intro
255

ASUS ZenFone Max debiutuje w Polsce – wygraj go w naszym konkursie!

Narzekacie na wytrzymałość baterii w Waszym smartfonie? Ja bezustannie, dlatego tryb oszczędzania energii oraz powerbank w jednej z kieszeni kurtki to moi najlepsi przyjaciele, gdy zapowiada się dzień w ciągłym ruchu. Zadziwiać wręcz może brak odpowiedzi ze strony producentów na to zapotrzebowanie, dlatego każda poprawa przyjmowana jest z ogromnym entuzjazmem. Za to na efekty pracy Asusa można aż zakrzyknąć z radości.

Zapowiedziany przed kilkoma miesiącami smartfon trafia właśnie na polski rynek, a mowa o ASUS ZenFone Max, który będzie najlepszą odpowiedzią na jeden z najważniejszych problemów trapiących użytkowników smartfonów. Ciągłe spoglądanie na wskaźnik poziomu naładowania baterii to czynność znana większości z nas. Sposobów na wydłużenie czasu działania urządzenia jest całe mnóstwo, nikt jednak nie chce rezygnować z wydajności urządzenia czy dodatkowych funkcji, w które go wyposażono, ani nosić ze sobą dodatkowych akumulatorów stale podłączonych przewodem do telefonu.

ASUS postanowił zaadresować tę kwestię w swoim nowym urządzeniu, a rezultaty powinny przypaść do gustu każdemu wymagającemu użytkownikowi smartfona. Znajdująca się wewnątrz urządzenia litowo-polimerowa bateria o pojemności aż 5000 mAh to zdecydowanie przewyższająca konkurencję cecha tego smartfona. Według zapewnień producenta połączenie tak pojemnego akumulatora oraz zmian w oprogramowaniu pozwoliło na osiągnięcie naprawdę fantastycznych wyników.



Aż 37,6 godziny rozmów telefonicznych przy wykorzystaniu sieci 3G, 32,5 godziny korzystania z Sieci przy połączeniu Wi-Fi i ponad 22 godziny odtwarzania materiałów wideo. Spoglądając na posiadane dotychczas przeze mnie smartfony już zaczynam po cichu zazdrościć każdemu, kto zdecyduje się na ZenFone Max od ASUSa. Dlaczego? Ponieważ urządzenie dysponuje tak dużą „dawką energii”, że jest w stanie się nią podzielić i “wspomóc” inne gadżety. Tryb powerbanku sprawi, że gdy jedno z Waszych urządzeń – na przykład kamerka czy inny smartfon – będzie wymagało doładowania, to ZenFone Max będzie mógł śmiało wkroczyć do akcji.

A przecież na zaletach związanych z długim czasem pracy na baterii dobre strony tego modelu się nie kończą. Znajdujący się na przednim panelu ekran o przekątnej 5,5 cala pozwoli na wygodne zapoznawanie się z firmową pocztą czy stronami internetowymi. Ekran pokryto wytrzymałym szkłem Corning Gorilla Glass 4. Z drugiej strony obudowy znajdziemy aparat o rozdzielczości 13 megapikseli z technologią ultra szybkiego, bo wykorzystującego laser, ustawiania ostrości w nawet 0,03 sekundy wspierany przez podwójną diodę LED. Filmy nagramy w Full HD 1080p, zaś zdjęcia z przedniego aparatu będą posiadać rozdzielczość 5 megapikseli i do dyspozycji użytkownika będzie obiektyw 85-stopniowym polu widzenia.



Za pracę urządzenia odpowiadają 64-bitowy procesor Qualcomm® S410, układ graficzny Adreno 306 450MHz oraz 2 GB pamięci RAM. Smartfon obsługuje oczywiście sieć LTE i posiada dwa sloty na karty SIM, co oczywiście oznacza, że w przypadku posiadania dwóch numerów telefonów musicie pamiętać zaledwie o jednym urządzeniu. To idealne rozwiązanie dla zapracowanych osób, które po smartfonie oczekują odpowiedniego poziomu wydajności, nadprzeciętnego czasu pracy na baterii, wygodnej obsługi dwóch kart SIM i eleganckiego wyglądu, którego nadają smartfonowi okalająca obudowę ramka i tylny panel przypominający tłoczoną skórę.

Z okazji polskiego debiutu ZenFone Max wraz ASUSem organizujemy konkurs, w którym do zdobycia jest właśnie opisywany smartfon oraz 9 powerbanków. Co trzeba zrobić, by wygrać nagrodę? Opowiedzcie nam w komentarzach o najciekawszych, najzabawniejszych i najdziwniejszych sytuacjach, gdy zabrakło Wam energii w smartfonie. Poniżej pełny regulamin konkursu:

  1. Konkurs rozpoczyna się dokładnie teraz, czyli 24.02.2016.
  2. Nagrodami w konkursie jest smartfon ASUS ZenFone Max, który trafi do autora najlepszego komentarza oraz 9 powerbanków firmy ASUS, które rozdamy autorom wyróżnionych komentarzy.
  3. Konkurs jest organizowany przez Antyweb Sp. z o.o., sponsorem nagrody jest firma ASUS Polska.
  4. Ci, którzy podejmą rękawicę, mają czas do 02.03.2016 r. (do północy)  na zamieszczenie pod tekstem konkursowym komentarza zawierającego opis nietypowej sytuacji, w której Waszemu smartfonowi zabrakło energii. 
  5. Nagrody trafią do twórców najciekawszych odpowiedzi.
  6. Wszelkie zgłoszenia, zawierające obraźliwe czy też złośliwe teksty/zdjęcia w stosunku do firm, oferujących daną usługę / produkt czy też firm, publikujących oferty będą kasowane. Celem jest dobra zabawa, a nie popis zgryźliwości i złośliwości.
  7. Zwycięzcó wybierze Redakcja Antyweb. Jeśli chodzi o kryteria, to liczy się przede wszystkim historia i sposób jej opowiedzenia.
  8. Zwycięzcy zostaną ogłoszeni 03.03.2016 r.
  9. Wykluczenia z konkursu: Redakcja Antyweb, nasi krewni, jak również pracownicy i współpracownicy firmy ASUS i Antyweb.
  10. Organizatorem konkursu jest Antyweb Sp. z o.o. reprezentowana przez Grzegorza Marczaka i do niego możecie kierować ewentualne reklamacje (na adres grzegorz.marczak@antyweb.pl) do dwóch tygodni po zakończeniu konkursu.

