37

Czar czarteru? Niestety, wakacyjne latanie odziera lotnictwo z resztek magii

W ubiegłym roku linie lotnicze przewiozły łącznie 3,9 miliarda pasażerów w ruchu regularnym i nieregularnym. Gdyby przyjąć statystycznie, że jeden pasażer leciał tylko raz, oznaczałoby, że więcej niż co drugi mieszkaniec Ziemi gościł na pokładzie samolotu. Sporo, prawda? Około jedna trzecia przewozów regularnych przypada na przewoźników niskokosztowych, spośród których prym w Europie widzie irlandzki Ryanair z liczbą pasażerów zbliżającą się do 120 mln w skali roku. Niewiele mniej, bo blisko sto milionów pasażerów było w 2016 roku na całym świecie klientami linii czarterowych, realizujących przewozy turystyczne.

Pomimo, że 2,5%-owy udział tradycyjnych czarterów wakacyjnych w ogólnym wolumenie światowego ruchu lotniczego wydaje się stosunkowo niewielki, można się pokusić o hipotezę, że ten typ latania powoduje wyjątkowo szybką erozję magii lotnictwa, sprowadzając podróż samolotem do przysłowiowego przemieszczenia się z punktu A do punktu B. Wszystko to odarte coraz bardziej z emocji, jakie kiedyś towarzyszyły podróży lotniczej. Niby wszystko w porządku, ale czy na pewno chcemy bezdusznych samolotów, być może niedługo pozbawionych pilotów? Autonomicznych, jak się to dziś modnie mówi?

Metalowa rura. A jednak pełna emocji.

Oryginalne spojrzenie na fascynującą wyjątkowość branży lotniczej prezentuje Richard Quest, dziennikarz CNN specjalizujący się m.in. w tematyce lotniczej, autor wydanej niedawno w polskim przekładzie książki poświęconej niewyjaśnionemu do dziś zaginięciu malezyjskiego samolotu wykonującemu rejs MH370.

W wywiadzie udzielonym branżowemu serwisowi pasażer.com Quest podkreśla, że linie lotnicze i samoloty przewożą nasze nadzieje, marzenia i obawy. Wśród pasażerów są kochankowie w podróży, jak i osoby udające się w odwiedziny do swoich krewnych. Jeszcze inni lecą gdzieś, bo starają się o pracę. Ktoś kogoś żegna, ale też i wita, a nie widział go może nawet kilkadziesiąt lat. Dla niejednego, co leci pierwszy raz, taka podróż to strach, czy nie odpadnie skrzydło. Pozornie podobne to do podróży autobusem, a jednak zupełnie inne. Samolot to dla Questa nie metalowa rura, to emocje. Trudno miłośnikowi awiacji nie zgodzić się z takim poglądem.

Ale czy lot czarterowy ma w ogóle w sobie jeszcze coś z tych emocji?

Gdzie latamy? TUI ówdzie.

Tymczasem jednak zejdźmy na niższy pułap rozważań i przyjrzyjmy się liczbom. Światowym leaderem wakacyjnych przewozów czarterowych są linie Thomson Airways, które w ubiegłym roku przetransportowały blisko 11 mln pasażerów, następnie TUIfly oraz Condor Airlines, Thomas Cook Airlines oraz Sun Express. Liderowi udaje się zapełnić swoje samoloty w ponad 94%, równie znakomicie jak wiodącemu prym w rozkładowych przewozach niskokosztowych Ryanairowi.

Gwoli ścisłości należy podkreślić, że Thomson Airways wchodzi w skład międzynarodowej agencji turystyczno-podróżniczej TUI Group z siedzibą w Hanowerze. Istniejąca od blisko 100 lat Touristik Union International generuje roczny obrót przekraczający 17 mld USD i jest największym na świecie touroperatorem władającym biurami turystycznymi, hotelami, statkami wycieczkowymi, sklepami oraz, ni mniej ni więcej, sześcioma liniami lotniczymi. Pośród nich znajdziemy wspomnianą już Thomson Airways, Corsair International oraz TUI fly Belgium, Deutschland, Netherlands oraz Nordic. Łącznie 130 samolotów, które goszczą również na rodzimych lotniskach.

