15

To było wiele lat gróźb, ale nareszcie klienci zagłosowali portfelem. Tego chyba nikt się nie spodziewał

Od lat słyszymy, że z gigantami nie wygramy. Głosowanie portfelem nie ma sensu. Właściwie, to nawet nie warto się starać. Ostatnie dni pokazują jednak, że sprawa wcale nie jest przesądzona — i jeżeli faktycznie naciśnie się ma odcisk, to nawet posiadające grube miliony dolarów korporacje mogą znaleźć się w tarapatach.

Dzisiejszy felieton odnosi się, rzecz jasna, w dużej mierze do Electronic Arts i ich ostatniej wielkiej premiery: Star Wars: Battlefront 2. Wspominałem już o pierwszej zwycięskiej bitwie z mikrotransakcjami na głównym planie. Sprawa zrobiła się na tyle głośna, że zainteresowali się nią nawet politycy — i co z tego wyniknie… dopiero się okaże. Polityka to jedno, ale wkurzenie (a może raczej rozgoryczenie połączone z pewnego rodzaju bezsilnością) graczy — to zupełnie inna sprawa. I tak oto sytuacja nabrała rumieńców: po pierwsze, EA i DICE musieli się ugiąć i na premierę przestali obstawać przy swoich racjach — wyłączyli mikrotransakcje w grze. Ale na tym jeszcze nie koniec: na znak protestu, nawet promocje na Black Friday nie zachęciły graczy do zakupu gry w wyjątkowo atrakcyjnej cenie. Inne tytuły znikały z regałów jak świeże bułeczki — zaś widok Star Wars: Battlefront 2… był naprawdę smutny. Podobnie zresztą sprawa miała się z zestawami konsol brandowanymi BF2. To jednak jeszcze nie koniec, złość na wydawcę zaowocowała nawet petycją. Fani marki chcą, aby licencja na Gwiezdne Wojny została odebrana Electronic Arts. Ci zaś którzy zdecydowali się kupić grę, znaleźli sposób jak nie dać się naciągnąć i nie spędzać setek godzin czekając aż wylosują to, na co zasłużyli — korzystają… z gumek recepturek. Psują grę i zabawę innym, no ale lepszego sposobu nie znaleźli. A wszystko to przez pazerność EA. Dodam jeszcze, że według ostatnich raportów — firma nie przewiduje, że cała ta sytuacja niespecjalnie odbije się na ich kontach z porównaniem do tego, czego się spodziewali.

O krok za daleko, no i… zrobiło się nieprzyjemnie

Wydawcy gier wideo od wielu lat testują cierpliwość graczy. Ostatnich kilka(naście) lat to era płatnych dodatków (zdarzały się wśród nich wycięte części pełnej gry, które… nawet dostępne były na nośnikach z „podstawą”), season passów, mikrotransakcji i innych elementów na które tłumnie narzekano. I regularnie toczyły się dyskusje o tym, na ile twórcy / wydawcy mogą sobie pozwolić. Ostatecznie jednak finał był taki sam: gra rozchodziła się na pniu, miliony graczy spędzało czas online — a kilka tygodni później wszyscy zapominali o awanturach i pewne zagrywki stawały się chlebem powszednim. O natrętnych mikrotransakcjach w Star Wars Battlefront 2 które wpływały na coś więcej niż tylko kosmetykę całej zabawy wiedzieliśmy już na kilka miesięcy przed premierą. I wszyscy zwiastowali powtórkę z rozgrywki… aż tu miarka się przebrała. Sprawa urosła do dużo większych rozmiarów awantury, niż ktokolwiek się spodziewał. I nagle okazało się, że głosowanie portfelem ma sens — bo może faktycznie prowadzić do jakiś zmian, albo chociaż pozwoli obu stronom konfliktu spotkać się po środku.

A wiecie co w tej sytuacji jest najbardziej tragiczne? Wszyscy którzy dali Star Wars: Battlefront 2 szansę twierdzą jednogłośnie, że to kawał świetnej gry. Może jestem naiwny, ale naprawdę mam nadzieję, że ta cała sytuacja da wydawcom do myślenia…

Zdjęcie: Reddit

  • stefan

    Patologia naciągactwa zaczela sie chyba od tych pseudogier mobilnych. Nic nie warte dodatki do tych gier potrafily lata temu kosztowac setki dolarow a jeleni były tlumy.

    Szkoda że głównym ficzerem gier staje się obsluga platnosci. Mam nadzieje ze trend nie zabije gier single.

  • zakius

    o krok za daleko to poszli przy simsach
    a skoro wtedy się udało to kontynuowali

    • Kamil

      Jasne, dawali co było — ludzie korzystali. Do czasu.