Aktualizacja

Ogłoszenie wyników – Zwycięzcy wybrani – Asus ZenFone Max i powerbanki wędrują do….

  • marcccin

    Chciałem w łazience napisać ciekawy komentarz konkursowy, ale… zabrakło mi energii. Siedzę zatem teraz przed komputerem, a telefon pod ładowarką.

  • AzMoDaN

    Poszedłem z żoną do przybytku rozwoju fizycznego – ja na siłownie, ona na basen. Jako że brakło baterii i nie miałem jak zadzwonić, po zakończonych ćwiczeniach fizycznych czekałem pół godziny na żonę, ale się nie doczekałem. Stwierdziłem że nie ma co czekać dalej – pewnie pojechała do domu bo się nie doczekała na mnie. Jakież było moje zdziwienie, gdy po powrocie i chwili na doładowanie, okazało się że żona wyszła z basenu znacznie później niż ja i zdziwiona czeka do teraz, nie mogąc się do mnie dodzwonić… Wniosek z tego prosty: jak nie masz mocnej baterii, to noś ze sobą power bank :)

  • Bartek Zieleniec

    Pewnego dnia, w środku tygodnia byłem umówiony na mieście z żoną – mieliśmy się zdzwonić po pracy w celu ustalenia miejsca. Wiecie kupa rzeczy do załatwienia – pies do weterynarza, dziecko odebrać, jednym słowem walka z czasem. Dzwonie i… Nic… I nic… I po pół godzinie nic. W pracy mówią, ze wyszła… Człowiekowi najgorsze myśli do głowy przychodzą. Wszystkie możliwe miejsca przeszukałem, niecenzuralne wiązanki wyrywały mi się z ust, a po godzinie widzę, że idzie gwiazda jakby nigdy nic…Okazało się, że bateria w telefonie jej padła…. Zwariuje przez tą kobietę. Jeżeli męski gatunek ma przetrwać to chce jej dać nowy telefon!

  • Artur Łukasz

    Pewnego pięknego dnia chciałem wysłać Snapa swojego dzieła kulinarnego, piękny makaron z sosem ze słoika. Niestety telefon padł i nie mogłem się pochwalić swoim talentem :(
    Musiałem zjeść makaron w samotności.

  • Drzeyewski

    ” Ach witaj, chodź, siadaj przy ognisku opowiem Ci, bo to Ciekawa historia była …
    Wracaliśmy akurat z narzeczoną od znajomych z Warszawy do naszego nadmorskiego Szczecina. Grudzień to był to i szaro było i zimno , a i kilometrów sporo, godzina też nie specjalna – środek nocy – Złośliwa ładowarka została zgodnie z prawem Murphiego w drugim samochodzie … – Jak to nie rozumiesz o co mi chodzi ? – No przecież mówię, że paliwa nam zabrakło na autostradzie ze 3 kilometry przed ostatnimi bramkami w okolicach Poznania ! Nie pośpieszaj mnie bo tracę wątek; na czym to ja… Ach, Paliwo i brak komunikacji ze światem, już pamiętam. Więc stoimy na poboczu, trójkąt rozłożony, kamizelka na grzbiecie, więc idę w stronę „żółtego telefonu który to co rusz stoi właśnie na „płatnych” autostradach by wezwać bezpłatną pomoc. Jakże wielkie było moje zdziwienie gdy męski głos w słuchawce w chwilę po słowach „Halo” uświadomił mi jak bardzo mamy przechlapane i jak płatne autostrady są paradoxalnie najdroższą imprezą na świecie gdy brakuje Ci paliwa. 500 zł za przyjazd plus zwrot kosztów dojazdu. Dobre ? Dobre ! Ale to nie wszystko… Do tego dolicz koszt paliwa oraz oczywiście zwrot kosztów za bramki dla pomocy drogowej. Kto zabroni – Hegemonistyczne władze autostrad ? Chcesz jechać to płać Gapo ! Groteskowość sytuacji niech zobrazuje jedno z ostatnich zdań głosu w słuchawce które wypowiedział ” Proszę podać numer telefonu, za moment oddzwoni do Pana ktoś z pomocy drogowej” Opadły mi ręce, zabrałem „piątkę” z bagażnika i udałem się na romantyczny spacer w stronę świateł … Ale o tym opowiem Ci już następnym razem… ”

    Sytuacja może odrobinę przerysowana stylistycznie ale autentyczna. Zabrakło nam paliwa ponieważ zawiesił się pływak, nie mieliśmy jak zadzwonić do kogoś znajomego gdyż telefony padły, a zaproponowane „koszta pomocy drogowej” były ponad możliwości finansowe w danym momencie. Na szczęście przy bramkach znalazł się człowiek o miękkim sercu który to za symboliczną „100-kę” odstąpił piąteczkę paliwa więc obyło się bez mordu (narzeczonej na mojej osobie oczywiście:) ). Od tego momentu zawsze już mamy ładowarkę …

    • cyc997

      Od kiedy Szczecin leży nad morzem?

    • jabol240

      Najlepszy komentarz! :) ASUS jest twój :)

    • Drzeyewski

      Ty tak serio? ;) Smutne jest życie w świecie pozbawionym magii…

      I ironii.

    • kofeina

      Od zawsze. Mają bezpośredni tramwaj dojeżdżający na plażę.

    • cyc997

      Chyba nad zalew? Szczecin do morza ma kawał drogi, tramwajem nad morze to w Gdańsku dojedziesz, w Szczecinie tylko nad zalew, a to znacząca różnica.

    • kofeina

      Chyba dawno nie byłeś w Szczecinie.
      A już na pewno nie próbowałeś sobie nigdy pośmiać się z kumpla ze Szczecina (stwierdzenie, że Szczecin jest nad morzem doprowadzi do furii każdego Szczeciniaka ;)

    • Adams

      Jak już coś to szczecinianina …
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Szczeciniak
      dla mnie Szczecin to i nad wodospadem Niagara może leżeć.. byle kasa się zgadzała, tak jak w innych miastach.

