36

Recenzja Huawei Mate 10 Pro po trzech miesiącach. To skomplikowana relacja…

Są takie smartfony, które, mimo zauważalnych wad, bardzo mocno trzymają przy sobie użytkownika. Właściwie trudno wytłumaczyć to przywiązanie do nich (masochizm?). I Huawei Mate 10 Pro dokładnie taki jest - nieidealny, a zarazem uzależniający.

Nie lubię testować smartfonów przez 2 tygodnie. To naprawdę mało czasu na dokładne i rzetelne sprawdzenie sprzętu oraz oprogramowania. Dlatego tak bardzo cieszyła mnie możliwość spędzenia z Huawei Mate 10 Pro aż kilku miesięcy. Smartfon pełnił rolę mojego podstawowego urządzenia. Używałem go do pracy i zabawy, zdjęć i filmów, komunikacji ze światem i wielu innych.

W momencie swojej premiery Mate 10 Pro był promowany jako inteligentna maszyna, a więc coś więcej niż smartfon. To rezultat zastosowanego w jego wnętrzu dodatkowego procesora (NPU – Neural Procesing Unit) odpowiedzialnego za obliczenia związane z AI. Początki tej technologii sięgają kilka lat wstecz. Już poprzednie modele z serii Mate potrafiły uczyć się nawyków i sposobu, w jaki je użytkowano, a następnie w oparciu o zgromadzone dane lepiej i bardziej efektywnie alokować zasoby. Rezultat – Mate miał być wydajny i szybki nawet długo po zakupie i instalacji setek aplikacji.

Najnowsza generacja to krok naprzód. Teraz nasz smartfon potrafi rozpoznawać zawartość zdjęć i dostosowywać ustawienia w taki sposób, by użytkownik uzyskał jak najlepsze rezultaty po sfotografowaniu. Rozwinięto też umiejętności inteligentnego alokowania zasobów. W ten sposób powstała „inteligentna maszyna”. Czy jednak, odsuwając na bok tę całą otoczkę, jest to po prostu solidny topowy smartfon z górnej półki cenowej, który może rywalizować z Galaxy S, Galaxy Note i iPhone’ami?

Huawei Mate 10 Pro – specyfikacja

  • wyświetlacz AMOLED, Full View 6 cali o rozdzielczości 2160 x 1080 px (18:9), 432 PPI,
  • ośmiordzeniowy procesor Kirin 970 (4x Cortex-A73 2,36 GHz + 4x Cortex-A53 1,8 GHz) z GPU Mali-G72 MP12,
  • 6 GB RAM LPDDR4,
  • 128 GB pamięci wewnętrznej UFS 2.1,
  • Android 8.0 Oreo z nakłądką EMUI 8.0,
  • aparat 12 Mpix RGB f/1.6 + 20 Mpix monochromatyczny, OIS, fazowy i laserowy autofocus, podwójna dioda LED
  • przedni aparat 8 Mpix f/2.0,
  • dual SIM (stand-by), LTE cat. 18 , GPS, Glonass, NFC, WiFi 802.11 a/b/g/n/ac 2,4&5 GHz, Bluetooth 4.2, IRDA
  • USB-C ze zintegrowanym DisplayPort 1.2,
  • akumulator litowo-polimerowy o pojemności 4000 mAh z funkcją Quick Charge,
  • Certyfikat IP67,
  • wymiary: 154,2 x 74,5 x 7,9 mm, waga: 178 g.

Urządzenie zapakowano do eleganckiego, czarnego pudełka, co nie zaskakuje, bo poprzednie generacje były sprzedawane w podobnym opakowaniu. DO zestawu dołączono ładowarkę i kabelek w kolorze białym, kluczyk do szufladki na kartę SIM, słuchawki pod USB-C oraz silikonowe etui (duży plus!). Nie zabrakło oczywiście też tony makulatury, ale tego nie trzeba dodawać.

Konstrukcja, ergonomia, design

Ten rok przyniósł duże zmiany w wyglądzie topowych smartfonów Huawei. Metalowe konstrukcje unibody zastąpiło szkło, które na pewno prezentuje się bardziej estetycznie i cieszy wzrok, ale ma też wady – lubi się tłuc i zbierać odciski palców. Mate 10 Pro pod tym względem nie odstaje od innych szklanych smartfonów. Każdy dotyk pozostawia na tylnym panelu ślady (zresztą podobnie jak i na wyświetlaczu). Ktoś w Huawei powinien się zastanowić nad solidną warstwą oleofobową.

