39

Za dekadę po polskich drogach ma jeździć milion samochodów elektrycznych. Chyba będą je rozdawać…

Kiedyś były trzy miliony mieszkań, teraz mamy milion samochodów elektrycznych: z budowlanki przerzucamy się na motoryzację. Nie wiem, jak poszło z tymi "m", ale mogę założyć, że z pojazdami elektrycznymi kolorowo raczej nie będzie. Ten plan już teraz wydaje się nierealny. Zwłaszcza, że brak w nim konkretów. I wbrew zapowiedziom polityków nie będzie to koło zamachowe dla gospodarki, bo Polacy nie produkują elektrycznych samochodów, wydaje się przy tym mało prawdopodobne, by to uległo zmianie. Tylko czy ktoś rozliczy polityków z tych słów?

Elektryki przyciągają uwagę biznesu, mediów i klientów w różnych regionach świata – w USA toczy się walka między starymi wyjadaczami a Teslą, Chińczycy widzą w tym szansę dla rozwiązania kilku ważnych problemów, np. zanieczyszczenia powietrza, Europa nie chce być gorsza, zaczyna się dyskusja dotycząca przechodzenia z motoryzacji spalinowej na elektryczną – przykładami Holandia czy Norwegia. O tym, że coś się dzieje, niech świadczy fakt, iż Arabia Saudyjska rozpoczęła ewakuację z biznesu paliwowego (mowa o konkretnym typie paliw: ropie naftowej). Coraz częściej słychać, że zaczyna się rewolucja, której nie da się już zatrzymać i era paliw kopalnych dobiega końca. W końcu zaczyna to być zauważane w Polsce.

Polska motoryzacja elektryczna

Od kilku dni wicepremier Morawiecki robi szum wokół elektrycznej motoryzacji. Oczywiście z polskim godłem na pierwszym planie – wszak kraj wstaje z kolan. Parę dni temu w mediach można było trafić m.in. na takie doniesienia:

Polska powinna zaistnieć w nowej rewolucji przemysłowej i rozpocząć produkcję na światową skalę autobusów i samochodów o napędzie elektrycznym – mówi w wywiadzie dla „Gazety Polskiej Codziennie” wicepremier, minister rozwoju Mateusz Morawiecki.[źródło]

„Teraz gdy mamy rząd Prawa i Sprawiedliwości, możemy konkurować na polach, na których tworzy się nowy układ sił w gospodarce. Takim obszarem jest m.in. produkcja autobusów i samochodów o napędzie elektrycznym, wodorowym i mieszanym. Od kilku miesięcy w Ministerstwie Rozwoju we współpracy z Ministerstwem Energii pracujemy nad takim projektem” – dodał wicepremier.[źródło]

Nie trzeba było długo czekać, by temat doczekał się rozwinięcia – podczas konferencji na Politechnice Warszawskiej pojawiły się założenia Planu Rozwoju Elektromobilności w Polsce.

„W Planie na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju pokazaliśmy 5 filarów wzrostu gospodarczego Polski. Pierwszym z nich jest reindustrializacja. Ogłaszany dziś Plan Rozwoju Elektromobilności jest jedną z ważnych elementów tego filaru. Do roku 2025 chcemy zbudować silny przemysł autobusów elektrycznych. Planujemy stworzyć rynek e-autobusów o wartości dodanej 2,5 mld zł rocznie”– zapowiedział wicepremier, minister rozwoju Mateusz Morawiecki.[źródło]

Silny rynek autobusów elektrycznych… Ten wątek rozwinięto, pojawił się projekt programu e-Bus, który ma sprawić, że w polskich miastach będzie rosnąć flota autobusów elektrycznych i hybrydowych. Mówi się wprost o tworzeniu „polskiego autobusu elektrycznego”. Takie podejście mnie nie dziwi, ostatnio na każdym kroku podkreśla się, że coś musi być polskie. Zastanawiam się jednak, jakie konkretnie kroki zostaną podjęte, by zrealizować ten cel. Intryguje mnie też, czy fakt istnienia firmy Solaris i produkowania przez nią autobusów elektrycznych, sprawia, że cel został już zrealizowany?

Prace na tym polu mają podjąć także Ursus (jakiś czas temu pisaliśmy o tej firmie w omawianym kontekście – podobno zainteresowały ich elektryki) i Autosan, który jest obecnie reanimowany. Tym producentom rzeczywiście można pomóc, ale ta pomoc nie powinna polegać na konferencjach, na których ogłasza się plan stworzenia polskich autobusów elektrycznych. Dobrze ujął to pełnomocnik zarządu firmy Solaris S.A. Wiesław Cieśla :

Zwrócił jednocześnie uwagę na potrzebę likwidacji barier m.in. takich jak brak infrastruktury do ładowania autobusów. „Jako firma potrzebujemy przede wszystkim tego, żeby nasi klienci mogli kupować autobusy. Chodzi o to, żeby wytworzyć efektywny popyt i podjąć wszystkie działania, które do tego zmierzają np. przez ułatwienia w budowie punktów do ładowania” – zaznaczył Cieśla.

