379

I jak wam minęła niedziela? Były dramaty czy było normalnie tak jak u mnie?

Ja dochodziłem do siebie po dłuższej chorobie jednocześnie z dużym rozbawieniem obserwując ludzkie dramaty związane z zakazem handlu w niedzielę. Mówię tutaj głównie o klientach, którym nagle ktoś brutalnie wkroczył w życie i przerwał ceremoniał zakupowy. Byli tacy, którzy krzyczeli o ograniczeniu wolności, politycy którzy twierdzili, że to dopiero początek czegoś gorszego, byli wreszcie ci, co uskarżali się na piątkowe i sobotnie kolejki spowodowane pierwszą niepracującą w handlu niedzielą.

Zrozumienie tego, dlaczego w piątek i sobotę były kolejki w sklepach wymaga analizy psychologa. Dzień wolny od handlu był od dawna zapowiadany – przypomnę też, że chodzi o jeden dzień pomiędzy dniami, gdzie handel działa. Co więc tak kosmicznego może się tego dnia wydarzyć, iż ludzkość nie przeżyje bez zrobienia solidny zapasów? Ile rzeczy trzeba nadmiarowo kupić, aby przetrwać tę niedzielę bez odwiedzin w sklepie czy galerii?

Najzabawniejsze są jednak historie tych z dramatem w tle. „Wczoraj byłem u dentysty i nie miałem potem sił zrobić zakupów, co ja dzisiaj zrobię?” Pisze Pan na Twitterze. Wtóruje mu student, który wieczorem wrócił z zajęć i miał pustą lodówkę, a następnego dnia sklepy nieczynne! Są też tacy, którzy mówią o tym, że władza ingeruje w ich rytuał, bo oni chcą robić zakupy, kiedy im się podoba i koniec.

Do głosu dochodzą też w mediach społecznościowych politycy – mogliby tego nie robić, ale muszą. Jeden z nich pisze o tym, że to utrudnianie życie milionom Polaków, którzy w tygodniu nie mają czasu na zakupy. Gdyby przeanalizować tę wyimaginowaną sytuację, to może się okazać, że zakaz handlu w niedzielę spowodował głodówkę lub jeszcze coś gorszego.

A teraz tak zupełnie na poważnie. Rozumiem, że komuś może się nie podobać taki z góry narzucony zakaz. Sam pamiętam jak byłem w szoku, kiedy w Szwajcarii wyrzucono mnie wręcz o godzinie 18:00 z Galerii Handlowej. Uważałem, że ja, jako klient jestem najważniejszy – przecież mamy nawet takie urocze powiedzenie „klient nasz pan”. Okazuje się jednak, że nie zawsze jest ono prawdziwe i czasem balans pomiędzy potrzebami komercyjnymi, a takim ustawowym odpoczynkiem jest potrzebny.

Jeśli natomiast ktoś nie może przeżyć jednej niedzieli w tygodniu bez zakupów, to technologie i startupy tutaj mogą pomóc. Polecam na przykład polski startup jak Szopi, gdzie można zamówić zakupy spożywcze bez wychodzenia z domu – można to też zaplanować wcześniej. Jest to sporo sklepów, które oferują własne rozwiązania e-commerce gdzie można zamówić zakupy na parę dni do przodu. Tak samo jest zresztą z ubraniami czy innym produktami „pierwszej potrzeby” na niedzielę. W ogóle chodzenie po sklepach uważam za kompletną stratę czasu – oczywiście są wyjątki ale naprawdę większość rzeczy efektywniej i taniej kupuje się w sieci.

Zgaduję jednak, że zupełnie nie o to chodzi w tych protestach.