Z drugiej strony smartfon prezentuje się fenomenalnie. Na zdjęciach widzicie wersję Titanium Gray. Wcześniej miałem też w dłoniach Mokka Brown. Oba bardzo mocno się błyszczą – niezależnie, od której strony patrzymy, czy na tył czy na krawędzie. Osobliwego charakteru dodaje też pas w nieco innym odcieniu poprowadzony w poprzek tylnego panelu na wysokości obiektów aparatu – może się to podobać lub nie, ale wygląda z całą pewnością oryginalnie. Bez wątpienia jest to zatem konstrukcja przyciągająca wzrok. Czyż nie o to m.in. chodzi osobom kupującym tak drogie telefony?

Czy jednak idzie to w parze z ergonomią? Tu sytuacja wygląda gorzej. Tył, choć wypukły, jest bardzo śliski. Wystarczy zatem nieuważnie chwycić telefon i zwyczajnie wyślizgnie się on nam z dłoni. To samo tyczy się kładzenia go na blatach stołów, biurek i innych. Jeżeli są choćby minimalnie przechylone, ryzykujemy, że nasz telefon się z nich zsunie. Sytuacji nie ratuje wspomniana wypukłość, ani zaokrąglenie bocznych ramek. Na Mate’a 10 Pro trzeba zdecydowanie uważać… albo założyć dołączone do zestawu etui. Smartfon traci wtedy na urodzie, ale nie ślizga się już tak i używanie go jest o wiele, wiele bezpieczniejsze.

Czytnik linii papilarnych umieszczony z tyłu obudowy nie zaskakuje – dalej działa idealnie, szybko i sprawnie. Od dłuższego czasu twierdzę, że Huawei na tym polu ociera się o doskonałość, a Mate 10 Pro jest tego doskonałym przykładem.

Trzeba od razu dodać, że Mate 10 Pro nie jest lekki. Cała konstrukcja waży 178 gramów, co potrafi zmęczyć dłoń podczas np. długotrwałego oglądania filmów. Idzie to w parze z bardzo kompaktowymi wymiarami. 154,2 x 74,5 mm udało się uzyskać poprzez maksymalne zwężenie ramek wokół 6-calowego wyświetlacza. Wygląda to fantastycznie. Grubość na poziomie 7,9 mm wpisuje się w obecne standardy.

Pod względem dostępnych interfejsów, Huawei Mate 10 Pro nie odstaje od innych topowych smartfonów Tradycyjnie na dolnej krawędzi mamy złącze USB 3.1 typu C. Tuż obok umieszczono głośniczek multimedialny (niestety w dalszym ciągu pojedynczy, co odbija się na jakości brzmienia) oraz mikrofon rozmów. Po bokach widoczne są plastikowe wstawki anteny.

Prawa krawędź to szufladka na dwie karty SIM. Nie jest to pozwalające na wykorzystanie jednego gniazda na umieszczenie MicroSD rozwiązanie typu Hybrid SIM, które zyskało w ostatnich latach na popularności. Szkoda, bo możliwości flagowców dzięki temu rosną. Z drugiej strony ten smartfon ma 64/128 GB pamięci wewnętrznej. Rzadko kto będzie potrzebował więcej.

Lewa krawędź to dwa przyciski: dwustopniowy do regulacji głośności oraz zasilania. Dość zauważalnie odstają od obudowy i mają standardowy skok, któremu towarzyszy ciche kliknięcie. Nie można napisać tutaj złego słowa.

Na górze niespodzianka – port podczerwieni pozwalający wykorzystać smartfona w roli pilota do sprzętów takich, jak telewizor, kino domowe, odtwarzacz Blu-Ray itp. Tuż obok niego umieszczono też dodatkowy mikrofon do rejestrowania dźwięku. Czego zabrakło? Zgadza się – złącza minijack. Huawei poszedł śladem konkurencji, co nie do końca mi się podoba (choć sam w ogóle już z niego nie korzystam – wolę Bluetooth). Na szczęście w pudełku znajdziemy stosowną przejściówkę.

Nie muszę chyba wspominać, że jest to solidna konstrukcja i nie ma mowy o jakichkolwiek poluzowanych elementach, trzeszczeniu (zresztą co tu miałoby trzeszczeć, skoro nie ma plastiku?) czy uginaniu. Od tej strony Huawei Mate 10 Pro jest idealny. Jest też wodoszczelny, co potwierdza certyfikat IP67. Możemy go zatem zanurzyć w wodzie na maksymalnie metr głębokości na czas do 30 minut. To również przetestowałem, robiąc zdjęcia podczas kursu nurkowania – smartfon działał zarówno pod wodą jak i po wyjęciu z niej.

