Ostatnimi czasy zadałem kilku osobom pytanie “ile jesteście gotowi zapłacić za ebooka”. Pytanie proste i nie ukrywam, że miałem nadzieję odnośnie konkretniejszych propozycji cen – od 14 do 19 złotych. Jedna z osób jednak udzieliła odpowiedzi, która wręcz mnie, jako twórcę, uraziła – 5 złotych. Kpina, nic dodać, nic ująć. Zacząłem zastanawiać się nad tą odpowiedzią, a mój tok myślenia zabrał mnie od książek drukowanych aż po trendy-temat – self-publishing. I warto się tym zainteresować, jako iż ebooki to przecież część naszej Internetowej rewolucji.

Osoba, która udzieliła rażącej, “pięciozłotowej” odpowiedzi dodała jeszcze, że za pięć złotych to może wykupić konto na Chomiku i mieć dostęp do tysięcy ebooków. Pomijając kwestię przestępczą (oj zmienia mi się podejście do rzeczy na stare lata), powiedzmy sobie jasno – jak wszyscy zaczną mieć takie podejście, to za kilkanaście lat nic już nie będzie się tworzyć, no chyba, że powstanie Federacja i ideały Gwiezdnej Floty przejdą z ekranu telewizora do świata namacalnego. Ale na to się nie zanosi.

Jak wydać książkę

By wydać książkę, trzeba ją najpierw napisać. By ją napisać, trzeba dokładnie znać temat i zrobić odpowiednie badania – no chyba, że mówimy o beletrystyce. Ale tutaj też trzeba się namęczyć, by nie wydać takiego Zmierzchu. Po kilku miesiącach pracy, jeśli się szybko pracuje, szkic jest gotowy. I jako taki, rusza do wydawnictwa. W wydawnictwie dzieją się różne rzeczy – po pierwsze, książka musi być zrecenzowana, czy w ogóle nadaje się do publikacji. Jeśli tak, to odpowiedni specjalista zabiera się do kolejnego czytania, którego celem jest wyłapanie wszystkich błędów – nie gramatycznych, ale merytorycznych. Bez względu na to, czy książka to powieść z akcją osadzoną w Afryce, czy pamiętnik globtrotera, redaktor dokładnie sprawdza, czy pantery w tej Afryce żyją. A jak nie żyją, to trzeba to poprawić.

Potem, tekst, jeśli nie trafi na poprawki do autora, trafia do korekty. I korekta spędza zazwyczaj kilka tygodni robiąc poprawę błędów ortograficznych i gramatycznych (to ta słynna rzecz, która według jednego z komentujących zajmuje jeden dzień – tenże komentujący jednakże zapomniał, iż artykuliki w gazetkach poprawia się szybciej, niż książkę). Technicznie rzecz biorąc korekta sama z siebie niewiele poprawia, raczej zaznacza, ale szczegóły nie są istotne.

Gdy błędy zostaną poprawione, książka trafia do drugiej korekty – i znowu poprawia się to, co zostało przeoczone za pierwszym razem. Potem robi się skład, który potrafi trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy (do OpenOffice każdy głupi wrzuci, ale poprawa każdego piksela na kilkuset stronach to coś zupełnie innego). Skład to też zakup licencji na czcionkę, jeśli trzeba i zaprojektowanie okładki, a czasem też zlecenie wykonania ilustracji. Ceny niskie nie są.

W końcu, gdy wszystko jest gotowe, książka trafia do druku – po kilku miesiącach pracy, minimum. Wtedy dopiero mamy pewność, że wydana publikacja ma w miarę wysoką jakość. Koszt druku wcale nie jest wysoki w porównaniu z pozostałymi kosztami.

Czym jest ebook?

Ebook zaś to książka, która nie została wydrukowana. Jest to prosta definicja. Jeśli więc książka kosztuje 29 złotych (minimum), to dlaczego ebooki miałyby kosztować 5 złotych, jeśli koszt druku jednej sztuki to w średnio 10 złotych? Dla wydawnictwa taka cena jest po prostu nieopłacalna – nie zarobi na tym nikt. Nie ma więc co się oczekiwać, że ebooki będą kosztować 5 złotych. Cena, której można oczekiwać, to przedział między 14 a 19 złotymi – o takich cenach można mówić w przypadku ebooków wydanych przez profesjonalne wydawnictwo.

Za 5 pięć złotych można co najwyżej kupić 30 stron tekstu bez korekty, sklepanego w Wordzie i wrzuconego do sieci bez jakiegokolwiek sprawdzenia zawartości. To jest tak, jak z kupowaniem podróbki markowego towaru – niby to samo, a jednak jakość znacznie niższa. O ile w ogóle jakaś jakość w takim podrobionym, tanim towarze istnieje. W myśl zasady “dostajesz to, za co zapłaciłeś” – ebook droższy to większe prawdopodobieństwo, że dostaniemy towar wysokiej jakości, a nie taniochę napisaną przez gimnazjalistę.

Ebook ebookowi nie równy

Dlaczego można w ogóle myśleć, że ebook powinien kosztować poniżej 10 złotych? Z punktu widzenia profesjonalnego wykonania, nie ma ku temu myśleniu racjonalnych podstaw. Dla wydawnictwa, całego zespołu pracującego przez kilka miesięcy, jest to nieopłacalne.

Doszedłem do wniosku, że ludzie, zwłaszcza w Polsce, nie rozumieją jeszcze, że ebook to, jak już wspomniałem, normalna książka, która po prostu nie została wydrukowana. Można liczyć jedynie na niższą cenę z powodu pominięcia druku. Redakcja, korekta, skład, grafika i tego typu rzeczy wciąż składają się jednak na cenę ebooka. Nie wspominając o marży, którą pobiera dystrybutor.

Ktoś powie, że format EPUB, czy inne formaty e-książki, wcale nie wymagają poważnego DTP. I zgodziłbym się, gdybym sam konwersją do EPUBów się nie zajmował. Narzędzia “kliknij i zapomnij” idealne nie są i jeśli czytelnik nie chce dostać brzydko wyglądającego sklepka literek, to musi liczyć się z tym, że konwersja do profesjonalnie wykonanego EPUBa to kwestia większej ilości czasu. A grafikę czy ilustracje dalej trzeba zrobić. I wcale nie jest to tańsze tylko dlatego, że nie będzie drukowane.

Ludzie wciąż wynoszą pewne wzorce myślenia z dawnych czasów, kiedy ebookiem była zeskanowana książka, albo 100 stron udostępnionych w sieci przez autora w formacie DOC. Albo kiedy to amatorzy pisali książeczki o niczym i sprzedawali je za 30 złotych. Na pocieszenie powiem, że w USA ludzie potrafią napisać 30 stron o niczym i sprzedawać to za 40 dolarów. Choć wciąż możemy natknąć się na tego typu publikacje, których nie można nazwać książką, o tyle czasy jednak się zmieniają i pora zacząć edukować większą część społeczeństwa, dlaczego profesjonalnego ebooka za 5 złotych się nie kupi.

Self-Publishing, a wydawnictwo

Dochodzimy jednak do istotnego punktu, mianowicie do rozróżnienia między ebookiem wydanym w ramach self-publishingu, a ebookiem wydanym przez wydawnictwo. Przypomnę zasadę, “dostajesz to, za co zapłaciłeś” – nie ma więc co porównywać kosztów ebooka wydanego w sposób profesjonalny, a ebooka wydanego przez samego autora i to w prosty sposób: napisać, zgrać do PDFa i opublikować.

Publikacji wydanych w ramach coraz popularniejszego self-publishingu za sumę 5 złotych faktycznie można się spodziewać. Od umiejętności autora będzie już zależeć, czy taki tani ebook będzie prezentował sobą jakiś konkretny poziom – bo może. I z całego serca wspieram self-publishing, ponieważ pozwala on wielu osobom na publikację dzieł wszelakich. Ale gdy ktoś mnie zapyta, czy self-publishing zniszczy wydawnictwa, to odpowiem – absolutnie nie.

Wydawnictwa gwarantują pewną określoną jakość – choćby pod względem wykonania technicznego. Stanowią pewien filtr, dzięki któremu co słabsze pozycje jeśli chodzi o zawartość merytoryczną, po prostu nie przejdą. W końcu, wydawnictwo ułatwia autorowi życie – zamiast samemu wszystko robić, autor idzie do wydawnictwa, a to już ebooka wyda i zajmie się jego dystrybucją, autor będzie tylko pisał i dostawał pieniądze. Innymi słowy, nic się nie zmieniło. No, może oprócz medium i faktu, że e-książki nie są drukowane. A poza tym są tymi samym, co codziennie widzimy na półkach w księgarniach.

Spokojnie można powiedzieć, że profesjonalnie wydany ebook za 5 złotych to fikcja literacka. Self-publishing będzie się rozwijał i chwała mu za to, ale nie wyelminuje z rynku prawdziwych wydawnictw. Prędzej będziemy obserwować unowocześnianie się tychże wydawnictw i ich wkraczanie na nowy rynek publikacji elektronicznych. Ale ebook za 5 złotych? Szaleństwo, szaleństwo…

Pozostaje mi poradzić wydawnictwom edukację swoich czytelników w kwestiach tego, co składa się na wydanie książki, by czytelnicy Ci wiedzieli, że postęp technologiczny i nowe medium elektroniczne wcale nie doprowadzi do obniżki cen książek o ¾.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • p4trykx

    ale ściągnięcie z chomika to nie przestępstwo podaj paragraf

    • Michał

      O ile pamiętam nielegalne w Polsce jest udostępnianie, a nie pobieranie.

    • http://tlumacz-chinskiego.pl Jarek Zawadzki

      Najwięcej na książkach zarabia handel, ebook pozwala wyeliminować handel, gdyż można bez kosztów transakcyjnych kupić książkę u producenta. Producent zarabia tyle samo, ale użytkownik płaci mniej.

  • Michał

    Obawiam się, że wpadasz w tę samą pułapkę, w którą wpadali przedstawiciele koncernów fonograficznych.
    „Dlaczego piosenka ma kosztować tylko $0.99? Przecież tam jest tyle kosztów do pokrycia! Sprzęt, promocja itd.”

    Idzie nowe. I nawet najmocniejsi będą musieli się ugiąć.

    Lub odpaść z gry.

    (smutna to refleksja – sam pracuję w wydawnictwie)

  • LooZ

    Hm…

    http://pablosmobile.blogspot.com/2011/09/kolejna-ksiazka-kupiona-w.html

    To jest ta jakość ebooków z dużych wydawnictw?

    No i błagam cię, skład książki od kilku tygodni do kilku miesięcy?? Nie wiem jakiej.

  • Sebastian

    No jak ta osoba mogła napisać 5 zł toż to szok!

