Na początku tygodnia Microsoft opublikował wyniki swoich ostatnich badań. Były to badania, które można określić mianem “Amerykanie się nudzą, mają pieniądze i chcą je wydać, żeby sprawdzić coś, co nikomu nie przyniesie za dużo korzyści, ale czegoś się tam dowiemy”. Czego się zatem możemy dowiedzieć z tychże badań? Ich tematem były zdrowotne poszukiwania internautów. Okazuje się, że współczesny internauta czując ból w lewej kostce udaje się do najbliższej wyszukiwarki, żeby dowiedzieć się co mu dolega. Z badań Microsoftu wynika, że taka samo-diagnoza prowadzi często do skrajnych wniosków, czyli identyfikacji groźnych chorób, na które wspomniany internauta nie cierpi. Zjawisko to zostało w raporcie nazwane cyberchondrią (termin powstał w 2000 roku).
Powodem cyberchondrii jest szybka i często pobieżna analiza wyników wyszukiwania (internet rzeczywiście zmienił nasz mózg). Internauci patrzą zazwyczaj tylko na pierwsze pozycje. Jeśli zobaczą tam np. raka czy objawy zawału serca to przestają sprawdzać dalsze wyniki i rozpoczynają poszukiwania skutków “zdiagnozowanej” u siebie choroby.
Impulsem do rozpoczęcia wspomnianych badań była chęć ulepszenia microsoftowej wyszukiwarki Live Search. Ambicją firmy jest stworzenie narzędzia doradczego, a nie tylko maszyny do wyciągania informacji. Idea jest jak najbardziej słuszna, zwłaszcza jeśli przyjrzymy się rezultatom badania Microsoft.
Wyszukiwarki wyświetlają wyniki na podstawie wielu różnych czynników. Jest nim też stopień zgodności ze złożonym zapytaniem. Niestety opiera się on na zgodności słownej, a nie merytorycznej. Częściej zostaniemy skierowani na strony nt groźnych chorób niż odwrotnie, mimo iż te groźne nie występują tak często. Np. dla zapytania o ból głowy znajdziemy taką samą liczbę linków nt guza mózgu jak nt odstawienia kofeiny. A guz mózgu występuje znacznie rzadziej.
Moim zdaniem powodem tego są trudności w pokonywaniu tych groźnych chorób. Chodzi mi o to, że choroby te są często nieuleczalne. Jak tylko lekarze odkryją coś nowego nt danego schorzenia pojawia się jakiś artykuł w internecie. O chorobach, z którymi ludzkość daje sobie radę aż tyle się nie pisze.
Powodów cyberchondii jest znacznie więcej. Zaliczyć można do nich m.in. niepoprawność informacji medycznych (dotyczy to na szczęście drobnego procenta treści), ich niekompletność (to dotyczy już sporej liczby informacji) oraz brak weryfikacji tych informacji przez internautów (rzadko sprawdza się źródło publikacji, czy jej datę). Nie można też zapomnieć o tym, że skłonność do wyciągania “czarnowidczych” wniosków jest zwyczajnie zgodna z ludzką naturą.
Swoją drogą ciekawe ile w naszym otoczeniu jest takich cyberchondryków. Mnie się jeszcze nie zdarzyło szukać w internecie choroby na podstawie objawów. W każdym bądź razie ciekawa jestem jakie nowe funkcjonalności doda Microsoft do wyszukiwarki, żeby ułatwić wyszukiwanie tych informacji, które nas interesują i które będą najbardziej wiarygodne. Bo rozumiem, że zrobią to bez Yahoo, prawda…
Wyniki badania są dostępne na stronach Microsoftu. Warto zajrzeć też do działu Publications. Jest tam sporo ciekawych opracowań, nie tylko na temat zdrowia.
Zdjęcie pochodzi ze strony eHow.






Witaj, nazywam się Grzegorz Marczak i jestem autorem tego bloga. Piszę tutaj o serwisach społecznościowych, nowych technologiach i nowych trendach w internecie.

Ciekawe zjawisko. Może napiszę o tym szerzej na swoim blogu.
Ty mi weź nie przypominaj. Dziś rano trochę mnie bolał żołądek (zdiagnozowany wrzód). To mi się zaczęły w głowie rodzić wizje raka żołądka(to będą moje ostatnie święta i tak dalej). I wcale nie potrzebuję do tego netu, starczą mi geny po tatusiu ;)
To chyba o mnie te badania. Czasem coś diagnozuję w oparciu o internet, ale głównie nie dotyczy to mnie. Diagnozuję raczej moich bliskich. Raz nawet zdiagnozowałem dość poważną chorobę (którą można łatwo zignorować i nabawić się groźnych powikłań) i usilnie nalegałem, aby zdiagnozowana osoba wybrała się do lekarza. Okazało się, że miałem rację.
Główny problem polega na tym, że niektórzy stosują Google zamiast pójścia do lekarza i leczą się sami w domu. To jest problemem i przeświadczenie, że informacje wzięte z przypadkowej strony są bardziej wiarygodne niż to co mówi lekarz w gabinecie. W samym informacyjnym wyszukiwaniu informacji o chorobie nie widzę nic złego.
Lavinka, o hipochondrii też napiszę :) A poza tym – pij mniej kawy :)
Też muszę ograniczyć. No i lepiej się odżywiać. To znaczy zdrowiej.
@lambchop: Zgadzam się, wyszukiwanie to nie problem. W końcu po to Google czy inne wyszukiwarki są. Tylko dla niektórych staje się on jedyną wyrocznią, co w przypadku chorób nie jest najlepszym pomysłem. Cyberchondria to właściwe strach, że mamy groźną chorobę, bo tego dowiedzieliśmy się w necie.
Wydaje mi się, że sporo czytelników mojego bloga też ma to samo! Tyle, że jeśli chodzi o choroby psychiczne.
Cyberchondria to chyba pochodna tzw. “syndromu studenta medycyny” który to polega na tym, że ucząc się do kolokwiów czy egzaminów studenci po przeczytaniu książek identyfikują u siebie najgorsze choroby.. to ponoć powszechne i naturalne :)
[...] Cyberchondria [...]