39

Za dekadę po polskich drogach ma jeździć milion samochodów elektrycznych. Chyba będą je rozdawać…

Kiedyś były trzy miliony mieszkań, teraz mamy milion samochodów elektrycznych: z budowlanki przerzucamy się na motoryzację. Nie wiem, jak poszło z tymi "m", ale mogę założyć, że z pojazdami elektrycznymi kolorowo raczej nie będzie. Ten plan już teraz wydaje się nierealny. Zwłaszcza, że brak w nim konkretów. I wbrew zapowiedziom polityków nie będzie to koło zamachowe dla gospodarki, bo Polacy nie produkują elektrycznych samochodów, wydaje się przy tym mało prawdopodobne, by to uległo zmianie. Tylko czy ktoś rozliczy polityków z tych słów?

Elektryki przyciągają uwagę biznesu, mediów i klientów w różnych regionach świata – w USA toczy się walka między starymi wyjadaczami a Teslą, Chińczycy widzą w tym szansę dla rozwiązania kilku ważnych problemów, np. zanieczyszczenia powietrza, Europa nie chce być gorsza, zaczyna się dyskusja dotycząca przechodzenia z motoryzacji spalinowej na elektryczną – przykładami Holandia czy Norwegia. O tym, że coś się dzieje, niech świadczy fakt, iż Arabia Saudyjska rozpoczęła ewakuację z biznesu paliwowego (mowa o konkretnym typie paliw: ropie naftowej). Coraz częściej słychać, że zaczyna się rewolucja, której nie da się już zatrzymać i era paliw kopalnych dobiega końca. W końcu zaczyna to być zauważane w Polsce.

Polska motoryzacja elektryczna

Od kilku dni wicepremier Morawiecki robi szum wokół elektrycznej motoryzacji. Oczywiście z polskim godłem na pierwszym planie – wszak kraj wstaje z kolan. Parę dni temu w mediach można było trafić m.in. na takie doniesienia:

Polska powinna zaistnieć w nowej rewolucji przemysłowej i rozpocząć produkcję na światową skalę autobusów i samochodów o napędzie elektrycznym – mówi w wywiadzie dla „Gazety Polskiej Codziennie” wicepremier, minister rozwoju Mateusz Morawiecki.[źródło]

„Teraz gdy mamy rząd Prawa i Sprawiedliwości, możemy konkurować na polach, na których tworzy się nowy układ sił w gospodarce. Takim obszarem jest m.in. produkcja autobusów i samochodów o napędzie elektrycznym, wodorowym i mieszanym. Od kilku miesięcy w Ministerstwie Rozwoju we współpracy z Ministerstwem Energii pracujemy nad takim projektem” – dodał wicepremier.[źródło]

Nie trzeba było długo czekać, by temat doczekał się rozwinięcia – podczas konferencji na Politechnice Warszawskiej pojawiły się założenia Planu Rozwoju Elektromobilności w Polsce.

„W Planie na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju pokazaliśmy 5 filarów wzrostu gospodarczego Polski. Pierwszym z nich jest reindustrializacja. Ogłaszany dziś Plan Rozwoju Elektromobilności jest jedną z ważnych elementów tego filaru. Do roku 2025 chcemy zbudować silny przemysł autobusów elektrycznych. Planujemy stworzyć rynek e-autobusów o wartości dodanej 2,5 mld zł rocznie”– zapowiedział wicepremier, minister rozwoju Mateusz Morawiecki.[źródło]

Silny rynek autobusów elektrycznych… Ten wątek rozwinięto, pojawił się projekt programu e-Bus, który ma sprawić, że w polskich miastach będzie rosnąć flota autobusów elektrycznych i hybrydowych. Mówi się wprost o tworzeniu „polskiego autobusu elektrycznego”. Takie podejście mnie nie dziwi, ostatnio na każdym kroku podkreśla się, że coś musi być polskie. Zastanawiam się jednak, jakie konkretnie kroki zostaną podjęte, by zrealizować ten cel. Intryguje mnie też, czy fakt istnienia firmy Solaris i produkowania przez nią autobusów elektrycznych, sprawia, że cel został już zrealizowany?