  • Robert

    kwestia skali, jesli bys sprzedal 10 000 ebokow za 5zl, a 1000 ksiazek za 30 to by ci sie i tak oplacilo. Koszty o ktorych piszesz to koszty stale, niezalezne od nakladu, wiec wystarczy napisac odpowiednio dobra ksiazke, ktora zainteresuje odpowiednia ilosc klientow i mozna wydanie elektroniczne rozdawac prawie za darmo. Twoje tlumaczenie jest troche podobne do rynku programow na urzadenia mobilne, soft tez kiedys kosztowal po 20-30$ za byle gierke, ale potem pojawil sie appstore i jakos mozna zarobic na grze za 0,99$.

    • http://gametrade.pl Damian Legawiec (Gametrade.pl)

      Gry z AppStore to zupełnie inny produkt niż gry premium (pudełkowe), produkcja gry na iphone/android to 1/1000 budżetu gry za 20-30$ na PC i 60$ na konsolach. W książkach chyba nie da się zrobić dwóch osobnych rynków :)

  • p4trykx

    Co do ceny to przecież przy publikacji elektronicznej są tylko koszty stałe więc co za różnica jaka jest cena końcowa. Jak ktoś sprzeda 4 razy tyle za 5 zł co innym za 20zł to tyle samo zarobi?

  • Królik

    Ja miałem do czynienia z wydawnictwami (technicznymi) od drugiej strony. Opublikowałem kilka artykułów i rozdziałów w książce i z doświadczenia widzę, że dobre wydawnictwa (Springer, ACM Press itp.) skład często przerzucają na autora – wydawnictwo dostarcza szablon, wypełniam go treścią, kompiluję PDFa LaTeXem i jedyne co wydawnictwo dorzuca to nagłówek, stopkę i stronę tytułową (operując bezpośrednio na PDFie). Nikt się nie bawi w wydawnictwie w robienie obrazków czy jakąś większą ingerencję w treść – co najwyżej pisze się do autora, że ma poprawić.

    Z kolei moja żona publikowała w kilku wydawnictwach pracujących bardziej tradycyjnie, tzn. dostarczała treść w MS Office, a wydawnictwo robiło skład samodzielnie i w każdym przypadku wydawnictwo musiało coś sp***yć w artykule – a to pomylili podpisy pod obrazkami, a to jakość obrazków była znacznie gorsza niż jakość tego co otrzymali, a to podpisy zrobili za małą czcionką i było to nieczytelne itp. Dobrze, że przed ostatecznym drukiem poszedł wydruk próbny, bo trzeba by było erratę robić.

  • ssss

    W przypadku muzyki przeszli oni na model: płyta jest tylko promocją, zarabiamy na koncertach. A jak to może wyglądać w przypadku ebooków? Ksiązka jest tylko promocją a zarabiamy na ….. ? Ktoś ma pomysł?

    • Michał

      Ten, kto będzie taki pomysł miał, zostanie bardzo bogatym człowiekiem.

    • kmjnhb

      „Ksiązka jest tylko promocją a zarabiamy na ….. ? Ktoś ma pomysł?”

      zarabiamy na reklamach

    • Adam

      … na prawach do ekranizacji

    • http://swiatczytnikow.pl Robert Drózd

      Na pomysł wpadło już wielu autorów, także w Polsce. Bo chyba nie wierzysz, że z nakładów po kilkaset egzemplarzy da się utrzymać. :-)

      Książka jest promocją, autor zarabia na tym, że staje się popularny, prowadzi szkolenia, ma więcej klientów itd.

  • reduta

    Jako że pracuję w dziekanacie widziałam już setki prac mgr. Większość z nich trzyma dobry poziom, czasami nawet wyższy od tzw. profesjonalnych wydawnictw. Nie doceniasz drogi Autorze dzisiejszej młodzieży. :)

  • wojtekm

    zapominasz o tym, że cena wydania książki nie zależy od ilości sprzedanych egzemplarzy.
    Możesz więc sprzedać 5tyś egzemplarzy książki po 15pln, a możesz 20tyś po 5PLN i będziesz 5000PLN do przodu.

    Interesy w handlu robi się na niskiej cenie i dużym obrocie. Bo przecież łatwiej jest wyciągnąć z kieszeni 5PLN niż 15. Mało tego, 5PLN można wyciągnąć nawet jeśli się nie jest zainteresowanym książką-sam mam takich mnóstwo-kupionych na wyprzedażach i rzuconych w kąt.

  • Rufus

    Były redaktor Pulsu Biznesu Mariusz Zielke sprzedawał swój literacki debiut ochrzczony przez niego samego pierwszym polskim thrillerem finansowym za 5 PLN właśnie. Jako SP. Zwykły PDF z hasłem. Książkę czytało się spoko, zaś autor nie narzekał, że sprzedaje tanio. Osobno została wydana papierowa wersja. Więc redaktorze-Twórco nie spinaj się za bardzo, zwłaszcza, że chyba opisywani na AW autorzy publikujący na platformie Amazonu sprzedają równie tanio.

    • Rufus

      Dodajmy, ze była to kilkuset stronicowa powieść, rezultat pewnie z roku pisania, a nie e-book w stylu „jak sprawić by Twoja firma królowała na facebooku”

      Rufus: Były redaktor Pulsu Biznesu Mariusz Zielke sprzedawał swój literacki debiut ochrzczony przez niego samego pierwszym polskim thrillerem finansowym za 5 PLN właśnie. Jako SP. Zwykły PDF z hasłem. Książkę czytało się spoko, zaś autor nie narzekał, że sprzedaje tanio. Osobno została wydana papierowa wersja. Więc redaktorze-Twórco nie spinaj się za bardzo, zwłaszcza, że chyba opisywani na AW autorzy publikujący na platformie Amazonu sprzedają równie tanio.

  • http://www.facebook.com/piotr.borowski Piotr Borowski

    po pierwsze trudno się dzisiaj wbić na rynek, gdzie królują „wielcy” autorzy
    tak więc wydanie książki za darmo lub za bardzo małą cenę może być formą promocji
    np. jedna z nowszych serji Star Wars – Legacy of the Force została wydana w ten sposób, że pierwszą część (z 9-ciu) można było pobrać za darmo w formie ebooka oraz audiobooka, skorzystałem z tego i wciągnąłem się – promocja zadziałała
    inna sprawa jest taka, że np. ja nie zaglądam do takich wydawnictw za 5zł bo mi się wydaje, że nic ciekawego nie może tam być, bo przecież dobre książki kosztują więcej – jakoś tak ciężko się przestawić z takim myśleniem

    • Miłosz

      Mógłbym prosić o link ?

  • Przemas

    Po za kosztami druku dochodzą jeszcze koszty magazynowania i spedycja. To też kosztuje. Ja rozumiem, że 5 złotych to za mało ale bardzo często jest tak, że sklep liczy sobie za ebooka dokładnie tyle samo co za książkę „analogową”. „5zł za ebooka to kpina” – ok. Równanie ceny ebooka z książką papierową to też kpina.

    • mzl

      Autor książki wydanej za 30 zł ma z tego 2-3zł i to tylko wtedy, gdy jest już znany i lubiany. Dlatego ja mam nadzieję, że doczekam czasów, gdy będę mógł zapłacić _autorowi_ 5-10zł za książkę wydaną samodzielnie, a sama idea wydawnictwa pójdzie do piachu. Szczególnie jak widzę kolejny źle sformatowany bubel kupiony od wielkiego wydawnictwa za cenę niewiele niższą (a zdarza się, że i wyższą !) od książki wydanej na papierze.

      Robert Drózd:
      Wojtku, pytanie, a ile z jednej książki papierowej za 30 złotych, takiej którą ktoś kupił np. rozeszło 1000 egzemplarzy, dostaje autor?

  • wawer

    Obrońca „starego porządku”. A aplikacje na telefony, to robią gimnazjaliści za 2x kieszonkowe? Czasy się zmieniły.
    Zawsze znajdą się nisze dla wydawnictw specjalistycznych o wysokiej jakości, ale rynek zawojuje odpowiednik Apple’a…

  • http://www.facebook.com/lukasz.bragoszewski Łukasz Brągoszewski

    Czy self-publishing oznacza gorsze jakościowo publikacje?
    Bo autor – pisarz, musi zajmować się tym wszystkim co wydawnictwa, czyli nie tylko samym „pisaniem”.
    Czy autorzy chcą tak wydawać swoje książki ? – tzn. większe przywiązanie do papieru lub po prostu większa szansa na sprzedaż (większy zasięg i lepszy marketing) jeśli książka zostanie wydana przez wydawnictwo.
    Czy obecne self-publishing to pisanie do „wirtualnej szuflady”? – sprzedaż minimalna lub zerowa, zalew e-księgarni wątpliwą jakości treścią.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100002211543568 Paweł Trzy

    Nie wierzę w sukces ebooków droższych niż 5 zł. Ludzie mając do wyboru setki książek za darmo czerpanych z różnych miejsc nie dadzą 15, 20 zł. bo wtedy logika podpowiada że wystarczy dorzucić kilka złotych i książkę można poczuć w dłoni. Ebook przynajmniej na początku gdy jest to ciągle coś nowego, musi mieć coś przebijającego zwykłe papierowe wydania, tym czymś musi być cena. Psychologicznie te 5 zł. za wydanie jakiejś książki to coś na co warto się zdecydować, dla samego poczucia że ją się kupiło, przy 15 zł. to lepiej inwestować w papier.

  • Gruby

    Czy autor felietonu zainteresował się, jak w ogóle wygląda rynek ebooków w Polsce? Jakie są różnice w cenach, jaka jest jakość wydań elektronicznych? Póki co płacimy tyle samo za dużo mniej, więc trudno mówić, że jest inaczej.

    Jak tu w ogóle generalizować i porównywać książki np. techniczne do beletrystyki? Wysuwać wnioski, że twórczość upadnie, jeśli ceny będą za niskie?

    Literatura piękna – ilu autorów w Polsce jest w stanie utrzymać się tylko z pisania? To AUTOR jest twórcą, a nie WYDAWNICTWO czy KSIĘGARZ, dla których książki to rzeczywiście biznes (choć oczywiście w większości przypadków też nie jest jakiś super). A autorzy się zawsze znajdą, jeśli ceny będą zbyt niskie, to najwyżej mniej będzie Zmierzchów właśnie i innych bardziej produktów, niż powieści.

    Podręczniki akademickie, literatura fachowa, słowniki itp. – na to zawsze się znajdzie popyt i każdy głupi wie, że jakość kosztuje. Już teraz są głupie poradniki dla naiwnych i drukowane kosztują 5zł, ale nikt rozsądny ich nie kupuje, bo jasne jest, że to nie za papier się płaci. Jeśli pytamy kogoś o ceny książek czy ebooków, to należy uściślić, że chodzi też o te pozycje, bo ludzie 5zł gotowi są płacić za beletrystykę. Choć oczywiście są narzekania na ceny np. podręczników szkolnych – tu jednak trudno mówić o prawach rynku.

    Ja nie uważam, że ebooki mają kosztować po 5zł, ale taka argumentacja jest kiepska. A już na pewno straszenie upadkiem kultury… Tak jakby wydawcy zarabiali na przełomowych dziełach.