  • Driggooziz

    Wszystko zaczęło się od sławnej zbroi dla konia z TES: Oblivion. Część to wyśmiała, ale banda narwańców stwierdziła, że „to tylko 2,5$” no i rozpoczął się wysyp płatnych mikrododatków. Skoro pomysł działa to go rozwijamy. Do mobilek nikt nic nie ma, bo są za darmo, i w większości płatne nie tyle są dodatki, co przyspieszenie progresu – kup kryształki i szybciej się wybudujesz, odnowisz czy co tam innego wymyślą. I ludzie naprawdę kosmiczne pieniądze potrafią na to wydać, bo robią to małymi kroczkami „a, kupię sobie kryształek za 10$, najwyżej nie wypiję piwka” i z czasem z tego robią się setki bądź tysiące dolarów. Problem się zrobił, bo zaczynają kombinować jak dawać takie pierdoły wpływające na rozgrywkę w jakikolwiek sposób do gier, które człowiek już kupił i powinien mieć możliwość grania jak każdy inny, a nie szybciej, lepiej, bo zapłacił. Dodatki kosmetyczne są ok, mnie to rybka czy ktoś ubiera swoją postać w grze czy kupuje sobie garnitury, jego broszka.

    • Kamil

      No trochę się zgadzam… ale wiesz, u nas problem jest też taki, że z perspektywy Polaka — to wcale nie są MIKRO_transakcje. Zakładam, że 1$ to dla zarabiających w tej walucie jest dużo mniej odczuwane niż ~4 pln, które musimy za to samo zapłacić lokalnie.

      No i zgadzam się — kosmetyka, jasne. Ale nie wpływanie na rozgrywkę.

  • doogopis

    Tak że sami widzicie,producenci to gnidy bez skrupułów! Gdyby mogli to by was kasowali co odpalenie gry.
    Jeden pojedynczy przykład nic tu nie zmieni! Nikt żadnym portfelem nie głosował! Bzdury kompletne! Wyssane z palca!
    To producent tak przegioł że obróciło sie to przeciw niemu. Wieśniaki najpierw kupili gre a potem pieski skomlały bo zabawka była jakaś nie kul!
    Małe wacki mogą zagłosować tylko małymi wackami! To jedyne na co was stać!

  • DeltiX

    Gry od niektórych wydawców zaczynają przypominać rynek telefonów. Chodzi mi o to, że dzisiaj często topowy smartfon jest robiony na klej i ciężko go naprawić. Android, który bez przeszkód by mógł być aktualizowany na wszystkich telefonach jest bezmyślnie poszatkowany na dziesiątki wersji. W grach AAA sytuacja zaczyna podobnie wyglądać, ale tu chodzi o te mikropłatności. Kurde, kupuję pełny produkt, odpalam go, a obok muszę położyć portfel by móc fajnie się w nim bawić. Mamy do czynienia z coraz to większym kombinowaniem, działaniem na szkodę konsumenta ze strony dużych firm. Nie rozumiem tej opieszałości ze strony nas wszystkich, czemu nic z tym się nie robi. Czuję się jak głupek, który jedyny na świecie nie wydaję kasy na mikrotranskację i jak dobiera urządzenie to się chwilę zastanowi, czy to jest dobre rozwiązanie w dłuższej perspektywie.

    • Kamil

      Pocieszę się. Też ani razu nie zapłaciłem w IAP :)

  • mleczaj wełnianka

    „firma nie przewiduje, że cała ta sytuacja niespecjalnie odbije się na ich kontach z porównaniem do tego, czego się spodziewali”

    można by to zdanie skonstruować w nieco bardziej zrozumiały sposób?

    • Jack Morgan

      Ano, niezwykle karkolomne konstrukcje jezykowe.
      A dodatkowo, jakby ktos chcial sie przekonac o coz niby chodzi i kliknal w link do artykulu, to oberwalby pay wallem.

  • Jack Morgan

    Glownym ‚money makerem’ EA jest FIFA Ultimate Team.
    Na mikrotransakcjach w tej serii w ostatnim roku fiskalnym zarobili 800 millionow dolarow. W poprzednim roku – 650 milionow, wiec mozna podejrzewac, ze tendencja zwyzkowa sie utrzyma i w przyszlym roku przebija kwote miliarda dolarow.
    Zla praktyka biznesowa byloby *nie* probowac powielac tego modelu.

    W przypadku BF2 natkneli sie na setback, moze troche przegieli. Ale zbliza sie gwiazdka i premiera nowego filmu Star Wars. Cale to oburzenie dotyczy koniec koncow niewielkiego segmentu potencjalnych klientow.
    Wyjda na swoje… niestety.

    • Kamil Ro. Dzióbek

      Kolesie od wiedźmina powinni brać z nich przykład.

  • Zjadacz Watrobka

    firma nie przewiduje, że cała ta sytuacja niespecjalnie odbije się na ich kontach z porównaniem do tego, czego się spodziewali.

    To podwójne zaprzeczenie czy błąd?

  • łukasz Jedryszczyk

    Najdziwniejsze jest to że ludzi bardziej oburzyła losowość kupionych pakietów niż same mikropłatności bo pewnie gdyby mogli kupić daną broń lub pancerz to sprawy by nie było

  • Keth

    Po pierwsze, nie EA się ugięło pod głosami graczy, tylko Disney ich zmusił, żeby nie robić smrodu wokół marki przed premierą nowej części. Po drugie EA już zapowiedziało, że po premierze filmu mikropłatności wrócą (choć nie wiedzą w jakiej formie), bo jest sporo graczy, którzy mają więcej pieniędzy niż czasu.