 30 dni, oraz 0,10 zł co tydzień, za każdą otrzymaną prenumeratę. Ponieważ doładowałbym ten pre-paid kwotą 15 zł, to niemal 15% tej kwoty przepadłoby na muzykę, którą usłyszą moi znajomi, a której sam nie wybrałem, oraz na prenumeratę. Prenumeratę czego? Tego nie podano na opakowaniu. Zakładam też, że nie każdy z klientów sieci, wie co kryje się pod nazwą Granie na Czekanie. Nie umieszczono rozwinięcia zwrotów “Granie na Czekanie” oraz “Prenumerata”. Jeszcze mniej osób wie, jak owe atrakcje wyłączyć. Instrukcja wyłączenia tych automatycznych pożeraczy 15% naszych wydatków również nie zawarto na opakowaniu. W przytoczonym sms nie ma też wskazania, gdzie mogę przeczytać regulamin usługi.

Abonament “bez limitów”

Ok, pozostawmy w spokoju świat “braku limitów” i “automatycznych” akcji w kartach pre-paid. Przejdźmy do “no limitu” abonamentowego w zakresie szybkości, dostępu i limitu danych:

  1. Co do szybkości internetu, to wypadałoby założyć, że w wersji “bez limitów” dostaniemy taką szybkość, jaką opisuje oferta (jeśli tylko spełniamy odpowiednie wymogi techniczne). Oferty operatorów komórkowych są kierowane do ogółu Polaków, jednak wszyscy razem nie jesteśmy w zasięgu szybkiej sieci LTE, a nawet sieci internetu, więc o ogólnopolskim „no limit” nie może być mowy. Jak więc zwrot typu “brak limitów” może pojawić się w ogólnopolskich reklamach telewizyjnych, radiowych i internetowych? W kwestii szybkości przesyłu danych, na obecnym etapie rozwoju technologii, sformułowanie „no limit” wydaje się co najmniej nie na miejscu. Gdy jeszcze dodamy do tego celowe ograniczanie prędkości internetu, przez operatorów komórkowych, np. po wykorzystaniu wykupionego limitu danych, cały temat prędkości „no limit” w Polsce, wydaje się zaskakujący.
  2. Co do dostępu internetu, zwrot „no limit”, nie powinien być używany w Polsce, z uwagi na brak zasięgu w wielu obszarach polski, nie mówiąc już o świecie, czy przestrzeni okołoziemskiej. Zresztą pozostawmy wszechświat, a nawet świat – żadna z polskich sieci nie ma 100% pokrycia na terenie naszego kraju, więc „no limit” odpada. O opóźnieniach, jakie mamy w zakresie rozwoju internetu na terenach miejskich, ale i mało zaludnionych, pisałem już w artykule „Ile zapłacimy za politykę wokół LTE”.
  3. Czyli pozostaje „no limit” w aspekcie limitu danych. Jeśli mielibyśmy prawdziwą ofertę „no limit”, moglibyśmy odbierać i wysyłać tyle danych, ile tylko jesteśmy w stanie. Nie funkcjonowałoby coś takiego, jak przekroczenie limitu, wyłączenie dostępu do internetu po przekroczeniu limitu, lub drastyczne obniżenie prędkości sieci. Co do samego superszybkiego internetu LTE, to zastanawia jedno – kto wpadł na pomysł celowego obniżania prędkości przesyłu danych w LTE? Przecież to sprzeczność sama w sobie – jednocześnie reklamowane jest LTE, jako najszybszy internet i w tym samym czasie oferuje się LTE w ograniczonej prędkości. To tak jakby reklamować i próbować sprzedawać samochody Ferrari z ogranicznikiem prędkości do 50 km/h.

No więc, czy operatorzy komórkowi w Polsce oferują oferty „no limit”, a więc bez limitów i czy powinni się powoływać na brak ograniczeń w spotach reklamowych?

Ograniczenia abonamentowej oferty

Skoro sprawdziliśmy wybrany pre-paid, przetestujmy również ofertę abonamentową T-Mobile:

  • Po pierwsze, podpisując umowę, zdecydowaliśmy się na określoną ilość danych, przesyłanych co miesiąc poprzez Internet. Wybierając najmniejszy możliwy limit (najtańszą ofertę), możemy mieć niemal pewność, że nie wystarczy nam on w danym miesiącu, jeśli nie od razu to po pewnym czasie. Nie dlatego, że będziemy coraz więcej używać internetu. Raczej dlatego, że strony internetowe, reklamy, wideo – słowem cały internet staje się coraz cięższy i z miesiąca na miesiąc zmusza nas do konsumowania coraz większej liczby danych. W wersji mobilnej (na telefon komórkowy), operator nie przewidział możliwości doładowania puli danych, tak byśmy, w przypadku wykorzystania internetu po kilku dniach, mogli przez pozostałe dni miesiąca, używać internetu. Czemu? Odpowiedź jest prosta – nie powinniśmy doładowywać internetu jednorazowo, a mamy raczej zdecydować się na zwiększenie limitu, a więc przejść na większe płatności co miesiąc. Jak z tym możemy walczyć? Nie używać internetu w telefonie? Zawsze wyłączać transfer danych po użyciu dostępu do sieci? Szukać Wi-Fi? Nie dla każdego Polaka takie rozwiązania są możliwe.
  • Po drugie, co do internetu abonamentowego poprzez kartę chip w modemie (wersja na komputer), również bardzo szybko następuje zaskakujący postęp w wykorzystaniu danych. To co starczało z zapasem, przez ostatnie lata, nagle zaczyna wystarczać na 5-10 dni. Jak z tym walczyć? Wyłączać okna i zakładki przeglądarki, z których się nie korzysta? Obserwując pakiety danych, jakie są udostępniane przez operatorów komórkowych, można zgadywać, że zasada jest prosta – powinniśmy płacić za internet minimum 50-70 zł miesięcznie. Jeżeli wybieramy mniejsze pakiety danych na start umowy, a więc 20-30 zł za 1-5 GB, to spodziewać się możemy, że szybko zacznie nam brakować danych i wpadniemy w wir sprytnie wymyślonego mechanizmu, podpowiadającego nam decyzję, by co miesiąc płacić operatorowi więcej. Troszkę to odpowiada mechanizmowi try&buy – wchodzimy w wieloletni kontrakt za małą kwotę (try) i szybko dowiadujemy się, że jednak musimy zwiększyć nasze zobowiązania (buy).
  • Po trzecie, system dokupowania danych, jest tak wymyślony, by nam się odechciało robić to jednorazowo i byśmy zdecydowali się na zwiększenie comiesięcznych opłat za internet w abonamencie, lub wręcz podpisali odrębną umowę na nową kartę, na 6-12-24 miesiące. Skąd takie wnioski? O wyczerpaniu limitu internetu, często dowiadujemy się w przedziwnych przypadkach nieudanego ładowania stron WWW. Zmuszeni jesteśmy do częstych telefonów na Infolinię, aby doładować dodatkową pulę danych. Co miesiąc, możemy doładować tylko jedną pulę 2GB, jedną 1GB i jedną 0,5GB Po wykorzystaniu tych trzech doładowań, pozostaje nam zwiększenie limitu na internet, a więc płacenie co miesiąc więcej. Mamy również możliwość dokupienia nowej karty chip z nowym limitem danych i przekładanie kart w modemie, gdy wykorzystamy dostępny internet. Oczywiście rozmowy z konsultantem są płatne, zaś średni czas oczekiwania na taką rozmowę to 5-15 minut, plus przejście zawiłych procedur.
  • Najciekawszym zabiegiem jest wielokrotne spowolnienie internetu, po wykorzystaniu puli danych. Przy zmniejszonej prędkości, otwieranie strony www zajmować może i 30 minut, a czasami jest to wręcz niemożliwe. O wiele sensowniejsze, z perspektywy użytkownika, byłoby całkowite wyłączanie internetu. Nie działa internet – wiadomo dlaczego. No ale wtedy, trudniej byłoby reklamować usługę słowami “no limit”, lub “bez limitu”.

Przegląd obecnych ofert “No Limit”

Czy reklama operatorów komórkowych i dostawców internetu będzie coraz agresywniejsza i bezwzględna, obsługa infolinii będzie jeszcze bardziej zautomatyzowana i bezduszna, zaś pracujące tam osoby, jeszcze mniej zmotywowani małymi pensjami i śmieciowymi umowami? Zerknijmy na kilka ofert internetowych, reklamowanych opcją “bez limitu” i poczytajmy między wierszami, co to w praktyce może oznaczać dla nas, gdy podpiszemy umowę.

mobile-616012_1280

Zacznijmy od Play i strony z ofertą na internet. Cztery z pięciu ofert tego operatora, mają zastosowany okres darmowy “bez limitu GB”, a co zaskakujące nawet najdroższa oferta za 89,99zł, która w polu “pakiet danych” ma opis “bez limitu GB”, ma również zastosowany ów okres darmowy w promocji. Oczywiście jest jeszcze drobny druk: “Internet bez limitu GB z pełną prędkością do 100 GB, potem prędkość wynosi do 1 Mb/s.” Niestety, nie mogłem doszukać się regulaminu tych usług. Odnalazłem natomiast jeszcze jeden haczyk: “Usługa internet bez limitu umożliwia Ci korzystanie z nielimitowanego transferu danych w sieci własnej 4G LTE w Play za 0 zł przez 3 miesiące”. Sieć Play ma najsłabiej rozwiniętą sieć własnego internetu LTE, tak więc oferta dotyczy jedynie większych miast w Polsce. Tego oczywiście nie wyczytamy w marketingowym opisie ofert. Czy takie zagrania są ok względem potencjalnych klientów? Ciekawe co na to artyści występujący w reklamach tej sieci?

