30

Dziennikarz prasowy kontra online na własnych przykładach

Pisząc informacje o inwestycji i powstaniu spółki Antyweb, na końcu wspomniałem że opiszę kiedyś różnicę między dziennikarzami online / blogerami a dziennikarzami z klasycznej prasy. Oczywiście chodzi o moje doświadczenia i absolutnie nie chcę tutaj generalizować (choć na temat blogów i blogerów słyszę od tej drugiej strony tylko generalizujące stwierdzenia i tezy). Otóż dość regularnie dostaję prośby o komentarz czy też wypowiedź, pomoc w zredagowaniu artykułu od różnych „klasycznych” mediów. […]

Pisząc informacje o inwestycji i powstaniu spółki Antyweb, na końcu wspomniałem że opiszę kiedyś różnicę między dziennikarzami online / blogerami a dziennikarzami z klasycznej prasy. Oczywiście chodzi o moje doświadczenia i absolutnie nie chcę tutaj generalizować (choć na temat blogów i blogerów słyszę od tej drugiej strony tylko generalizujące stwierdzenia i tezy). Otóż dość regularnie dostaję prośby o komentarz czy też wypowiedź, pomoc w zredagowaniu artykułu od różnych „klasycznych” mediów.

Wygląda to mniej więcej tak, że po zdaniu wprowadzenia dostaję zestaw kilku pytań z kategorii „o przyszłość internetu” i kilka godzin na odpowiedź ponieważ sprawa jak zwykle jest pilna. Inny rodzaj komentarza do ustosunkowanie się do stwierdzeń jakie mają być zawarte w artykule. Czasem też zdarzają się całkiem bezpośrednie prośby o rozmowę na dany temat, który właśnie dziennikarz ma opisać.

W większości przypadków nalegam wtedy na rozmowę telefoniczną ponieważ przeważnie nie mam czasu pisać elaboratów na tematy co do których trudno jest się odnieść, czy też takie które wymagają szerszego komentarza niż odpowiedź na trzy pytania. Często po takiej prośbie kończy się korespondencja czy też jest jednak prośba o pisemną wypowiedź.

Problem w tym, że bardzo często mam odczucie że pytający wcale nie jest zainteresowany odpowiedziami. Właściwie to ma zebrać na czas materiał i przepytać kilka osób, potem stworzyć z tego zgrabny komentarz do artykułu. I tyle, sprawa załatwiona.

Piszę o tym dlatego, że miałem ostatnio dość dobre porównanie jak do wszelkiego rodzaju wypowiedzi podchodzą ludzie z działki online i klasyczni dziennikarze. W momencie kiedy IQ Partners opublikowało komunika o inwestycji w Antyweb rozpoczęło się małe szaleństwo. Odpisywałem na kilkanaście maili na raz jednocześnie odbierając telefon, po godzinie jak już się nieco uspokoiło złapał mnie Radek z Gazety i poprosił o wypowiedź w formie wywiadu. Spędziliśmy pewnie ok pół godziny nad dokumentem w google docs i materiał był gotowy. W między czasie rozmawiałem też z Przemkiem z Spidersweb i też ustawiliśmy się na krótką serię pytań i odpowiedzi no i wpadła jeszcze prośba o wypowiedź dla DI gdzie chłopaki przygotowali bardzo ciekawy zestaw konkretnych pytań (aż musieliśmy je przyciąć bo było ich tak dużo)

Tak mniej więcej wyglądała sprawa onlinowych wypowiedzi. W tym samym czasie wpadło mi też do skrzynki kilka próśb o wypowiedź podpisanych na dole „dziennikarz _nazwaredakcji_ „. Wszystkie one miały dość charakterystyczny styl, przede wszystkim wklejka z komuniku giełdowego + jedno zdanie z pytaniami które miało mniej więcej taką postać

„Czy może Pan powiedzieć, jak był wyceniany serwis, co było wzięte do wyceny, dlaczego IQ partners, jakie są plany, kiedy zostanie wypłacona następna transza, jakie są warunki wypłaty? – Dziękuję”

i aż mi się cisnęła na usta odpowiedź w podobnym stylu

„Zgodnie z przyjętą metodologią, wszystko, dobrze się z nim pracuje, długofalowe, niedługo, rozsądne”

Dałem sobie jednak spokój ponieważ tak jak i przy poprzednich kontaktach zdawałem sobie sprawę, że osoba pytająca raczej nie jest zainteresowana odpowiedziami tylko tym aby je szybko zdobyć i przygotować do publikacji.