Znajdziemy pośród nich zarówno nowoczesnego Boeinga 787 Dreamlinera, starszą maszynę szerokokadłubową Boeinga 767, jak i drugi co do wielkości pasażerski samolot świata, Boeinga 747 zwanego Jumbo Jetem. Urody przydaje tym maszynom niezwykle udane malowanie, łączące tradycyjne podejście z nowoczesnymi elementami minimalizmu. Dzięki falowanej linii samoloty TUI stwarzają wrażenie bycia “wielorybami” przestworzy.

Kto powozi polskich czarterowiczów?

Światowy potentat TUI miał w całym roku 2016 w polskim rynku czarterów turystycznych stosunkowo niewielki udział wynoszący zaledwie 1,5%, jednak rosnący w stosunku do roku poprzedniego. Kto na szczycie listy? Enter Air, Travel Service oraz Small Planet (na podst. danych z Urzędu Lotnictwa Cywilnego za ostatni pełny rok 2016). Ci trzej przewoźnicy obsługiwali łącznie ponad 85% polskiego rynku, tak więc jeśli lecieliście w minionym roku czarterem, to z bardzo dużym prawdopodobieństwem na pokładzie jednej z wymienionych trzech linii.

Łącznie w całym 2016 r. liczba pasażerów obsłużonych w polskich portach lotniczych w krajowym i międzynarodowym ruchu lotniczym wyniosła ponad 3,5 mln, co stanowi ponad 11% całego wolumenu przewozów pasażerskich w Polsce.

Polacy silni w polskim czarterze. Enter.

Zdecydowanie warto przyjrzeć się bliżej liderowi rankingu, liniom Enter Air. Ten największy polski prywatny przewoźnik rozpoczął działalność siedem lat temu, a został powołany do życia przez czterech polskich wspólników, Marcina Kubraka, Grzegorza Polanieckiego, Mariusza Olechno i Andrzeja Kobielskiego.

Wszyscy oni są do dzisiaj w zarządzie linii, a Marcin Kubrak, największy udziałowiec (39,1%) jest aktywnym pilotem nadzorującym personel latający. Mariusz Olechno to z kolei dyrektor techniczny zarządzający flotą z doświadczeniem w White Eagle Aviation oraz Centralwings. Także Kobielski i Polaniecki mają za sobą przeszłość w branży lotniczej, także za granicą. Panowie poznali się w nieistniejącej już linii Centralwings i niezrażeni jej niepowodzeniem uruchomili własny projekt, który animował Polaniecki.

Swój model biznesowy określają jako połączenie LCC (Low Cost Carrier, przewoźnik niskokosztowy) z elementami czarteru. Udało im się pozyskać do współpracy czołowych polskich touroperatorów, jednak Enter Air stawia na dywersyfikację przychodów i jest aktywny także w Europie Zachodniej. Ten rynek jest dla Enter Air o tyle ważny, że daje lepszą marżę niż w kraju i jest mniej podatny na sezonowość niż polski.

Efekt? 810 mln zł przychodu za 2016 rok i 50 mln zysku. Rozwój od floty liczącej jednego Boeinga 737 nienajnowszej serii 400 obsługującego jeden kierunek do Tunisu po flotę liczącą dziewiętnaście maszyn, z których znaczna część to nowoczesne Boeingi 737 serii 800. A do tego mają dołączyć najnowsze amerykańskie maszyny odmiany 800 MAX. Kilka dni temu, pierwszego września, Enter Air zawarł umowę z Rainbow Tours na czarter samolotów w sezonie lato 2018 – zima 2018 / 2019. Umowa o wartości ponad 46 mln USD jest o ponad 40% wyższa od obowiązującej.

Pamiętajmy jednak, że do wejścia na rynek czarterów sposobi się Ryanair, który w lipcu zarejestrował w Polsce spółkę Ryanair Sun. Przewoźnik ten po wielekroć udowodnił, że potrafi jak mało kto zarządzać kosztami, zatem rozpoczęcie przez niego działalności operacyjnej w kolejnym sezonie urlopowym może całkowicie zmienić reguły gry.