W Orange pakiety danych są dokładnie opisane, zaś innowacją jest pozycja “Prędkość nielimitowanego LTE” po pakiecie danych – bez ograniczeń prędkości w wersji za 69,90 i 89, 90 zł. Ponieważ nie wiele mi to mówi, zerknąłem do regulaminu, który na szczęście jest dostępny w Orange, na dole strony. Z tego co dowiedziałem się z regulaminu, wynika, że usługa ta jest dodatkowo płatna (opłata za sms aktywacyjny, oraz 20 zł za plan taryfowy: “Nielimitowane LTE – prędkość transmisji danych w technologii 4G LTE po wyczerpaniu limitu danych”. Jak można nazwać ofertę “Nielimitowane LTE”, w sytuacji ograniczenia prędkości do 5 Mb/s? Jaka będzie prędkość internetu w Orange, po przekroczeniu zakupionego limitu w danym miesiącu rozliczeniowym? 64 kbps.

W Plus nie miałem łatwego zadania, z uwagi na zawiłość i mnogość możliwości. Spróbowałem dowiedzieć się, co by się stało, gdybym zechciał uzyskać nowy numer w Plus na abonament. Przede wszystkim zaskoczyło mnie, że jakaś firma oferuje jeszcze 1GB miesięcznie i to za 39,99 zł. Znając obecną konsumpcję danych polskiego internetu, 1GB starczyłoby mi na jeden dzień. Rozumiem więc, że nastawienie operatora jest na szybkie przekonanie klienta, do przejścia na minimum 59,99 zł. Gdybym wybrał taką możliwość od razu, dostanę jeszcze znane już LTE bez limitu GB na 3 miesiące. Prędkość 512 kb/s, limitu danych brak – jeśli oczywiście jesteś w zasięgu sieci LTE Plusa.

Mam tutaj też znany z T-Mobile mechanizm automatycznego try&buy: bez limitu na nr. stacjonarne (zgaduję, że chodzi o połączenia telefoniczne) za darmo przez 1 miesiąc, a potem 10 zł, oraz Czasoumilacz, a więc odpowiednik Granie na Czekanie, za 2,02 zł miesięcznie, dziwnie określony jako “melodia dla oczekujących na połączenie”. Co to oznacza? 12 zł znikające co miesiąc z konta, po okresie darmowym, jeśli nie jesteśmy spostrzegawczy. Na dole strony jest również pakiet różnych aktów prawnych i regulaminów – niestety pogubiłem się w tym, bo wybierając przykładowo ofertę “JA+ do wszystkich bez końca – Tylko SIM”, nie widzę regulaminu takiej usługi. Wszedłem w zamieszczony tam cennik taryf LTE, ale to co tam wyczytałem mnie zniechęciło – mam nadzieję, że ceny i sposoby rozliczeń internetu, nie dotyczą tego czego szukałem. To czego z pewnością życzyłbym wszystkim klientom operatorów komórkowych, to dostęp do regulaminów w najłatwiejszy, możliwy sposób – regulamin powinien być dostępny bezpośrednio obok ceny danej oferty.

T-Mobile’owi już odpuściłem. Nie mam sumienia szperać w ich najnowszych ofertach. Jedynie dodam, że nie każdy starter tej firmy działa jak opisałem na wstępie. Przetestowałem również pre-paid “Internet strong LTE” i tutaj faktycznie za 5 zł dostaję 1GB. Nie wnikajmy już, czemu ten internet nazywa się strong LTE, a tamten nie jest “strong”. W każdym razie “strong” działa za 5 zł.

Na koniec, chciałbym przekazać czytelnikom jedną ważną radę, jak można ustrzec się wielu niechcianych usług dodanych, czy przykrych niespodzianek w relacji z operatorem komórkowym. Czytajmy regulaminy usług i umowy, które zawieramy. Wiem, że teksty regulaminów i umów z operatorami są bardzo skomplikowane i długie. Jednak tylko to może zaoszczędzić nam czasu, wielu niepożądanych wydatków i niechcianych atrakcji. Powodzenia!

Foto Vintage inscription made by old typewriter, No limit via Shutterstock.