21

[Felieton] Dlaczego VCs nie podpisują NDA

Autorem poniższego tekstu jest Paweł Chudziński (@pawell) współzałożyciel Point Nine Capital, funduszu z siedzibą w Berlinie inwestującego w młode spółki Internetowe w całej Europie (ostatnie inwestycje w Polsce to infakt.pl i pomocni.pl sprzedani ostatnio do Edipresse). NDA (z ang. non-disclosure agreement), czyli umowa o zachowaniu poufności, to dokument podpisywany przez strony rozmów biznesowych mający na celu zabezpieczyć je przed wydostaniem się ważnych […]

Autorem poniższego tekstu jest Paweł Chudziński (@pawell) współzałożyciel Point Nine Capital, funduszu z siedzibą w Berlinie inwestującego w młode spółki Internetowe w całej Europie (ostatnie inwestycje w Polsce to infakt.pl i pomocni.pl sprzedani ostatnio do Edipresse).

NDA (z ang. non-disclosure agreement), czyli umowa o zachowaniu poufności, to dokument podpisywany przez strony rozmów biznesowych mający na celu zabezpieczyć je przed wydostaniem się ważnych informacji handlowych wymienianych poprzez te strony poza krąg rozmów.

Czasami strony starają się zabezpieczyć przed złamaniem takiej umowy wprowadzając rożnego rodzaju kary. Intencje wydaja się sensowne i umowy takie są praktykowane wśród dużych firm, ale poniżej postaram się pokazać, że, zwłaszcza w przypadku startupów i inwestorów VC, takie umowy są w ogromnej większości wypadków zbędną biurokracją, nikogo przed niczym nie chronią, a tylko marnują czas na ich negocjacje. My w Point Nine Capital z zasady takich dokumentów nie podpisujemy. Dlaczego? Głownie dlatego, że, widząc kilka tysięcy biznesplanów rocznie, podpisywanie NDA z każdym byłoby po prostu nie możliwe od strony administracyjnej.

Moim zdaniem NDA w rozmowie z VC nie chroni startupu najczęściej przed niczym. W startupie to nie pomysł, strategia na przyszłość i niesowity trick technologiczny, a zespól i zdolność wprowadzania w życie projektu jak i jego zaawansowanie stanowią główna wartość.

Sam pomysł i tak jest widoczny dla świata zaraz po wypuszczeniu produktu a strategia na dalszy rozwój i tak zmienia się co kilka miesięcy i jej wszystkie detale i długoterminowa wizja są tylko i wyłącznie w głowach założycieli. Także nawet najgorszy scenariusz, w którym prezentacja przeznaczona dla inwestorów dostaje się do publicznego obiegu, w ogromnej większości przypadków nie byłby znacząco szkodliwy, a jeśli informacje w nim byłyby tak rewelacyjne, że przyciągnęłyby uwagę prasy, mogłyby się okazać dobrym PRem. A jeśli naprawdę natura pomysłu jest taka, ze może być od razu skopiowany po ujawnienie podstawowych informacji, to trzeba się zastanowić, czy nasz biznes ma solidne podstawy do rozwoju, bo konkurencja i tak się szybko pojawi. Nie muszę chyba dodawać, że modelem biznesowym VC nie jest ‚kradzież’ pomysłów i tworzenie biznesów samemu, a inwestowanie w zespoły które te pomysły realizują.

W przypadku rozmów z potencjalnym kupcem, lub inwestorem strategicznym (np duży wydawnictwem), ochrona przez NDA jest jeszcze bardzie złudna, jako że to kupiec chce mieć informacje dla siebie i nigdy ich nikomu innemu nie przekaże, a to, że będzie pozyskaną wiedzę wykorzystywać w biznesie jest niemal pewne (jeśli jest w stanie to skutecznie zrobić).

W konkurencji z dużymi graczami to nie pomysły, a szybkość i talent zespołu oraz to co już zostało zbudowane jest wartością. Jeśli jednak mamy informacje, których dostanie się w niepowołane ręce naprawdę mogłoby być szkodliwe, to po prostu polecam ich nie ujawniać.

Zadaniem inwestora VC jest rozmawiać ze wszystkimi startupami w danej branży i starać się zainwestować w najlepszy z nich. Inwestor rozmawiając z każdym startupem uczy się i wiedza ta zostanie w jego głowie tak czy inaczej, nawet jeśli podpisze NDA.

Inwestorzy żyją jednak ze swojej reputacji. Jeśli rozejdzie się po rynku, że inwestor rozpowiada poufne informacje, lub przekazuje dokumenty konkurencji, ucierpi na tym jego reputacja i zmniejszy się liczba firm chcących z nim współpracować. Nie jest też w interesie inwestora rozsyłanie takich informacji na lewo i prawo, w końcu to bardzo konkurencyjny rynek.

Co gorsza, NDA nie tylko przed niczym nie chroni, a inwestorzy i tak nie mają interesu w przekazywaniu informacji wszystkim dookoła – NDA jest także często szkodliwy. Przede wszystkim, rozmowy o NDA kosztują obie strony dużo czasu. Zdarza mi się, że po odmówieniu podpisania NDA, przedsiębiorca wraca po kilku tygodniach i mówi że jednak chce rozmawiać bez NDA. Kilka tygodni straconych! W świecie Internetu to bardzo dużo, zwłaszcza jeśli w czasie rozmów mógłby dostać feedback lub wartościowe kontakty. Nie mówiąc o tym, że rezygnując z dalszych rozmów, szansa na feedback przepada całkowicie. Nalegając na NDA sugerujemy także brak zaufania, co nie jest chyba dobrym startem do rozmów.

Szczególnie w USA można zaobserwować, ze trend wśród młodych spółek jest jednoznacznie w stronę rezygnacji z NDA. W Europie zachodniej jest różnie, a w Europie wschodniej, tym Polsce, pytanie o NDA wśród startupow jest nadal bardzo częste.

Wydaje się, ze bierze się to z cały czas wczesnej fazy rozwoju rynku, i może doradztwa przez prawników nie mających doświadczenia w tej branży. Uważam też, że poziom zaufania w biznesie jest mniejszy w naszej części świata. A przy tym należy mieć na uwadze, ze jeszcze nigdy nie spotkałem się (nawet nie słyszałem o takim przypadku), żeby złamanie NDA było egzekwowane i ktoś z tego tytułu domagałby się, lub otrzymał odszkodowanie. NDA wydaje się wiec być biurokratycznym przyzwyczajeniem, przez które systematycznie tracimy szansy biznesowe i wolniej działamy.

Temat NDA był już opisany w kilku wyspecjalizowanych blogach VC:
http://www.feld.com/wp/archives/2006/02/why-most-vcs-dont-sign-ndas.html
http://www.avc.com/a_vc/2006/02/why_vcs_dont_si.html
http://www.bothsidesofthetable.com/2009/07/26/on-ndas-and-confidentiality/

Cartoon licensened under a Creative Commons Attribution, NoDeris 2.0 License.