Wyświetlacz i bateria

Duży, 6-calowy wyświetlacz zastosowany w Huawei Mate 10 Pro to jeden z najmocniejszych atutów smartfona. Inżynierowie stanęli na wysokości zadania i zamknęli go w bardzo kompaktowej (jak na tę przekątną) obudowie, redukując rozmiary obramowania to minimum. W efekcie ekran stanowi blisko 81 proc. ogólnej powierzchni przedniego panelu.

Matrycę wykonano w technologii AMOLED. Ma ona proporcje 18:9 i rozdzielczość 1080 x 2160 px (FHD+). Daje to zagęszczenie pikseli na poziomie 402 PPI. Mało? Z całą pewnością wystarczająco. Pogoń za 2K czy 4K nie ma większego sensu, jeśli chodzi o smartfony. Zrozumiał to zresztą nawet Samsung, dodając od jakiegoś czasu do oprogramowania swoich urządzeń funkcję zmniejszenia rozdzielczości do Full HD. I słusznie.

Proporcje 18:9 nie są oczywiście jeszcze wspierane przez wszystkie aplikacje. Na szczęście twórcy przygotowali się na to i zaimplementowali w systemie prosty mechanizm, który rozciąga sztucznie ich interfejs. W większości przypadków rezultaty są zadowalające.

O kątach widzenia nie mogę napisać złego słowa. Kolory są nasycone, aczkolwiek nie odbiegają od naturalnych. W razie potrzeby możemy je lekko dostosować w ustawieniach systemowych. Kontrast i jasność stoją na bardzo przyzwoitym poziomie – szczególnie należy pochwalić duży zakres regulacji podświetlenia. Warto tutaj od razu wspomnieć o wsparciu dla HDR10, co sprawia, że wykorzystujące ten standard seriale z Netfliksa wyglądają na tym ekranie naprawdę fenomenalnie.

Zastosowana bateria to kolejny mocny punkt programu. Huawei Mate 10 Pro posiada litowo-polimerowe ogniwo o pojemności 4000 mAh. Tym samym doskonale wpisuje się w wyznaczone przez poprzednie modele standardy, gdzie czas pracy akumulatora stał na bardzo wysokim poziomie. W moim przypadku jest to nawet 6-7 godzin czasu Screen-on-time. Podstawowy warunek – usunięcie aplikacji Facebooka. Zmaiast niej korzystam ze strony www, a ikonkę przypiąłem na pulpicie. Rezultaty są fenomenalne. Mate 10 Pro tym samym spokojnie powinien wytrzymać dwa dni użytkowania. Oczywiście w momencie, gdy zaczniemy grać w gry lub godzinami oglądać na nim filmy, znacznie oddalimy się od uzyskania takiego wyniku.

Standard szybkiego ładowania Quick Charge został w tym modelu jeszcze bardziej ulepszony. Podawana przez ładowarkę energia ma teraz 4,5V (5A), co pozwala nam na naładowanie smartfona w 58 proc. w zaledwie 30 minut. Pełne naładowanie to zatem niespełna godzina. To fantastyczny wynik. Kolejny duży plus dla Mate’a 10 Pro.

System operacyjny, aplikacje i wydajność

W momencie swojej premiery Huawei Mate 10 Pro by jednym z pierwszych smartfonów pracujących pod kontrolą Androida 8.0 Oreo. Wraz z nim Huawei udostępnił odświeżoną wersję swojej nakładki graficznej i zmienił jej numerację. Nowe wydanie oznaczono numerem 8, aby ujednolicić to z wersjami samego Androida (producent twierdził, że rozbieżności na tym polu bywały dezorientujące dla użytkowników). Pośpiech ma jednak swoją cenę i pierwsze iteracje oprogramowania dla Mate’a 10 Pro były najeżone błędami. Niektóre były wręcz dziwne – np. gdy podczas oglądania filmów na YouTube otrzymywaliśmy powiadomienie z Facebook Messengera, telefon potrafił się zawiesić. Dziś wiele z nich wyeliminowano. Ja pokusiłem się o instalację najnowszej możliwej wersji oprogramowania oznaczonej numerem 8.0.0.129, która jest jednocześnie najbardziej stabilną.