Prace na tym polu mają podjąć także Ursus (jakiś czas temu pisaliśmy o tej firmie w omawianym kontekście – podobno zainteresowały ich elektryki) i Autosan, który jest obecnie reanimowany. Tym producentom rzeczywiście można pomóc, ale ta pomoc nie powinna polegać na konferencjach, na których ogłasza się plan stworzenia polskich autobusów elektrycznych. Dobrze ujął to pełnomocnik zarządu firmy Solaris S.A. Wiesław Cieśla :

Zwrócił jednocześnie uwagę na potrzebę likwidacji barier m.in. takich jak brak infrastruktury do ładowania autobusów. „Jako firma potrzebujemy przede wszystkim tego, żeby nasi klienci mogli kupować autobusy. Chodzi o to, żeby wytworzyć efektywny popyt i podjąć wszystkie działania, które do tego zmierzają np. przez ułatwienia w budowie punktów do ładowania” – zaznaczył Cieśla.

Wskazał na długi czas uzyskiwania pozwoleń, żeby zainstalować punkty do ładowania. „To jest wciąż wieloetapowa biurokratyczna procedura” – podkreślił. [źródło]

Jednocześnie Cieśla stwierdził, że pomysły nowego rządu są dobre. Trzeba je tylko wdrożyć.

Elektryki? Będzie ich milion i to już za dziesięć lat

Pewnie nie czepiałbym się tych zapowiedzi, gdyby plany dotyczyły jedynie autobusów elektrycznych, szerzej komunikacji miejskiej. Faktycznie jest tu spory potencjał, można dużo zmienić, pomóc i gospodarce i miastom, które zmagają się ze smogiem. To jest w naszym zasięgu. Na razie liczba elektrycznych autobusów w taborach przedsiębiorstw komunikacji stanowi niewielki ułamek całości i warto nad tym pracować. Ale politycy poszli krok dalej i chyba trochę „popłynęli”. Uznali elektryfikację motoryzacji za koło zamachowe gospodarki, przy czym ta motoryzacja dotyczy też samochodów osobowych.

Czy polskie firmy produkują elektryki? Kilka razy pisałem o takich próbach, szerzej o planach (od)budowy rodzimej motoryzacji, ale to zazwyczaj miało wydźwięk tragikomiczny. Powstają prototypy, których żywot kończy się chyba zaraz po prezentacji. Aby zrobić z tego biznes potrzebne są wielkie pieniądze, miliardy złotych, a nawet dolarów – dobrze pokazuje to przykład Tesli. Tymczasem podczas wspomnianej konferencji w Warszawie padły takie słowa:

– Za 10 lat chcielibyśmy mieć milion samochodów elektrycznych w naszych miastach. Takich samochodów, które wystarczą do tego, by zawieźć dzieci do szkoły i przedszkola, pojechać na zakupy, załatwić wszystkie sprawy, które w tej chwili załatwiamy samochodami napędzanymi paliwami – mówił podczas prezentacji planu minister energii Krzysztof Tchórzewski. Przekonywał też, że są szanse na wykorzystanie do tej zmiany motoryzacyjnej talentów polskich naukowców, którzy zawsze byli znani z działań nowatorskich. – Jednym skokiem potrafili pokonywać dwa, trzy piętra – ocenił Tchórzewski.[źródło]

Polski pilot poleci na drzwiach od stodoły, a polski naukowiec zbuduje pojazd elektryczny z drutu – chyba tak należy na to spojrzeć. Elektryki w liczbie miliona sztuk na naszych drogach? Za dziesięć lat? Patrzę i oczom nie wierzę. Autobusy tego wyniku nie zrobią. Na to, by taką liczbę aut stworzyli i sprzedali polscy producenci samochodów elektrycznych, szans nie ma. W dużym stopniu wynika to z faktu, że owi producenci nie istnieją. Pozostaje import. Tu pojawia się jednak kolejny kłopot. A właściwie cały ich pakiet.

Koniec z gruchotami, niech żyją elektryki!

