17

„Ciche miejsce” – recenzja. Cisza na sali kinowej tłumaczy wszystko – ten film trzeba zobaczyć

Dni do premiery tego filmu odliczałem bardzo niecierpliwie. Tym bardziej ucieszyła mnie informacja o organizowanych pokazach przedpremierowych w Cinema City, które odbywały się w ten piątek i sobotę. “A Quiet Place”, czyli “Ciche miejsce” możecie jeszcze zobaczyć w najbliższą środę i po prostu musicie to zrobić. Oto dlaczego.

John Krasinski najczęściej kojarzony jest serialem stacji NBC pt. “The Office”. Perypetie lokalnego oddziału firmy Dunder Mifflin dały mu szansę na rozwój kariery, ale z łatką typowego Jima walczy do dzisiaj. Nie zdziwiłbym się, gdybyście nie byli w stanie wymienić choćby jednej produkcji z jego udziałem, właśnie poza “The Office”. Tego lata na Prime Video zadebiutuje serial „Jack Ryan”, w którym zagra główną, tytułową rolę. Ale przedtem sprawdziłem jego film – bo “Ciche miejsce” wyreżyserował właśnie Krasinski.

Ciche miejsce, cisi bohaterowie

“A Quiet Place” przedstawia trudną sytuację, w jakiej znalazła się ludzkość. Można określić, że jest to świat postapokaliptyczny, gdyż tylko nieliczne grupy ludzi zdołały przetrwać. Oprawcami są kreatury – niewidome, lecz z niezwykle wyczulonym słuchem. Każdy nieregularny dźwięk sprowadza pewną śmierć na wydającą go osobę. Nie poznamy dokładnej historii przebiegu wydarzeń sprzed tego okresu – skąd wzięły się potwory, w jaki sposób i jak długo z nimi walczono, dlaczego nie udało się ich przezwyciężyć nawet wojsku – jedna z licznych okładek gazet cytuje wprost stanowisko wojskowych: “nie jesteśmy w stanie was dłużej chronić”. Mamy tu spore pole do interpretacji i choć z przyjemnością zobaczyłbym prequel do tego filmu, to i tak prawdopodobnie lepszym wyjściem jest pozostawienie tego wyobraźni widzów.

Film skupia się na rodzinie Abbotów. Oprócz pracy za kamerą, ciężar jednej z głównych postaci wziął na siebie John Krasinski grając głowę rodziny o imieniu Lee. Jego żonę, Evelyn, zagrała prawdziwa partnerka Johna, czyli Emily Blunt. Niezwykle skromną obsadę uzupełnia trójka dzieci. Najlepiej z nich zdecydowanie wypada Noah Jupe (Marcus Abbot), a kompletnie zawiodłem się na Millicent Simmonds (Regan Abbot), która w mojej ocenie nie potrafiła w pełni poczuć klimatu produkcji i wyrazić go na planie. Miała podwójnie trudne zadanie, ze względu na specyfikę jej postaci, ale czy powinienem się za nią tlumaczyć?

Cisza wyraża więcej niż tysiąc słów

Mimika odgrywa w serialu pierwszorzędną rolę – poza kilkoma wyjątkami naszym bohaterom nie wolno porozumiewać się werbalnie. Używają języka migowego, uzupełniając swoje wypowiedzi o emocje wypisane na twarzy. Gdy tylko pojawia się groźba zagrożenia, na twarzach aktorów można z łatwością wyczytać prawdziwą panikę, strach i przerażenie. Nerwowe wymiany wzroku i spojrzenia podążające za odgłosami w połączeniu z panującą wokół kompletną ciszą wprowadzają bardzo nerwowy nastrój.

Okazjonalnie emocje podsycane są muzyką, której z pewnością należy się kilka przychylnych, ale i gorzkich słów. Pojawia się tylko wtedy, gdy jest to koniecznie i fantastycznie uzupełnia wcześniejszę oraz następującą po konkretnej scenie ciszę, ale Marco Beltrami nie do końca stanął na wysokości zadania – nie da się ukryć, że niektóre akcenty słyszało się wcześniej. Podobnie sprawa wygląda przy wyglądzie i dźwiękach wydawanych przez groźne kreatury, które robią wrażenie, ale nie są czymś kompletnie zaskakującym.

Gotowi na (prawie) wszystko

Trudno wyobrazić sobie kogokolwiek lepiej przygotowanego na tak trudne czasy, niż rodzina Abbotów, choć nie wątpie w to, że usypane z piasku ścieżki mające zapobiec wydawaniu jakichkolwiek dźwięków podczas chodzenia (widoczne w zwiastunach), to szeroko zakrojona akcja wszystkich, którzy przeżyli. Film pokazuje kilka pomysłowych rozwiązań, które pozwalają im żyć względnie normalnie, a wraz z rozwojem akcji poznajemy ich kolejne metody na przetrwanie. Po prostu przetrwanie.

“Ciche miejsce” to film kameralny i właśnie tym najbardziej zaskarbił sobie wpierw moją uwagę, a teraz świetną ocenę. Nie dostajemy na tacy odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania, lecz trochę wyrywkowo śledzimy codzienność ocalałych. Krasinski przyznał w wywiadach, że jest to „list miłosny” do jego własnych dzieci mający ukazać jak wiele rodzice są w stanie zrobić, by chronić swoich podopiecznych. Tło zostało odpowiednio zbudowane i zaznaczone – jest intrygujące, wiemy tylko tyle ile musimy wiedzieć. Bez żadnej wątpliwości mogę napisać, że nie potrzebowałem niczego więcej. A pomimo niemałych oczekiwań z kina wyszedłem i wystraszony, i zachwycony.

„Ciche miejsce” w kinach od 13 kwietnia, ale bądźcie czujni – zdarzają się pokazy przedpremierowe.