  • http://literalubicyfre.pl/ Kamil Mizera

    @Wojciech – zbudowałeś swój wywód na owej kwocie 5 złotych. Gdybyś zapytał zwykłego zjadacza chleba, ile chciałby zapłacić za płytę w formie mp3 odpowiedziałby to samo. Problemem nie są nierealne kwoty podawane przez niektórych klientów, gdyż one wyrażają po prostu ich preferencje cenowe, ale problemem jest wysoki koszt ebooka. Wykazujesz ile kosztuje profesjonalna korekta i cały wydawniczy proces aż do momentu druku. W przypadku ebooków odpada Ci kwestia druku i nakładu, nie masz obawy straty, jeżeli książka nie zostanie bestsellerem itp. Ta różnica powinna mieć odbicie w cenie ebooków. Ebook nie musi kosztować 5 złotych, ale wystarczyłoby, że kosztowałby 50% ceny papierowej książki i sama skala sprzedaży nie tylko nadrobiłaby „straty”, ale jeszcze wyszłoby to wydawnictwu i pisarzowi na plus. I oni to wiedzą, problem w tym, że najpierw trzeba spopularyzować ebooki i w krótkim okresie czasu obniżenie cen może przynieść straty. I chyba właśnie tego najbardziej się wszyscy obawiają. Jeżeli tak, to jest to strasznie krótkowzroczne.
    Co do self-publishingu, nie wyprze on może tradycyjnego modelu wydawania, ale może mocno na niego wpłynąć. W końcu pisarze może zrozumieją, że mogą na sprzedanym egzemplarzu zarabiać 50-65% ceny, a nie 10-15% i że lepiej i łatwiej sprzedać taniej ale więcej, niż drogo ale mało.

  • http://interjak.pl InterJAK

    Fakt, 5 zł za e-booka to kpina – stanowczo za dużo :)

    OK, może nie w odniesieniu do prawdziwych książek, wydanych po prostu nie na papierze, a w wersji elektronicznej.

    Ale kto zetknął się z chłamem, sprzedawanym masowo przez „zarabiaczy w Internecie” właśnie w postaci e-booków, „kursów”, „szkoleń” etc. – ten wie, czemu nie dałbym nawet piątaka.

    A tak na marginesie: ja nie mam już 20-tu lat, nowinki akceptuję wolniej niż młodzi i z tej perspektywy: zdecydowanie wygodniej mi czytać książkę niż coś „e-”. Owszem, wiadomości, blogi – to chętnie na ekranie komputera. Ale już książki – tylko na papierze. Nie na monitorze, nie na czytniku.

    Wiek ma swoje prawa…

  • Waszer

    Na pewno zapłaciłbym 5 zł za przeczytanie treści, 15/20 za kupienie ebooka. Są książki, które się przeczytało i ewentualnie z chęcią do nich wraca i chce się je trzymać i wtedy zakup książki czy tez ebooka jest najlepszym rozwiązaniem. Wszyscy patrzą na to, żeby sprzedawać ebooki a nikt nie myśli o tym, żeby zarabiać na ich wypożyczaniu. Dlaczego nie ma bibliotek z ebookami, w których można wypożyczyć ebook na jakiś czas za cenę mniejszą od jego nabycia.

    • Marcin

      wypożyczanie e-booków to już dość powszechne, choć świeże i być może mało jeszcze popularne rozwiązanie. na naszym podwórku virtualo choćby.

  • madogz

    Zawsze będą amatorzy książki papierowej skłonni wydać 40zł podobnie na rynku fonograficznym zawsze będą ludzie chętni wydać 50zł na winyl z 4 utworami pomimo istnienia niszowych sklepów typu http://www.smashintracks.com
    Sam kupuje ebooki za 5 i za 20zł ale nie widzę sytuacji gdyby zostały tylko wersje elektroniczne. Walory ‘dotykowe’ są nie do zastąpienia, podobnie z muzyką.

  • http://www.facebook.com/andrzej.stachlewski Andrzej Stachlewski

    Czemu 5zł to kpina? Zapytał Pan i dostał odpowiedź. To, że się nie podoba, wynika raczej z opuchniętego ego niźli odpowiedzi. W marketach na promocji można książkę z kosza kupić za 5zł/kg. Także bym nie prowokował takimi paragrafami. Bo to feletonistyka na poziomie Faktu.

  • Tomek

    Drogi Autorze :)

    Patrząc tylko i wyłącznie na ten wpis powiedziałbym że może jesteś twórcą, ale za to o biznesie nie masz pojęcia.

    Zamiast się „spinać” odnośnie tych 5zł, to wytłumacz swoim klientom dlaczego się nie da tak tanio – na pewno zrozumieją jeśli Twoje treści dostarczają im wartość.

    A jeśli nie zrozumieją, to znaczy że mają gdzieś ile osób w łańcuszku chce zarobić – interesuje ich tylko cena, cena i jeszcze raz cena, jak w dyskoncie. Czy oczekujesz od Polaka kupującego w dyskoncie zrozumienia dla potrzeb zbieracza truskawek, skoro marmolada podrożała z 0,59zł do 0,79zł?

  • Qwerty

    Dziwne, jakoś mało kto myśli o autorze, który pisząc książkę wkłada w to przynajmniej swój czas (o talencie, inwencji czy wiedzy nie wspominając). I to jest wyceniane przez was na piątaka? Rola wydawnictwa zaś polega przede wszystkim na selekcji chłamu od rzeczy wartościowych, co wymaga przecież poświęcenia mnóstwa czasu na przekopanie się przez ten pierwszy. Z tego względu zwracam uwagę na książki Znaku a taki – powiedzmy – Redwatch omijam z daleka.

    • Ag

      Tak, i z tych 5 zł autor otrzyma 2,50, czyli 50%.
      Z książki kosztującej 30 zł autor otrzyma – przy dobrym wietrze – 3 zł, czyli 10%. Oczywiście znany, popularny autor dostanie więcej, ale ilu mamy takich, co żyją tylko z pisania? I czy ta różnica jest aż tak duża? A wszystko zależy jeszcze od tego, ile który z tych autorów sprzeda kopii. Tak to na tym rynku wygląda, że autor dostaje w okolicach 4 do 12% od ceny okładkowej. Więc papierowy autor też nie jest super wysoko wyceniony.

      Pozdrawiam

  • lejzab

    szaleństwem są obecne ceny ebooków. w cenie wydania papierowego, czasem kilka złotych tańsze lub droższe(!). w ten sposób daleko szanowny autorze nie zajedziecie.

  • Czytujący

    Jestem w stanie wydać 10 zł na ebooka, więcej jeżeli naprawdę jakość ebooka będzie dobra i nie będzie to z DRMem, dostanę możliwość ściągnięcia w różnych formatach jako jeden produkt a nie będę musiał kupować każego formatu osobno, no i jeżeli po zakupieniu będę mógł to jeszcze kilka razy ściągnąć a nie ściągnę raz, skasuję a potem kupuj jeszcze raz.

    Od razu mówię że nie wiem dokładnie jak jest teraz bo jeszcze nie miałem okazji nic kupować ale ceny widziałem (trochę za dużo to mało powiedziane, równe papierowej wersji albo i większe czasami), DRM jest, na dodatek niektórzy ostatnio roszczą sobie prawo do tego że ja nie kupuję ebooka a jedynie go wypożyczam. Słyszałem też o jakimś idiocie który wpadł na pomysł żeby ebooki tak jak prawdziwie książki były „blokowane” po iluś tam przeczytaniach/przekopiowaniach. (Pomijając fakt że papierowe książki wcale nie znikają po 10 wypożczeniach w bibliotece, bo chyba taką liczbę proponował ten „pan” albo wydawnictwo(?) )

    • Marcin

      co do różnych formatów, czekam na wydawcę e-booków, który będzie sprzedawał pakiety plików – na czytnik + audiobook, i udostępni aplikację umożliwiającą np. odsłuchanie w trakcie joggingu e-booka od momentu, w którym zakończyłem czytać na czytniku, a kiedy wrócę do czytnika szybko znajdzie fragment w którym skończyłem odsłuch. Może IVONA Software się takim rozwiązaniem zajmie (bo wiele audiobooków niewymaga dykcji i intonacji Anny Dereszowskiej), skoro e-publishing nie wykazuje 1/10 potencjału jaki niesie nowe medium, a jest zajęty jedynie odtwarzaniem tradycyjnego rynku książki?

  • Marcin

    Autorze, początkowo zamierzałem wspomnieć o lekkiej przesadzie pobrzmiewającej w artykule, ale wrodzona szczerość i uczciwość na to nie pozwala. Przesada jest GRUBA.
    1. Kilka tygodni do kilku miesięcy na skład? Zdarzyło mi się lat temu kilka brać udział w procesie wydawniczym. Korekta i wydanie kilkusetstronnicowej, zbiorowej publikacji naukowej zdziedziny archeologii to niecały miesiąc pracy. Ze strony wydawnictwa 2 osoby zajmujące się korektą i składem (bo chyba nie ma wydawnictw, które zatrudniają 1 osobę, która umie pisać kolejna czytać, następna robić skład etc.), gdzie jedna z nich poświęciła temu zadaniu ok. tygodnia i ekspert sprawdzający poprawność merytoryczną. Setki rycin, tabelek i wszelkiej maści dziwactw. Nie spotkałem się z żadną inną książką, która wymagałaby nakładu pracy większego niż tydzień-dwa ze strony 2 osób (korekta, skład).
    2. Koszt druku książki 250-280 stronnicowej to 8 zł przy nakładzie 50-100 szt., przy naprawdę dużych nakładach 3-4 zł, stądta wartość jest trochę przeszacowana, za to nieszacowane są koszty i marże dystrybutorów.
    3. 5 zł to nie kpina. To kwestia rynkowej strategii. Jeśli korzyści skali w połączeniu + atrakcyjna cena uzasadniają sprzedaż wartościowego e-booka – dlaczego nie?
    4. Czytałeś kiedyś złą książkę drukowaną? Mi się zdarzyło wielokrotnie. Niestety. Dlatego też polegam na opiniach znajomych, krytyków, czytam recenzje i oceny czytelników na portalach. Dzięki temu czytam słabych książek niewiele. Skoro ten system działa w przypadku książek papierowych, dlaczego rekomendacje znajomych czy nakanapie.pl miałaby nie działać w przypadku e-booków? Bo wyznacznikiem jakości na pewno nie jest cena. Mierzi mnie tradycjonalizm niepotrzebnie przykładany do do nowości. Skoro „internet daje” e-booka to może warto pomyśleć nad jeszcze bardziej wiarygodnym systemem rekomendacji czytelników, opinii, niż te istniejące. Social media się kłaniają – może przydałoby się narzędzie pozwalające na zbieranie opinii osób zaprzyjaźnionych lub mających podobny gust czytelniczy? Bo to, że publikacja przeszła przezwydawcę, nie czyni jej jeszcze atrakcyjną dla mnie.
    5. Nie doceniasz pisarzy. Część z nich potrafi nie tylko „popełnić” dzieło, ale poddać samodzielnie lub przy wsparciu znajomych znających się na rzeczy (w końcu to to samo środowisko trochę, co?), wrzucić treść w merytoryczne sito, skorygować i złożyć. I jest ich niemało.

