103

Przebiegły Musk: Falcon Heavy poleciał w kosmos tylko po to, by wypromować Teslę…

No i poleciał - Starman w czerwonej Tesli Roadster oddala się od Ziemi, komentuje to cały świat. Napisałbym, że to największe wydarzenie mijającego tygodnia, ale to byłoby krzywdzące: być może nic tego nie przebije w całym 2018 roku. Czy chodzi mi o umieszczenie samochodu elektrycznego w przestrzeni kosmicznej? Nie! Nadrzędną rolę odgrywa start rakiety Falcon Heavy. Obserwując komentarze dotyczącego tej misji, można dojść do wniosku, że ludzie skupili się na niewłaściwym elemencie całego przedsięwzięcia.

Falcon Heavy zaliczył udany start, w Sieci oglądały to miliony ludzi. Dwa człony rakiety odzyskano, trzeci niestety przepadł, ale wynik i tak jest całkiem niezły. Nie będę ukrywał, że moment, w którym dwa boostery lądowały symultanicznie oglądałem z opuszczoną szczęką – przez chwilę myślałem nawet, że to animacja, bo wszystko wygląda zbyt dobrze. I szeroko pojęty świat mówił o tym lądowaniu, lecz „show” skradł manekin ulokowany w samochodzie Tesla Roadster. Niektórzy przekonują wręcz, że cała ta misja została podporządkowana promocji producenta samochodów.

Prześledziłem wiele komentarzy poświęconych odpaleniu rakiety Falcon Heavy i przyznam, że część mnie zaskoczyła. Nawet bardzo. Zwracano uwagę na to, że Elon Musk to geniusz marketingu, że ruch z wystrzeleniem samochodu można określić słowem „majstersztyk”. Pojawiły się nawet stwierdzenia, że to odwracanie uwagi od kiepskich doniesień zawartych w raporcie kwartalnym Tesli. Jedni twierdzili, że to najdroższa w dziejach kampania reklamowa, drudzy przekonywali, że najtańsza, bo Tesla zyskała rozgłos, za który musiałaby zapłacić znacznie więcej korzystając z tradycyjnych narzędzi. Ci ludzie chyba zapominają o najważniejszym: motyw z manekinem był tu dodatkiem.

Elon Musk upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu – to prawda. Mógł wpakować na pokład Falcon Heavy zwyczajny balast, a wpadł na pomysł (lub ktoś mu go podpowiedział), by zrobić widowisko z wystrzeleniem auta. Efekt? Więcej widzów przed monitorami, większe zainteresowanie mediów, osób, które na co dzień nie śledzą poczynań firmy. Dzień po starcie spotkałem się z rodziną, która pytała o auto w kosmosie. Kilka osób w mediach społecznościowych też chciało o tym pogadać. Dowiedziały się, że istnieje SpaceX. Czy zatem celem nadrzędnym było promowanie Tesli?

Spojrzałbym na to z drugiej strony: Tesla to bardziej rozpoznawalna marka niż SpaceX – samochód wykorzystano do tego, by zaprezentować światu dokonania kosmicznego interesu Muska. Jestem przekonany, że gdyby nie historia z autem, start rakiety, lądowanie boosterów, lot ładunku, oglądałoby znacznie mniej ludzi. Przecież wcześniej wielkich rzeczy dokonano już za sprawą Falcon 9 – czy rzesze internautów komentowały te wydarzenia z taką mocą? Nie wydaje mi się. Przynajmniej nie robili tego ludzie nie zainteresowani tematem.

Rakieta nie została wystrzelona dla zabawy – to test, który poprzedziły lata pracy, który pochłonął wielkie fundusze, który… ma wprowadzić SpaceX na nowe tory. Przekaz firmy jest jasny: udało się, mieliśmy rację, dokonaliśmy czegoś dużego. Niebawem przyjdzie czas na kolejne starty Falcon Heavy, ale tym razem zamiast samochodu, na pokładzie będzie ładunek naszych klientów. Bo to nie jest jedynie spełnianie marzeń amerykańskiego miliardera – chodzi o wielki biznes. Zdecydowanie nie jest tak, że SpaceX to dzisiaj narzędzie marketingowe wspierające sprzedaż samochodów. Z czasem ten interes może się okazać większy od dostarczania na rynek elektryków.

Skupianie się wyłącznie na aucie w kosmosie to błąd, bo wydarzyło się coś bardzo ważnego w przemyśle kosmicznym. Deprecjonowanie tego startu i powtarzanie, że to czysty marketing też jest niepoważne – SpaceX nie był rozwijany przez te wszystkie lata po to, by zapewnić ludziom rozrywkę na YT. Czy byłoby lepiej, gdyby Musk nie wydziwiał i wpakował zwyczajny balast do Falcon Heavy? Nie sądzę. Jeśli już ktoś ma problem, to odbiorcy, którzy nie zrozumieli, o co w tym wszystkim chodzi…