40

Drżyjcie „fake news”. Facebook zaczyna ostrzegać o fałszywych informacjach

O zjawisku "fake news" powiedziano już chyba wszystko. W dalszym ciągu uważam, że problem niepotrzebnie rozdmuchano, bo nieprawdziwe informacje pojawiały się już wcześniej i to nie tylko w internecie. W ostatnim czasie jednak stały się one na tyle dolegliwe, że zaczęto się nimi interesować.

Zainteresowanie zjawiskiem „fake news” wybuchło przy okazji wyborów prezydenckich w USA. Wtedy też pojawiło się sporo wpisów mijających się z prawdą w sieci, które rozsierdziły nie tylko czytelników, ale także wydawców, którzy dbają o weryfikowanie podawanych przez siebie informacji. Nie dziwię się – w wielu redakcjach wielokrotne potwierdzanie konkretnego faktu może generować koszty. W sieci sytuacja jest nieco inna – tutaj liczy się szybkość podania treści i nierzadko nie ma czasu na choćby szczątkową weryfikację. Co innego media tradycyjne, które nie mogą sobie pozwolić na wpadkę – co w gazecie pójdzie do druku… raczej trudno będzie odkręcić.

Ale tak było zawsze. Zresztą – sama definicja „fake news” jest niekoniecznie konkretna. Stwarza ona niebezpieczeństwo, że niektóre treści, które nie pasują do obowiązującego modelu myślenia będą w ten sposób oznaczane, mimo że są zgodne z prawdą. Dlatego do „fake news” podchodzę bardzo ostrożnie. Co innego sytuacja, gdzie podawane są kompletnie zmyślone fakty, które rzecz jasna nigdy nie miały miejsca.

fake news

Facebook wytacza pierwsze działa w walce ze zjawiskiem fake news

Użytkownicy, którzy będą chcieli wrzucić na swoją tablicę treść, która została wcześniej oznaczona jako „nieprawdziwa” otrzymają stosowny alert jeszcze przed wysłaniem posta. Ma to skłonić użytkowników do refleksji nad tym, co w ogóle zamierzają udostępnić osobom, które ich obserwują. Facebook ma współpracować z wydawcami i jeżeli okaże się, że któryś z nich zakwestionował prawdziwość danej treści, osoba próbująca udostępnić ją otrzyma takowe powiadomienie. Nie oznacza to jednak, że nie będzie w stanie jej wrzucić, trzeba się jednak spodziewać tego, że zasięgi w jej przypadku zostaną drastycznie obcięte.

Będzie to policzek w twarz dla wydawców, którzy w ogóle nie przejmują się tym, co tak naprawdę umieszczają w swoich treściach i pozwalają się temu „nieść” w mediach społecznościowych. Jak wskazałem powyżej, obawiam się jednak tego, że Facebook stanie się strażnikiem „jedynej słusznej drogi myślenia” i dojdzie na tym polu do wojenek ideologicznych, których w obecnych czasach nie brakuje. Każda forma cenzury może skończyć się źle, oczywiście, jeżeli wprowadzający ją ma niejednoznaczne zamiary. Z Facebookiem mam ten problem, że mu kompletnie nie wierzę, jeżeli chodzi o czuwanie nad jakością treści. Pisałem dla Was o tym, że standardy społeczności to dla mnie kompletna ściema i nic w tej materii się nie zmieniło. Aby wyznaczać jakiekolwiek standardy, trzeba się ich trzymać. A z tym Facebook ma spory problem.