Jakie samochody cieszą się powodzeniem w Polsce? Od lat są to maszyny z importu, używane. Nierzadko stare, powypadkowe, zanieczyszczające dość poważnie powietrze. Ale oczywiście Niemiec płakał, jak sprzedawał. Dlaczego Polacy je kupują? Wśród odpowiedzi wskazałbym na „bo nie mają wyobraźni”, ale sporą rolę odgrywa ekonomia – po prostu na takie auta ich stać. Załóżmy teraz, że ci kierowcy mają kupować elektryki. Tesla? Poza zasięgiem zdecydowanej większości, dotyczy to także Modelu 3. Zresztą, ten na razie nie zjeżdża z taśm produkcyjnych. Inne firmy mają w ofercie auta elektryczne, ale one też są drogie. Droższe od tych zasilanych benzyną. Z czasem będzie się to zmieniać: spadną ceny akumulatorów, zwiększy się skala produkcji i konkurencja, to elektryki staną się bardziej dostępne. Sęk w tym, że to nastąpi pewnie za dekadę. A w tym czasie po naszych drogach ma już jeździć milion takich samochodów.

Ktoś powie: halo, przecież rząd może zachęcić do zakupu ulgami podatkowymi. Jasne, może. Tak robi Norwegia, tak robią Amerykanie czy niektóre państwa unijne. Może zatem i Polska pójdzie w tym kierunku? Wątpliwości rozwiał wiceminister energii Michał Kurtyka

– Na razie nie planujemy tego – powiedział nam wiceminister Kurtyka. Dodał, że mogą być wprowadzone inne preferencje dla użytkowników elektrycznych aut, np. zwolnienie z opłat za parkowanie w centrach miast czy prawo jazdy po pasach dla autobusów.[źródło]

Będę szczery – to zdecydowanie nie wystarczy. Aby zachęcić społeczeństwo na dorobku (a takim jest polskie) do zakupu elektryków, potrzebne są ulgi, preferencyjne kredyty, a do tego wspomniane buspasy czy brak opłat za parkowanie. I pewnie przydałoby się z dziesięć innych „czynników nakłaniających”. A skoro mowa o kredytach, to mam pozytywną informację:

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Szczecinie wprowadza do swojej oferty innowacyjne rozwiązanie dla osób fizycznych. To pożyczki na inwestycje z zakresu ochrony powietrza, wód i gleby. Dzięki oprocentowanym na 2% w skali roku pożyczkom, mieszkańcy województwa zachodniopomorskiego będą mogli sfinansować zakup m. in. samochodów, skuterów i rowerów elektrycznych. Szczeciński Fundusz jest pierwszym w Polsce, który umożliwi zakup ekologicznych samochodów. – Takie pojazdy są coraz popularniejsze: decyduje się na nie coraz więcej mieszkańców Szczecina – mówił podczas otwarcia punktu Jacek Chrzanowski – Prezes Zarządu Funduszu. Prezes Zarządu WFOŚiGW poinformował, że dzięki współpracy z Miastem, jeszcze w tym roku na szczecińskich ulicach pojawią się stacje do ładowania pojazdów elektrycznych.[źródło]

Szczecin wyznacza dobry kierunek zmian, ale to kropla w morzu potrzeb, miliona aut nie załatwi. A gdyby to zrobił…

Gdzie infrastruktura? Gdzie elektrownie?

Wyobraźmy sobie, że w najbliższych latach na polskie drogi masowo trafiają samochody elektryczne. Czy nasz kraj jest na to gotowy? Ładowarek przy autostradach wielu nie znajdziemy. W miastach jest podobnie. Niby nie są potrzebne, bo elektryki to u nas egzotyka, lecz to działa też w drugą stronę: część klientów nie decyduje się na takie rozwiązania, bo nie ma infrastruktury. Trzeba zatem poważnie zmienić sytuację na tym polu, by ten milion mógł być realny za 2-3 dekady. Jest jeszcze kwestia energii elektrycznej:

Wiceminister energii Michał Kurtyka ocenił, że jeśli w 2025 r. w Polsce będzie 1 mln samochodów elektrycznych, stworzy to dodatkowe zapotrzebowanie na 2 TWh energii rocznie, zapewniając elektrowniom 2 mld zł przychodów. Według Kurtyki ładowanie samochodów elektrycznych stanowić też będzie sposób na magazynowanie energii, rozwiązując częściowo problemy z popytem w porze nocnej na energię produkowaną przez elektrownię. Zmniejszy się także zależność Polski od importu ropy naftowej, na który wydajemy 10-20 mld dol. rocznie. A to poprawi bezpieczeństwo Polski. Zmniejszyć ma się także zanieczyszczenie powietrza spalinami w miastach.[źródło]

Zmniejszy się zanieczyszczenie powietrza? Super, trzymam kciuki i czekam. Zmniejszy się zapotrzebowanie na import ropy naftowej? Fajnie, chociaż jestem ciekaw, jak do tych zmian zostaną przygotowane nasze firmy z sektora paliwowego. Najbardziej intrygują mnie jednak wątki bezpieczeństwa i dodatkowych przychodów dla elektrowni. Nie widziałbym problemu, gdyby te elektrownie miały nadwyżki, a sektor rozwijał się prawidłowo. Od lat jednak mówi się o tym, że nasz sektor energetyczny zmierza w niebezpiecznym kierunku. Infrastruktura starzeje się, brakuje nowych inwestycji, elektrownia atomowa nadal funkcjonuje jedynie w bajkach – obok Bazyliszka i Smoka Wawelskiego. Latem są kłopoty z podażą energii elektrycznej, a minister mówi o korzyściach, jakie przyniesie dorzucenie do tego miliona aut elektrycznych. Ja tu nie widzę korzyści – dla mnie to przepis na katastrofę. Zakładam przy tym, że idea energetyki prosumenckiej, ulgi podatkowe na tym polu i zachęcanie Polaków do wytwarzania energii elektrycznej na własny użytek, m.in. w celu zasilenia auta elektrycznego kupionego na preferencyjnych warunkach, to jedynie marzenie…

Nie wiem, czym kierowali się politycy PiS snując te wizje, nie wiem, jakim cudem na nasze drogi mają trafić elektryki w liczbie miliona sztuk i jak będzie przebiegała budowa polskiego autobusu elektrycznego. Wiem natomiast, że ktoś znowu mocno przesadził, przeszarżował i zabawił się w mitomana. Tylko czy to powinno nas dziwić – każdy rząd robi to samo. Będziemy mieli te elektryki tak, jak mamy elektrownię atomową. No chyba, że za pięć lat władza postanowi je rozdawać. Każdej gminie po atomówce, każdej rodzinie po samochodzie elektrycznym. Pewnie i z taką propozycją wyskoczą kiedyś politycy.

  • quirell

    Nawet nie chcę mi się tego czytać, niech podatki obniżą i zoptymalizują wydatki publiczne a nie za centralne planowanie się biorą.

    • spóźniony

      Jak się rząd za coś bierze to tylko po to żeby utrudnić, zepsuć, trzymać kontrolę, opodatkować, zatrudnić kolesia na wysokie stanowisko, wprowadzić pieniądze obywateli i wyprowadzić na prywatne konta, ogłosić upadłość lub sprzedać Niemcom.
      Może przy okazji wprowadzania napędu antygrawitacyjnego do aut będziemy mogli rozpatrywać takie zapowiedzi w sposób naturalny.

  • Elmot

    Końcowa konkluzja zdecydowanie najlepsza. BTW nie nazwałbym tego mitomaństwem, raczej propagandą potencjalnego sukcesu, z naciskiem na propagandę ;)

  • gom1

    nie wiem, jakim cudem na nasze drogi mają trafić elektryki w liczbie miliona sztuk

    Za 10 lat? To proste. Właśnie w tym momencie kupują je nasi zachodni sąsiedzi. Za dekadę trafią do nas – wytłuczone, wyeksploatowane, z wypierdzianymi fotelami i umierającymi bateriami. Dokładnie tak samo jak dzisiejsze okazje „w tedeiku”. A my nauczymy się je drutować i jakoś to będzie.

