138

Google to najlepsze, co spotkało iPhone’a

Spoglądam na swój ekran główny telefonu i zliczam aplikacje od Google. Jedna, druga, trzecia, czwarta, piąta, szósta, siódma, ósma. Sporo, prawda? A przypomnę, mimo, że przeczytaliście to przed chwilą, mówię o ekranie domowym, czyli tym, gdzie goszczą najczęściej używane codzienne aplikacje na smartfonie. A i na następnych nie brakuje kolejnych aplikacji Google'a.

Podejrzewam, że teraz ciekawi Was, jakich to aż osiem aplikacji od firmy z Mountain View potrzebuję każdego dnia. Przedstawię każdą z nich z kilkoma słowami wyjaśnienia.

  • Zdjęcia Google – bo to najlepsze miejsce na moje zdjęcia. Jeszcze nie idealne, ale niemal w całości odpowiadające moim potrzebom. Google miało po prostu rację – żyjemy w takich czasach, że powinniśmy przestać zajmować się porządkowaniem, organizowaniem i poprawianiem fotografii. Udostępnianie powinno odbywać się tak łatwo, że wystarczy kilka chwil, by komuś z drugiego końca świata można było pokazać galerię wyjazdu z weekendu, a utrata telefonu nie powinna być żadnym problemem. Łatwiej, szybciej, wygodniej. Nikt z konkurencji tego nie robi lepiej.
  • Mapy Google – okej, słyszałem sporo opinii na temat tego, że w ostatnim czasie Mapy od Apple lepiej sprawdzają się, jako nawigacja. Być może, ale jeśli wezmę pod uwagę korki (których chcę uniknąć) na ulicach oraz możliwość szybkiego skontaktowania się z poszukiwaną placówką lub sprawdzenie godzin otwarcia, to nad Wisłą Mapy Google konkurencji nie mają. Po prostu.
  • Google – niektórych może dziwić w ogóle chęć posiadania tej aplikacji na telefonie – przecież z wyszukiwarki można korzystać w dowolnej przeglądarce. Mnie najwygodniej robi się to jednak z poziomu głównej aplikacji Google, która oferuje też spersonalizowany strumień informacji, które mogą mnie zainteresować (wielokrotnie przegapiłbym istotne dla mnie wieści, ale Google pamiętało to jedno wyszukanie sprzed kilku lat, więc postanowili mi o pewnej sprawie przypomnieć), a poza tym wyszukiwanie głosowe bywa nad wyraz przydatne.

  • Chrome – rywale zażarcie gonią przeglądarkę Google i najbliżej lidera jest w tej chwili chyba Opera, ale jeśli chodzi o najbardziej rozbudowany ekosystem usług i multiplatformowość (przy moich potrzebach), to Chrome wypada najlepiej.
  • Lista zadań – świeżynka na tej liście, być może nie zagości na dłużej, ale postanowiłem sprawdzić tę usługę po debiucie nowego Gmaila oraz dedykowanej aplikacji. Wcześniej była tu aplikacja „To Do” od Microsoftu i niewykluczone, że wróci na swoje miejsce.
  • Kalendarz Google – jasny wybór dla prawdopodobnie każdego użytkownika Gmaila i innych usług Google. Po redesignie wersji webowej oraz aplikacji prezentuje się też świetnie wizualnie, ale przede wszystkim najlepiej sprawdza się przy moich zastosowaniach, choć te raczej nie odbiegają od standardów.
  • Gmail – ten punkt nie wymaga raczej większego tłumaczenia. Natywna obsługa Gmaila wydaje się najlepszym wyjściem, a że aplikacja działa i wygląda jak powinna (z drobnymi potknięciami), to nie rozglądam się za alternatywą już od dłuższego czasu
  • Asystent Google – wielka, wielka szkoda, że iOS nie pozwoli na bezustanną pracę tej aplikacji w tle w energooszczędny sposób, gdyż z Siri wolałbym nie mieć nic do czynienia. Niestety, to właśnie asystenta Siri ustawia mi czasem budzik czy minutnik, a także wykręca dla mnie numer telefonu. Dla pozostałych czynności stawiam na Asystenta, z którego korzystam też w domu na głośniku Google Home. Dlaczego i w jakich sytuacjach? Wymieniłem nawet rzeczy, które inteligentny głośnik zastąpił mi na stałe.

Jakie aplikacje nie załapały się na listę? Chociażby Keep, który rezyduje na drugim ekranie oraz Inbox, który czasem pozwala w mgnieniu oka posprzątać (do pewnego stopnia) skrzynkę odbiorczą. Aha, no i jest jeszcze YouTube. A YouTube, to po prostu YouTube.

Dlaczego w ogóle pokusiłem się o takie stwierdzenie, jak to w tytule? Sprawa jest prosta – nikt inny nie oferuje tak zgranego i uniwersalnego ekosystemu, jak właśnie Google. Niektórzy zakrzykną „Microsoft!” a inni „Apple!”, ale jeśli sprawa rozbija się o tak fundamentalną sprawę jak przeglądarka (Edge nie ma na macOS, Safari nie ma na Windows i Androida), to nie mamy o czym mówić. Ci konkurenci Google w ogóle będą próbować skrócić ten dystans? Raczej nie, a przynajmniej nic nie wskazuje na to, by miało to nastąpić w najbliższym czasie.

Google zadomowiło się na iOS na dobre. W niektórych rozmowach pracownicy Google jasno przyznają, że większość z nich posiada/nosi ze sobą dwa telefony: jeden z Androidem, a drugi z iOS-em. Grono użytkowników iPhone’a jest tak duże, że Google nie mogło sobie pozwolić na ignorowanie konkurencyjnej platformy – skoro jednak dany klient wybiera sprzęt innej firmy z bezpośrednim rywalem Androida, to i tak może/powinien korzystać z naszych usług i produktów – bardzo logiczne podejście. Na tyle, że czasem Google zaskakuje posiadaczy iPhone’ów takimi pomysłami jak aplikacja Motion Stills, która pozwala zrobić prawdziwy użytek z Live Photos (krótkie filmiki kręcone chwilę przed i po zrobieniu zdjęcia) pozwalająć na eksportowanie ich do GIF-a czy zwykłego filmiku.

Oczywiście znam wiele osób, które na dobre przesiadły się na usługi Apple oraz takie, które wybrały szeroką ofertę Microsoftu. Zauważyłem jednak, że to determinuje lub zostało zdeterminowane przez typ posiadanych urządzeń. Największą swobodę oferuje jednak Google.

Nawet pomimo tego bajzlu, który panuje od wielu, wielu lat.