To jednak nie koniec bo najzabawniejsze były telefon od dziennikarzy. Oto przykład rozmowy jaką odbyłem:

[dziennikarz] Dzień dobry nazywam się xxx, jestem niezależnym dziennikarzem piszącym dla i tu nazwa gazety
[Ja] Witam
[dziennikarz] Chciałbym się pana zapytać o tą całą sprawę z inwestorem, może pan powiedzieć coś więcej
[Ja] Poproszę o konkretne pytanie to chętnie odpowiem
[dziennikarz] No, chodzi o to aby Pan w kilku zdaniach opisał całą sytuację
[Ja] Myślę, że jest ona dość dobrze opisana w informacji giełdowej, poproszę o konkretne pytanie
[dziennikarz] Wie Pan czytelnicy nie potrafią czytać informacji giełdowych
[Ja] Pan też nie? Proszę Pana jestem w tej chwili zajęty, poproszę o telefon w momencie kiedy będzie Pan wiedział o co chce Pan zapytać. Do widzenia
[dziennikarz] Do widzenia

Można by powiedzieć, że taka praca. Choć wydaje mi się nieco ironiczne w tym kontekście to, że dziennikarze / blogerzy online mieli jednak czas i ochotę poświęci te kilkadziesiąt minut na rozmowę i przygotowanie pytań a reprezentant prasy klasycznej w tym czasie „wypluł” serię pytań lub co gorsza w ogóle nie wiedział o co pytać.

  1. Marcel Mierzicki napisał(a):

    Bo blogerzy zwykle pisza na tematy ktore ich interesuja, pasjonuja i w ktore chca wnikac… Dziennikarz czasem musi opisac dany temat, bo zostal on mu narzycony albo ma do opisania tyle tematow, ze robi bokami zeby je wszystkie ogarnac i nie ma ochoty oraz czasu na glebsze rozmowy.

    Zwykle to zawod jak kazdy inny – wypelnic obowiazaki, oddac tekst i do domu.

  2. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

    Marcel Mierzicki: Dziennikarz czasem musi opisac dany temat, bo zostal on mu narzycony albo ma do opisania tyle tematow, ze robi bokami zeby je wszystkie ogarnac i nie ma ochoty oraz czasu na glebsze rozmowy.

    Skoro nie ma czasu na głębsze rozmowy, temat go nie interesuje i nie wie o co się pytać to po co bierze takie zlecenie?

    1. Marcel Mierzicki napisał(a):

      Grzegorz Marczak:
      Skoro nie ma czasu na głębsze rozmowy, temat go nie interesuje i nie wie o co się pytać to po co bierze takie zlecenie?

      Jesli jest niezaleznym dziennikarzem piszacym dla gazety to dla kasy, jesli jest zatrudniony na etacie to po prostu ktos mu taki temat wrzucil na porannym kolegium redakcyjnym.

  3. Rafal napisał(a):

    Niestety wierszówka jest siłą nadrzędną w dziennikarstwie :) Liczy się kasa a nie temat.
    Mam takie same wrażenia z kontaktów z dziennikarzami.

  4. pwrzosin napisał(a):

    Tylko wiesz, w druku to informacja o Twoim inwestorze była w michałkach (jesli w ogóle była), a dla tych online to wiadomość dnia. Więc może stąd różnica w podejściu?

    1. Adrian Staniszewski napisał(a):

      też się z tym zgadzam. całą sprawa była raczej ciekawostką i to mało ważną dla tradycyjnych mediów.

    2. Jan Blinstrub napisał(a):

      Dokładnie tak. Ten „niezależny dziennikarz” to pewnie stażysta, który dostał temat, bo „coś w Sieci piszczy i trzeba szybciutko ogarnąć”. Raczej trudno zestawić go z reprezentantami ważnych mediów internetowych, których przywołujesz w tekście.

  5. Tomek napisał(a):

    Dlatego właśnie artykuły redakcyjne na ArsTechnica są tak zajebiste – na ich test iPhona, iPada czy innego sprzęciora trzeba poczekać tydzień albo trzy, w tym czasie serwisy branżowe zapluwają się każdym strzępem informacji. Szum ucicha, ArsTechnica publikuje tekst i jest pozamiatane, pokrywa wszystko i to trzy razy dokładniej.

    AntyWeb niestety rwie za trendem – jak o 12:00 jest premiera czegokolwiek, o 12:02 musi być nowinka, o 13:10 „analiza” a o 14:50 „pogłębiona analiza” i opis reakcji rynku.

