4

To najlepsze Call of Duty od lat. Recenzja CoD: WWII

Jesień=Call of Duty. I tak co roku. Tym razem jednak zamiast iść coraz dalej w przyszłość, cofamy się w przeszłość. Powiem tak - od wielu lat temat drugiej wojny światowej nie był tak fajnie opowiedziany. I od wielu lat nie było tak dobrej kampanii w Call of Duty.

Zapominamy o kosmosie i idziemy na wojnę

Tym razem Activision wreszcie posłuchało graczy i dało im to, czego od lat chcieli – czyli drugą wojnę światową. W Call of Duty: WWII wcielamy się Ronalda „Reda” Danielsa, członka amerykańskiej 1. Dywizji Piechoty. Znalezienie się w takich okolicznościach to ciężki kawałek chleba i nowy CoD świetnie to pokazuje. Widziałem jak zawiązywały się przyjaźnie, rozwijające się przez kolejne wirtualne miesiące. Widziałem niechęć do zgorzkniałego dowódcy i generała, dla którego żadna ofiara nie jest zbyt wielka. Nowe Call of Duty bardzo „fajnie” rysuje obecne w grze postacie, ich charaktery i zależności. A to tylko początek plusów nowej gry wydawanej przez Acti.

Czuć II wojnę światową

Największym atutem Call of Duty: WWII jest bez wątpienia klimat i ciężar opowieści. Oczywiście trudno było oczekiwać by autorzy zrobili wesołą historię przyjaźni kilku żołnierzy. Mogli jednak nie udźwignąć tematu, tak jak mi było czasem trudno udźwignąć ciężar tej historii. To opowieść o zwątpieniu i smutku. Brutalna, często bezkompromisowa, przypomina jak tragiczny był to okres i jak wiele okrutnych rzeczy miało wtedy miejsce. Twórcy nie wybielali nazistów, często pojawia się słowo Niemcy. Końcówka gry przygnębia i daje do myślenia. To dobra lekcja historii dla młodzieży, która niekoniecznie uważa w szkole. No dobrze, troch przesadziłem, w grze ani razu nie pojawia się symbol swastyki. Dlaczego? Naprawdę mimo pokazywania okrucieństwa nazistów, trzeba było to pomijać? Niepoważne zagranie i zakłamywanie historii.

Nie podobało mi się też podkolorowanie Amerykanów, ich oddania sprawie. No i gdzie wcześniejsze lata, czemu nie pojawiły się choćby w opowieściach? Gdzie w tej całej historii Polacy? Naprawdę nie dało się wspomnieć choć słowem o naszym narodzie?

Są apteczki

Tak, twórcy zdecydowali się na dużą zmianę w mechanice. Kiedy zdrowie przestaje dopisywać, nie wystarczy już schować się za osłoną i poczekać. Tu i ówdzie znajdziecie apteczki, ciekawsze jest natomiast zaprzęgnięcie do pomocy współtowarzyszy. Po wciśnięciu jednego z klawiszy kierunkowych na padzie, Zussman rzuci nam apteczkę, a Turner amunicję. Znienawidzony Pierson potrafi natomiast odnaleźć wrogów, przez co są oni na chwilę podświetleni. Na ogół działało to bardzo dobrze, czasem jednak potrafiłem zapuścić się za daleko, towarzysze zostali natomiast w inny miejscu. I na nic się zdały informacje o gotowej apteczce, skoro to ja musiałem się po nią wrócić. Generalnie towarzysze nie należą do bystrzaków i raczej nie liczyłbym na ich pomoc. Ponownie więc kierowany przez nas bohater jest Johnem Rambo i to on musi uporać się z większością przeciwników. Uczucie to potęgują skryptowane fragmenty, oraz momenty kiedy kierujemy pojazdami. Choć każdy jest wtedy elementem wielkiej układanki, udaje mu się wszystko niczym bohaterowi z Hollywood. Momentami zaskakująco głupi potrafią też być sterowani przez konsolę/komputer przeciwnicy. Idą bezmyślnie pod lufę albo stoją czekając na niechybną śmierć.