  • ams

    Jeżeli mówimy o kalkulacji ceny e-ksiązki to pamiętać musimy o następujących kwestiach: (1) VAT na wydawnictwa cyfrowe wynosi 23% (5% na tytuły wydane na papierze); (2) Tantiema od każdej sprzedanej kopii e-książki (po rozliczeniu sumy gwarantowanej) wynosi około 20% od ceny brutto (około 10% na tytuły wydane na papierze). Tak więc połowa przychodów brutto to podatek i koszty licencji. Koszty stałe w obu przypadkach (e-książka vs. książka wydana na papierze) są porównywalne. Jest jeszcze jedna duża różnica: Promocja w punkcie sprzedaży. Handel stacjonarny i internetowy otrzymuje od 30-50% rabatu (w zależności od siły negocjacyjnej) od ceny na okładce książki wydanej na papierze. W przypadku e-ksiązki jest to oczywiście niemożliwe ze względu na podaną strukturę kosztów.

  • https://plus.google.com/u/0/114126490528542316262/about tomek

    Dziwny post. Jedna osoba powiedziala, ze zaplaci piatke za ksiazke wiec autor puscil w eter tyrade :)
    Ja rozumiem koszty, ilosc osob zaangazowanych w proces (choc mam przeczycie ze tutaj autor opisal raczej sytuacje idealna, nie realna) i tak dalej. Z drugiej strony oplaca sie wydawac np. gry za $0.99 czy nawet za darmo. Kwestia wielkosci rynku i marzy. Latwiej przekonac 10,000 do rozstania sie z $0.99 niz 2000 do wydania $2.99, tak sadze.

  • Nicodem

    Jeśli komuś opłaca się wydawać dobre (podkreślam!) gry za dolara pozbawione reklam to czemu uważasz, że nie będzie się opłacać wydać książkę za 5zł?
    Nakład pracy bardzo porównywalny. Napisać grę też trzeba umieć. A jednak daje się zarobić na ilości sprzedanych egzemplarzy. To samo czeka książki.

  • http://komunikacjajestdlaludzi.blogspot.com/ Zonk

    która wręcz mnie, jako twórcę
    Kto i za co nadał Tobie ten tytuł, jeśli to nie sekret?
    autor będzie tylko pisał i dostawał pieniądze
    Chyba pomyliłeś priorytety.

    • Marcin

      leniwy Pan, Panie zonk. spytałem wujka by Pana wyręczyć, a on na to:
      http://wydaje.pl/ebooks/show/72/
      stworzył? stworzył. zatem twórcą Ci on. niezależnie od jakości „tworu”.

    • http://komunikacjajestdlaludzi.blogspot.com/ Zonk

      Marcin: leniwy Pan, Panie zonk. spytałem wujka by Pana wyręczyć, a on na to:
      stworzył? stworzył. zatem twórcą Ci on. niezależnie od jakości “tworu”.

      Wchodzę na podstronę O Autorze a tam nic, co by mnie zaskoczyło.
      Nazwa wyświetlana: Mastergreed

  • Maciej

    Niektorzy przedstawiaja Empikowski tryb rozumowania – ebook to nowinka, cos extra, wiec plac chamie i nie gadaj.

    A ebook to ciecie kosztow wydawnicznych czyli i ceny koncowej, wiec niech nikt nie wmawia, ze biale jest biale, cytujac klasyka. Czyli: ksiazka elektroniczna po 5 zl, a ladnie, ekskluzywnie i papierowo wydany tomik po 80 zl.

  • Crone

    Właśnie dlatego w Polsce nie ma e-readerów. Przez chciwych autorów, którzy chcieliby na jednej książce zarobić na czysto po kilkadziesiąt złotych. Tyle tylko, że książka obiektywnie nie jest tyle warta. Beletrystyka – może 5-10 zł, książki specjalistyczne 10-50. Nie więcej.

    Piętnowanie taniej książki to głupota i strzał w stopę autorów. Na e-readera trzeba wydać ok. 1000 zł, to w przeliczeniu ok. 25 książek (beletrystyka). Przeciętny Polak ile książek kupuje? Przecież, nikt nie wyda równowartości 25 książek by kupować je po tej samej cenie, tylko w wersji elektronicznej.

    Tacy jak Ty zabijają rynek e-booków, zanim się jeszcze na dobre rozwinie.

    • http://www.eksiazki.org Mori

      1000 zł? o_0 To chyba, jak dwa kupujesz od razu albo żyjesz w świecie, gdzie teraz jest 2009 rok…

  • http://www.facebook.com/michal.meller Michał Meller

    może jest na sali ktoś znający rynek wydawnictw tradycyjnych?
    jeśli cena książki na półce w księgarni to 30 pln, to ile z tego dostaje autor? nie zdziwiłbym się jakby się okazało, że około 5 pln :)

    • Wojciech Usarzewicz

      Rok temu w kategorii beletrystyki szaleństwem było 8% dla autora.

  • http://www.facebook.com/arvind.juneja Arvind Juneja

    Jeśli całe 5pln trafi do autora to często lepszy zarobek od egzemplarza niż z drukowanej książki za 50pln.

    No i umówmy się, jak pytamy o cenę ludzi którzy mają wycenić „usługę elektroniczną” to normalne, że porównają ją do aktualnie posiadanych możliwości w zakresie elektronicznym w tematyce książek… a tam mają za free. 5 zł za jedną w stosunku do 0 za setki to i tak nieźle.

    (dla jasności, jestem współautorem jednej książki wydanej w helionie i jestem też w trakcie pisania własnej, orientuję się mniej więcej w aktualnych realiach i z największą przyjemnością wydałbym ją sam)

  • http://www.facebook.com/arvind.juneja Arvind Juneja

    Michał Meller: może jest na sali ktoś znający rynek wydawnictw tradycyjnych?
    jeśli cena książki na półce w księgarni to 30 pln, to ile z tego dostaje autor? nie zdziwiłbym się jakby się okazało, że około 5 pln :)

    w większości przypadków – mniej.. ale to zależy od tego, kto jest autorem.

    • http://www.facebook.com/michal.meller Michał Meller

      no właśnie taką miałem intuicję.
      autor wpisu wykazał się grzeszną chciwością ;)
      zamiast wyszarpać 4 pln z książki drukowanej, chciałby 14-19 z e-booka. ale rozumiem go. też wolałbym za swoją pracę dostawać 3-5 razy więcej ;)

    • Wojciech Usarzewicz

      Michale – z ebooka, jeśli mamy do czynienia z publikacją wydaną przez wydawnictwo, autor też wyciągnie 4 złote – przy dobrych wiatrach. Natomiast przy publikacji za 5 złotych, autor od kopii dostanie 30 groszy. Fajne? Jeśli tak, to weź idź pracować za 30 groszy/godzina, ciekawe czy nadal będzie fajne. Każdy by chciał zarabiać więcej, ale – zgodnie z Twoją polską logiką – żyjemy w Polsce i na 19 złotych od kopii ebooka nie ma szans. Ale nie licz na to, że autorzy poważnych książek będą chcieli żyć za złotówkę na dzień.

  • Miłosz

    5 zł to ja mogę dać za książkę Cichopek albo Ibisza, bo to mnie nie interesuje. Natomiast jeżeli książki z gatunków, które lubię (średnio książka kosztuje między 45-60zł) będą kosztować nawet połowę tej ceny to nie będę narzekał, a brał i się nawet nie zastanawiał.

    Chciałbym mieć też wybór między wersją z ilustracjami, a bez jeżeli miało by to odpowiedni wpływ na cenę, bo nie zwracam na nie najmniejszej uwagi w trakcie czytania.

    Brakuje mi też jakiejś wielkiej platformy z ebookami gdzie zapłacę za dostęp do danej książki, a nie usunę przypadkiem nie tego ebooka co chciałem i 30 zł poszło się czesać.

  • xvsdvs

    „udzieliła odpowiedzi, która wręcz mnie, jako twórcę, uraziła – 5 złotych.”

    aha a 300euro placa minimalna w srodku u e przy wyzszych cenach za wszystko jakos nie razi, ile sam zarabiasz pewnie ledwo tysiak euro jak dobry miesiac przed swietami, i co nie razi cie ze robotnik niewykwalifikowany w niemczech 3tys euro?

    „nie ma co oczekiwać, że ebooki będą kosztować 5 złotych.”

    kiedys widzialem plyte CD w forie tortu z podzialem kasy i z 50zl za CD wychodzilo wlasie cos 5-7zl dla faktycznego tworcy reszta dla posrednikow

    Tworca wiec moze sobie za niska kwote hupic hosting i sprzedawac sam bez posrednikow, skoro nie chce no to chomik i chuj nie bedzie sie pol narodu dawalo okradac.

    reszte bledow logicznych napisali juz poprzednicy

    won z jebanymi posrednikami !!!

  • Wojciech Usarzewicz

    Zdaje się, że większość komentujących sprowadziła książkę do klasy „publikacja sprzedająca się w minimum 100000 egzemplarzy.” Weźcie jednak pod uwagę, iż czasem dana tematyka aż tak popularna nie jest i do 4 tysięcy egzemplarzy sprzedanych to max. Wtedy cena 5 złotych po prostu nikomu się nie opłaca. A nie można też powiedzieć „więc nie piszmy mało popularnych książek” bo takie podejście to tylko do ciemnogrodu prowadzi.

    Nie zapominajmy też, że sporą część beletrystyki pisze się dla przyjemności, to się nazywa ekspresja artystyczna. W tym wypadku faktycznie, jest spore prawdopodobieństwo, że 5 zł dla ebooka będzie dobrą ceną. Warunek jest jeden, albo jest to self-publishing, albo wydawnictwo liczy na setki tysięcy kopii sprzedanych. 5 zł za publikację z konkretnej dziedziny, która wymaga dokładnych badań, a która nie jest na tyle popularna by mówić o setkach tysięcy kopii sprzedanych, eh – to już inna bajka. I o to właśnie się rozchodzi.

    Ktoś jeszcze wspomniał o książkach w supermarketach za 5 zł. Dzięki, poprawił mi się tym humor. Sorki, ale porównywać to, co można znaleźć za 5 zł w supermarkecie do profesjonalnie napisanej książki sprawia, że ręce opadają.

    Przy okazji, odnośnie mojej publikacji na Wydaje.pl – nigdy nie mówiłem, iż jest to profesjonalnie wydany e-book. Wręcz przeciwnie, to zwykły self-publishing, kiedy jeszcze nie miałem dostępu do korekty :).