    • kofeina

      Szczeciniak potocznie jak najbardziej można. Też wpisz w Google.

      Nie mam nic do Szczecina samego w sobie, po prostu można sobie łatwo pożartować ze znajomych z tego miasta.

    • Adams

      To chyba w jakimś języku klingońskim, w Szczecinie nikt normlany Ci tak nie powie. Najlepsze z tego wszystkiego jest to, że nas – szczecinian – to czy ktoś myśli, że jesteśmy nad morzem czy nie, ani ziębi ani grzeje. Normalna rzecz, tak jak siatka słoików w Warszawie.

    • kofeina

      Ale jednak nienormalni już tak powiedzą?
      Wrzuć na luz i przejedź się tramwajem nad morze ;)

    • Adams

      Nerwowy szczecinianin jest nerwowy bo mu zaraz bateria padnie a musi jeszcze gnić 1:10h w Szczecińskiej pracy. Później wrzucę na luz i pojadę sobie Szczecińskim Szybkim Tramwajem do domu (nie mylić z morzem).

    • ProGramPL

      W Gdansku chyba nad zatoke xD

    • cyc997

      No tak, ale zatoka to dalej cześć morza.

    • Drzeyewski

      cyc997 widzisz do czego doprowadziła Twoja nieznajomość „lokalnych żartów” na temat danego miejsca ? Do dyskusji nt. zasadności słów popełnionych zgodnie z patriotycznym dowcipem przeze mnie w opisie sytuacji ;) ! Zaznaczam – Linia 9 bezpośrednio prowadzi do nadmorskiego regionu Szczecina | Koniec kropka :D !

    • cyc997

      Nie mieszkam w Szczecinie więc pewnie nie zrozumie :p ale za to mam morze 200m od domu :)

  • Andrzej Koźlik

    Wybraliśmy się jakiś czas z kolegą do czeskiego Jesenika, pochodzić po górach. By pochwalić się naszym osiągiem wśród znajomych włączyłem Endomondo by rejestrowało trasę. Pech chciał że telefon szybko padł i pobłądziliśmy. Gdy udało nam się wrócić na szlak zaczęliśmy wracać na parking do samochodu. Pech chciał, że pozbawieni map i nawigacji z telefonu trafiliśmy na nie ten szlak i w sumie od samochodu oddaliliśmy się dodatkowo o jakieś 30 km. Gdyby nie spotkany przypadkowo polski turysta wrócilibyśmy pewnie do kraju na piechotę.

  • Andrzej

    To było na początku, gdy do PKP wchodził powiew XXI wieku w postaci biletów, których nie trzeba było drukować i wystarczyło pokazać go na ekranie telefonu. Dzień wcześniej kupiłem bilety (to była dłuższa trasa i wymagała chyba trzech różnych biletów), wrzuciłem sobie PDFy na na telefon i poszedłem spać. Rano (około 5:00, więc dla niektórych środek nocy), budzik wyrwał mnie ze snu. Ledwo przytomny wyłączyłem go i nie sprawdziłem czy telefon jest naładowany, bo zbierałem się w sporym pośpiechu. W pociągu, podczas kontroli biletów, zadowolony z siebie wyjmuję telefon z kieszeni (a zobaczę jak to PKP się przygotowało – tak sobie myślę), włączam ekran, pokazuję konduktorowi (jednocześnie zauważając krytyczny stan baterii) i… pyk. Zgasło. Telefon się wyłączył zanim konduktor zdążył tym swoim czytnikiem „skasować” bilet.

    Skończyło się na tym, że musiałem kupić u konduktora drugi bilet z dopłatą. Telefon musiałem źle podłączyć (często się zdarzało) i dlatego się nie ładował. Później naładowałem go w kolejnym pociągu, po przesiadce w skład IC, gdzie były już ogólnodostępne gniazdka dla pasażerów.

    Było to jeden z najciekawszych przypadków, gdy zabrakło prądu. Zdarzało się, że telefon padał, gdy był bardzo potrzebny (zwłaszcza zimą). Np. miałem wstępnie umówione spotkanie, w nieznanym mi mieście i szczegóły miejsca i czasu miałem poznać już przez telefon. I wtedy, rządząc się Prawem Murphy’ego, telefon padał. Ratunkiem były wtedy kawiarnie – wystarczyło wejść, zamówić choćby kawę i można było podładować telefon przez te 10-15 minut ;)

  • Dawid Zaroda

    Najciekawszą sytuacją kiedy zabrakło mi energii w smartfonie była sytuacja, kiedy to w nocy leżałem w łóżku i pomimo wielu prób, nie mogłem zasnąć. Byłem wtedy w fazie zafascynowania zjawiskami paranormalnymi, duchami, demonami. Czytałem akurat o tym, że obecność duchów objawia się między innymi szalejącym sprzętem elektronicznym w domu. Kiedy oglądałem filmy na Youtube, w pewnym momencie smartfon wyłączył się, mimo, że wskaźnik baterii pokazywał 60%. Przestraszyłem się, leżałem spokojnie w łóżku i ogarniałem wzrokiem cały pokój. Na domiar złego, roślina, która stała na parapecie zaczęła się dziwnie ruszać. Nie minęło 5 minut, a smartfon włączył się jakby nigdy nic i wszystko wróciło do normy. Okazało się, że po prostu zaczął tak od czasu do czasu wyłączać się bez przyczyny, a roślina ruszała się przez ciepłe powietrze, które docierało do niej z kaloryfera. Teraz cała sytuacja jest dla mnie zabawna, ale tamtej nocy przestraszyłem się nie na żarty, szczególnie, że zbliżała się godzina 03:33 :)