Czarter. Ki czort?

Wydaje się, że intuicyjnie wiemy, czym jest czarter. Z punktu widzenia pasażera-turysty to przelot samolotem do miejscowości wypoczynkowej lub w jej pobliże i z powrotem. Typowo przelot jest częścią wycieczki, którą wykupiliśmy u touroperatora. Z punktu widzenia linii lotniczej, podpisuje ona z operatorem imprez turystycznych umowę na wynajem samolotu wraz obsługą. Tak to wygląda w uproszczeniu, bo często funkcjonuje tzw. czarter mix, w którym część biletów dystrybuuje się w wolnej sprzedaży, bez powiązania z wycieczką.

Intuicja podpowiada nam także, czym różni się samolot czarterowy od rozkładowego – to oczywiście np. inny układ siedzeń w konfiguracji jednoklasowej, tak aby można było zabrać jak najwięcej pasażerów. I często nietypowe godziny operacji lotniczych, bo np. nocne sloty czasowe mogą być tańsze. Formalnie jest to jednak taki sam lot jak każdy inny i w przypadku opóźnienia możemy domagać się odszkodowania na identycznych zasadach jak dla lotów rozkładowych.

Mówiąc “czarter wakacyjny” rozumiemy w ścisłym znaczeniu tego słowa przewoźników specjalizujących się w tego typu transporcie. Jednak przewozy w typowo wakacyjnych kierunkach realizują także linie tradycyjne i niskokosztowe.

Pamiętajmy jednak, że pojęcie czarteru dotyczy nie tylko lotów turystycznych, w których touroperator zawiera umowę z linią lotniczą na dowiezienie nas do miejsca docelowego i z powrotem. Zjawisko to dotyczy także tzw czarteru prywatnego, kiedy to my sami możemy wynająć samolot, bez niczyjego pośrednictwa. W innym rozumieniu tego słowa linie lotnicze mogą czarterować samoloty od siebie, uzupełniając np. chwilowe braki we własnej flocie.

Z punktu A do B. Bez ceregieli.

Lecąc czarterem najczęściej nie wybieramy linii lotniczej, bo zrobił to za nas organizator wycieczki. Z reguły nikt nie żegna nas na lotnisku wylotowym i nikt nie wita na docelowym. Wiemy, po co jedziemy, a jedyny dylemat to pogoda i wygoda na miejscu. Nasze życie się od tego lotu nie odmieni. Po prostu, zostaniemy przewiezieni z punktu A do B bez zbędnych ceregieli. Cała ta magia latania, tych emocji zabieranych ze sobą na drugi koniec świata, ulatuje. I w ten sposób czarter zmienia podróżowanie samolotem w dobrze zorganizowane przemieszczanie się w metalowej rurze.

Zdjęcia w tekście pochodzą z archiwum autora.
Zobacz wszystkie wpisy poświęcone lotnictwu.

  • Jarek

    Latanie samolotem spowszedniało. Teraz każdego stać na latanie, a jest to dodatkowo bardzo wygodne i bezproblemowe . Dlatego nie ma w tym już emocji . To tak jak by oczekiwać że sprzedawca mebli będzie nam dostarczać emocji tylko dlatego że młode małżeństwo kupuje swoje pierwsze łóżko. Nikogo to nie obchodzi co nami kieruje, liczy się tylko to że korzystamy z ich usług

    • Piotr Koźmin

      Zasadniczo racja, bo kiedyś loty były faktycznie ekskluzywne z uwagi na cenę biletu. Ale oprócz ceny nic się nie zmieniło, dalej ma coś w sobie z magii, że kilkaset ton unosi się w powietrze i w ciągu kilku godzin zawodzi nas do zupełnie innego świata. Zresztą do odzierania z magii przyczyniają się same linie. Czytałem kiedyś wypowiedź stewardesy oburzonej prawie pytaniem pasażera typu „a nad jakimi górami teraz przelatujemy”. Ona to tłumaczyła, że jej praca nie polega na byciu przewodnikiem turystycznym, i ma inne obowiązki, ale to był nieprzyjemny zgrzyt. Może ktoś pierwszy raz leciał i nie mógł się nasycic widokiem ponad chmurami.
      A co tego sprzedawcy łóżka dla nowożeńców, to może jednak bardziej skuteczny byłby ten sprzedawca, który wiedziałby, ile magii jest w łóżku nowożeńców :).