  • Juras

    Czarno to widzę dla konsumentów prądu. Otóż paliwa służą głównie rządom do koszenia obywatela z kasy, bo bez tego nie da się żyć, więc można łoić ile wlezie. Załóżmy, że paliwa kopalne znikają z rynku… No to panie mamy prąd, z którego to trzeba będzie łoić obywateli. Czyli prąd podrożeje i kto za to zapłaci? Pan, pani, społeczeństwo :).

  • SRP 11

    Ciekawe, kiedy do tych matołków dotrze, że benzyna i olej napędowy mają maksymalnie 0.001% siarki a węgiel spalany w elektrowniach zawiera od 0.7% do 3.8% czyli średnio ponad 1000 razy więcej. Odsiarczając spaliny wyłapujemy średnio 90% a 10% leci do atmosfery. Czyli leci do atmosfery 100 x więcej niż przy benzynie i ON.
    A tlenki siarki do obojętnych dla zdrowia i środowiska nie należą.

    Zdrowie ludzi mieszkających koło elektrowni już się nie liczy?

    • Pluto

      Zwróć uwagę, że skuteczność silnika spalinowego nie przekracza 25-30%, reszta energii leci „w kosmos”. Poza siarką są jeszcze inne zanieczyszczenia, związki stałe itd. Mając własny dom i auto elektryczne nabiera sensu posiadanie paneli fotowoltaiczych, więc napędza to też rynek OZE.

    • SRP 11

      Zwróć uwagę, że skuteczność elektrowni węglowych nie przekracza 40%. Gdy uwzględnisz straty przesyłu w sieciach, na transformatorach, falownikach, akumulatorze itp to sumaryczna sprawność elektrowni + samochodu elektrycznego, liczona od szybu kopalni do osi kół, wynosi też koło 25%. A reszta energii też leci „w kosmos.”

      Ponadto program rządowy wylicza energię elektryczną kupowaną od dostawców energii „zapewniając elektrowniom 2 mld zł przychodów.” a nie z paneli

    • haw

      elektrownie weglowe duzej mocy to sprawnosc rzedu 20%. elektrocieplownie maja duzo lepszy bilans: okolo 60%. nowe silniki benzynowe zblizaja sie do 40%.
      takze tego. elektryczniaki bez elektrowni atomowych to pomylka. a problem smogu w miastach rozwiazalaby dobra i tania (a najlepiej bezplatna) komunikacja miejska a nie elektryczniaki. jako kierowca chetnie zaplacilbym kilkanascie zl podatku wiecej jesli w zamian ubyloby z polowe aut na drogach.

    • marcinsud

      W dość małym mieście Gostyń w wielkopolsce zrezygnowali z kontrolerów biletów drugie tyle zaoszczędzonych pieniędzy dołożyli z funduszu obywatelskiego i mają komunikacje miejską/podmiejską darmową. Jak się chce to można.
      http://www.gostyn.pl/Bezplatna_komunikacja_miejska_w_roku_2016.html

      Z drugiej strony taki Poznań, gdzie mimo wprowadzenia kart i infrastruktury PEKA za gruby hajs dalej obsługiwane są bilety papierowe, kontrolerzy itd. Generując koszty, których mogłoby nie być.

    • haw

      oczywiscie ze mozna. rowniez zory i tallin.

  • AndHol

    W sumie milion elektryków mógłby sporo sieci pomóc. Trzeba tylko sprawić, żeby wszystkie te auta miały możliwość wymiany energii z siecią w obie strony i przekonać ludzi, żeby ładowali auta w nocy i zgodzili się w dzień odsprzedawać np. max 20 procent pojemności baterii z powrotem do sieci. Przy 1mln aut to już całkiem sporo. Pomysł nie jest nowy, trzeba by go _tylko_ wprowadzić… :D

