29

Dojrzale brzmiący i niewielki amplituner, na który was stać. Pioneer SX-S30DAB – recenzja

Dom bez muzyki nie jest prawdziwym domem? Ale co jeśli dysponujecie ograniczonym miejscem oraz budżetem? Cóż, dla takich osób powstały amplitunery sieciowe w wydaniu slim.

Ostatnio testowaliśmy świetny, bezprzewodowy zestaw stereo Pioneer FS-W50 Fayola, który robił wielkie wrażenie zarówno wyglądem, jak i nowoczesnością. Teraz przyszła kolej na jego przewodowy odpowiednik – model SX-S30DAB, który kosztuje 1899zł i  jest skierowany do nieco bardziej ortodoksyjnych użytkowników, choć ograniczonych metrażem.

Zaczynamy

Karton nie należy do największych ani najcięższych, ponieważ sam amplituner waży zaledwie cztery kilogramy. Po otworzeniu opakowania, możemy wewnątrz znaleźć pilota, przewód z anteną oraz mikrofon pomiarowy na bardzo długim przewodzie.

Jak wygląda sam amplituner? Trochę jak nowoczesny tuner radiowy (którym też po części jest).

Głównie dlatego, że jest naprawdę niski i ma bardzo wystające gałki w kolorze ciemnego grafitu. Zobaczcie zresztą sami, jak wygląda różnica gabarytów w porównaniu do dużego wzmacniacza stereo.Wyświetlacz jest monochromatyczny, ma regulowane trzy stopnie przyciemnienia i można go wyłączyć, żeby nie rozpraszał nas w nocy. Odpowiada głównie za informowanie nas o wybranym źródle i poziomie głośności. Całą resztę funkcji obsługujemy na ekranie telewizora, bądź telefonu/tabletu.

Pioneera SX-S30DAB, można obsługiwać za pomocą dwóch aplikacji, które są dostępne bezpłatnie zarówno na Androida jak i iOS. Najważniejsza z nich nazywa się Pioneer Remote App i to ona została zaprezentowana powyżej(wersja Android i iOS), podczas gdy druga, to Pioneer Play-Fi Music Control (wersja Android i iOS, może wymagać wcześniejszego zaktualizowania oprogramowania) a po ich obszerniejszy opis, zapraszam do wcześniejszej recenzji zestawu Pioneer FS-50W Fayola.

Jeśli już posiadacie własne kolumny i okablowanie, to polecam zacząć od ich podłączenia przed uruchomieniem urządzenia. Co więcej, zwróćcie uwagę na to, czy żadna żyła przewodu (urządzenie niestety nie obsługuje wtyków „bananowych” ani „widełkowych”) nie styka się z obudową amplitunera, bo inaczej wyłączy się od razu po uruchomieniu, a wy będziecie się drapać po głowie dlaczego :) Wiele wzmacniaczy różnej klasy tak ma, w tym mój własny. Wystarczy tylko być uważnym i nie ma problemu.Po uruchomieniu urządzenia, na ekranie telewizora pojawia się krótki przewodnik, który ma za zadanie skonfigurować dla nas wstępnie cały system. Zdecydowanie radzę przejść przez wszystkie etapy.Menu jest bardzo czytelne i przyjemne dla oka. Jeśli wszystko podłączyliśmy poprawnie, praktycznie jedyne co musimy robić, to klikać „Next”, nie hałasować w momencie zbierania dźwięku przez mikrofon pomiarowy i podać hasło do naszej sieci Wi-Fi.
Konfiguracja dźwięku przy użyciu mikrofonu, to niezwykle wygodne rozwiązanie. Jego rola polega na pomiarze natężenia różnych częstotliwości w punkcie odsłuchowym i dostosowanie do tego generowanego dźwięku. Mimo, iż nie jest oczywiście to lepsze od dobrych, manualnych ustawień korektora, to jednak potrafi sporo zmienić, jeśli nie czujecie się na siłach, by takie ustawienia dokonywać samemu na ucho. Zwłaszcza, jeśli dysponujecie subwooferem, a terminy takie jak „faza” czy „częstotliwość odcięcia” są wam obce.