  • ofca

    Dla mnie kazdy lot samolotem to ogromny stres :/
    Wiem, statystyka nie klamie, na miliony lotow, ktore odbywaja sie co roku jedynie kilka-kilkanascie konczy sie nietety tragicznie (w tym jeden, gora dwa to przypadki dotyczace samolotow rejsowych regularnych linii lotniczych) – ale jednak psychika robi swoje.

    Kazdy dziwny dzwiek, kazda zmiana natezenia halasu generowanego przez silniki, kazda najdelikatniejsza nawet turbulencja powoduje u mnie atak panicznego strachu :/ To jest okropne, bo rozsadek i doswiadczenie po kilkudzieiseciu odbytych do tej pory lotach podpowiadaja ze wszystko jest ok. A jednak to nie wystarcza. Spocone i zacisniete do bolu dlonie na podlokietnikach to moj znak rozpoznawczy podczas kazdego lotu.
    Nie pomaga muzyka, ogladanie filmow – nic. Nienawidze tego.

    A latac niestety jestem zmuszony. Mieszkam na wyspie, podroz droga ladowo-morska do Polski to minimum dwie doby, duzo wiekszy koszt i moja zona nie chce o tym nawet slyszec (w sumie sie jej nie dziwie – dwa dni na promach, w pociagach albo autobusach, meh). To samo wakacje.

    Czy ktos ma jakies sprawdzone sposoby na radzenie sobie z takim stresem?

    • Piotr Koźmin

      Niestety, tu chyba nie ma prostej recepty, tzw. FOF (fear of flying) to wbrew pozorom bardzo powszechny problem. Ciekawe informacje znalazłem tutaj: http://businesstraveller.pl/wiadomosci/strach-przed-lataniem

    • ofca

      Wow, super artykul, dzieki za linka :) Jakbym czytal o sobie :D

      „Cabin crew, prepare to land” to najpiekniejsze slowa, jakie slysze podczas kazdego lotu (bo oznaczaj one, ze za 5-10 minut bedzie po wszytkim)

    • Charlie

      O ile… uda się wylądować :D

    • ᗪ ᒍ ᗩ K ᗪ E K I E ᒪ

      Nie martw się, wszystkie samoloty wracają na ziemię ;)

    • Morski Morświn

      Zwyczajnie się rozluźnij tylko nie za bardzo żeby zwieracze nie puściły

    • Anty

      Zacznij sam pilotować. Serio. Zacznij od szybowców i licencji SPL – jest taniej, prościej, potem można wystąpić o IPS (Indywidualny Program Szkolenia) i zrobić taniej licencję PPL. Zresztą to już pójdzie z górki. Jak zrozumiesz i poczujesz o co w tym „biega” to przestaniesz się bać.

  • lotem_szybciej

    Rany… co za farmazony… Chłopie… chcesz przeżyć magię latania to wsiądź do szybowca, na paralotnie, albo do małego sportowego samolotu. Jeśli szukasz magii i emocji w lotach pasażerskich, to jest nią sam lot, a nie oprawa. Jeśli komuś jej brakuje w lotach czarterowych, to na milę zalatuje to snobizmem.

    • Piotr Koźmin

      Wpis jest przede wszystkim o rynku czarterów w a Polsce I o tym jak zmieniają postrzeganie lotnictwa jako branży. Nie napisałem, że dla mnie osobiście czarter to magia.