    • Marcin

      Odnoszę wrażenie, że komentujący Cię doskonale zrozumieli i mają świadomość, że książki nie sprzedają się w nakładach 100K. Proponuję nie wiązać nadziei z zarabianiem na publikowaniu, bo tych którzy z tego żyją jest niewielu. A jeśli ktoś nie umie pisać, promować się i żyje mrzonkami, że będzie w stanie się utrzymać z pisania – to pewnie będzie się musiał oswoić z myślą przetrwania za mniej niż 1zł/dzień.Mogę kupić książkę za 5, 25 czy 105 zł, jesli będzie to cena uzasadniona. Ale nie będę się przy tym zastanawiał, czy autor kupowanej książki ma na rachunki :-)

      Widzę, że wiedzę na temat rynku wydawniczego masz niedużą, polecam artykuł z 2004 r., ale niewiele się pewnie od tego czasu zmieniło.

      http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/kto-zarabia-na-bestsellerach

      poniżej ciekawsze fragmenty:

      Do kieszeni autora trafia najczęściej 10%, czasem 15%, a w rzadkich przypadkach 20% od ceny sprzedanego egzemplarza. W Polsce największą grupę stanowią pisarze, których tytuły wychodzą w nakładzie 2-3 tys. egzemplarzy. (…)
      Wydawcom najbardziej zależy na tym, aby książka stała się bestsellerem (w polskich warunkach oznacza to nakład od 10 tys. egzemplarzy), to oni bowiem najwięcej na niej zarabiają. Przeciętnie na ich konto trafia 40-45% ceny każdej sprzedanej pozycji. Z tego jednak muszą opłacić koszty wydania: papier, druk, opracowanie redakcyjne i techniczne. (…)
      Bestsellery ostatniego półrocza:
      1. Joanne K. Rowling \”Harry Potter i Zakon Feniksa\” – ok. 500 tys. egz. (Media Rodzina)
      2. Paulo Coelho, \”Jedenaście minut\” – ok. 140 tys. egz. (Drzewo Babel)
      3. Jerzy Pilch, \”Miasto utrapienia\” – ok. 80 tys. egz. (Świat Książki)
      4. Katarzyna Grochola, \”Ja wam pokażę!\” – ok. 70 tys. egz. (W.A.B.)
      5. Dan Brown, \”Kod Leonarda da Vinci\” – ok. 50 tys. egz. (Albatros)
      6. Eric Emmanuel Schmitt, \”Oskar i panna Róża\” – ok. 30 tys. egz. (Znak)
      7. Terry Pratchett, \”Na glinianych nogach\” – ok. 17 tys. egz. (Prószyński i S-ka)
      8. Józef Hen, \”Mój przyjaciel król\” – ok. 16 tys. egz. (Iskry)
      9. Frances Mayes, \”Pod słońcem Toskanii\” – ok. 15 tys. egz. (Prószyński i S-ka)
      10. Hanna Kowalewska, \”Julita i huśtawki\” – ok. 10 tys. egz. (Zysk i S-ka)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000507715657 John Sheridan

    ams: Jeżeli mówimy o kalkulacji ceny e-ksiązki to pamiętać musimy o następujących kwestiach: (1) VAT na wydawnictwa cyfrowe wynosi 23% (5% na tytuły wydane na papierze);

    Jak słusznie zauważył ams, przede wszystkim kwestia leży po stronie podatkowej, ponieważ nasi urzędnicy nie rozumieją że ebook to też książka…

    A co do samego wpisu – nie widzę większego sensu do pisania o jakimś cwaniaczku, który kupuje sobie transfer na chomiku i ściąga ebooki. Tacy ludzie oczywiście byli, są i będą. :)

    Dla przykładu – otrzymałem ostatnio PW na pewnym portalu (i forum) dotyczącym ebooków, od użytkownika ‘X’ z propozycją… zakupu ‘na spółkę’ jednej pozycji z oferty Gandalfa. Mieliśmy się złożyć w kilku na książkę o wartości… 24zł, ściągnąć z niej zabezpieczenia i czytać sobie na swoich kundelkach :) Żałość :)

    • http://literalubicyfre.pl/ Kamil Mizera

      Co do VATu, to nie jest do końca kwestia urzędników, ale uregulowań unijnych i nimi zasłania się polska władza, chociaż są kraje, które łamią w tym względzie „dyscyplinę” i uznają ebooka za książkę i zrównują VAT. Więcej o tym: http://ow.ly/6uXWa

  • PiotrZ

    I jak to się ma do 100% marży Empiku, który za książkę 29zł płaci wydawnictwu 15zł.

    Przy self-publishingu omijasz nie tylko koszty druku, ale koszty i marżę dystrybutora, koszty wydawnictwa… Myślę, że jak dobrze to przeliczysz, to z pocałowaneim ręki przyjmiesz 5zł za ebooka vs. 3zł (8-10% dla autora) za książkę papierową… nie mówiąc, że przy niższej cenie dla czytelnika, więcej sprzedasz wydań elektronicznych….

    • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

      100% marży ? To musieliby sprzedawać coś co dostali za darmo.
      Chyba miałeś na myśli 100% narzutu?

  • http://www.facebook.com/michal.meller Michał Meller

    Wojciech Usarzewicz: Michale – z ebooka, jeśli mamy do czynienia z publikacją wydaną przez wydawnictwo, autor też wyciągnie 4 złote – przy dobrych wiatrach. Natomiast przy publikacji za 5 złotych, autor od kopii dostanie 30 groszy. Fajne? Jeśli tak, to weź idź pracować za 30 groszy/godzina, ciekawe czy nadal będzie fajne. Każdy by chciał zarabiać więcej, ale – zgodnie z Twoją polską logiką – żyjemy w Polsce i na 19 złotych od kopii ebooka nie ma szans. Ale nie licz na to, że autorzy poważnych książek będą chcieli żyć za złotówkę na dzień.

    nieuprawniona ekstrapolacja. skąd pomysł, że w e-bookach autor też dostanie tylko 8% ceny? i skąd pomysł, że przy sześciokrotnie niższej cenie, sprzedaż będzie równie niska, co wydań papierowych po 30 pln?

  • Ghoran

    Jak dla mnie samo pytanie „ile jesteś gotowy zapłacić za e-booka” jest bez sensu. Bo jestem gotowy zapłacić i 100zł, jeśli będzie to jedyna forma wydania a treść będzie dla mnie interesująca.
    Jeszcze niedawno za e-booka byłem gotowy zapłacić 0zł. Po prostu nie miałem czytnika, na monitorze nie lubię czytać. Dziś mam Kindle, ale nie zrezygnowałem z papierowych wydań. Z tego prostego powodu, że większość interesujących mnie/potrzebnych do pracy/szkoły książek nie ma e-wydań.
    Do tego dochodzi jakaś marka autora. Jeśli jest to ktoś kogo „znam” i wiem, że treść będzie wartościowa to zapłacę więcej.
    Napiszę to samo co swego czasu na blogu u Krzysztofa Lisa Ci napisałem. Książkę np. Pawła Tkaczyka kupuję w ciemno i za kilkadziesiąt peelenów. Książki Wojciecha Usarzewicza w ciemno nie kupię nawet za 1zł, w mniej ciemno – dam do 5-10zł, w zupełne jasno (polecenia znajomych, dobre recenzje od recenzentów, którym ufam etc.) zapłacę i kilkadziesiąt – niezależnie od tego czy to e-book czy papier.

  • http://wicu.pl Wicu

    Ebooki po $3.95 sprzedają się na świecie jak świeże bułeczki. Przykładem jest książka nieżyjącego Stiga Lassona „The Girl Who Kicked the Hornet’s Nest”, która sprzedała się w wersji elektronicznej w ponad 775 000 egzemplarzy. Ebooki co prawda nie sprzedają się jeszcze lepiej niż tradycyjne książki, ale można na tym zarabiać i dla niektórych autorów jest to główne źródło utrzymania. Produkowanie dużej liczby ebooków i sprzedawanie ich za grosze z niejednej osoby ma zachodzie zrobiły już milionera. Zamiast zamartwiać się, że ludzie nie kupują ich ebooków za $10 sprzedają je za $0.99 i liczą zyski. Więcej informacji o tym kto i ile sprzedaje oraz jak to wygląda w porównaniu z tradycyjnym rynkiem znajdziecie tu: http://www.publishersweekly.com/pw/by-topic/digital/content-and-e-books/article/46517-e-books-rock-facts–figures-2011.html

    • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

      Tyle, że Polaków jest tylko 35 mln, a czytających zapewne ledwie milion.

      Jest nas po prostu o 50 mln za mało by istniał rynek kultury.

  • http://www.facebook.com/michal.meller Michał Meller

    Wojciech Usarzewicz: Zdaje się, że większość komentujących sprowadziła książkę do klasy “publikacja sprzedająca się w minimum 100000 egzemplarzy.” Weźcie jednak pod uwagę, iż czasem dana tematyka aż tak popularna nie jest i do 4 tysięcy egzemplarzy sprzedanych to max. Wtedy cena 5 złotych po prostu nikomu się nie opłaca.

    jeśli Twój maksymalny zasięg = 4k osób, to:
    albo 1) chcesz pisać o ewolucji dialektów retoromańskich wschodniej Friulii w XVII wieku, i wtedy zapomnij o zarabianiu na książkach. po prostu zatrudnij się na uniwersytecie, znajdź grant i pisz te książki, zwiększając ilość wiedzy na świecie.
    albo 2) piszesz bardzo specjalistyczne analizy o zastosowaniu biznesowym i wtedy, jeśli mogę coś doradzić, to nie myśl o wysokich nakładach po 5 czy 19 pln. spróbuj sprzedać 10-20 egzemplarzy do firm, po 299-499 Euro/szt.

  • zdanozdan

    Zgodnie z jedną z teori z którą się osobiście zgadzam ebooki będą darmowe. Teoria ta mówi że jeśli koszty dążą do 0 to cena produktu również. W swiecie elektronicznym z ebookiem nie są związane praktycznie żadne koszty – może jakieś grosiki za hosting a więc konkurencja wymusi cene 0 prędzej czy później. Po prostu twórcy muszą znaleźć inny model zarabiania na treści jak już ktoś mądrze tutaj napisał.

  • ziomziom

    Ja 15-19zł spokojnie jestem w stanie wyłożyć na beletrystykę. Niestety jak narzazie e-booki są sprzedawane u nas po cenie wydań tradycyjnych.

  • sieciobywatel

    Śmieszne, bo też uważam, że e-booki powinny kosztować nie więcej niż 5 złotych. Nie rozumiem: czemu za taką kwotę mogę obejrzeć film, a nie mogę przeczytać książki?
    Nie wiem skąd wziąłeś swoje dane, ale koszt redakcji i składu to zwykle nie więcej niż kilka tysięcy złotych (i mówię to znając branżę od środka). A często są niższe, bo przy małych nakładach robi się tylko jedno i to niezbyt wnikliwą korektę.
    Zakładając sprzedaż na poziomie jedynie kilku tysięcy, to wychodzi złotówka na egzemplarz.
    Z papierowej książki autor dostaje złotówkę, dwie za egzemplarz. Co najmniej dwa razy więcej planuje zarobić wydawnictwo – na czysto, po odjęciu kosztów. Do tego dochodzą koszty druku, magazynowania, tranportu, zwroty. Dodruk często nawet przy popycie przekraczającym nakład jest problemem, gdy trudno oszacować ile dodrukować się opłaca.