EMUI jaki jest, każdy widzi. Chińskie nakładki graficzne mają to do siebie, że mocno wzorują się na interfejsie iOS. Kilka dni temu Richard Yu, CEO Huawei Technologies Consumer Business Group otwarcie przyznał, że, jego zdaniem, przez to nie są one dostatecznie atrakcyjne dla zachodnich odbiorców. Trudno powiedzieć, co to oznacza dla dalszego rozwoju interfejsów w smartfonach Huawei – niewykluczone, że duże zmiany.

EMUI 8 nie różni się jakoś szczególnie od poprzednich wersji tej nakładki graficznej. Nie uświadczymy tutaj też rewolucyjnych zmian. Najważniejszą jest mocniejsze postawienie na moduł AI. Smartfon w jeszcze większym stopniu niż dotychczas uczy się naszych nawyków i sposobu korzystania z oprogramowania. Następnie, w oparciu o zgromadzone dane, alokuje zasoby w taki sposób, żeby poprawić nasze doświadczenia. Przykład? Aplikacje, które włączamy często, będą się uruchamiały szybciej, a podczas przeglądania zdjęć, gdy aplikacja wykryje częste szybkie przewijanie biblioteki, przyzna tej czynności więcej zasobów, by sprawniej załadować wszystkie miniaturki.

Z innych nowości wdrożonych w EMUI 8 warto wymienić pływający przycisk nawigacyjny, który ma zastąpić dolną, czarną belkę z przyciskami. To naprawdę fajne rozwiązanie, które pozwala znacznie zwiększyć przestrzeń roboczą. Przycisk zachowuje się podobnie do „główki” z Facebook Messengera. Możemy go ustawić w dowolnym miejscu na ekranie, gdzie będzie stale widoczny. Pojedyncze stuknięcie działa jako wstecz, przytrzymywanie jako home, a przytrzymanie i lekkie przesunięcie w bok – multitasking. Ponadto smartfon ma nam teraz podsuwać propozycje aktywowania wybranych funkcji. Jeżeli często używamy go po zmroku, zaproponuje nam aktywowanie trybu ochrony wzroku redukującego emisję niebieskiego światła. Dodano też funkcję inteligentnego dzielenia ekranu, co pozwala podczas np. grania w gry odczytywać powiadomienia na tylko małym fragmencie wyświetlacza i nie tracić postępów w rozgrywce.

Jedną z bardziej widowiskowych nowości w EMUI 8 jest tryb desktopowy, który aktywujemy po podłączeniu smartfona kabelkiem HDMI – USB-C do zewnętrznego wyświetlacza. Huawei tym samym daje Samsungowi lekkiego pstryczka w nos, bo nie wymaga od swoich klientów zakupu dodatkowej stacji dokującej (co nie zmienia faktu, że za kabelek zapłacimy w Polsce 150-200 złotych; na AlliExpress jest znacznie taniej). W trybie desktopowym potrzebujemy ponadto klawiatury i myszki Bluetooth, co może okazać się nieco kłopotliwe. Traktowałbym to zatem raczej jako ciekawostkę.

Co z wydajnością? Zastosowany w Huawei Mate 10 Pro procesor Kirin 970 to aktualnie najmocniejsza jednostka w ofercie Huawei. Składają się na nią cztery rdzenie Cortex-A73 o taktowaniu 2,4 GHz oraz cztery Cortex-A53 1,8 GHz. Do tego dodano 4/6 GB pamięci RAM LPDDR4 oraz 64/128 GB pamięci wewnętrznej UFS 2.1 (rozmiary zależą od wersji). Spójrzcie na benchmarki:

AnTuTu: 176591

Geekbench 4:

  • single core: 1891
  • multi core: 6780

3DMark:

  • Ice Storm: 14313
  • Ice Storm Extreme: 14390
  • Ice Storm Unlimited: 32001

Rakieta, prawda? No… nie do końca. Huawei chwalił się mocniejszym GPU w tym modelu, a więc liczyłem, że naprawdę będzie szybko, a tymczasem Mali-G72 MP12 ciągle odstaje od Adreno stosowanego w Snapdragonach. Interfejs nie jest rysowany tak szybko i płynnie, jak bym sobie tego życzył. Momentami widywałem zacinające się animacje, spadki szybkości. To niewyobrażalne w smartfonie za ponad 3 tys. złotych. Niewykluczone, że wynika to z niezbyt dobrej optymalizacji nakładki EMUI. Zdecydowanie jednak wymaga poprawy – nawet teraz, kilka miesięcy po premierze. Powodów do narzekania nie będą mieli raczej gracze, bo właściwie każda gra ze sklepu Google Play działa na urządzeniu dobrze i płynnie.

