36

Z „hoverboardami” jest poważny problem. Te gadżety są po prostu… niebezpieczne

Widziałem sporo testów „hoverboardów”, głównie tych „YESdzika” – urządzenie absolutnie proste. Ot, „deska z kółkami”, którą sterujemy balansując ciałem. Żadnej filozofii nie ma. O ile w Polsce nie jest to specjalnie popularny prezent – głównie z powodu dosyć wysokiej ceny, to za oceanem jest to prawdziwy hit. Raz miałem okazję wypróbować taki sprzęt i początki wyglądały jak „taniec pijanego przed pisuarem”. Potem było znacznie […]

Widziałem sporo testów „hoverboardów”, głównie tych „YESdzika” – urządzenie absolutnie proste. Ot, „deska z kółkami”, którą sterujemy balansując ciałem. Żadnej filozofii nie ma. O ile w Polsce nie jest to specjalnie popularny prezent – głównie z powodu dosyć wysokiej ceny, to za oceanem jest to prawdziwy hit. Raz miałem okazję wypróbować taki sprzęt i początki wyglądały jak „taniec pijanego przed pisuarem”.

Potem było znacznie znośniej – to trochę jak z jazdą na rowerze. Te początki również pamiętam – jazda po prostej była zwyczajnie niemożliwa, potem poszło jak z górki. Odrobina odwagi, wprawy i śmigałem na rowerze jak trzeba. Z hoverboardami (nie ma na razie dobrego odpowiednika w języku polskim, a „deskolotka” nie oddaje istoty gadżetu) jest absolutnie podobnie. Tyle, że nie mogę się przekonać do sposobu sterowania urządzeniem na tyle, by stwierdzić, że jest ono absolutnie bezpieczne. Uwierzcie mi, pytałem osób, które na co dzień bawią się tymi urządzeniami – jak to jest po tym, jak się złapie wprawę. Mówią, że czasem zdarza się mocniejsze zachwianie równowagi – szczególnie, gdy ma się do czynienia z minimalnym spadkiem – trudno jest wybalansować tak, żeby z urządzenia nie zlecieć. Zapytałem Internet, jak wyglądają wypadki z takimi urządzeniami w tle. Efekt?

Internet mnie nie zawiódł. Wiele z sytuacji przedstawionych na filmie wynika pośrednio z… nieostrożności osób, które z takiego gadżetu korzystają. Jazda na rękach nie jest przeznaczeniem tego typu sprzętów i nie dziwię się, że skończyło się to upadkiem. Jednak można zauważyć, że nawet osobom, które już coś niecoś wiedzą na temat jazdy hoverboardem zdarzają się wypadki. Te mogą okazać się być nieprzyjemne w skutkach. Może i jestem fajtłapa, ale zdarzało mi się łamać ręce przy pozornie niegroźnych upadkach grając w piłkę.

Od pewnego czasu hoverboardy są zabronione na drogach i chodnikach w Wielkiej Brytanii po tym, jak uznano, że są niebezpieczne. Istotnie – zdarzało się, że ludzie jadący po chodniku na takim urządzeniu nie byli w stanie bezpiecznie zatrzymać się na przejściu dla pieszych, co stwarzało ogromne zagrożenie wypadkiem. Również i nie bez znaczenia jest bezpieczeństwo innych korzystających z chodnika – przy dużym zatłoczeniu odpowiednie wymanewrowanie może być sporym wyzwaniem.

5491396709_e2eb207214_o

Grzegorz natomiast w swoim tekście wskazywał na „widowiskową awaryjność” tego typu gadżetów. Te lubiły się zwyczajnie zająć ogniem – tak po prostu. Nie skreślałbym hoverboardów z tego powodu, nawet dlatego, że wydają się one według mnie niebezpieczne – rowery, deskorolki, rolki też mogą się okazać zagrożeniem, jeżeli nie będzie się przestrzegać pewnych zasad bezpieczeństwa. Na upartego – dzieciaki łażą po drzewach, kąpią się w rzekach (tego nie pochwalam), biegają, rozrabiają – pola do popisu i łamania rąk oraz nóg jest mnóstwo.