    • SRP 11

      General Motors ogłosił, że obecnie koszt produkcji akumulatora li-ion spadł do 145 $/kWh. A więc koszt przeciętnego akumulatora 40 kWh, doliczając podatek VAT to około 28 000 zł.
      Milion takich akumulatorów to 28 miliardów złotych.
      Jeśli samochód z akumulatorem miałby kosztować 2 x więcej, około 60 000 zł to mamy 60 miliardów złotych.
      Tyle kosztuje elektrownia jądrowa 3 bloki po 1400 MWe oddana pod klucz

    • „Tyle kosztuje elektrownia jądrowa 3 bloki po 1400 MWe oddana pod klucz”

      Pięknie brzmi w tym przypadku „pod klucz” ;)

    • SRP 11

      W przypadku elektrowni jądrowych oznacza łącznie z dostawą paliwa i rozruchem

    • AndHol

      Wyliczenie wygląda OK, tylko nie rozumiem co z niego ma wynikać. Sugerujesz, żeby mniej więcej milion ludzi, zamiast kupować sobie auto elektryczne, kupiło sobie na spółkę elektrownie atomową? A jak będą do pracy dojeżdżali? :)
      Przecież to nie państwo ma kupować te auta elektryczne, tylko ludzie – zakładam, że będą chcieli nimi jeździć. A jak już je kupią i zgodzą się na udostępnienie jakiegoś procenta pojemności baterii, to nie tylko mogliby coś na tym zarobić, ale także pomóc energetyce balansować moc.
      EDIT: Są kraje, które już sprawdzają, jak w ten sposób balansować moc ze źródeł odnawialnych. Sporo badań się np w Danii na ten temat teraz prowadzi.

    • SRP 11

      Pokazuję absurdalność argumentów, że powinno się inwestować w samochody elektryczne, gdyż poprawią stan środowiska w Polsce. Otóż nie poprawią a wręcz pogorszą poprzez wielokrotnie zwiększoną emisję SO2 i SO3.

      Nie poprawią też pomysły „odsprzedawania np. max 20 procent pojemności baterii z powrotem do sieci.”

    • AndHol

      No tak, ale ani w artykule ani w moim komentarzu nie ma mowy o tym, ‚że powinno się inwestować w samochody elektryczne, gdyż poprawią stan środowiska w Polsce’.
      Ja za to twierdzę, że jeżeli by się do tego dobrze przygotować, to 1 milion aut elektrycznych w Polsce mógłby być w jakimś stopniu wykorzystywany do balansowania mocy i przez to, w dłuższej perspektywie, wspomóc rynek OZE w Polsce. To z kolei mogłoby poprawić stan środowiska :)

      A co do tego zdania: ‚Otóż nie poprawią a wręcz pogorszą poprzez wielokrotnie zwiększoną emisję SO2 i SO3’ to podaj proszę jakieś źródła, które to potwierdzą.

    • SRP 11

      W artykule jest wspomniany wpływ na środowisko w Polsce.
      Cena za magazynowanie energii w akumulatorach samochodów jest dość wysoka i dyskusyjna.
      Jeśli chodzi o emisję zerknij proszę na moje pozostałe komentarze.

    • AndHol

      1. W artykule jest coś takiego: ‚ Zmniejszyć ma się także zanieczyszczenie powietrza spalinami w miastach’. I to akurat może być prawda – przeniesiemy źródło zanieczyszczeń z centrum na obrzeża miast.
      2. Z tego co wiem, nie ma jeszcze ustalonej ceny za magazynowanie energii w akumulatorach samochodów a na pewno nie ma jej w Polsce. Myślę, że to powinno dać się dogadać.
      3. Widziałem Twoje wpisy, podajesz w nich też jakieś liczby. Nie jestem w stanie sprawdzić, czy te liczby są prawdziwe, dlatego poprosiłem o jakieś źródło. Chciałbym się o tym więcej dowiedzieć, a że nie wiem kim jesteś, to nie mogę stwierdzić czy podajesz opinie czy fakty.