  • Baleron

    W zeszłym roku pojechałem ze znajomymi na mazury. Wraz z kilkoma kolegami stwierdziliśmy, że trochę sobie pozwiedzamy. Poszliśmy do lasu i trochę się zagadaliśmy. Po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że nie bardzo wiemy gdzie jesteśmy. Zdecydowaliśmy iść prosto przed siebie. W końcu dotarliśmy do pięknego miejsca, które pokazywało jak bardzo jesteśmy w du**e. Chciałem zrobić zdjęcie, bo widok był niesamowity. Po wyciągnięciu telefonu z kieszeni zawibrował i wyłączył się. Na szczęście kolega miał ze sobą telefon (cegłofon), w którym bateria wytrzymuje „ciut” dłużej i zadzwonił do właściciela działki, na której byliśmy. Dotarliśmy do domku cali i zdrowi

  • Wojciech Pluta

    Całość działa się całkiem niedawno, bo jakieś 11 miesięcy temu. Żona w ciąży, poród na dniach. Jako przykładny przyszły ojciec-trochę gadżeciarz przygotowałem się na tą chwilę najważniejsze rzeczy -telefon JEST -ładowarka JEST -torba z rzeczami do szpitala dla naszej trójki JEST (kolejność wymieniania poszczególnych rzeczy absolutnie przypadkowa! ;))
    Zadowolony z siebie przez kilka dni miałem w pogotowiu wszystko co trzeba i zdenerwowany odliczałem godziny do najważniejszego wydarzenia w moim życiu. No i jest! Nad ranem usłyszałem magiczne „W. odeszły mi wody!”. Szczegóły techniczne wszystkiego co działo się po drodze dla doświadczonych nie są niczym zaskakującym, a tym, którzy jeszcze nie uczestniczyli w porodzie swojego dziecka żadne słowa tego nie opiszą więc pominę ten fragment. Generalnie działo się, ale koniec końców wszystko przebiegło bez zarzutu od strony duetu Żona/Córka. Ojciec natomiast, czyli ja we własnej osobie dał ciała na całej linii – wyciszony telefon miałem w kieszeni marynarki i niestety nie zablokowałem go przez co przypadkowo uruchomiła się znana gra wyścigowa i tak sobie zjadała w bardzo szybkim tempie baterie (w tym czasie byłem posiadaczem telefonu, którego producent zaczyna się na S, linia telefonów odwołuje się do jego rzekomych kosmicznych możliwości i oznaczona była cyferką 4 – nie słynął on nigdy ze zbyt wydajnej baterii). Kiedy już cud natury pojawił się na świecie przy aktywnym udziale Małżonki i personelu ojciec wyciąga telefon, żeby zrobić parę fotek i nakręcić film… No szlag by to jasny trafił! 14 procent baterii, a telefon Żony został w ferworze walki pominięty przy pakowaniu rzeczy w domu. No dobra, kilka szybkich fotek, krótki film z pierwszym płaczem (potem wielokrotnie mogłem go jeszcze doświadczać, ale ten pierwszy jednak cieszył bardziej…).
    Uffff telefon wytrzymał! Hurra! Po chwil spędzonej z Żoną czas obwieścić radosną nowinę dziadkom. Pierwszy telefon do mojej Mamy:
    – Dzień dobry babciu!
    – Żartuj…..
    Słyszę w słuchawce urwany krzyk radości mojej Mamy i spoglądam na ekran. Już wiem wszystko. Dobra, gdzie jest ta ładowarka! Jest! No to dajesz mądralo myślę, znajdź wolne gniazdko i po problemie. Niestety, analizując wszystko co będzie się w tym dniu działo nie przewidziałem, że na sali poporodowej nie będzie wolnego gniazdka! Żona chciała, żebym został przy niej, więc nie miałem jak reanimować telefonu, żeby dokończyć rozmowę. Dopiero po kilku godzinach udało mi się dorwać gniazdko, podłączyć telefon i poinformować dziadków, że już mogą się oficjalnie tak tytułować. Oczywiście przy każdej możliwej okazji jest mi to teraz przypominane, więc rada dla wszystkich przyszłych ojców – zabezpieczajcie się… telefonem z porządną baterią lub przynajmniej powerbankiem ;)

  • dks

    jestem w pubie, caly czas przed oczami przewija mi sie mega ladna dziewczyna :) w koncu po paru piwach postanowilem podejsc i poprosic o nr telefonu. Kiedy odblokowalem telefon i dalem go nieznajomej, ktora miala wprowadzic swoj numer wtedy wlasnie podczas wprowadzania telefon sie rozladowal… dziewczyna spojrzala na mnie swoimi duzymi oczami, oddala mi telefon i powiedziala „widocznie tak musialo byc” …

    • http://www.aprilapps.com Jacek Kwiecień

      Należy się przynajmniej nagroda pocieszenia :D

    • http://koongfoo.com Rex

      kur.. jaki pech!!