Wskazał na długi czas uzyskiwania pozwoleń, żeby zainstalować punkty do ładowania. „To jest wciąż wieloetapowa biurokratyczna procedura” – podkreślił. [źródło]

Jednocześnie Cieśla stwierdził, że pomysły nowego rządu są dobre. Trzeba je tylko wdrożyć.

Elektryki? Będzie ich milion i to już za dziesięć lat

Pewnie nie czepiałbym się tych zapowiedzi, gdyby plany dotyczyły jedynie autobusów elektrycznych, szerzej komunikacji miejskiej. Faktycznie jest tu spory potencjał, można dużo zmienić, pomóc i gospodarce i miastom, które zmagają się ze smogiem. To jest w naszym zasięgu. Na razie liczba elektrycznych autobusów w taborach przedsiębiorstw komunikacji stanowi niewielki ułamek całości i warto nad tym pracować. Ale politycy poszli krok dalej i chyba trochę „popłynęli”. Uznali elektryfikację motoryzacji za koło zamachowe gospodarki, przy czym ta motoryzacja dotyczy też samochodów osobowych.

Czy polskie firmy produkują elektryki? Kilka razy pisałem o takich próbach, szerzej o planach (od)budowy rodzimej motoryzacji, ale to zazwyczaj miało wydźwięk tragikomiczny. Powstają prototypy, których żywot kończy się chyba zaraz po prezentacji. Aby zrobić z tego biznes potrzebne są wielkie pieniądze, miliardy złotych, a nawet dolarów – dobrze pokazuje to przykład Tesli. Tymczasem podczas wspomnianej konferencji w Warszawie padły takie słowa:

– Za 10 lat chcielibyśmy mieć milion samochodów elektrycznych w naszych miastach. Takich samochodów, które wystarczą do tego, by zawieźć dzieci do szkoły i przedszkola, pojechać na zakupy, załatwić wszystkie sprawy, które w tej chwili załatwiamy samochodami napędzanymi paliwami – mówił podczas prezentacji planu minister energii Krzysztof Tchórzewski. Przekonywał też, że są szanse na wykorzystanie do tej zmiany motoryzacyjnej talentów polskich naukowców, którzy zawsze byli znani z działań nowatorskich. – Jednym skokiem potrafili pokonywać dwa, trzy piętra – ocenił Tchórzewski.[źródło]

Polski pilot poleci na drzwiach od stodoły, a polski naukowiec zbuduje pojazd elektryczny z drutu – chyba tak należy na to spojrzeć. Elektryki w liczbie miliona sztuk na naszych drogach? Za dziesięć lat? Patrzę i oczom nie wierzę. Autobusy tego wyniku nie zrobią. Na to, by taką liczbę aut stworzyli i sprzedali polscy producenci samochodów elektrycznych, szans nie ma. W dużym stopniu wynika to z faktu, że owi producenci nie istnieją. Pozostaje import. Tu pojawia się jednak kolejny kłopot. A właściwie cały ich pakiet.

Koniec z gruchotami, niech żyją elektryki!

Jakie samochody cieszą się powodzeniem w Polsce? Od lat są to maszyny z importu, używane. Nierzadko stare, powypadkowe, zanieczyszczające dość poważnie powietrze. Ale oczywiście Niemiec płakał, jak sprzedawał. Dlaczego Polacy je kupują? Wśród odpowiedzi wskazałbym na „bo nie mają wyobraźni”, ale sporą rolę odgrywa ekonomia – po prostu na takie auta ich stać. Załóżmy teraz, że ci kierowcy mają kupować elektryki. Tesla? Poza zasięgiem zdecydowanej większości, dotyczy to także Modelu 3. Zresztą, ten na razie nie zjeżdża z taśm produkcyjnych. Inne firmy mają w ofercie auta elektryczne, ale one też są drogie. Droższe od tych zasilanych benzyną. Z czasem będzie się to zmieniać: spadną ceny akumulatorów, zwiększy się skala produkcji i konkurencja, to elektryki staną się bardziej dostępne. Sęk w tym, że to nastąpi pewnie za dekadę. A w tym czasie po naszych drogach ma już jeździć milion takich samochodów.