    Przy e-bookach i cenie poniżej 5 złotych („jedno piwo”) koszty nie tylko są znacznie mniejsze, ale i co za tym idzie mniejsze jest ryzyko. I taką książkę kupi więcej osób, ponieważ z psychologicznych przyczyn taką kwotę zupełnie inaczej się wydaje.
    Problem tkwi w mentalności wydawców, którzy próbują stare mechanizmy stosować w zupełnie nowej rzeczywistości. Wydawanie e-booków to nie jest tylko pominięcie etapów od druku wzwyż, tutaj trzeba inaczej liczyć koszty i potencjalny zysk, zaakceptować niższą marżę i korzystać z ekonomii skali.

    Przy okazji. Wydanych własnym sumptem e-book można sprzedać w milionowym nakładzie. Vide John Locke. Wyceniając go na $0.99, z czego 35% trafia do kieszeni autora. Co daje okrągłą sumkę 350 tys. dolarów.
    Nawet przekładając to na polskie realia sprzedaż e-booka może łatwo dać autorowi znacznie więcej, niż jest w stanie zgarnąć na papierowym wydaniu. A im bardziej niszowa pozycja i mniejszy docelowy nakład, tym bardziej opłaca się wyeliminować koszty druku, które dla małych nakładów wychodzą koszmarnie wysokie w przeliczeniu na egzemplarz.

    Aha – i do ebooka można zaniedbywalnym kosztem wydać wersję poprawioną, czy uzupełnioną o bonus dla tych, którzy legalnie kupili książkę. Z wersją papierową tak się nie da.

  • http://swiatczytnikow.pl Robert Drózd

    „Dla wydawnictwa taka cena jest po prostu nieopłacalna – nie zarobi na tym nikt.” – a do czego jest wydawnictwo? Do promocji, na której – w przypadku ebooków, większośc wydawnictw się nie zna?

    Self-publishing to przyszłość, czy to się autorom i wydawnictwom podoba czy nie. Coraz większa będzie rola platform, które ebooki będą sprzedawały i które będą służyły niemal całkowicie jako medium promocyjne.

    Wojtku, pytanie, a ile z jednej książki papierowej za 30 złotych, takiej którą ktoś kupił np. rozeszło 1000 egzemplarzy, dostaje autor?

    • Ramon Rembelski

      Robert Drózd: “Dla wydawnictwa taka cena jest po prostu nieopłacalna – nie zarobi na tym nikt.” – a do czego jest wydawnictwo? Do promocji, na której – w przypadku ebooków, większośc wydawnictw się nie zna?

      Nie, to chyba zbyt duże uproszczenie. Od promocji to może być dział w tym wydawnictwie. Ważniejsza jest inna rola, wydawca dla książki to trochę jak redaktor naczelny dla pisma albo executive producer dla filmu. Samemu to można napisać Pana Tadeusza albo Ulissesa (albo może jakieś romansidło) – cała reszta dobrych książek to praca zespołu ludzi.

    • http://swiatczytnikow.pl Robert Drózd

      @Ramon: no OK, roli radkcji nie można nie doceniać, ale nie jest ona zawsze konieczna.

      Jeśli piszesz książkę fachową, to możesz rozesłać ją wcześniej do paru znajomych z branży, dostaniesz informację zwrotną. Można też usługę korekty czy redakcji technicznej kupić. Jest dziś coraz mniej funkcji, których autor nie może załatwić sobie sam.

    • Ramon Rembelski

      o, przykład z brzegu wzięty, opis tej książki: http://wydaje.pl/ebooks/show/206 Nie straszcie, że taka amatorka to przyszłość literatury :)

    • sieciobywatel

      Ta amatorka ma całkiem dobre recenzje. Recenzje od ludzi, którzy najwyraźniej nie żałują wydania 10 zł.
      Można wydać książkę także tak:
      https://www.unexploredhorizons.net/novel/pay-me-bug/pay-me-bug
      Przy okazji, można prześledzić jakie problemy napotykał autor (który jest też autorem kilku szacownych web-komiksów).
      Przy okazji polecam. Sam sobie na pewno kupię wydanie ebookowe, ale dopiero jak przeczytam wszystkie odcinki online – nie chcę sobie popsuć frajdy czekania co środę na kolejną odsłonę.

    • sieciobywatel

      @Robert Drózd

      Ciekawie o plusach i minusach różnych rozwiązań pisał ostatnio lcamtuf:
      http://lcamtuf.blogspot.com/2011/08/so-you-want-to-write-security-book.html

      I najważniejsza myśl, to że wydawca wydawcy nierówny. Niestety podejrzewam, że wielu polskich wydawców słabo się odnajduje w nieszablonowych formach współpracy, z powodów, o których pisałem wyżej.

    • http://swiatczytnikow.pl Robert Drózd

      @sieciobywatel: dzięki, no lcamtuf napisał to z punktu widzenia autora anglojęzycznego – więc sytuacja autorów polskich jest tym gorsza. :) Książka staje się realizacją hobby, albo narzędziem PR.

    • sieciobywatel

      …czyli tym, czym z nielicznymi wyjątkami była przez kilkanaście stuleci. Jeszcze w XIX wieku powieści były zwykle najpierw publikowane w gazetach, w odcinkach. I na tym zarabiał autor.
      Pomijasz też inny ważny aspekt – wydanie książki jest też sposobem na wymianę idei (nawet w przypadku części beletrystyki, o pozycjach poważniejszych nie mówiąc). Oraz – szczególnie w przypadku początkujących autorów – sposobem na budowę reputacji i uwagi (attention), czyli dwóch bardzo ważnych zasobów, które IHMO będą kluczowe już za kilka – kilkanaście lat.
      Może warto byłoby rozdzielić publikacje czysto komercyjne i nastawione na rozrywkę (plus może wszelkiej maści poradniki) od książek pisanych z innych pobudek – aby czymś się podzielić, wziąć udział w dyskusji, zaprezentować idee czy połechtać własne ego.
      Ta druga kategoria nie zginie, nie ma obaw. Wręcz przeciwnie, podejrzewam tutaj renesans. A ta pierwsza… no cóż, rynek pokaże, czy jest ona potrzebna i na ile. Ja płakał nie będę, jeżeli na tym rynku utrzyma się tylko garstka najlepszych.

  • Łukasz

    Zgodzę się z 14-19 zł pod warunkiem, że ebook będzie profesjonalnie wydany i złamany – tak jak książka.
    Będą nawigowalne rozdziały i spis treści, działające przypisy, możliwość pożyczania i robienia notatek.
    Takiego ebooka jeszcze nie widziałem :(

  • Anonim

    Ag: Qwer

    Ty to wiesz czy zgadujesz?

    • Ag

      Wiem. Z tym, że nie zaznaczyłam, że ten pierwszy przypadek dotyczy self-publishera, więc może teraz to uściślę.

  • http://www.nienacki.pl Marcin

    Marcin: co do różnych formatów, czekam na wydawcę e-booków, który będzie sprzedawał pakiety plików – na czytnik + audiobook, i udostępni aplikację umożliwiającą np. odsłuchanie w trakcie joggingu e-booka od momentu, w którym zakończyłem czytać na czytniku, a kiedy wrócę do czytnika szybko znajdzie fragment w którym skończyłem odsłuch. Może IVONA Software się takim rozwiązaniem zajmie (bo wiele audiobooków niewymaga dykcji i intonacji Anny Dereszowskiej), skoro e-publishing nie wykazuje 1/10 potencjału jaki niesie nowe medium, a jest zajęty jedynie odtwarzaniem tradycyjnego rynku książki?

    Książki Zbigniewa Nienackiego będziemy sprzedawać w pakietach (m. inn. książka audio i ebook)

    • sieciobywatel

      Jest szansa na wersję bez zabezpieczeń i w formacie umożliwiającym skorzystanie na różnych urządzeniach i systemach bez dodatkowych aplikacji?
      Bo nie ukrywam, że w tym wypadku jestem skłonny – ze względów sentymentalnych – wydać więcej niż 5 zł. (o:

    • http://www.nienacki.pl Marcin Nowak

      Książka audio będzie na pewno bez zabezpieczeń, z samym znakiem wodnym. Co do ebooków to PDFy mogły by być zabezpieczane np. hasłem, a ePuby znakiem wodnym, o ile znajdę technologię na to pozwalającą.

  • Ramon Rembelski

    @siecioobywatel – zauważyłem, że to „bestseller”, niestety. Dla wielu i J. Rutowicz może być gwiazdą, co nie zmieni faktu, że nie jest dobrą aktorką. Tak samo styl literacki – jest poprawny, albo nie jest, to nie kwestia gustu czy recenzji. Czy opis tej książki zawiera choć jedno poprawne zdanie? Jeśli książka jest tak napisana jak opis, to płacąc za nią 10 zł robimy wielką krzywdę autorce – w ten sposób nigdy nie dowie się ile pracy jeszcze przed nią, aby mogła być autorką poprawnie napisanej książki…

    • sieciobywatel

      Owszem, w moim przypadku pierwszy akapit książki skutecznie usunął chęć zapoznania sie z resztą.
      Ale pisząc do szuflady też niewiele by się nauczyła, a w poprawianiu stylu nie pomoże jej wydawca, bo to nie jego rola. Tego uczy się pisząc, czytając, chodząc na warsztaty i udzielając się na forach dla początkujących autorów.
      Tyle że to jest inna sprawa, skomentowałem Twoją uwagę, że na tego typu wydawnictwa nie znajdą się chętnie. Okazuje się, że jest inaczej.
      No i jeszcze jedna kwestia. Z tym wkładem własnym wydawcy też różnie bywa, często początkujący autor musi sam zatroszczyć się o redakcję i korekŧę, czasami nawet o skład i okładkę. A wydawca jedynie zajmuje się drukiem i dystrybucją (co i tak oznacza, że do takiego Empiku taka książka początkującego nie trafi, bo za ekspozycję w dużej sieci trzeba dodatkowo zapłacić).

  • Marcin

    To ja się czepię. To co autor i większość komentujących nazywa składem, to tak naprawdę łamanie. :o) Skład to składanie tekstu (po polsku: pisanie, np. w Wordzie albo OOo). Przepraszam, skrzywienie z dawnego zawodu. :o)

  • http://www.rw2010.pl Maciej Ślużyński

    http://www.rw2010.pl/go.live.php/PL-H6/przegladaj/SNTk%3D/pierwsza-z-rodu-znajda.html?title=Pierwsza%20z%20rodu:%20Znajda. – to przykład e-booka wydanego dość profesjonalnie, w trzech formatach, bez DRM, z bardzo dobrymi recenzjami tych, co zechcieli zaryzykować kwotę równą kosztom zakupu dwóch paczek gumy do żucia. Cena – 8 złotych. Honorarium dla Autorki – 50% od ceny sprzedaży (pomniejszone o podatek dochodowy). Dodam, że rzecz nie jest i prawdopodobnie nigdy nie będzie wydana w innej formie, na wyraźne życzenie Autorki.