Nie podoba mi się w nowym Call of Duty polski dubbing. Rodzimy wydawca ponownie chwalił się nazwiskami osób, które podłożyły głosy w grze (między innymi znany z serialu Belfer – Józef Pawłowski), mi natomiast brakowało ekspresji. Skoro znów słuchałem ekipy kumpli, w zasadzie braci dzielących wspólnie ten trudny los, oczekiwałem czegoś pokroju Bad Company 2. Było oczywiście kilka dobrych momentów, jako całość polonizacja wypadła jednak przeciętnie. Najwidoczniej BC2 jest dziś poziomem nieosiągalny dla konkurencji. Mam też zarzuty do technikaliów. Otóż wielokrotnie zdarzało się, że niektóre kwestie były za głośne, inne za ciche, choć wypowiadający je bohaterowie stali obok siebie. Konieczność regulowania głośności na słuchawkach stawała się momentami irytująca. Skoro o bugach mowa, nie mogłem (wersja na PS4) przewijać filmików mimo tego, że na ekranie pojawiała się sugestia by wcisnąć X.

Wizualnie nie ma rewolucji. Minęło tyle lat, a wciąż widać stary silnik i CoD znów nie ma szans konkurować w walce o koronę najładniejszego FPS-a. Są jednak momenty kiedy gra potrafi pokazać naprawdę świetne widoki czy bardzo dobrze zanimować twarze postaci. Grałem na PlayStation 4 Pro i nie widziałem zbyt wielu spadków animacji, jakościowo kulały natomiast niektóre filmy przerywnikowe. Bardzo dobrze wypada HDR, przynamniej na Samsungu KS7000, na którym przechodziłem kampanię. Trzeba jednak pamiętać, że to często kwestia posiadanego sprzętu. Ja z połączenia PS4 i KS7000 jestem bardzo zadowolony i nawet przez chwilę myślałem, czy nie skończyć gry na monitorze. Zrezygnowałem po kilku minutach, różnica w odbiorze była zbyt duża. Polecam od razu założyć słuchawki, najlepiej z dźwiękiem przestrzennym. Taka kombinacja zdaje egzamin na piątkę.

Czasem ciężką atmosferę łagodziły śliczne promienie słoneczne, innym razem stawałem i wpatrywałem się w niebo. W ciemniejszych lokacjach dobrze widać było szczegóły, które po podłączeniu konsoli do starego telewizora bez HDR-u kompletnie umykały. Bardzo się cieszę, że coraz więcej producentów decyduje się na HDR (który co ciekawe był nieobecny w becie COD:WWII)

Tryby sieciowe

Podobno CoD żyje trybami sieciowymi. Największym zaskoczeniem jest dziwny HUB, po którym przyjdzie nam chodzić przed starciami wieloosobowymi. Kwatera główna – odbieramy tam misje, które należy następnie wypełnić w starciach sieciowych. Tu również dobierzemy broń. Teoretycznie powinno mi się to podobać tak, bo i podobało się w Destiny – tam jednak widziałem więcej sensu, tu nie widzę go w ogóle. Szczególnie, że mecze dobierają się często dość długo, a ja wskakuję do CoDa na 3-4 meczyki. Przy takim układzie jestem w stanie rozegrać dwa, moim zdaniem to marnotrawienie czasu i całkowici zbędny pomysł.

Główne tryby sieciowe to klasyk, najbardziej przypadła mi do gustu nowość o nazwie „Wojna”. To fabularyzowane starcia, gdzie dwie drużyny realizują cele (przejęcie budynku, zebranie paliwa czy eskortowanie czołgu). Ma to nie tylko sens, ale jest odpowiednio przemyślane, zaplanowane i przede wszystkim dynamiczne.

