0

Ekstraklasa uruchomi e-sportowe rozgrywki. Ciekawe, jak będzie wyglądać tabela…

Nieaktualne stało się pytanie o to, czy e-sport przyciągnie tłumy - dzisiaj należy już pytać, jak duże one będą, kiedy ten biznes uderzy o swój sufit. Wirtualny sport kusi kolejnych kibiców, sponsorów, firmy, które na różne sposoby chcą w nim zarobić. Dzieje się to także w Polsce, a świeżym i ciekawym przykładem Ekstraklasa - już za kilka kwartałów będziemy mogli podziwiać e-sportowe zmagania rodzimych klubów.

Ekstraklasa to dla wielu osób pewnie temat do żartów (nie ukrywam, że należę do tego grona, ale nie jestem wielkim złośliwcem), ale pokaźne grono Polaków się nią interesuje, może nawet ekscytuje. Z pewnością wygląda to lepiej, niż 20 lat temu – powstały nowe stadiony, rosną budżety klubów, częściej możemy oglądać drużyny w europejskich rozgrywkach, pseudokibice rzadziej dają o sobie znać. Zawsze jednak może być lepiej: przydadzą się dodatkowe pieniądze, cenni mogą się okazać nowi kibice. Zwłaszcza, gdy za nimi przyjdą firmy, które będą chciały się promować na nowym polu.

Grzegorz w połowie ubiegłego roku pisał, że Legia powinna wejść w e-sport. Nie minęło wiele czasu i warszawski klub poinformował, że faktycznie wkracza w ten biznes. Wielka niespodzianka? Raczej nie – w tym kierunku od jakiegoś czasu podążają już kluby w Europie Zachodniej. Dzieje się to dwutorowo: z jednej strony skupiają się na grach typowo sportowych, np. FIFA i organizują rozgrywki podobne do ligowych, z drugiej strony zwracają się w kierunku popularnych tytułów e-sportowego świata: LoL czy CS GO. Tak dzieje się w Hiszpanii, Holandii, Wielkiej Brytanii czy u naszego zachodniego sąsiada. Polska nie jest zatem pionierem: raczej nadgania czołówkę.

Temat poruszam nieprzypadkowo – z branży płyną doniesienia o ruchach wykonywanych przez spółkę Ekstraklasa:

— Chcemy stworzyć w Polsce piłkarskie rozgrywki e-sportowe, w których będą rywalizowali przedstawiciele Ekstraklasy — deklaruje Michał Siara, który w spółce Ekstraklasa odpowiada za rozwój e-sportu. Rozgrywki mogą wystartować już w drugiej połowie roku. Preludium był zorganizowany w połowie lutego turniej Ekstraklasa Cup, w którym wzięło udział 16 dwuosobowych zespołów w składzie: piłkarz i kibic. Zawody wygrali Bartłomiej Smuczyński i Robert Liszka z drużyny Bruk-Bet Termalica.[źródło]

Więcej na temat wspomnianego turnieju przeczytacie na stronie EA Sports, muszę przyznać, że dość ciekawie to wyglądało: swoje drużyny wystawiły wszystkie kluby rywalizujące w najwyższej polskiej lidze piłkarskiej. Paradoksalnie gwiazdami nie musieli tu być piłkarze. Albo za jakiś czas przestaną nimi być – zwłaszcza dla fanów e-sportu, ktorych bardziej będą przyciągać nazwiska graczy wymiatających na konsoli czy pececie. Czy kluby będą z tego powodu lamentować? Wątpię – właśnie o przyciągnięcie nowych odbiorców chodzi w tych poczynaniach.

Trudno nie zauważyć, jak dużym zainteresowaniem cieszy się dzisiaj e-sport. Wystarczyło stanąć przed Spodkiem tydzień temu, by zasmakować tego fenomenu: tysiące ludzi stojących godzinami w kolejce, by ujrzeć zmagania zawodowców. Czy tych ludzi interesuje piłka kopana w wykonaniu rodzimych drużyn? Może. Ekstraklasa chce mieć jednak pewność, że jeśli nie dotrze do nich z piłką, to przyciągnie tytułami sportowymi. Zdobędzie nowych odbiorców, na których po prostu zarobi. Liczą się nie tylko przychody ze sprzedaży biletów czy gadżetów – olbrzymią rolę odegrać może pozyskanie nowych reklamowców i sponsorów. Wzrok w tym kierunku skierują np. firmy technologiczne. Wierzę, że z tego mogą być w przyszłości naprawdę duże pieniądze, przybywać będzie dużych i małych wydarzeń e-sportowych, kalendarz zostanie nimi wypełniony. Sama e-sportowa Ekstraklasa to gwarancja regularnych potyczek.

Widzę w tym szansę dla klubów, ale dostrzegam też możliwość szybszego rozwoju e-sportu: pojawi się nowy, silny gracz w branży. Za klubami przyjdą pieniądze, powstaną nowe drużyny, nakręcane będą transfery, wzrośnie popyt na zawodników, trenerów, sztaby szkoleniowe. Zawodowcy pewnie zacierają ręce, bo to dla nich solidna opcja rozwoju. Niebawem trafić będzie można na ludzi, którzy powiedzą, że grają w Legii, Wiśle czy Lechu, ale z tradycyjnym sportem mają niewiele wspólnego. Przynajmniej nie w wydaniu zawodowym. Ciekawe, czy tabela Ekstraklasy w wydaniu e-sportowym będzie przypominać tę tradycyjną?