Aparat i jakość zdjęć

Huawei Mate 10 Pro posiada z tyłu dwa aparaty. Główny oparto o matrycę 12 Mpix i wsparto optyczną stabilizacją obrazu OIS. Monochromatyczny posiada natomiast matrycę 20 Mpix. Oba wyposażono w optykę marki Leica o ogniskowej 27 mm i jasności f/1,6. Za łapanie ostrości odpowiadają fazowy i laserowy autofocus, a zdjęcia w nocy mają wychodzić dobrze dzięki podwójnej dwutonowej diodzie doświetlającej LED.

Tutaj znowu do akcji wkracza sztuczna inteligencja. Wspomniana wcześniej jednostka NPU jest bowiem wykorzystywana do rozpoznawania elementów, które zamierzamy sfotografować. Smartfon w czasie rzeczywistym analizuje obraz przed obiektywem i za pomocą stosownej ikonki informuje nas, co zobaczył. W rezultacie ustawienia aparatu są dostosowywane w taki sposób, aby fotografia wyglądała jak najlepiej. W przypadku krajobrazu i dobrego światła telefon pewnie obniży ISO i w inny sposób będzie mierzył ostrość. Podczas fotografowania jedzenia podkręci kontrast i kolory etc.

Efekty? Znakomite! To jeden z lepszych aparatów na rynku. Zdjęcia są bardzo szczegółowe i na ogół dobrze wyostrzone. Nasycone kolory i satysfakcjonujący kontrast sprawiają, że nie zaobserwujemy tutaj żadnych przekłamań (chyba, że sami sobie ich zażyczymy w trybie profesjonalnym). W razie potrzeby możemy też skorzystać z funkcji zapisywania plików RAW i wyciągnąć z fotografii jeszcze więcej.

btf

sdr

oznor

edf

cof

jhdr

sdr

nfd

cof

cof

oznor

mde

cof

Z przodu zastosowano aparat 8 Mpix i optykę o jasności f/2.0. Zdjęcia przednim aparatem wychodzą dobrze, ale zauważalnie odstają od tych, które wykonamy przednim aparatem w Samsungach Galaxy S8 czy Galaxy Note 8. Szczególnie jest to widoczne po zmroku, kiedy selfie wychodzą wręcz tragicznie.

Podsumowanie

To nie jest idealny flagowiec. Huawei Mate 10 Pro ma trochę za uszami. Rezygnacja ze slotu na MicroSD i złącza minijack na pewno nie spodoba się części użytkowników. Przepiękna, połyskująca obudowa też znajdzie zarówno zwolenników i przeciwników. Większość jednak szybko zaobserwuje jej największą dolegliwość – bardzo śliską powierzchnię. Sytuację ratuje silikonowy pokrowiec, ale nie każdy chce takiego używać.

Do minusów dodałbym też dość ciężkie oprogramowanie, które ma swój specyficzny i nieco kontrowersyjny styl (to również kwestia mocno subiektywna, czy się komuś spodoba czy tez nie). Smartfon nie działa tak płynnie, jak bym od niego oczekiwał. W wybranych aplikacjach obserwuję lekko chrupiące animacje i spowolnienia. To niedopuszczalne w takim urządzeniu.

Plusów jest znacznie więcej. Bardzo dobra jakość wykonania, wodoszczelność, obłędny wyświetlacz i fantastyczny czas pracy na jednym ładowaniu to kluczowe atuty tego smartfona. Dodajmy do nich jeszcze bardzo efektywne szybkie ładowanie i aparat, który jest wisienką na torcie. W końcu sztuczna inteligencja w smartfonie nie jest wyłącznie sloganem marketingowym i faktycznie przydaje się w praktyce.

 

Plusy

  • Jakość wykonania i wodoszczelność
  • Wyświetlacz
  • Czas pracy na baterii
  • Aparat
  • Sztuczna inteligencja, która naprawdę działa

Minusy

  • Ślizgająca się obudowa
  • Brak slotu na MicroSD i minijacka
  • Ciężka nakładka, która chwilami obniża płynność działania
  • Słaba przednia kamerka

 

Ocena: 8/10