A co tak właściwie możemy podłączyć do Pioneera SX-S30DAB?

Skoro już wspomniałem o możliwości podłączenia subwoofera, to warto rozwinąć temat. Tak więc, Pioneer SX-S30DAB posiada następujące przyłącza:

  • Dwa terminale głośnikowe
  • Port USB
  • 3x RCA
  • 4x HDMI In zgodne z HDCP 2.2 i 4K/HDR
  • HDMI Out z kanałem zwrotnym ARC i zgodne z HDCP 2.2 i 4K/HDR
  • Koaksjalne
  • Optyczne TOSLINK
  • Antenowe FM/DAB
  • Ethernetowe
  • Mikrofonowe (dla pomiarów)
  • Subwooferowe Pre-Out (dla subwooferów aktywnych)

Jak więc widzimy, opcji jest multum. W zasadzie wszystko da się podłączyć, ale jako że recenzja dotyczy amplitunera sieciowego, to nie możemy nie wspomnieć o opcjach bezprzewodowych.

Za samo połączenie się z internetem (podobnie jak w FS-W50 Fayola) odpowiada dwuzakresowy moduł Wi-Fi, a z obsługiwanych technologii, do dyspozycji mamy Chromecasta, AirPlay, Bluetooth (w wersji 4.1) i FlareConnect, dzięki któremu możemy uczynić Pioneera SX-S30DAB częścią naszej domowej sieci multi-room.

A czym jest ten „FlareConnect”?

To technologia opracowana przez firmę Pioneer, która wyparła wcześniejszy protokół FireConnect (firmy BlackFire) i polega na bezproblemowym i stabilnym połączeniu wszystkich urządzeń zaopatrzonych w tę funkcję. To obejmuje zarówno urządzenia Pioneera jak i Onkyo.

Dzięki FlareConnect możemy np. podłączyć do amplitunera jeden lub kilka bezprzewodowych głośników Pioneer MRX-5 (test tu) i stworzyć w ten sposób w pełni funkcjonalny system multi-room.

FlareConnect ma jeszcze jedną, ważną zaletę, której nie można przecenić. Jest to możliwość dystrybuowania dźwięku na inne głośniki z dowolnego źródła, jakie podłączymy do dowolnego urządzenia w tym systemie. Więc nawet jeśli podłączymy telewizor do głośnika bezprzewodowego, jakim jest Pioneer MRX-5, to będziemy mogli odtwarzać jego dźwięk również na innych urządzeniach połączonych FlareConnectem.

Jakie pliki możemy odtwarzać i skąd strumieniować muzykę?

W zasadzie wszystkie pliki audio, jakie nam przyjdą do głowy. Są wśród nich oczywiście MP3, WAV, FLAC, AIFF, ALAC a nawet DSD do 5.6 MHz, jeśli dla kogoś FLAC-i są zbyt mainstreamowe :)

Dla miłośników streamingu, też jest niezły wybór: Spotify, Tidal, Deezer oraz radio TuneIn. Nie należy też zapominać o tradycyjnym radiu FM/DAB.

Pliki możemy przesyłać bezprzewodowo, jak i za pomocą pendrive’a lub dysku podłączonego do gniazda USB. Jeśli chcecie pójść tą drugą drogą, a na komputerze posiadacie Windowsa 10, to polecam sformatować nośnik w systemie plików NTFS, bo niestety w exFAT urządzenie niczego nie widzi. Nie wiem jak wygląda sprawa z FAT i FAT32.

Wybudzenie urządzenia przy pomocy Spotify Connect trwa zaledwie kilka sekund, co jest dużym plusem.

I przede wszystkim – jak to gra?

W skrócie? Lepiej, niż metka i rozmiar by wskazywały. Mało szczegółów?

Pioneer SX-S30DAB prezentuje brzmienie zrównoważone, muzykalne i z bardzo dobrą sceną muzyczną. Kiedy zobaczyłem, że urządzenie dysponuje wzmacniaczem klasy D (co jest niemal konieczne przy takich gabarytach), obawiałem się, że całość będzie grała sucho i płasko, ale już po pierwszych sekundach przekonałem się, że nie ma w tym krzty prawdy.