    • SRP 11

      1. Są jeszcze odniesienia w innych miejscach

      2. Nie ma ceny bo praktycznie nie ma samochodów elektrycznych. Ponadto gdybyś chciał ładować w nocy w domu i odsprzedawać w ciągu dnia na parkingu pod pracą to byśmy potrzebowali 2 x 1 000 000 ładowarek :)

      3. Zawartość siarki jako maksymalnie 10 ppm (10 mg/kg) w benzynie i oleju napędowym określają normy PN-EN 228 i PN-EN 590.
      Przykładowe zawartość siarki w węglu brunatnym znajdziesz np tutaj: http://geoportal.pgi.gov.pl/css/powiaty/publikacje/wegiel_brunatny/Kasinski_potencjal_wegla_brunatnego.pdf tabela 3 str 19 , tabela 7 str 27
      Przykładowe zawartości siarki w weglu kamiennym oraz wydajnośc odsiarczania spalin „Nowe źrÛdła muszą odpowiadać najostrzejszym wymaganiom granicznym odpowiadającym maksymalnemu poziomowi odsiarczenia (90%).” znajdziesz np. tutaj: https://www.min-pan.krakow.pl/se/publikacje/04_28rnulwblg_kgiph.pdf

      Jak jeszcze uwzględnisz wartości opałowe, z których wynika że dla takiej samej ilości energii co z benzyny trzeba spalić średnio 2 x więcej węgla kamiennego i 4 x więcej brunatnego to już masz jasną sytuację

    • AndHol

      Dzieki, poczytam.

    • Pawel

      Przecież nikt poważnie myślący nie twierdzi o poprawie czegokolwiek. Ot taki PRowy mem coby można było zabłysnąć wśród dziennikarzy w TV.
      Elektrownia jądrowa to konkretna inwesytcja z konkretnymi procedurami i terminami. Ciężko tu ściemniać.

  • Czyżyk

    A energia do ładowania tych samochodów będzie z węgla patrząc na ostatni projekt w sprawie OZE pisu.

  • Karol Janicki

    Dobra zmiana

  • Sebastian Kaźmierczak

    Kupią milion samochodów elektrycznych dla wszystkich instytucji rządowych, urzędów i spółek skarbu państwa i problem z głowy :)

  • Piotr Potulski

    Plan odpowiada na pytania co, kiedy i w jaki sposób.

  • Mietek

    Myślałem że młody Morawiecki to poważny człowiek…

    • Co władza robi z ludźmi ;) Od kilku miesięcy rzuca hasłami i pomysłami, które są coraz bardziej oderwane od rzeczywistości

  • Śmiech na sali przy pisuarze.

  • Tomasz72

    a jak jest z klimą i ogrzewaniem w tych autach?

    • Nieciej

      Klima? No problem, jest przecież całkowicie elektryczna i silnik spalinowy jest z jej punktu widzenia jedynie generatorem prądu. Zmniejszy ona jednak przebieg pojazdu na jednym ładowaniu. Ogrzewanie? Nie wiem jak samochody elektryczne, ale Solarisy Urbino Electric mają piec CO na olej napędowy, taki sam, jak te z silnikiem Diesla, tyle, że w elektrycznym piec bierze na siebie całą odpowiedzialność za ogrzewanie, zaś w dieslu często wystarcza obieg cieczy z układu chłodzenia silnika i wówczas piec się w ogóle nie odpala.

    • marcinsud

      Dokładnie w autobusach i wielu samochodach osobowych jest system webasto lub odpowiednik. Załącza się generalnie

      gdy silnik jest jeszcze zimny, a ma być od razu ciepło w aucie. I działa szybciej niż nagrzewnica w elektryku.

  • kommy

    Kiedyś miałem tego Pana za technokratę, ale niestety brnie coraz dalej w tę niedorzeczną politykę propagandy. Kto wyprodukuje elektryka? Ile pieniędzy przeznaczy się na rozwój technologii? Gdzie będą centra rozwoju?

    Najbardziej niedorzeczny jest fakt, że dopóki w Polsce będzie tak duży nacisk na budowę i użytkowanie elektrowni węglowych, tak długo samochody elektryczne nie będą ekologiczne.

    • Pawel

      Technokrata wśród pisuaru. Dobre :-)

    • kommy

      Anna Streżyńska

  • eds

    za 10 lat w Polsce nie będzie elektryczności jak tak dalej pójdzie…