W standardowych trybach nie ma niestety jakichś kolosalnych zmian. Ale najgorsze jest to, że nie czuć tu klimatu wojny z kampanii. Wybieramy jedną z kilku dywizji, są bronie główne, dodatki – korzystamy też z mechanizmu wydawania wirtualnej waluty celem odblokowywania dostępnego asortymentu. Są oczywiście nagrody za serie zabójstw (bombardowanie, działa przeciwlotnicze czy miotacz ognia). Dostajemy 9 map, z czego większość jest mała i dość ciasna. Choć gra jest wolniejsza od poprzednich odsłon i nie ma skakania po ścianach, to czuć klimat serii i weterani starć sieciowych w Call of Duty szybko się tu odnajdą. Dla mnie to minus, dla innych może być to plus – wszystko zależy od podejścia. Ja wiem na pewno, że w tym roku zostanę przy Overwatch i Destiny, po nowego CoDa sięgąć będę raczej sporadycznie. Myślę jednak, że jak i przy ostatnich odsłonach, gra będzie sobie spokojnie żyć trybami sieciowymi do przyszłego roku.

Werdykt

Jestem osobą, która zalicza każde kolejne Call of Duty – ale tylko dla kampanii. Od dawna nie przemawiają do mnie tryby sieciowe. Jasne, pewnie jestem za stary, a one są za szybkie i zdominowane przez lepiej celujące i szybciej reagujące dzieciaki. Generalnie każda kampania w ostatnich CoDach była w porządku, jedne lubiłem bardziej, inne mniej.

Natomiast przy trybie opowieści w WWII bawiłem się świetnie (przenośnia, gra przygnębia), wciągnęła mnie opowieść, polubiłem bohaterów. Wielokrotnie siedziałem na brzegu fotela i…nie pamiętam by opowiedziana w serii historia podobała mi się tak bardzo od czasów Modern Warfare. Spodziewałem się wydmuszki zrobionej na kolanie, bo drugiej wojny światowej chcieli fani. Tymczasem dostałem przemyślaną, spójną i trzymającą w napięciu opowieść.

Do trybów sieciowych wciąż się nie przekonałem (odpuściłem CoDy po MW3), ale doceniam że zniknęły te wszystkie futurystyczne udziwnienia i skakanie po ścianach. Gra jest wolniejsza, mi dzięki temu sprawia więcej frajdy. Choć jeśli miałbym wybrać klimaty wojenne dla wielu graczy, wolę jednak Battlefield 1. Może i bronie są gorsze, ale preferuję rozmach niż ciasne lokacje i styl proponowany od lat przez Activision.

Ubiegłym roku dałem Infinite Warfare ocenę 7/10. Nowemu CoD-owi mogę z czystym sumieniem wystawić ósemkę.

Ocena: 8/10

  • Adrian Nyszko

    Te ciche głosy to tragedia. I albo masz polskie głosy i tylko polskie napisy albo ang głosy i ang napisy, a co tam, tłumacz sobie sam, bo producenci zapomnieli dać opcje gry z orginalnymi głosami. Na dodatek na pc tekstury gubią co ktorąś misje ostrość i wszystko wygląda jak rozmazana plama. Kampania niby dobra, ale co za niechlujstwo, takie rzeczy psują cały odbiór

    • Nie rozumiem jak można się katować spolszczeniem…

    • Adrian Nyszko

      To co zrobić jak nie dali zwykłych napisów

  • Tomasz Wójcik

    Grałem w betę i mogę powiedzieć, że multi to dramat. Ten ‚feeling’ broni, map, do tego smaczki typu kolimatory podczas II WŚ… Do mnie ta gra w ogóle nie przemówiła. Może dlatego, że oczekiwałem fajnego kopa od broni po ostatnim katowaniu R6 Siege. Może dlatego, że jest po prostu kiepska w multi.