  • mirosław borubar

    Gdy dyskutowałem po raz kolejny wraz z Barackiem Obamą, Władkiem Putinem o Billem Gatesem nad porządkiem świata i co zrobić, żeby owieczki były grzeczne, Barack posprzeczał się z Władkiem, a że chłopaki są temperamentni to się poszturchali trochę i obrażeni odeszli od stołu rozmów. Pokręciliśmy z Billem głowami i jeszcze posiedzieliśmy sobie dwie godzinki naśmiewając się z ludzkiej niewiedzy i wiary we wszystko co przekazuje się im w mediach (o demokracji, o liberalizmie, o ciężkiej pracy itp. itd). No ale w końcu po paru kieliszkach wina też się rozstaliśmy. Na drugi dzień, patrząc, że Barack i Władek dalej strzelają focha, postanowiłem temu zaradzić. W końcu ważne sprawy same się nie omówią, a wiadomo, każdy ma swoje obowiązki i niedługo będzie trzeba się rozstać. Jako, że nie za bardzo była możliwość ku temu (i ochota ze strony zainteresowanych), żeby porozmawiać osobiście, sięgnąłem po swojego androida z aplikajcą Signal, którą zwykłem się kontaktować z przywódcami światowymi. No i robię takie podchody do Baracka, trochę zmyślam, że Władek nie chciał, że już mu przeszło i chciałby się pogodzić, ale wiadomo, duma i ten tego, duch Lenina, no ogólnie mówiąc nie pozwala. Gdy już udało mi się wstępnie dogadać z Barackiem, zacząłem pisać do Władka. Władek był trudniejszym interlokutorem, jednak starałem się i jego przekonać do rozejmu. Niestety, gdy w trakcie pisania do niego wiadomości o treści, że jak się nie pogodzi z Brackiem, to ten za 15 minut załatwi go bombą…. i po tej wiadomości padła mi bateria. Niestety Władymir nie mógł doczytać, że tą bombą miało być zniesienie części sankcji, które USA nałożyło na Rosję za zajęcie Krymu (bo to tak jak u nas w polityce, niby przeciwne obozy, ale każdy z każdym trzyma sztamę, no ale trzeba zachowywać pozory dla gawiedzi). A że Władek jest jak wiadomo porywczy (trochę jak Wałęsa) i nie czekając 15 minut rozkazał wystrzelić rakiety dalekiego zasięgu (na szczęście bez głowic jądrowych!) w kierunku baz Amerykańskich w Iraku i Afganistanie. I tak przez padniętą baterię nieomal doprowadziłem do III wojny światowej. Na szczęście w atakach zginęło niewielu żołnierzy USA, więcej „tubylców”, a po bombardowaniu już na szczeblu dyplomacji wszystko udało się odkręcić, a dla gawiedzi zostały w mediach wypuszczone paszkwile o problemach z rosyjskimi systemami naprowadzania i tym, że próbowali walnąć w siedziby ISIS.

    Buahahaha, dlaczego mam wrażenie, że pod każdym tego typu konkursem te „najlepsze” historie mają z rzeczywistością wspólnego tyle co moja?:)

    • Wojciech Pluta

      Widocznie masz życie usłane różami i nie zdarzają Ci się dziwne sytuacje. Pozazdrościć:)

    • Marek Kosiogród

      Ja nie wiem. Co to ma być ?? Przecież ta historia Jest Zmyślona. Jak on wygra, to będzie to największy błąd w życiu redakcji Antyweb

  • https://binglistens.uservoice.com/forums/283355-ideas/suggestions/12314931-full-supported-bing-in-poland krypru

    Mi osobiście nigdy nie zabrakło energii w telefonie w krytycznej sytuacji, ale to tylko dlatego, że zawsze pilnuję aby mieć słuchawkę naładowaną na maksa. A jeżeli wiem, że czeka mnie dłuższa podróż to niestety muszę włączyć funkcję oszczędzania energii i nie korzystać aż tak bardzo z telefonu. Ewentualnie pozostają gniazdka w publicznych przybytkach ;). Chociaż obecnie łapię się na tym, że swoją aktywność w głównej mierze przenoszę na smartfona i skłamałbym gdybym powiedział, że taki power bank mi się nie marzy.

  • Kuba

    Jak to z porodami bywa, przeważnie zaczynają się niespodziewanie…:-) Tak było i w tym przypadku, jako że był to pierwszy „nasz”poród, stresu było dużo,a w momencie kulminacyjnym zabrakło baterii w telefonie, by uwiecznić pierwsze chwile potomka… Na szczęście mój organizm zachował jeszcze resztki energii po tym przeżyciu i chwile zostały trwale zapisane w naszych pamięciach,a nie na karcie SD:)

  • Kamil

    Jechałem wczoraj (23.02) do Warszawy (jedną ze znanych linii autokarowych oferujących gniazdka w autokarze), sprawdzałem Facebooka, czytałem wiadomości z internetu, co jakiś czas sprawdzałem pozycje GPSem, w pewnym momencie telefon pokazał mi logo producenta i czarny ekran… (około godzinę przed dojazdem do Warszawy)
    No to ładujemy… – powiedziałem. Schylam się do gniazdka aby podłączyć ładowarkę i co… I nic. Ładowanie nie działało, po przejściu się do kierowcy powiedziałem że telefon mi padł i ładowanie nie działa. Kierowca przyjął to do wiadomości, ale mógł nic z tym zrobić i przeprosił za niedogodności.
    W ten sposób spędziłem 7 godzin bez telefonu. Bez zrobienia żadnego zdjęcia, ani sprawdzenia rozkładu.
    Wracałem tą samą linią wieczornym kursem, już innym autokarem i wszystko działało, telefon naładowany ale niesmak pozostał…

  • Rafał Przemysław Kur

    Każdego dnia pracy ,podczas słuchania muzyki 8h dziennie podczas zmiany telefon dead 😂

  • Przemysław

    Dziewczyna w nocy napisała, że jest sama w mieszkaniu znajomej. Po prawie godzinie drogi i słuchania ulubionych kawałków, znając tylko ulicę, będąc już niedaleko chciałem zadzwonić i zapytać o numer bloku oraz mieszkania. Patrzę w telefon, bateria padła. Chyba nic dodawać nie trzeba? Szukanie kogoś ze sprawnym telefonem po nocach…

  • Jarek

    To było dokładnie 3 lata temu… Byłem w lesie na grzybach. Robiłem zdjęcia grzybom i różnym dzikim zwierzętom.. Pogoda była piękna, bylo goraco. Niestety w euforii podczas podziwiania pięknej przyrody nie zauwazylem, ze poziom baterii w telefonie znacznie się skurczył. Szedłem dalej i dotarło do mnie, że się zgubiłem. Wyjąłem telefon.. Nie zdazylem wlaczyc GPS i telefon sie rozladowal. .. Chodzilem wiec po lesie, blakalem sie i szukalem ścieżek. . . Nagle w krzakach prawie wszedlem na watahę dzików. . Zaczalem sie powoli cofać ale ogromny dzik zaczal chrumkać i po chwili zaczal mnie gonić. Rzucilem grzyby i wyrwalem do ucieczki… Szybko uciekalem ale dzik mnie doganiam. Wtedy zobaczylem na swojej drodze drzewo, niewiele myśląc wskoczylem na nie z gracją orangutana… Dzik podbiegl do drzewa, pochrumkal cos do siebie i po kilkunastu minutach poszedł. Kiedy stres opadł dotarło do mnie, że teraz nie bede mogl zejść z drzewa. Motałem się prawie 2 godziny i w końcu zszedlem. Plus w tym taki, ze z drzewa zobaczylem ścieżkę do domu i wrocilem po calej przygodzie do domu.. Aha, po drodze zlapala mnie jeszcze burza. Wiec bylem mokry, zdenerwowany i glodny. To bylo najgorsze grzybobranie w moim życiu. A wszystko dzieki rozlasowanej baterii…