    Można wydawać e-booki w cenie do 10 złotych – to po pierwsze. Można wydawać e-booki z redakcją i korektą w tej cenie – to po drugie. Self-publishing nie generuje tak wysokich kosztów stałych jak wydawnictwa tradycyjne – to po trzecie. E-booki są przyszłością dla czytelników zainteresowanych treścią, a nie alternatywą dla książek papierowych – to po czwarte.

    • sieciobywatel

      To jeszcze jedna uwaga – publikowanie ebooka bez obszernego fragmentu dostępnego za darmo to strzał w stopę. To tak jakby kupować papierową książkę nieznanego autora zapakowaną w czarną folię – bez mozliwości chociażby zerknięcia na styl pisania.

      Ale i tak gratulację, mógłbyś podać trochę szczegółów jak wygląda z punktu widzenia wydawcy przygotowanie takiej publikacji?

    • http://www.nienacki.pl Marcin Nowak

      Jeszcze trzeba odjąć 23% VAT . Zatem 8zł -23% = 6,50zł. Połowa z tego to 3,25zł.

    • http://kuchnianagazie.blogspot.com Czyprak Antoni

      Mały wtręt: zaintrygowała mnie książka, którą Maciek podał jako przykład. Gdyby kosztowała 14-19 zł jak chce autor wpisu, pewnie bym kręcił nosem. A tak zajrzałem, przeczytałem fragment, kupiłem. 8 zł nie majątek; nawet jeśli treść mi się nie spodoba, nie będę miał wielkiego poczucia straty.
      Można mieć nie wiadomo jakie oczekiwania w kwestii zysku i ogromu pracy (byle nie urojone w rodzaju, że na złamanie e-książki potrzeba tygodni podczas gdy w ciągu jednego dnia można to zrobić trzy razy i w międzyczasie nakrochmalić pościel), ale jak widać, już teraz można wydawać książki w sensownej cenie i nie płakać, jakie to trudne i kosztowne. Mniejszy zysk, większy obrót.
      O innych nieścisłościach i przemilczeniach Wojtka Usarzewicza nie piszę żeby się nie powtarzać – przedpiścy byli tak uprzejmi, że już to zrobili.

  • http://www.rw2010.pl Maciej Ślużyński

    sieciobywatel: To jeszcze jedna uwaga – publikowanie ebooka bez obszernego fragmentu dostępnego za darmo to strzał w stopę. To tak jakby kupować papierową książkę nieznanego autora zapakowaną w czarną folię – bez mozliwości chociażby zerknięcia na styl pisania.

    Tu jest do pobrania darmowy fragment: http://www.rw2010.pl/go.live.php/PL-H6/przegladaj/SNjE%3D/pierwsza-z-rodu-znajdafragment.html?title=Pierwsza%20z%20rodu:%20Znajda%20-%20fragment. – ma 42 strony, więc daje jakąś próbkę „możliwości” Autorki.

    Dodam jeszcze, że cała powieść liczy stron 411 (liczone jako A-4 w formacie pdf).

    sieciobywatel: Ale i tak gratulację, mógłbyś podać trochę szczegółów jak wygląda z punktu widzenia wydawcy przygotowanie takiej publikacji?

    Serwis działa jako platforma self-publishing. Każdy Autor może zamieścić swój utwór, który przechodzi wyłącznie weryfikację merytoryczną (czyli sprawdzenie zgodności opisu z zamieszczonym utworem i czy plik się otwiera).

    Ale jeśli dostrzegamy w jakimś opublikowanym u nas utworze potencjał – proponujemy Autorowi współpracę, polegającą na korekcji tekstu, nadaniu numerów ISBN takiej publikacji, zaprojektowaniu okładki (jeśli jej nie ma), konwersji na pliki epub i mobi wraz z redakcją techniczną i zamieszczeniu recenzji na FB i w serwisach „czytelniczych”. Wszystkie te działania Autora nie kosztują nic, cały koszt ponosi serwis.

    Jeśli natomiast nasi użytkownicy za pomocy komentarzy wyrażą swoje uznanie dla jakiegoś utworu – wtedy proponujemy Autorom normalną umowę wydawniczą (szczegółów nie zdradzam z oczywistych względów) i wydajemy utwór z pełną redakcją. Oczywiście – jako e-book. I oczywiście z taką samą stawką dla Autora, czyli 50% zysku ze sprzedaży.

    • http://www.nienacki.pl Marcin Nowak

      Jest jeszcze jedna rzecz, o której trzeba pamiętać. Jeśli nie chce się, by książka była jedynie na jednej witrynie, ale też w większych sklepach czy hurtowniach internetowych, to płaci się tam prowizję do 50% ceny książki. Zatem, by był taki sam zysk dla autora, czy wydawcy, to książka musi dwa razy więcej kosztować. Oczywiście zaletą takiej sprzedaży jest szerszy krąg odbiorców. Rw2010 pobiera taką 50% prowizję, z tą różnicą, że reszta idzie bezpośrednio do autora a nie do wydawcy dzielącego się potem z autorem.

  • Szymon Adamus

    Przykładów takich jaki podał Maciej Ślużyński można mnożyć. I autorzy nie narzekają. Włącznie z piszącym te słowa. Chociażby we wspomnianym RW2010 jest moja powieść (http://www.rw2010.pl/go.live.php/PL-H6/-/Search.html?type=&type2=&query=SZmtleXdvcmQ9VHLDs2prYTtmaWxlX3R5cGU9O3g9MDt5PTA7). Kosztuje 9 zł, a to nie najtańsza z jej polskich ofert.

    I co z tego? Amanda Hocking jest dzisiaj milionerką, a zaczynała od powieści kosztujących 0,99 dolara. Podobnie John Locke, który sprzedaje miliony swoich ebooków. W Polsce takie wyniki są jeszcze nierealne. Po części przez mentalność czytelników i brak czytników w ich rękach, ale po części też przez podejście autorów. Wielkie, światowe nazwiska mogą sprzedawać za „grosze”, a my nie? Niby czemu?

  • f

    Ośmielę się nie zgodzić z modelem kosztów zaproponowanym przez autora. Nie całym, ale kilka jego fragmentów ulegnie zmianie, wymuszonej przez właśnie eBooki. O ile zgadzam się w stu procentach z redakcją, korektą i poprawkami (ja również lubię czytać rzeczy spójne i dobrze napisane mimo, że sam nie bardzo umiem dobrze ubrać własne myśli w słowa), to sam skład (pomijając książki techniczne, gdzie mamy do czynienia z symbolami i dużą ilością grafiki stanowiącej integralną część tekstu (np. matematyka, chemia, fizyka, biologia, itd., itp.)) będzie wymagał takiego dopracowania formatu (ePub3 lub następne + modele referencyjne do wglądu), żeby to czytnik skład sam wykonał skład i prezentacje tekstu. Specyficzny układ i czcionki – no cóż – póki autor/redaktor/wydawca nie zdecydują że są absolutnie konieczne, to niech sam czytnik się tym zajmie. Łańcuszek pośredników i ich marże również ulegną zmianie – w końcu odpadają drukarnie, hurtownicy wraz z magazynami i transportem (a papier jest ciężki, delikatny i zajmuje dużo miejsca). Wszystko to powinien zrekompensować przytoczony wcześniej model sprzedaży: wystarczy zdobyć 10000 czytelników e-książki po 5zł, a wpływy (i zysk) będą znacznie większe niż w przypadku 1000 egzemplarzy po 30zł. Nie wolno tylko przespać momentu, tak jak zrobiła to branża muzyczna i filmowa.

  • j.

    > Ebook zaś to książka, która nie została wydrukowana. Jest to prosta definicja.
    > Jeśli więc książka kosztuje 29 złotych (minimum), to dlaczego ebooki miałyby
    > kosztować 5 złotych, jeśli koszt druku jednej sztuki to w średnio 10 złotych?

    Litości… Zastanówże się autorze felietonu….
    Różnica między kosztem ebooka i książki papierowej to nie tylko koszt druku. To również:
    - transport
    - przechowywanie
    - ekspozycja
    - większa ilość pośredników (i ich marże)
    I to stanowi dużo większy koszt niż skład o którym piszesz.
    Szczególnie że publikacje elektroniczne potencjalnie mogą zlikwidować wiele innych kosztów ludzkich związanych z drukowaniem książek papierowych.

    Cena 5 PLN wcale nie wydaje się być wzięta z kosmosu.

  • steamboy

    są czytniki, które posiadają technologię Ivona, więc w każdej chwili możesz sobie przełączyć tekst na czytanie. nie bardzo sobie tylko wyobrażam, jak chcesz biegać z dość dużym urzadzeniem jakim jest czytnik? to nie telefon, do kieszeni nie wejdzie :)

    Marcin: co do różnych formatów, czekam na wydawcę e-booków, który będzie sprzedawał pakiety plików – na czytnik + audiobook, i udostępni aplikację umożliwiającą np. odsłuchanie w trakcie joggingu e-booka od momentu, w którym zakończyłem czytać na czytniku, a kiedy wrócę do czytnika szybko znajdzie fragment w którym skończyłem odsłuch. Może IVONA Software się takim rozwiązaniem zajmie (bo wiele audiobooków niewymaga dykcji i intonacji Anny Dereszowskiej), skoro e-publishing nie wykazuje 1/10 potencjału jaki niesie nowe medium, a jest zajęty jedynie odtwarzaniem tradycyjnego rynku książki?

    • Marcin

      moja wina – nie dopisałem. nie chodziło oczywiście by mi Ivona czytała z czytnika, tylko np. z chmury za pośrednictwem smartfona.

  • merrit

    Zwykłe książki kosztują po 30, 50 a nawet 100 zł. Przy czym istotna jest tutaj marża wydawnictw a nie druk. Sam druk przy takiej ilości jest względnie tani. Poza tym księgarnie też coś muszą zarobić prawda ?

    Natomiast w internecie masz prawie zero kosztów dystrybucji, skład i korekt to jednorazowe koszty które trzeba ponieść. Cena 5 zł wcale nie jest z kosmosu. Nie każdy ma czytnik ebooków bo są to urządzenia ciągle stosunkowo drogie. Na komputerze nie czyta się dobrze książek i częsta sam musisz sobie taką książkę lub fragmenty własnym sumptem wydrukować co wychodzi o wiele drożej niż masowy druk dla wydawnictwa.

    5,10,15 to max dla ebooka, powyżej tej granicy lepiej kupić papierową wersję. Czyta się przyjemniej i nie potrzebuje prądu do funkcjonowania.

