5

Polacy pokazują światu, jak się robi esportowe imprezy. Liczby z IEM robią wrażenie

Komu nie przeszkadza zima? Z pewnością polskim fanom esportu, którzy czekają już na kolejne finały Intel Estreme Masters. Tym razem impreza odbędzie się na przełomie lutego i marca, ponownie trwać będzie dwa weekendy. Zapewne i tym razem pojawią się rekordy: widzów odwiedzających katowickie obiekty, ludzi zgromadzonych przed ekranami monitorów, interakcji internautów w mediach społecznościowych. Wydarzy się sporo, a przecież już ubiegłoroczna edycja pokazała, że mamy do czynienia z naprawdę wielkim eventem - nie tylko esportowym.

Intel Extreme Masters Katowice wrył się w świadomość nie tylko fanów cybersportu, mieszkańców stolicy Śląska – ta impreza przez kilka lat ugruntowała swoją pozycję, stała się ważnym wydarzeniem na imprezowej mapie Polski, wypromowała jedno z naszych miast na arenie międzynarodowej. Oczywiście nie doszło do tego „samoczynnie”, Katowice czy Polacy nie dostali prezentu od wielkich firm: potrafili zorganizować imprezę, która wywołuje jęki zachwytu u przyjezdnych. Nie jest dziełem przypadku, że od kilku lat wydarzenie powraca do tego miasta. I tu kwestia kluczowa: ono nie tylko powraca, ale też dynamicznie się rozwija. Najlepiej pokazują to liczby.

Wziąłem dzisiaj udział w imprezie, która miała podsumować poprzednią edycję i wprowadzić do tegorocznej odsłony. Miałem to szczęście, że brałem udział w Intel Extreme Masters w Katowicach od samego początku, więc nie muszę bazować na suchych liczbach – doskonale wiem, jak zmienił się ten event. I przyznam, że ta ewolucja robi wrażenie. Jeżeli jednak ktoś nie miał okazji oglądać kolejek przed Spodkiem, napiszę, że w ubiegłym roku IEM w tym mieście odwiedziło ponad 170 tysięcy osób. Tymczasem w roku 2013 było to 50 tysięcy osób. Wówczas ludzie przecierali oczy ze zdumienia, organizatorzy nie spodziewali się takiego zainteresowania. Po kilku latach, powiększeniu imprezy o jeden obiekt i wydłużeniu jej do dwóch weekendów okazuje się, że ludzi nadal przybywa i stoją w długich kolejkach.

Podobnie rzecz się ma w świecie wirtualnym. Przy czym tam, nie stoi się w chłodzie czy deszczu. W roku 2013 liczba unikalnych widzów online wyniosła 5,5 mln. W roku ubiegłym wzrosła do 46 mln, a to już odpowiada populacji państwa pokaźnych rozmiarów. Sufit? W żadnym wypadku – prognozy dla esportu są dość optymistyczne, liczba fanów będzie rosła. Podobnie jak pule nagród – w tym roku nagrody w turniejach głównych i dodatkowych wyniosą ponad 7 mln zł. Jeżeli ktoś nadal myśli, że esportowcy z całego świata zjeżdżają do Katowic dla zabawy i będą walczyć o pietruszkę, wystarczy mu pokazać, o jakiej kasie mowa.

Na tym wszystkim korzystają też Katowice. Podczas dzisiejszej konferencji głos zabrał prezydent miasta, który nie krył zadowolenia z faktu, że to właśnie stolica Śląska organizuje finał Intel Extreme Masters. To przede wszystkim świetna reklama, nie tylko online, ale też na żywo, bo do miasta na te kilka dni ściągają rzesze obcokrajowców czy ludzi z innych regionów Polski. Przynosi to realne zyski – wspominałem już kiedyś, że na imprezie korzystają sklepy, firmy transportowe, restauracje, kluby, hotele itd. Jako mieszkaniec Katowic widzę to nie tylko podczas eventu – powstają nowe hotele, a impulsem do tego było m.in. przyciągnięcie IEM. Na tej bazie można budować biznes, organizować inne wydarzenia, ściągać korporacje tech, które widzą, że w mieście drzemie spory potencjał.

Przyjemnie słucha się tego, że duże miasta z innych państw (czasem bardzo duże) bazują na doświadczeniach Katowic przy organizacji swoich imprez esportowych. Równie ciekawe jest to, że polski oddział ESL realizuje eventy w innych krajach – działa na skalę globalną, a wynika to m.in. z wysokich kompetencji naszych rodaków. Jest się czym chwalić. Mam nadzieję, że za dwa miesiące powtórzę to po Intel Extreme Masters Katowice 2018.