  • KacperDJI

    Historia miała miejsce pewnego późnego wieczoru, gdy po całkiem udanej zabawie w jednym z lokalnych klubów, nadszedł czas powrotu do domu. Ostatni łyczek, po kurtkę do szatni i na autobus – standard. Tuż po wyjściu, lekko upojony, sięgam po telefon. Szybki rzut oka na baterię, kiepsko, ale nie tragicznie, 10%. Było bardzo zimno. Na autobus rzecz jasna nie zdążyłem, bo kierowca postanowił skrócić kurs. To co? Na taksówkę. Sięgam wzrokiem, kilka nieopadal stoi, czekając na takich jak ja, łatwy zarobek. Ale nocować tutaj nie zamierzam. Po krótkich negocjacjach, kierowca zgadza się podwieźć mnie do granicy miasta (mieszkam na wsi). Stamtąd, myślę, zadzwonię bo znajomego. Ma u mnie dług za tamtą przeprowadzkę, będzie dobrze. Wysiadam, zadowolony z planu, wyciągam telefon, czarny ekran. Myślę, co to za tapetę ustawiłem? Gdzie wiedźmin? Mimo stanu ograniczonej percepcji orientuję się, że coś jest nie w porządku. Tak, rozładowany. Już po mnie…
    Głowa do śniegu, back from dead, myślimy. W sumie to niedaleko, można się przejść. Przypominam sobie, czytałem kiedyś artykuł na temat baterii, no jasne. Niska temperatura, niska pojemność! Co tam jeszcze mówili? Rozgrzej, zyskasz kilka procent. Tylko jak? Toż to mróz, ziąb i zawierucha. Nagle, jak piorun, poraża mnie myśl: to nie ta okolica! Gdzie on mnie zawiózł, ten szofer jeden? Bez telefonu nic nie zrobię, a nawigacji z gwiazd uczyłem się z seriali. To nocka pod sklepem, już zresztą zamkniętym. Brawo ja!
    Morał więc płynie z tej historii prosty, baterii stan zawsze winien być mocny! ^^,

  • Grabowski Jakub

    Szczerze mówiąc rzadko się zdarza aby telefon padł na amen, mam Xperie to może dlatego. Najgorsze sytuacje to jak pada na wakacjach jak chcesz zamówić taxi lub dowóz piwa :P

  • mkp

    Jako osoba raczej pilnująca stanu baterii w telefonie (i nie tylko w nim), byłem pod wielkim wrażeniem jak i zdziwieniem, że sprawcą nieoczekiwanego, dziwnego i poniekąd zabawnego rozładowania tego urządzenia może być mój własny brzuch. Nie wiem czy drogą ewolucji, czy może nabycia wyższego stopnia inteligencji od właściciela, mój przyjaciel brzuch nabył zdolności, jakże dzisiaj pospolitej, uruchamiania aparatu i cykania fotekfotek z fleszem. Wystarczyło by telefon znalazł się w kieszeni bluzy, którą mam na sobie, a pod koniec dnia mogę być prawie pewien, że w galerii znajdę co najmniej kilka zdjęć.
    Pewnego razu, po powrocie z pracy wyciągami telefon, będąc pewny posiadania przynajmniej 50% naładowanej baterii, a tu zaskoczenie, telefon milczy, nie reaguje. Podłączam do ładowarki, włączam słuchawkę (z „gulą” na szyji, bo telefon stary nie jest, a tu już coś nie tak z baterią). Pośpiesznie rzucam się do ustawień, by sprawdzić co się stało i odkrywam, że w galerii leży sobie kilkadziesiąt, jak nie więcej, zdjęć wnętrza kieszeni. Myślę jakim cudem, przecież nawet ręka tam nie lądowała… dochodzenie jednak rozwiązało tajemnicę, w pracy wiele razy się schylałem, a że tel. ma na stałe przypisane, aby aparat uruchamiać przez przytrzymanie guzika głośności i wykonywać zdjęcia przy kolejnym jego wciśnięciu, wniosek nasunął się sam, bandzioch w profesji fotografa swych sił chciał spróbować. Od tamtej pory już nie wkładam telefonu do kieszeni bluz, przynajmniej gdy jestem w pracy.

  • Waldi222

    Wydarzyło się na trasie wyścigu rowerowego w Krokowej. Mimo, że zapuściłem się i waga wzrosła niebezpiecznie zapisałem się na ten wyścig, ponieważ jeżdżę ma crossach i góralach od lat. Żona spojrzała i skomentowała pomysł krótko: tylko weź komórkę, żeby Cię można było ratować. Na to ja spojrzałem z politowaniem i odrzekłem buńczucznie: wezmę, skoro tak się o mnie boisz. Wystartowaliśmy w niemożliwym upale, ale w doskonałych nastrojach. Moją kolarską koszulkę wypinały fałdki pewnej tkanki łącznej, samozadowolenie i komórkowy telefon (dobry, wodoszczelny, który niejedno przetrwał). Już pierwsza pętla była koszmarna, zaliczyłem upadek, w którym bidon pękł jak mały granat, a telefon ocalał tylko jakimś cudem. Co prawda pozbierałem, ale postanowiłem chronić cenną elektronikę, w tym wyścigu he he „potencjalnie ratunkową”. Przełożyłem telefon do saszetki przy kierownicy i wolniutko popedałowałem dalej. Na drugiej pętli w odległości 2 km od najbliższego sędziego, na stromym zjeździe zaczęły łapać mnie skurcze. Takich, jak jeżdżę jeszcze nie miałem – nici nie tylko z jazdy, ale nawet z chodzenia. Mijającym mnie cyklistom dziękowałem z chęć pomocy. W końcu skurcze ustąpią, a w razie czego jest jeszcze smartfon ratunkowy. Skurcze nie chciały jednak ustąpić, nawet nie mogłem siedzieć. Trudno myślę sobie, przełknij dumę i dzwoń po pomoc. Wyciągam fona, a on padł. Znaczy padła bateria, bo… zapomniałem podładować przed wyjazdem. Okazało się jednak, że mój dzielny telefon jest naprawdę smart – wiedział kiedy się rozładować. Dosłownie minutę później przede mną zatrzymał się ostatni uczestnik wyścigu, były kolarz zawodowy zbierający takie trupy jak ja. Wspomógł preparatem magnezowym, witaminą, zimną wodą i filozoficznym spokojem. Dzięki niemu dojechałem do mety (jako trzeci od końca). To był ten jeden raz w życiu, kiedy rozładowana bateria w telefonie bardzo mi pomogła. Na koniec – żonie o rozładowanym telefonie nie powiedziałem, bo dzisiaj musiałbym zabierać w trasę ze trzy urządzenia plus powerbank.