    • Iks

      Tekstem dosłownie wciskasz teorię, że lot rejsowy jest magiczny. Domyślam się, że w czarterowych lud czuje się swobodniej, w szerszych gronach wykazuje się większym olewaniem postronnych, więc trudniej tam o wyższe doznania. Bo jakoś niezbyt widzę magię w samym fakcie różnorodności celów podróży – ten sposób wartościowania to wg mnie mentalne upośledzenie.

    • Piotr Koźmin

      Pisanie o „mentalnym uposledzeniu” jest co najmniej niestosowne i nie wzmacnia siły argumentów. Poza tym, nie wciskam żadnej tezy, tylko ja jasno w tytule formułuje i omawiam w szerszym kontekście.

    • Iks

      Wyraziłem się niestosownie –
      przepraszam. Chciałem powiedzieć, że ta cecha „wg mnie” jest równie niekorespondująca, co inteligencja do koloru oczu. I nie tyle chodziło mi o faktyczny brak korelacji, co upowszechnianie wrażliwej zależności między wartościami wysokimi a trywialnymi. Nie żebym sam miał czasem nie ulegać temu wrażeniu, ale wykładanie tego kawę na ławę bez ogródek i głębszego wyjaśnienia, nie świadczy dobrze o autorze (wg mnie). Ale może też to tylko ja ulegam złudzeniu, że pośród polskojęzycznych pasażerów lecących na wczasy nie wszyscy są banalni. Tak czy inaczej temat zasługuje na coś więcej niż powielanie nazywania jednego „od a do b”, a drugiego nie.

  • rzuk

    dawno nie czytałem takie bełkotu na Antywebie. Poważnie. Jaka magia? Jaka rura? Co to w ogóle za styl?!
    Czy autor kupuje bilety na samolot żeby przelecieć sie konkretnym modelem Boeinga, bić brwao na koniec, czy co tam jeszcze składa się na tę magię?

    dno

    • Piotr Koźmin

      Jak się ma inny pogląd, nie trzeba koniecznie obrażać. A propos magii, zacytowałem we wpisie dziennikarza CNN Richarda Questa, światowego eksperta lotnictwa w mediach. Warto poczytać, co on pisze, to mądry człowiek.

    • JP

      Nie przejmuj się, to niestety odbiorca suchych faktów i jak jakiś tekst jest bardziej felietonem to pisze, że to bzdury. Niestety w naszych czasach ten gatunek pisania umiera. Art. bardzo fajny, ja cały czas czuję to magię jak z rodziną wsiadam do samolotu na jakiś urlop lub city break, szczególnie gdy wchodzimy z płyty, a nie z rękawa. Wtedy czuć moc, wielkość maszyny i lotniska. Pozdrawiam!

  • Wielkie_Nieba

    Dla mnie samolot to jaki PKS. Każdy lot, nawet ten pierwszy, był przeze mnie tak traktowany. Wsiadam, czekam, wysiadam. Musisz być prawdziwym fanem lotnictwa skoro oczekujesz tam magii :)

    • ᗪ ᒍ ᗩ K ᗪ E K I E ᒪ

      Ja tam po prostu lubię widoki :D Z PKS takich nie ma :P

    • Wielkie_Nieba

      To ja dla widoków wolę podróże „naziemne”. Mija się wiele miejsc i jak jestem pasażerem, a rzadko bywam, to z przyjemnością się rozglądam. W latającym Pekaesie widać tylko biel, błękit, szarość i zieleń.

    • Piotr Koźmin

      Jak się nie zamyka oczu, to podczas wznoszenia i lądowania widać trochę więcej :).

    • Wielkie_Nieba

      No wtedy tak :) Czasami rzucę okiem :) W sumie to przelatywanie przez chmury, wzbudza we mnie pewne emocje (taka trochę ekscytacja), ale nawet nie wiem dlaczego :)

    • Robert M

      Ale tylko przez kilka minut, dalej jest nuda niestety, za oknem.