Jednak dzieciakowi takiego sprzętu bym nie kupił. Rozmawiałem niedawno ze znajomym, który chwalił się, że swojemu synowi pod choinkę sprawił taki właśnie hoverboard. Co o tym myślę? W sumie, niech każdy wydaje pieniądze jak chce – nic mi do tego, Cały czas jednak kwestia bezpieczeństwa jest otwarta. Dopóki te sprzęty nie będą absolutnie bezawaryjne i nie będą palić się żywym ogniem, dopóki sterowanie nimi nie będzie opatrzone pewnymi mechanizmami bezpieczeństwa – swojemu dziecku, którego jeszcze nie mam, hoverboarda bym nie kupił. Z obawy o to, że wyrżnie o coś i trzeba będzie odwiedzić SOR. A może odrobinę przesadzam?

Grafika: 1, 2

  • Michał Hackleberry

    Myślę, że wystarczy popatrzeć na zdjęcie takiego hooverboarda, żeby wiedzieć, że nie jest to sprzęt perfekcyjnie bezpieczny. A poznanie zasady jego działania tylko utwierdza w takim jego postrzeganiu.

    • Wystarczy wejść na takiego hoverboarda, żeby się przekonać, że to rzeczywiście może być niebezpieczna. Ale zabaweczka fajna.

    • Dannyboy

      To jest CHYBA faktycznie jak z rowerem. Dla wielu osób rower do dziś jest czymś bardzo niebezpiecznym, nie mówiąc już o jakiejś górce. W obu przypadkach potrzebne jest zachowanie równowagi. Jestem bardzo ciekaw hoverboardu w praktyce. Gdyby takie urządzenie kosztowało koło tysiaka to bym kupił z miejsca.

    • Jerzy G

      trzeba poćwiczyć i pomyśleć i nie jest to niebezpieczne. Tylko droga powinna być w miarę gładka..

    • Jerzy G

      a ja po 20 minutach opanowałem jazde.A mam tylko 66 lat…

  • airhead

    myślę, że „deskolotka” to świetne tłumaczenie

  • Krzywdę można sobie zrobić na łyżwach, wrotkach, rowerze a nawet spacerując. Schodzenie po schodach jest ekstremalnie niebezpieczne. Życie jest niebezpieczne.
    p.s. Czekam kiedy zakażą jazdy na nartach, to jest dopiero dostarczyciel kontuzji

    • Jak biegałem to skręciłem kostkę, chyba zawnioskuję o zakazanie biegania. ;)

    • Czytałem Antyweba i spadłem z krzesła. Proponuję zakazać czytania Antyweba ;)

      PS. Nazwałem ostatnio mojego pająka Przemysław, strasznie jest beznadziejny ^^

    • Ja nazwałem karpia na święta „Rafał”, ale nie zdołał pohasać i ostatecznie wylądował na stole. Imię nie predestynuje do niczego. ;) To tak nie działa. :P

    • Co zauważyłem w zachowaniu mojego pająka o imieniu Przemysław, on zawsze chce być w centrum zainteresowania, a tak na prawdę nikt go nie chce bo jest do kitu…

    • Nazwałem królika Linux.
      Jak mi spieprzył to go 2 godziny ganiałem;)

    • Konrad Uroda-Darłak

      Mam nadzieję, że jądra mu nie kompilowałeś :P

    • Tak właściwie to była królica…

    • Konrad Uroda-Darłak

      Dobra dobra, już teraz zeznań nie zmieniaj ^^

    • Dobra, niech ci będzie, Linux jest na jajko monolityczne także powiedzmy że to było coś pomiędzy jednym a drugim.

    • Znajomy w lany poniedziałek biegł z plecakiem w którym miał 6l wody. Pech chciał że się przewrócił i przyszorował mordą o asfald.
      Zbite okulary i złamana ręka.

    • A wiesz że monotlenek diwodoru jest śmiertelnie niebezpieczny a wszyscy go zażywają?