Bas jest miękki, wyraźnie odseparowany od średnich tonów i bardzo przyjemny. Bardzo dobrze brzmi w każdym rodzaju muzyki oraz filmach nawet bez jakichkolwiek ingerencji w korektor graficzny. Jeśli stwierdzicie, że np. w filmach przydałoby się go więcej, nic nie stoi na przeszkodzie, by go jeszcze „podrasować” manualnie, albo nawet i dokupić subwoofer. Bo przecież można podłączyć :)

Średnie tony są bardzo dobrze wyważone i takie też kolumny polecam do zestawu – z dobrze wyważonym średnim pasmem. W ten sposób otrzymacie całkowitą uniwersalność brzmienia i w zasadzie każdy wokal będzie brzmiał naturalnie. Bez odchudzania (rozjaśniania) ani pogrubiania (przyciemniania) wokali oraz instrumentów. To było dla mnie duże zaskoczenie, bo wbrew pozorom wcale nie jest trudno trafić na wzmacniacz, który „przegina” z barwą średnich tonów w którąś stronę i później trzeba się gimnastykować przy doborze kolumn, aby krew z uszu nie leciała przy muzyce wokalnej.

Wysokie tony również są na swoim miejscu, choć z pewnymi tendencjami do wyostrzeń, co słychać w zasadzie tylko przy bezpośrednim porównaniu do neutralnie grającego wzmacniaczanie jest powodem do obaw. Zwłaszcza w tej cenie. Pomijając ten drobny aspekt, ilość detali przekazywanych do kolumn jest naprawdę satysfakcjonująca. Nie będziecie mieli wrażenia, jakby ktoś kocem wam przykrył głośniki, wręcz przeciwnie.

Patrząc na specyfikacje, można odnieść wrażenie, że trzeba bardzo uważnie dobierać kolumny, aby całość grała przyzwoicie, ale wcale tak nie jest.

Moje Dynaudio nie są jakoś specjalnie efektywne (85 dB/8 Ohm), ale to nie przeszkodziło Pioneerowi zagrać z nimi naprawdę głośno i bez zauważalnych braków w dynamice, mimo mocy, która wynosi 2×85 watów przy 4 Omach. Co prawda nie był to poziom głośności, który szklanki w kredensie przesuwał, ale do pomieszczenia 20-25 mkw było w sam raz. Jeśli lubicie słuchać głośniej, albo dysponujecie większym pomieszczeniem, rozwiązanie jest proste – dobierzcie kolumny o wyższej efektywności. Minimum 89 dB powinno wystarczyć, ale ideałem by były 93 dB.

Nie lepiej w takim razie kupić większy amplituner?

Jeśli posiadacie odpowiednio dużo miejsca i „prądożerne” kolumny, to warto spojrzeć na większego brata Pioneera SX-S30DAB, model SX-N30AE, ale jeśli nie jesteście w stanie zapewnić mu odpowiedniej wentylacji, to bohater recenzji będzie znacznie lepszym pomysłem. Zasilacz impulsowy klasy D nie grzeje się, tak jak mniej sprawne zasilacze AB, więc centymetr do dwóch nad takim amplitunerem powinny w zupełności wystarczyć. Poza tym, małe gabaryty niosą ze sobą nie tylko łatwość zmieszczenia w szafce RTV, ale też mniejszy pobór prądu (55 W vs 220 W), co dla wielu osób ma spore znaczenie.

Ja ze swojej strony mogę zapewnić, że Pioneer SX-S30DAB gra tak dobrze, że przy odpowiednio dobranych kolumnach na pewno będziecie usatysfakcjonowani. Niska cena, niewielkie wymiary, łatwość obsługi i doskonale zestrojone brzmienie – to główne cechy omawianego amplitunera.

 

Platforma testowa:

Wzmacniacz zintegrowany: Yamaha A-S1100

Streamer/DAC: Bluesound Node 2

Kolumny podstawkowe: Dynaudio Excite X14

Tekst powstał we współpracy z marką Pioneer