    1. Adrian Staniszewski napisał(a):

      powoli zaczyna być też denerwujące pisanie o wszystkim i niczym.. kiedyś było kilka wpisów dziennie, ale miały jakąś tam jakość i względnie były o czymś ciekawym. teraz przez to że jest kilku redaktorów każdy pisze o czym chce, jak chce, a często kolejny raz? o tym samym. zamiast skupiać się na ciekawych tematach i iść na jakość idzie to w stronę rozdrabniania się i zapychania w stylu „dla każdego coś dobrego”. tylko czekać aż znajdziemy tu porady jak zainstalować babci Windowsa XP, a potem top programów dla obróbki foto na Fejsa..

    2. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

      Tomek – gdybym ja był tak dobrze zorganizowany jak piszesz :) Na Antyweb nie ma ustalonych godzin publikacji i tematyki w tych godzinach. Daję słowo

    3. Morpheus napisał(a):

      Tomek: Dlatego właśnie artykuły redakcyjne na ArsTechnica są tak zajebiste

      +1

    4. Paweł Małecki napisał(a):

      Ciekawy artykuł: Let’s call rewriters “rewriters”, not “aggregators”

      http://gaberivera.tumblr.com/post/7564131893/lets-call-rewriters-rewriters-not-aggregators

      Od siebie bym dodał że AntyWeb się robi takim portalem dla tych co nie znają języka angielskiego i wola tłumaczenia źródłowych artykułów (z lekkim opóźnieniem) Przepraszam nie chcę nikogo urazić tym komentarzem, dzielę się tylko i wyłącznie moją obserwacją.

    5. Paweł Mc Krupnicki napisał(a):

      Po lekturze komentarzy utwierdziłem się w przekonaniu, iż moje zdanie w sprawie ostatnich zmian na AW nie jest odosobnione.
      Ciekawy blog zamienia się w portal o wszystkim i niczym.
      Ale wracając do meritum.
      Tekst dziennikarza nazwijmy go papierowych mediów, nawet brukowca zanim ujrzy swój tekst na papierze przejdzie sito w postaci korekty /bardzo razi mnie niechlujstwo stylistyczne, literówki na AW/ – w ten sposób nie szanuje się swojego czytelnika. Nie liczy się tylko treść ale także forma w jaką jest przybrana.

  6. Monika Borycka napisał(a):

    Nie zgodzę się na taką całkowita generalizację, choć pewnie jest w tym sporo racji z powodów takich o których napisał mój poprzednik w komentarzu. mimo to – z mojego doświadczenia, kiedy jeszcze się więcej zajmowałam się pisaniem tekstów zdecydowania zawsze naciskałam na rozmowę telefoniczną, bo z niej można się po prostu więcej dowiedzieć, wejść w klimat tematu. Ale to oczywiście wymaga wysiłku – riserczu, przygotowaniu kilku (kilkunastu)pytań, samej rozmowy i rzetelnym spisaniu wypowiedzi – bez tych podstaw byłoby mi wstyd do kogoś dzwonić. Ale rozumiem moich kolegów, którzy dostają zlecenie od wydawcy – za 10 min ma być news (szczególnie w oddziałach online klasycznych mediów) – ich głównym zadaniem jest jak najszybsze INFORMOWANIE, a nie skupianiu się na komentarzu lub dogłębnym opisywaniu sprawy (to już działka rozbudowanych artykułów np w tygodnikach) – stąd pytania mogę się naprawdę wydawać „prostackie”, bo dotyczą absolutnego minimum potrzebnego do stworzenia newsa wg wzoru co, kto, gdzie, kiedy, jak, dlaczego, z jakiego powodu.
    Nie zgodzę się również, co do podziału dziennikarz tradycyjny/online, który został tu zastosowany w rozumieniu dziennikarza online jako blogera. Z całym szacunkiem – niewielu jest blogerów, którzy mogą zasługiwać na miano dziennikarza (i nie chodzi mi tu o merytorykę, ale specyfikę oraz przwyilej/obowiązki prawne wynikające ze statusu dziennikarza pracującego w mediach). Na blogu można napisać głupotę, pomylić się, zostawić z 20 literówek, puścić niepotwierdzoną informację lub informację opartą na 1 źródle – i zazwyczaj nie będzie się to wiązało z odpowiedzialnością wobec prawa oraz ludzi/firm, które się opisuje (zdarzają się takie przypadki, ale rzadko) oraz z odpowiedzialnością wydawcy, który za dany numer/news/dzień ręczy swoim nazwiskiem. Dziennikarz ma zawsze z tyłu głowy hasła takie jak rzetelność, odpowiedzialność prawna, prawo prasowe, autoryzacja itd.itp. – i choć być może nie widać tego w pierwszym kontakcie, to on dokładnie wie, jakie mogą być konsekwencje jego niesprawdzonej, niedokładnej, nieprawdziwej informacji.
    Nie twierdzę, że bloger również nie musi kierować się dziennikarskim abc (i w ten sam sposób odpowiadać za to co napisze), ale póki co w Polsce, moim zdaniem, jest to rzadki przypadek.
    W każdym razie pozdrawiam wszystkich piszących – i tych tradycyjnie i nietradycyjnie (bo w internecie piszą również dziennikarze tradycyjnych mediów) :)

    1. AS napisał(a):

      Popieram.