    • M

      Ta, utopić się można

    • Można też przedawkować

  • Piotr

    Pozycja na tym ustrojstwie jest bezsensowna – obie stopy równolegle w jednej linii skierowane w kierunku jazdy. Niewielkie wychylenie środka ciężkości do tyłu i już baaaardzo trudno jest się uratować przed upadkiem na plecy z uderzeniem potylicą o chodnik.
    Zamiast tego g. – deskorolka elektryczna, np. taka:
    https://www.youtube.com/watch?v=V3Af-_AQbHg

    • Wiesz że to nie głupie? Na zwykłej całkiem łatwo się ogarnąć także mniejsze ryzyko wypadków a idiotów i tak czeka selekcja naturalna.

  • regoat

    chodzenie tez jest nie bezpiecznie. mozna wpasc na kogos na chodniku, wpasc pod samochod, upasc.

    • Teoretycznie to w każdej chwili na twój dom może spaść pasażerski Boeing a jak nie to nawet meteoryt.

  • 2:49
    3:17
    3:35
    Epickie

  • treblestrebles

    Redaktorzy czemu gapicie się w hamerykanów jak by to byli nadludzie.Azjaci są znacznie inteligentniejsi i nie robią z idiotów wzorów do naśladowania.Żaden koreańczyk,japończyk czy tajwańczyk nie kupi byczego łajna.Hamerykaninowi wcisną wszystko.Zwłaszcza temu czarne,u.

  • Atlantis

    Co do stawania w płomieniach, to ludzie chyba nie zdają sobie sprawy z jednej, podstawowej rzeczy. Takich urządzeń nie napędza żadna magia. One jeżdżą na prąd. A przewiezienie typowego, dorosłego człowieka na dystansie kilkudziesięciu kilometrów wymaga „trochę energii”. Ta energia jest przechowywana w niewielkiej i lekkiej baterii, która musi zmieścić się w tej maleńkiej obudowie. Równe dobrze można by sobie wyobrazić tam bak z paliwem.

    Bateria litowo-jonowa, podobnie jak zbiornik z benzyną może stanąć w płomieniach. Wystarczy, że zostanie fizycznie uszkodzona albo ulegnie przeładowaniu. Podczas normalnego użytkowania w takim urządzeniu płyną spore prądy – niech no tylko dojdzie gdzieś do zwarcia i nie zadziała zabezpieczenie, a ogień pojawi się niemal natychmiast.
    Te same zastrzeżenia można równie dobrze odnieść do każdego urządzenia elektronicznego, pracującego na akumulatorach litowo-jonowych albo litowo-polimerowych, z laptopami, tabletami i smartfonami włącznie.

    Oczywiście przypadki niekontrolowanego zapłonu tych „deskorolek” mogą świadczyć o błędach projektowych, ale nie wiemy też, czy ich użytkownikom do głowy nie przychodziły jakieś głupie pomysły. Żeby prowadzić samochód trzeba zrobić kurs i zdać egzamin na prawo jazdy. Takie urządzenia natomiast są traktowane jako zabawki i sprzedawane każdemu. Nie wiem – może ludzie próbowali jakichś „akrobacji” w trakcie których dochodziło do fizycznego uszkodzenia baterii?

    • borysses

      Błędy w transporcie powodujące niestabilność chemiczną ogniwa. Toshiba miała podobny problem 8 lat temu i wycofywano wszystkie laptopy z ich bateriami.

  • Peritius

    Moim zdaniem o wiele lepszym urządzeniem jest Airwheel. Na tych deskach można jechać tylko po idealnie równej nawierzchni, które w Polsce są niemal nie spotykane.
    na Airwheelu po każdej dziurze i nierówności.

  • jarekt

    Te urządzenia to katastrofa. Cud, że się jeszcze nikt nie zabił. W żadnym normalnym kraju ani w żadnej normalnej firmie taki produkt by nie przeszedł przez testy ale to wszystko robione jest w Chinach a tam zrobią wszystko co się sprzeda, bez względu na to czy ma to sens i czy działa. Te cuda absolutnie nie działają.

  • Pingback: Amerykanie ostrzegają - hoverboardy to fajne zabawki, ale niebezpieczne - AntyWeb()

  • Ola

    Mamnod wczoraj hoverboarda. Nie jest to takie niebezpieczne gdy już się rozumie o co w tym chodzi. Za pierwszym razem też jak wszyscy na filmie zaryłam do tyłu.

    • Ola

      Mam od wczoraj*