  • Pierzankowski Jakub

    Gdy robiłem sobie selfie ze Stevenem Spilbergiem :(

  • BBcommunity

    Jechałem samochodem i zatrzymała mnie policja (bo jechałem trochę za szybko :) ). Policjant mówi, że „prawo jazdy poproszę” sięgam do kieszeni a tu zonk niestety brak dokumentów. Chcę zadzwonić do żony aby drugim samochodem podwiozła a tu drugi zonk bateria rozładowana (brak energii ;( ) Mandacik za prędkość i gratisowy za dokumenty ;

  • Adrian G.

    Zabrakło mi energii w telefonie, jak nowy pracodawca do mnie dzwonił aby zaprosić mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Niestety praca przeszła koło nosa.

  • Krzysztof Jankowski

    Wracając znad jeziora po 2 dniowym wypadzie. Telefon ładowany rano, wracając wieczorem na nawigacji bez ładowania, samochód się rozkracza w połowie drogi i brak możliwości zadzwonienia po pomoc.

  • aha

    OFFTOP
    „Zwycięzcó wybierze Redakcja Antyweb. Jeśli chodzi o kryteria, to liczy się przede wszystkim historia i sposób jej opowiedzenia”
    Ja dziekuje za takich Zwyciezco :-) …

    hmm
    Pewnie wygra zmyslona historia 0.o

    Ale co mi tam :-)

    Powodzenia – oby tylko na alledrogo nie wyladowal po tygodniu…

  • http://sites.google.com/site/tamsuicm11/home Lozohcum

    Historia była taka, że jechałem autem do znajomy w Bieszczady. Ich wioska leży na odludziu i żeby się dam dostać trzeba parę dobrych kilometrów jechać drogą przez dzikie lasy. Ode mnie do nich jedzie się ok 5-6 godzin więc jak się zbliżałem była już noc i bardzo ciemno. W lesie wiadomo jeszcze ciemniej, żadnych lamp z miast itd. Jak na złość auto padło kilka kilometrów przed wioską. Okej myślę „zadzwonię do kolegi i przyjedzie po mnie z wioski”. Jakaż była moja frustracja gdy wyjąłem telefon z plecaka i okazało się, że jest rozładowany! =D Spędziłem noc w lesie, w aucie było zimno. Na drugi dzień poszedłem pieszo do wioski a potem wróciliśmy się po auto. Tak więc dobrze jest mieć jednak telefon z mocną baterią a nie te jedno-dniowe smartfony ;)

  • Marcin

    podczas przejazdu autobusem komunikacji miejskiej w moim miescie, gdzies w Grudniu na poczatku w sumie, mianowicie musialem podjechac kilkanascie przystankow.. bilety kupuje przez telefon aplkacje w sumie, oczywiscie bilet zakupilem, 3% baterii i nagle przychodzi kontroler, prosze bilet.. to mowie: panie teleffon mi padl co teraz? zakupilem przez aplkacje (podaje mu nazwe), sytuacja skonczyla sie dosc pokojowo, otrzymalem mandat ale na drugi dzien byl juz anulowany, poszedlem do biura komunikacji wyjasniajac wszystko, pokazujac historie zakupow, nie musialem nawet placic oplaty manipulacyjnej w wysokosci 10zl :)

  • Michał Spolnik

    Pewnego letniego poranka zdecydowałem wybrać się na solidny trening rowerowy w góry. Jako że mieszam w kotlinie, blisko gór, nie miałem daleko. Po półtoragodzinnym treningu usłyszałem charakterystyczny świst uciekającego powietrza z tylnej opony. Niestety, zapomniałem wziąć ze sobą zapasu. Sięgnąłem za tylną kieszeń i wyciągnąłem telefon. Ku mojemu zdziwieniu był wyłączony, i nie mogłem go włączyć. Od razu przypomniało mi się, że miałem włączoną aplikację GPS, która pobiera sporo prądu z baterii. Zniechęcony i mocno podirytowany postanowiłem iść w kierunku najbliższej cywilizacji, czyli około 10 km. Po około godzinie szybkiego marszu spotkałem dziewczynę. Przyjechała w góry na backpackerski weekend. Podążaliśmy w tą samą stronę więc towarzyszyliśmy sobie na wzajem. Okazała się byś bardzo miłą dziewczyną. Gdy doszliśmy do miejsca rozstania naszych dróg podałem jej swój numer telefonu i się pożegnaliśmy. Wchodząc do domu pobiegłem do pokoju podłączyć telefon do ładowania. Gdy to zrobiłem, zobaczyłem sms’a od mojej towarzyszki. Umówiliśmy się następnego dnia i obecnie jest moją dziewczyną. Zapewne gdyby nie rozładowana bateria w telefonie, nie poznał bym tej wyjątkowej dziewczyny.