    • ᗪ ᒍ ᗩ K ᗪ E K I E ᒪ

      No ja właśnie wolę takie :) A najlepiej jak na ziemi pizga mrozem i uj wie czym a w górze słoneczko

    • Piotr Koźmin

      Lot 10 km nad ziemią. Albo i wyżej. Na zewnątrz minus 50 stopni. Prędkość bliska dźwięku. Życie paru setek ludzi w rękach dwóch facetów. I na dodatek nie ma bezpieczniejszego środka transportu.
      Naprawdę nie ma krztyny magii :)))?

    • Wielkie_Nieba

      No właśnie dlatego, że jest tak bezpiecznie, nie rusza mnie to. Wiem, że dolecę :) Więcej emocji wzbudza we mnie jazda autem, bo co chwilę jakiś… sprawia, że krew się gotuje :)

    • Piotr Koźmin

      Jeśli ktoś szuka mocnych wrażeń w samolocie, to oferta linii na czarnej liście jest imponująca :) – http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/300-linii-lotniczych-na-najnowszej-czarnej-liscie-unii-europejskiej,292594.html

    • Wielkie_Nieba

      W lataniu właśnie to cenię, że jest bezpiecznie i spokojnie:)

  • Tomasz

    Zaliczyłem ponad 30 lotów tam i z powrotem. Dużymi przewoźnikami, low costami, czarterami. Zgadzam się, że w przypadku czarteru czy low costu trudno mówić o magii, to na samą myśl o locie Dreamlinerem, A380 czy 777 czułem miłe ciarki i sam lot był swego rodzaju atrakcją.

    • Piotr Koźmin

      TUI przewozi swoich czarterowiczow także dreamlinerami. Może będzie w tym krztyny magii? Pięknie wyprofilowane ku górze skrzydła Dreamlinera pozostawiają wielu nieobojętnymi na jego urok…

  • Morski Morświn

    Wsiadam, lecę, sram, ląduje, wysiadam. Zawsze to wygląda tak samo

  • DominikSiedlak

    Zdziwił mnie ten wpis… Niektórzy nie latają samolotami, bo nie mają potrzeby. Nie jeżdżą też PKSem, bo im nie podrodze z taką formą przemieszczania z punktu A do B. Nie przyszłoby mi do głowy jednak mówić o ‚magii jazdy autobusem”, czy pociągiem i o „magicznej tubie WARS”. To samo z samolotami: fakt, pierwszy lot/dwa to była jakaś tam ekscytacja nowym, ale później to już tylko stres czy się zdąży, że trzeba być na lotnisku odpowiednio wcześniej, że znowu będą trzepać bagaż i kazać wyciągać wszystko z kieszeni i ściągać pasek od spodni, że znowu jakieś dziecko będzie darło ryja, albo będzie siedział ktoś obok o dziwnym zapachy, kto cały tydzień chlał i teraz wraca na ‚Wyspy’ do domu… Dziwny artykuł.

    • Piotr Koźmin

      Jest w artykule odwołanie do wywiadu z Richardem Questem, dziennikarzem CNN specjalizującym się w tematyce lotniczej i ekspertem. Mówi sugestywnie o magii latania. Oczywiście, nie każdy musi podzielać jego pogląd. Ale niektórzy podzielają. Polecam chociażby pierwszy akapit z jego wywiadu: http://www.pasazer.com/mobi/news/35336/gosc,pasazera,richard,quest,cnn.html

  • akki

    samolot i magia ??? przeciez to zwykly durny srodek transportu jak kazdy inny, czy to jakis art z 1950 roku ? znacznie wieksza magia jest podroz pociagiem, na przestrzeni ostanich 10 lat pociagiem jechalem 3 albo 4 razy, a samolotem powyzej setki

  • Morski Morświn

    Czar czarteru wcale nie zdechł! Cebulaki dalej klaszczą w ręce po lądowaniu :)

    • Iks

      A buraki tak nazywają owych klaszczących. Z moich doświadczeń wydedukowałem, że Polacy klaszczą po turbolencjach. Dopóki samoloty nie są automatyczne i pilot jeszcze może coś spartolić, to w zasadzie ma to jakąś racjonalność.

    • Morski Morświn

      Ale mi pojechałeś… mam ci zaklaskać czy co?