65

Drobne zmiany o dużym znaczeniu w Spotify

Skrupulatnie rozbudowyana przeze mnie cyfrowa i fizyczna kolekcja muzyczna nijak ma się do wygody obsługi, jaką oferują usługi streamingowe. Niezależnie od zachcianki wystarczy wpisać daną frazę w wyszukiwarkę i chwilę później słuchamy danego kawałka. Ze Spotify korzystam najczęściej, dlatego nawet drobne zmiany (czyt. poprawy) w interfejsie mają dla mnie ogromne znaczenie.

W swojej historii Spotify przechodziło kilka tak zwanych faceliftingów, ale prawdopodbnie najbardziej pamiętną z nich było porzucenie szarej kolorystyki na rzecz czerni. Oprócz tego doczekaliśmy się kilku większych i mniejszych zmian, ale wciąż nie trudno jest mi się do czegoś przyczepić. W pierwszej kolejności do głowy przychodzą mi takie niedociągnięcia i braki, jak brak możliwości zmiany rozmiaru okładek płyt w widoku zapisanych albumów czy miniaturek ze zdjęciami ulubionych wykonawców. Na całe szczęście w międzyczasie wprowadzone zostały inne ulepszenia, które sprawiają, że ze Spotiy korzysta się jeszcze wygodniej.

W przypadku aplikacji desktopowej warto nadmienić o wdrażanej przez ostatnie kilka tygodni nowej wersji interfejsu, która charakteryzuje się skróconą listą rekomendowanych treści. Zamiast kilku wcześniej oferowanych skrótów prawie wszystkie przeniesiono do ekranu „Przeglądaj”, a bezpośredni odnośnik pozostawiono jedynie do stacji radiowych. Dlatego sekcje „Odkrywaj”, „Listy przebojów” i tak dalej znajdziemy teraz w jednym miejscu w formie zakładek. Dzięki temu boczne menu zyskało odrobinę przestrzeni, a tę z pewnością dobrze wykorzystamy – to właśnie tutaj, teraz nieco wyżej, znajdują się skróty do zapisanych przez nas albumów, wykonawców i utworów oraz… playlist, których ciągle przybywa.

Nie bez znaczenia jest też nowe umiejscowienie przycisków sterujących odtwarzanie – znajdują się teraz w dolnej, centralnej cześci okna aplikacji. Początkowo odruchowo wędrowałem kursor w kierunku lewego dolnego rogu, ale dość szybko przywykłem do nowego układu i jeszcze szybciej doceniłem tę subtelną poprawę. Podczas przeglądania playlist i albumów kursor zazwyczaj znajduje się w środkowej cześci okna, więc gdy nie posiadamy multimedialnych klawiszy na klawiaturze, ten odrobinę krótszy dystans do pokonania może zrobić różnicę.

Dla wielu osób o wiele istotniejsza zmiana dosięgnęła aplikacje mobilne, o której zdążyłem już o niej napisać wcześniej, ale dzięki uprzejmości Spotify wciąż dysponuję możliwością bezpośredniego porównania nowego i starego układu elementów nawigacyjnych. W nowym wydaniu znajdują się one u dołu ekranu i są zawsze pod palcem

Przyciski u dołu ekranu sprawiają, że przemieszczanie się pomiędzy sekcjami wewnątrz aplikacji jest wręcz błyskawiczne. Dziwi mnie jedynie tak wolne tempo zmian – pomimo posiada najnowszej wersji aplikacji na Androida wciąż nie uaktywniono mi nowego interfejsu (miałem go tylko na chwilę), choć w odsłonie dla iOS-a korzystam z niego już od kilku tygodni.

Na chwilę obecną trudno mi wskazać jakąkolwiek inną usługę, z której korzystałoby mi się tak wygodnie, jak ze Spotify. Do pewnego momentu byłem bardzo zadowolony z aplikacji Tidal, którą oparto o wcześniej dostępna u nas usługę WiMP, ale aktualna oprawa aplikacji mobilnej skutecznie mnie od Tidala odpycha.