      Zwlaszcza te czesc:

      „Z całym szacunkiem – niewielu jest blogerów, którzy mogą zasługiwać na miano dziennikarza (i nie chodzi mi tu o merytorykę, ale specyfikę oraz przwyilej/obowiązki prawne wynikające ze statusu dziennikarza pracującego w mediach). Na blogu można napisać głupotę, pomylić się, zostawić z 20 literówek, puścić niepotwierdzoną informację lub informację opartą na 1 źródle – i zazwyczaj nie będzie się to wiązało z odpowiedzialnością wobec prawa oraz ludzi/firm, które się opisuje (zdarzają się takie przypadki, ale rzadko) oraz z odpowiedzialnością wydawcy, który za dany numer/news/dzień ręczy swoim nazwiskiem.”

    2. niki napisał(a):

      zdziwiłabyś się, gdybyś się dowiedziała ilu dziennikarzy ma w d… te zasady. a fałszywa informacja w prasie zniszczyła już niejednego człowieka, bo jest uznawana za wiarygodną. a sprostowań nikt nie czyta.

    3. Dodaj napisał(a):

      Monika, co Ty bredzisz? Taka sama jest odpowiedzialność dziennikarzy jak polityków za obietnice wyborcze czy urzędników za błędne decyzje. Podasz jakiś przykład dziennikarza co za swoje brednie poniósł konsekwencje? chyba tylko takie, że mu umowy o dzieło nie przedłużono…

      z innej beczki, co powiesz na taki przypadek jak z odświeżaniem wędlin w Constarze, bo sąd wydał wyrok uniewinniający a firma poniosła straty finansowe i wizerunkowe, czy teraz dziennikarze i redakcje zwrócą kasę firmie? o ile pamiętam dziennikarka dostała jakąś nagrodę, a teraz są, którego oddech uczuje na plecach w codziennej pracy (jak sama piszesz) mówi, że firma jest niewinna.. jak do tego powinien podejść prawdziwy dziennikarz?

  7. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

    pwrzosin: Tylko wiesz, w druku to informacja o Twoim inwestorze była w michałkach (jesli w ogóle była), a dla tych online to wiadomość dnia. Więc może stąd różnica w podejściu?

    Piotr – jasne, ale tutaj chodiz o jakieś minimum przygotowania/chęci. Facet który do mnie dzwonił naprawdę nie wiedział po co.

  8. Rafał Pawłowski Rafał Pawłowski napisał(a):

    Podejrzewam że chciał po prostu wycisnąć cytat od Ciebie i później wpasować go do notki.

    A swoją drogą z tym porównywaniem że to blogerzy robią literówki i błędy i puszczają w świat a dziennikarze są super to oczywiście błąd. Dziennikarze często puszczają takie same głupoty w czasopismach i gazetach często nie opierając się na żadnym źródle a co dopiero na dwóch niezależnych.Prawo jest raczej równie dla wszystkich i dla człowieka który pisze nieodpowiedzialnie online czy w gazecie. Już nie wspomnę o głupach tytułach, które nijak się mają do rzeczywistego tekstu.

  9. Morpheus napisał(a):

    Trywialne rozwiązanie.
    Wystawiam komunikat do mediów, że więcej szczegółów podam za tydzień -> Do tego czasu prosę o wstrzymanie się z prośbami o wyjaśnienia :)

    1. Morpheus napisał(a):

      W tym czasie sortuję maile od tych przedstawicieli mediów, którzy pomimo komunikatu jednak się zgłosili(sic!).
      Kogo rzecz nie obchodzi, nie zada sobie trudu, żeby wepchać mi się do skrzynki :)

  10. AS napisał(a):

    @Grzegorz – powinienes sie cieszyc, ze wogole dostajesz pytania. Popatrz jak sa tworzone posty przez blogo-dziennikarzy (np. u Ciebie, na Antyweb).