  • Michał

    Autor coś tam wie o czym pisze ale nie do końca. Ebooki będą po 5 zł i to już niebawem. Może nie od razu po wydaniu ale będą podobnie jak gry która w dniu premiery jest po 100zł a za jakiś czas można ją kupić za 4 euro. Drugi powód to jak już ktoś napisał, można sprzedać 10tyś ebooków po 20zł a można 40tyś po 5zł i zysk jest ten sam, prawda?

  • Marcin Sadowski

    Arnold Buzdygan: Tyle, że Polaków jest tylko 35 mln, a czytających zapewne ledwie milion.Jest nas po prostu o 50 mln za mało by istniał rynek kultury.

    A ilu jest Szwedów? Powieść Larssona dobrze sprzedała się na swoim podwórku, zrobiono przekłady i rynek się zwiększył.

  • http://piotrmrok.blogspot.com/ Piotr Mrok

    Witam serdecznie. Ebook za 5 złotych, faktycznie szaleństwo, dlatego mój ebook kosztuje 4 złote. Dużo argumentów słusznych już padło w tej dyskusji i cieszę się że wielu Polaków nie tkwi swoimi poglądami ekonomicznymi w mrokach średniowiecza. Pozwolę sobie dołożyć cegiełkę od siebie. Nie tak dawno na moim blogu pisarskim opublikowałem taki artykuł. http://bewriter.eu/Czytelnik_nie_jest_zlodziejem-245.html Stawiam tezę, że w nowym modelu dystrybucji książek, piractwo nie tylko nie jest czymś złym, lecz wręcz przeciwnie. Nowe czasy wymagają po prostu nowego podejścia. Miłej lektury i czekam na komentarze. ps. Jako uzupełnienie proponuje humorystyczny tekst o zaletach ebooków w porównaniu do tradycyjnych książek. http://bewriter.eu/Ebooki_przynajmniej_nie_smierdza-419.html

  • Józek K

    Autor artykułu „troszkę” przesadza. Wystarczy spojrzeć na muzykę. Koszt wydania pierwszej piosenki to kilka, kilkanaście tysiecy złotych, z czego 99,9 % tej sumy stanowi wyposażenie domowego studia, które po prostu trzeba mieć. Jak to ma się potem do ceny 0,99 $ za piosenkę ? :) Ano nijak się ma, ale muzycy jakoś żyją. Życie nie znosi próżni i prędzej czy później wykształca się nowy model.

    Tak samo będzie z książkami. Wystarczy tylko swoista iskierka, którą byłby tani czytnik, który „każdy ma” i kwestia kilku, kilkunastu miesiecy aż pojawią się ebooki po 2-3 zł. I to nie wcale jakaś amatorszczyzna, tylko coś co będzie odpowiadało tysiącom ludzi.

    Jak autor wyżyje ? Cóż – albo stworzy coś czego będą chciały czytać tysiące (tak jak np. muzyk), albo znajdzie sobie pracę, a pisanie ebooków stanie sie jego hobby. Jest też trzecia opcja – autor stworzy coś tak ponadczasowego, że z miejsca stanie sie (nienawidzę tego słowa) celebrytą, którego np. „trailer” książki obejrzy na YT 100 mln osób, ktoś zrobi ekranizację i facet / kobieta stanie się milionerem…

    Każdy model ma swoje plusy i minusy. Wrzechobecny dostęp do technologii sprawia raz na jakiś czas takie psikusy :)

  • Pingback: Czy ceny ebooków mogą być niższe?

  • Pingback: Dobre ebooki po 5 złotych? To możliwe. Ceny mogą być znacznie niższe | Twój blog informatyczny.

  • 123dawid13

    Tekst pomija fakty i realia obowiązujące na rynku sprzedaży
    książek.

    „…ebook to… normalna książka, która po prostu nie
    została wydrukowana. Można liczyć jedynie na niższą cenę z powodu pominięcia
    druku. Redakcja, korekta, skład, grafika i tego typu rzeczy wciąż składają się
    jednak na cenę ebooka”.

    Sprzedaż e–boka to nie tylko brak kosztu wydruku. Jak pan
    podaje ok. 10 zł. Pomija pan koszty magazynowania realnych książek, koszty
    ewentualnego przemiału, marżę hurtownika i księgarza. Przy zwykłej książce jest
    to ok 50% ceny końcowej książki. Tu już cena e–boka powinna być o połowę niższa
    i jeszcze niższa o koszt druku, czyli o kolejne 10 zł. Wychodzi cena 10 zł i
    wydawca zarabia to samo, a być może więcej, bo więcej książek sprzeda?

    Jakie korzyści ma jeszcze wydawnictwo, wydając e–boki? Nie musi
    inwestować pieniędzy w realny a leżący w magazynach nakład książek, robić ewentualnych
    kosztownych dodruków. To są duże korzyści dla wydawnictwa i duże obniżenie
    ryzyka wydawcy.

    Co otrzymuje klient? To też ważne! Książkę kupujemy jako
    rzecz i mamy do niej pełne prawa, włącznie z możliwością odsprzedaży. Przy e–boku
    kupujemy jakby licencję o bardzo ograniczonych prawach, jednym prawie
    przeczytania publikacji. To bardzo mało.

    Ja uważam, że cena pomiędzy 5 a 10 zł, jest to cena
    odpowiednia i korzystna dla obu stron.

  • http://www.facebook.com/people/Piotr-So/100001663261342 Piotr So

    Z wielkim zaciekawieniem przeczytałam Pański tekst, szczególnie że jestem na etapie odkrywania dobrodziejstw czytnika e-book’ów.  Dla mnie urządzenie to , zupełnie nowe w moim życiu, pojawiło się wraz z odkryciem przeze mnie „filozofii” minimalistycznej. Nie jest to więc jedynie gadżet elektroniczny, szczególnie , że nie jestem już w wieku, kiedy ma się usilną potrzebę szpanowania takimi zabawkami. Dla mnie to przede wszystkim ucieleśnienie podejścia minimalistycznego, biblioteka w pudełku. Aktualnie reorganizuję swoje życie, ponoć po 30-tce ludzie tak miewają.. Zastanawiam się , co warte będą gromadzone przeze mnie latami książki? Wiem, że porządkując dom mojej Mamy, starłam się ze stosami kupionych w PRL pozycji wydawniczych, bardzo pożółkłych, zakurzonych, niegdyś wybitnie interesujących… Nie zatrzymamy czasu ani tempa świata… Dawniej wierzyłam , że jedynie drukowana książka jest tą właściwą, szlachetną , nobilitującą… Ale dziś patrzę na to w zupełnie innym świetle. Minimalizm daje mi niesamowite poczucie lekkości, mobilności. Redukuję swój stan posiadania do niezbędnego minimum. I w ten trend przepięknie wpisuje się czytnik e-book. Jestem wolna, mogę zmienić miejsce zamieszkania kiedy zechcę, bez bagażu złożonego z ton kartonów i kartoników ( ktokolwiek przeprowadzał się choć raz, ten wie, jak wielkim fizycznym wyzwaniem jest ta operacja, szczególnie w sferze przenosin domowej biblioteki…). Dziś jestem więc ebookami  zachwycona i nie widzę nic zdrożnego w tej formie poznawania literatury. Ba! Powiem więcej- mojemu dziecku również podsuwam czytnik pod nosek, właśnie uczy się czytać, więc funkcja powiększania czcionki, niezależnie od narzuconego przez wydawcę kroju, okazuje się bardzo przydatne. A że czytnik przypomina modny tablet, Dziecię jest zachwycone i chętnie oddaje się lekturze nad magicznym ekranem. I o to chodzi! Jest więc szansa, że mimo atakowania wszech otaczającą amerykańską papką płynącą z tv, wyrośnie młody czytelnik. E-czytelnik.
    Wracając do meritum Pańskiego wywodu, zgadzam się, że cena „życzeniowa” w wysokości 5zł za ebook jest niesprawiedliwie zaniżona.. Ale taka natura ludzka, najchętniej płacilibyśmy nic…
    Nie zgodzę się z Panem w kwestii przygotowania ebooka.  Praca nad książką, mająca swój finał w wydruku, tak czy siak przebiega współcześnie z wykorzystaniem komputera, więc ebook jest tylko pobocznym produktem na etapie kreacji książki, powstaje tak czy inaczej przy jej przygotowywaniu. Każdy, kto wykonywał konwersję dokumentu tekstowego chociażby w Word do pdf, wie, że dobrze  zedytowany tekst można jednym kliknięciem zamienić w e-book;a.. Rozumiem opłacanie pracy korektora, recenzenta. Zdarzyło mi się kupić plik od self-publishera, w którym roiło się od błędów interpunkcyjnych i składniowych. Było to jednak tłumaczenie podręcznika z zakresu rozwoju osobistego, dlatego nie ładna gramatyka miała tu znaczenie. Nie kupiłam tej publikacji, by dopieszczać swój zmysł estetyczny…

    W moim odczuciu ceny ebooków aktualnie są zbyt wysokie, niejednokrotnie równe są cenie książki wydrukowanej. A gdzie oszczędność kosztu produkcji, magazynowania, transportu, marża księgarni? Te składowe powinny zostać pominięte przy ustalaniu ceny książki na e-papierze.
    Zgadzam się, że Twórca powinien zarobić na książce, wszak to jego ciężka praca i niezwykły dar, który powinien zostać sowicie uhonorowany. Szczególnie, że popyt na książki jest stały i nie zmieni się przy obniżeniu ceny do wartości bułki w sklepie. Dodatkowo dochodzi tu kwestia zabezpieczenia plików przed kopiowaniem. Wprawdzie autor nie ma żadnego wpływu na pożyczanie książek między czytelnikami, co również ogranicza jego wpływy. Niewykluczone, że kiedyś sama zechcę wydać swoją e-książkę. I z punktu widzenia potencjalnego autora, nie chciałabym aby moją własność intelektualną ktoś kradł… bo jak inaczej nazwać piratowanie w sieci?
    Rozumiem też ideę ochrony tradycyjnych książek przed wyginięciem.. Sama mam wątpliwości co do trwałości nowoczesnych nośników, a jak mówi stare powiedzenie, „papier jest cierpliwy”. Jednak cena ebooków powinna być skalkulowana tak, by wilk był syty i owca cała. Nie zakładam, że książka tradycyjna zostanie wyparta przez e-papier. Wielu ludzi chce mieć i  chce widzieć, za co zapłacili. Chce cieszyć oko fizycznym tomem na półce. Ja znalazłam radość w nie-posiadaniu i tak radykalnie z obrzydzeniem reaguję na każdy przedmiot przyniesiony do mojego domu, że e-czytnik jest dla mnie błogosławieństwem! Chciałabym móc czytać jak najwięcej elektronicznych książek , cieszyć się z pustych półek, pieścić swoje pliki na dysku i być sprawiedliwie traktowana przez Wydawnictwo- skoro rezygnuję z namacalnej formy dzieła, chciałabym być gratyfikowana chociażby za ekologiczne podejście do świata :) Pozdrawiam!