7

Recenzja Dishonored 2. Nigdy jeszcze nie grałem w tak dobrą skradankę!

Król skradanek wrócił i ma się doskonale! Dishonored to kontynuacja dokładnie taka, jakiej mogli oczekiwać fani jedynki. Takiej swobody nie dawał nam jeszcze żaden przedstawiciel tego gatunku.

Zarwałem kilka nocy przy pierwszym Dishonored. Gra czarowała na wiele sposobów. Fabuła była ciekawa i angażująca, główny bohater wyrazisty, świat gry piękny i wciągający, a gameplay dawał ogrom satysfakcji. Uch… Mógłbym tak wymieniać długo, bo naprawdę ciepło wspominam pierwszą część przygód Corvo. Do dwójki podszedłem zatem z pewnym niepokojem. Nie od dziś wiadomo, że sequele nie są w stanie dorównać swoim pierwowzorom. Czyżby to jednak był wyjątek od reguły?

Powtórka z historii?

W Dishonored wcielaliśmy się w Corvo – ochroniarza i kochanka cesarzowej, która na naszych zostaje zamordowana. Ruszamy zatem na prywatną wendetę, mając u boku Emily – naszą córkę i zarazem następczynię tronu. Akcja Dishonored 2 rozgrywa się 15 lat po tych wydarzeniach. Emily jest już dorosła i nosi tytuł cesarzowej. Corvo dalej pozostaje prywatnym ochroniarzem. Nic się w sumie nie zmieniło. Aż do chwili, w której na dworze w Dunwall zjawia się Delilah. Podaje się ona za siostrę zmarłej cesarzowej, funduje solidną jatkę i porywa…

No właśnie kogo? Tutaj pojawiamy się my. W Dishonored 2 możemy wcielić się w Corvo lub Emily. Nie ma to większego wpływu na fabułę, a jedynie sprowadza się do posiadanych umiejętności oraz wypowiedzi i wstawek podczas zabawy. Trochę szkoda, bo przyjemnie byłoby zobaczyć dwie historie opowiedziane na zupełnie różne sposoby. Jak się jednak łatwo domyślić, wymagałoby to od twórców nie lada wysiłku i dwukrotnie większych nakładów pracy. Pozostaje się zatem cieszyć z tego co jest.

A niestety, jeśli chodzi o fabułę, jest dość marnie. Spodziewałem się nieco ciekawszej intrygi, wciągającej historii i generalnie wszystkiego, co dało mi pierwsze Dishonored. Pod tym względem dwójka nie dorasta niestety poprzedniczce do pięt, choć przyznaję, że przez 15 godzin kampanii nie czułem nawet przez chwilę znużenia. Co jednak nie znaczy wcale, że jest gorsza. Co to, to nie.

Braki w historii rekompensuje nam miejsce akcji. Z ponurego Dunwall przenosimy się tym razem do Karaki, miasta portowego ulokowanego w południowej części kraju. Panuje tutaj znacznie cieplejszy klimat, a scenerie nabrały zupełnie nowego charakteru. Taki śródziemnomorski powiew świeżości wychodzi grze zdecydowanie na dobre. Jednocześnie w dalszym ciągu idzie to w parze ze steampunkową konwencją, która w pierwszym Dishonored prezentowała się zachwycająco. Nie inaczej jest tym razem, a w dodatku twórcy zadbali o bardzo wysoki poziom spójności. Co więcej, odejście od deszczowego klimatu typowego dla wiktoriańskie Londynu czyni steampunk w Dishonored 2 absolutnie wyjątkowym i niepowtarzalnym.

Swobodna swoboda

W zależności od tego, jaką postać wybierzemy, do dyspozycji otrzymamy inny zestaw umiejętności. Corvo dysponuje pakietem dobrze znanym z jedynki (lekko go jedynie zmodyfikowano). Możemy zatem teleportować się z miejsca na miejsce, nasyłać na przeciwników hordy szczurów, a nawet sterować czasem. Zdolności Emily wydają się być bardziej subtelne. Potrafi ona zamienić się w cień, aby szybko przemknąć za plecami przeciwników, a także stworzyć sobowtór siebie samej. Najciekawsze jest jednak domino, które łączy ze sobą „los” pobliskich nieprzyjaciół. Zabicie lub ogłuszenie  jednego skutkuje zatem wyeliminowanie wszystkich jednocześnie. Oczywiście w dalszym ciągu będziemy rozwijać naszą postać poprzez znajdowanie run. Do tego dochodzą jeszcze kościane amulety dające różnego rodzaju ciekawe i praktyczne premie podczas rozgrywki. I tu smaczek – z czasem będziemy mogli sami tworzyć własne.