    Bloger ktory ma poczytnosc niekiedy wieksza niz nie jedno czasopismo, nie raczy nawet spytac o zdanie obu strony (przyklad: niedawna sprawa z Gadu-gadu).

    Jezeli chcesz pisac o rzetelnosci, jakosci itd. to zacznij od swojego podworka.

  11. Radek napisał(a):

    Marcel Mierzicki… rozmowy.Zwykle to zawod jak kazdy inny – wypelnic obowiazaki, oddac tekst i do domu.

    hmm czyli niech odwali robotę byle jak? super

  12. Patafian napisał(a):

    Bardzo fajny artykuł. Pokrywa się z moimi odczuciami dot. współpracy z tradycyjnymi mediami.

    Grzegorz, czy mógłbyś troche rozwinąć idee wywiadu współpracy na bazie google.docs. Domyślam się że miałeś na myśli kolaboracje i pisanie wspólne, ale jakies uwagi praktyczne, a wręcz materiał na osobny post na blogu. Sądze że sporo osób z ciekawością o tym przeczyta jak można wykorzystac gdocs do tego zamiast wymieniać się doc(x)’em.

  13. Krzysztof Cieślak napisał(a):

    Sprawa jest jasna. Rozmówcy Grześka po prostu się nie chciało przygotować pytań, zanotować odpowiedzi. Chciał małym wysiłkiem (bo przecież Grzesiek miał sam wszystko napisać) stworzyć tekst i skasować za to kasę. Tu już nie chodzi o fakt, że mógł być to dziennikarz wersji online znanego tytułu i nie miał czasu, bo informacja musi być na już. Przecież nazwał siebie dziennikarzem więc jakąś godność musi reprezentować. Dobrze Grzesiek, że tak go spławiłeś.
    Jeśli chodzi o dużą ilość publikacji to sprawa jest prosta. Każda nabija statystyki, a dobre statystyki to dobra kasa i większy zasięg. Sam kiedyś popadłem w publikacji wszystkiego możliwie jak najszybciej, ale uznałem, że nie jest to dobra droga. Rodzi nie potrzebnie napięcie i stres, a i poziom tekstów pozostawia wiele do życzenia. Moim zdaniem by uniknąć zbyt dużej ilości informacji konieczny jest podział, a nie wrzucanie wszystkiego do jednego worka pt. Antyweb.

  14. d-d napisał(a):

    Trudno się dziwić że dziennikarz klasyczny nie zna się na technologiach i nie bardzo wie o co pytać, posiłkując się tym co mu objaśni ktoś „stamtąd”, bo klasyczna prasa tylko w paru wyjątkach poświęca trochę więcej miejsca nowinkom technologicznym. Taki dziennikarz zajmuje się tym marginalnie, bo to jest niszowa tematyka i tyle.

  15. Jacek Artymiak napisał(a):

    AS: Popieram.Zwlaszcza te czesc:“Z całym szacunkiem – niewielu jest blogerów, którzy mogą zasługiwać na miano dziennikarza (i nie chodzi mi tu o merytorykę, ale specyfikę oraz przwyilej/obowiązki prawne wynikające ze statusu dziennikarza pracującego w mediach). Na blogu można napisać głupotę, pomylić się, zostawić z 20 literówek, puścić niepotwierdzoną informację lub informację opartą na 1 źródle – i zazwyczaj nie będzie się to wiązało z odpowiedzialnością wobec prawa oraz ludzi/firm, które się opisuje (zdarzają się takie przypadki, ale rzadko) oraz z odpowiedzialnością wydawcy, który za dany numer/news/dzień ręczy swoim nazwiskiem.”

    W gazecie też można (a czasami trzeba, bo naczelny lub reklamodawca każe) pisać głupoty, nieprawdę, itp. Nie gloryfikujmy dziennikarzy, bo najlepszym zdarza się przepisywać to co podeślą im ludzie od PR. I to właśnie PR-owca powinien Grzegorz zatrudnić. Wtedy media napiszą dokładnie to, co AW będzie chciał o sobie powiedzieć.

  16. Arnold Buzdygan napisał(a):

    To ja powiem o jeszcze jednej różnicy.
    Zadałem – tu na blogu – konkretne pytania i do Grzegorza i do przedstawiciela funduszu.
    Bez wstydu pozostały bez odpowiedzi (np. o to czy resztę kapitału pokrywa kasa czy aport).
    Nie wyobrażam sobie czegoś takiego gdyby to była konferencja przed kamerami.
    Panowie by odpowiedzieli albo spalili się ze wstydu.

    1. Morpheus napisał(a):

      +1