Ktoś powie: halo, przecież rząd może zachęcić do zakupu ulgami podatkowymi. Jasne, może. Tak robi Norwegia, tak robią Amerykanie czy niektóre państwa unijne. Może zatem i Polska pójdzie w tym kierunku? Wątpliwości rozwiał wiceminister energii Michał Kurtyka

– Na razie nie planujemy tego – powiedział nam wiceminister Kurtyka. Dodał, że mogą być wprowadzone inne preferencje dla użytkowników elektrycznych aut, np. zwolnienie z opłat za parkowanie w centrach miast czy prawo jazdy po pasach dla autobusów.[źródło]

Będę szczery – to zdecydowanie nie wystarczy. Aby zachęcić społeczeństwo na dorobku (a takim jest polskie) do zakupu elektryków, potrzebne są ulgi, preferencyjne kredyty, a do tego wspomniane buspasy czy brak opłat za parkowanie. I pewnie przydałoby się z dziesięć innych „czynników nakłaniających”. A skoro mowa o kredytach, to mam pozytywną informację:

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Szczecinie wprowadza do swojej oferty innowacyjne rozwiązanie dla osób fizycznych. To pożyczki na inwestycje z zakresu ochrony powietrza, wód i gleby. Dzięki oprocentowanym na 2% w skali roku pożyczkom, mieszkańcy województwa zachodniopomorskiego będą mogli sfinansować zakup m. in. samochodów, skuterów i rowerów elektrycznych. Szczeciński Fundusz jest pierwszym w Polsce, który umożliwi zakup ekologicznych samochodów. – Takie pojazdy są coraz popularniejsze: decyduje się na nie coraz więcej mieszkańców Szczecina – mówił podczas otwarcia punktu Jacek Chrzanowski – Prezes Zarządu Funduszu. Prezes Zarządu WFOŚiGW poinformował, że dzięki współpracy z Miastem, jeszcze w tym roku na szczecińskich ulicach pojawią się stacje do ładowania pojazdów elektrycznych.[źródło]

Szczecin wyznacza dobry kierunek zmian, ale to kropla w morzu potrzeb, miliona aut nie załatwi. A gdyby to zrobił…

Gdzie infrastruktura? Gdzie elektrownie?

Wyobraźmy sobie, że w najbliższych latach na polskie drogi masowo trafiają samochody elektryczne. Czy nasz kraj jest na to gotowy? Ładowarek przy autostradach wielu nie znajdziemy. W miastach jest podobnie. Niby nie są potrzebne, bo elektryki to u nas egzotyka, lecz to działa też w drugą stronę: część klientów nie decyduje się na takie rozwiązania, bo nie ma infrastruktury. Trzeba zatem poważnie zmienić sytuację na tym polu, by ten milion mógł być realny za 2-3 dekady. Jest jeszcze kwestia energii elektrycznej:

Wiceminister energii Michał Kurtyka ocenił, że jeśli w 2025 r. w Polsce będzie 1 mln samochodów elektrycznych, stworzy to dodatkowe zapotrzebowanie na 2 TWh energii rocznie, zapewniając elektrowniom 2 mld zł przychodów. Według Kurtyki ładowanie samochodów elektrycznych stanowić też będzie sposób na magazynowanie energii, rozwiązując częściowo problemy z popytem w porze nocnej na energię produkowaną przez elektrownię. Zmniejszy się także zależność Polski od importu ropy naftowej, na który wydajemy 10-20 mld dol. rocznie. A to poprawi bezpieczeństwo Polski. Zmniejszyć ma się także zanieczyszczenie powietrza spalinami w miastach.[źródło]

Zmniejszy się zanieczyszczenie powietrza? Super, trzymam kciuki i czekam. Zmniejszy się zapotrzebowanie na import ropy naftowej? Fajnie, chociaż jestem ciekaw, jak do tych zmian zostaną przygotowane nasze firmy z sektora paliwowego. Najbardziej intrygują mnie jednak wątki bezpieczeństwa i dodatkowych przychodów dla elektrowni. Nie widziałbym problemu, gdyby te elektrownie miały nadwyżki, a sektor rozwijał się prawidłowo. Od lat jednak mówi się o tym, że nasz sektor energetyczny zmierza w niebezpiecznym kierunku. Infrastruktura starzeje się, brakuje nowych inwestycji, elektrownia atomowa nadal funkcjonuje jedynie w bajkach – obok Bazyliszka i Smoka Wawelskiego. Latem są kłopoty z podażą energii elektrycznej, a minister mówi o korzyściach, jakie przyniesie dorzucenie do tego miliona aut elektrycznych. Ja tu nie widzę korzyści – dla mnie to przepis na katastrofę. Zakładam przy tym, że idea energetyki prosumenckiej, ulgi podatkowe na tym polu i zachęcanie Polaków do wytwarzania energii elektrycznej na własny użytek, m.in. w celu zasilenia auta elektrycznego kupionego na preferencyjnych warunkach, to jedynie marzenie…

Nie wiem, czym kierowali się politycy PiS snując te wizje, nie wiem, jakim cudem na nasze drogi mają trafić elektryki w liczbie miliona sztuk i jak będzie przebiegała budowa polskiego autobusu elektrycznego. Wiem natomiast, że ktoś znowu mocno przesadził, przeszarżował i zabawił się w mitomana. Tylko czy to powinno nas dziwić – każdy rząd robi to samo. Będziemy mieli te elektryki tak, jak mamy elektrownię atomową. No chyba, że za pięć lat władza postanowi je rozdawać. Każdej gminie po atomówce, każdej rodzinie po samochodzie elektrycznym. Pewnie i z taką propozycją wyskoczą kiedyś politycy.