Co jednak najciekawsze, gra nie premiuje żadnego stylu rozgrywki. Twórcy oddali nam pełną swobodę, czego dobitnym dowodem jest krążące od kilku dni po sieci wideo, na którym zaprezentowano 80 sposobów na zabicie jednego przeciwnika. Takich scenariuszy jest tutaj cała masa. A sprzyjają temu fantastycznie zaprojektowane lokacje. Twórcy oddali nam do dyspozycji niezwykle złożone poziomy, na których znajdziemy ogromną liczbę zakamarków, skrótów, półek, schowków, tuneli itp. Wszystko po to, aby z pozoru niemożliwe do rozwiązania sytuacje stały się banalnie prostymi (no… przynajmniej w teorii). A to nie wszystko, bo na każdym poziomie znajdziemy ogrom miejsc do eksploracji, bogacenia się i wykonywania pobocznych zadań. Po prostu nie warto od razu biec ku głównemu zadaniu, bo odbieramy sobie przez to dużo dobrej zabawy. Chcę przez to napisać, że Dishonored 2 to gra niemal nieskończonych możliwości, co będziemy czuć na właściwie każdym kroku.

I te możliwości przekładają się oczywiście na możliwe rezultaty. W pierwszej części wiele zależało od tego, czy decydujemy się na zabijanie czy jedynie na unieszkodliwianie przeciwników. Nie inaczej jest tym razem. Gra będzie oceniać nasze postępowanie. Możemy bezszelestnie przekraść się do naszego głównego celu i w większości przypadków nie będziemy musieli go nawet zabijać. Możemy też zostawiać po sobie krwawe ślady, co stanie się pożywką dla toczącej miasto zarazy – żywiących się zwłokami owadów – Krwizgów (stara sztuczka – w jedynce tę rolę pełniły szczury). Warto zatem mieć na uwadze, że choć gra daje nam pełną swobodę, finalnie musimy się liczyć z konsekwencjami naszych decyzji.

Pięknie tu!

Dishonored 2 oparto na nowym, autorskim silniku graficznym Void. Z jednej strony było to bardzo dobrą decyzją, bo gra wygląda zauważalnie lepiej, a także otwiera przed graczem nowe możliwości. Mamy tutaj zdecydowanie żywsze kolory, lepszą grę świateł i cieni, a także szereg innych efektów będących po części wynikiem zmieniających się standardów (w końcu Dishonored swoje lata już miało). Twórcy poszli w kierunku bardziej kreskówkowej konwencji i stylistyki przypominającej malowidła na płótnie. Taki impresjonizm daje się dostrzec tutaj stosunkowo często, co może się podobać… lub nie.

Z drugiej strony nowy silnik to nowe problemy i kolejny raz wraca temat optymalizacji na PC. Posiadacze blaszaków wylali już na Dishonored 2 wiadro pomyj za problemy z wydajnością, a wszystko wskazuje na to, że deweloper będzie jeszcze chwilę borykał się patchami. Na konsolach tego problemu nie ma, ale też tam gra wygląda nieporównywalnie gorzej (w porównaniu z najmocniejszymi konfiguracjami i najwyższymi rozdzielczościami).

Król skradanek!

Dishonored 2 cierpli na kilka dolegliwości. Najbardziej boli mnie fabuła, która zupełnie rozczarowuje. Twórcy nadrabiają to jednak fenomenalną konwencją i niemal doskonale wykreowanym światem gry, gdzie złożone i pomysłowe lokacje aż proszą się o to, by stać się placem zabaw zimnokrwistego skrytobójcy. Postawienie na dwójkę bohaterów nadało grze zdecydowanie większej wartości (w końcu zawsze warto przejść ją przynajmniej dwukrotnie), a ogromna swoboda, którą karmiony jest gracz, przyprawia wręcz o ból głowy. To wszystko w połączeniu z soczystym gameplayem i pomysłowymi umiejętnościami daje ogromną przyjemność z zabawy. Tak jak kiedyś Thief wyznaczał standardy na tym polu, tak dziś robi to Dishonored. Zatem jeżeli jesteście fanami gatunku, tej produkcji odpuścić sobie nie możecie.

Ocena: 9/10

  • Neliel

    Chyba się nie doproszę tabelki z podsumowaniem w recenzjach.

  • mirosław borubar

    I co, znowu nie można zmienić widoku postaci? Mnie Dishonored jakoś nie wciągnął, za to Styksa uwielbiam i do niego często wracam.

  • Marecki

    „główny bohater wyrazisty” – jesteś pewien, że grałeś w Dishonored? Przecież Corvo był tam niemową, to jak mógł być wyrazisty.

  • Nose4s

    „Król skradanek!’ Huh? nowa część Thief? Gdzie?! Także: „która na naszych zostaje zamordowana” zgaduję, że na naszych uszach? ^^

  • forby

    Rozczarowująca fabuła i kiepska oprawa wideo a ocena to 9/10? Czegoś tu nie łapię…Czyli totalne gnioty otrzymają nie mniej niż 6/10?

  • Drooith

    Jedynka świetna, czekam aż zoptymalizują dwójkę na PC i też planuję pograć :)

  • Kenshin

    Osobiście polecam również (choć nieco z innej perspektywy) Mark of the ninja :)