    • Mateusz Duc

      Pewnego dnia wybrałem się do galeri katowickiej na drobne zakupy, a jako, że jestem osobą niewidomą to telefon wykorzystuje w 100%: rozpoznawanie przedmiotów zapomocą wykonywania zdjęć, piesza nawigacja, płatności zbliżeniowe itp. a zatem naładowana bateria to podstawa, staram się o to zreguły dbać. Zakupy zrobione w 70%, a tu nagle program odczytu informuje o padnięciu baterii. Co tu robić hmm? Człowiek zaczął przemieszczać się przedsiebie w celu znalezienia jakiejś pomocnej istoty, aż tu nagle przypadkiem wpadłem na całkiem fajną dziewczynę, która postanowiła mi pomóc. Hurra cel osiągnięty. Zakupy zrobione, no to trzeba by jakoś dotrzeć na akademik, tak sobie myślę zapytam ją jak dojść na autobus no i potem jakoś się poradzi. Dostałem mniej więcej wyczerpującą odpowiedź, lecz po wyjściu z galerii niestety człowiek trochę pobłądził i już zaczął myśleć nad planem awaryjnym, aż tu znikąd słyszę znajomy głos, okazało się, że to dobra znajoma z akademików. Szczęśliwy zapytałem ją czy wraca na teren akademicki, a ona potwierdziła i mnie zgarnęła swoim samochodem. Następnym razem kilka razy sprawdzę czy bateria napewno jest pełna oraz zapewnę zabiore ze sobą jakiś powerbank.
      Pozdrawiam

  • mikez88

    Wczoraj w pracy rozładował mi się telefon. Śmiechom nie było końca.

    • Karolina P.

      Wygrałeś :D To jedyna odpowiedź, która rozbawiła mnie do łez. I piszę to całkiem serio! :)

  • Jacek Strzelczyk

    Wieś, gdzie psa jeszcze nie odkryto. Plan zdjęciowy. Telefon naładowany przez nockę, bo nigdy nie wiesz czy nie będzie dziwnej „sytuacji” za dnia. Zbliża się koniec zdjęć (godziny wieczorne). Przeogromny ból brzucha typu: „wiadomo co się święci” i nie będzie to prosty temat :) Na horyzoncie w oddali – wygódka. Bieg, ba, galop przez płotek. Tak! Już jestem, już siedzę. Jest ulga! Jest dobrze!!! ALE! Chcę wykonać telefon do kogokolwiek znajomego z ekipy z prośbą o … papier toaletowy – tak, tak banalna sprawa, człowiek z miasta nie przywyknął do wygódek bez papieru (?!). ;) Bateria miga, „podłącz ładowarkę”. Jeden nie odbiera. Dzwonię do drugiego. Zajęte. TYRYRY – telefon się wyłączył (znacie ten dźwięk). Cóż za zaskoczenie, że mimo ładowania całą noc, telefon akurat TERAZ postanowił sobie wypocząć – gościu ma poczucie humoru. :) O ironio. Załamany, spędziłem konkretny czas w tym jakże „uroczym” miejscu. Całe szczęście, że koledzy przypadkowo byli w pobliżu (mieli łatwiejsze zadanie do wykonania na łące, nieopodal wygódki) i usłyszeli jak wołam. Taka sytuacja, ludzka rzecz, ale zawsze jakaś trauma. Od tamtej pory (choć niechętnie) noszę mało wygodny powerbank w kieszeni, bo nigdy nic nie wiadomo! True story, mam świadków (niestety;)). Dziękuję za uwagę. ;-)

  • to_pestka

    Tokio. Technologiczne epicentrum wszechświata. Miejsce, gdzie nawet zwykła toaleta to mały robocik a plan miasta przypomina płytę główną. W powietrzu aż huczy od automatyzacji wszystkiego co możliwe a rytm życia przeciętnego Japończyka wyznaczają kolejne premiery elektronicznych gadżetów. Jednocześnie miasto, gdzie większość ulic nie posiada nazw i numerów. Ulice po prostu sobie są. A hotel się sam nie znajdzie. Ląduję i jeszcze z lotniskowego wifi ładuję googlowską mapę.
    Brniemy do centrum. Po kilku przesiadkach robi się późno. „Wytrzymasz, dajesz stary” dopinguję w myślach ale już wiem, że to będzie prawdziwy wyścig z czasem. A właściwie z energią.
    Ikona baterii z charakterystycznym serduszkiem góruje frywolnie u góry ekranu a ja blednę. „Wodzu, prowadź” cicho sobie marzę ;) Jedna, dwie, trzy przecznice, battery critically low, czwarta, piąta, 700m do celu, niby niewiele jak na nasze warunki.
    Ciao, a właściwie „goodbye” – tak zwykł mnie żegnać i właśnie teraz to zrobił. Resztę wieczoru spędziłam na błądzeniu od ulicy do ulicy w poszukiwaniu mojej kapsuły do spania. Po drodze udało się zobaczyć kila ciekawych miejsc, na które nigdy bym pewnie nie trafiła. Typowa „zemsta Tajwańczyka”, trzeba było nie HTC a Sony brać ze sobą na ten wyjazd. Pewnie by wytrzymał ;)

  • nutshell

    Pewnego dnia miałam egzamin z pewnego bardzo trudnego przedmiotu. Kiedy otworzyłam test, przeraziłam się zobaczywszy, iż liczba pytań, na które musiałam udzielić odpowiedzi, wynosiła aż 70. Jak wiadomo, każdy dobry student, przygotowany jest na wszelkie możliwe ewentualności i wie, co zrobić, aby przeżyć. Przemyciwszy telefon w kieszeni, spisywałam sobie w najlepsze odpowiedzi z internetu. Po 42 pytaniach, mój smartfon, wyczerpał całą swoją energię i wyłączył się… Całe szczęście, że 42 pytania są wystarczające na zaliczenie :)

  • Krzysiek23

    Alkohol i telefon. Więcej alkoholu, brutalna szczerość i telefon — recepta na problem. W pewnym momencie niegdysiejszej libacji stwierdziłem, że mój związek nie ma sensu i nie zastanawiając się długo wybrałem numer ówczesnej dziewczyny gotów zamknąć ten rozdział. Los chciał, że na tym się skończyło, bo bez prądu zdecydowanie dzwonić się nie da.

    Problemy okazały się wyolbrzymione, a ówczesna dziewczyna jest nadal moją dziewczyną. Nie czytuje „nudnych męskich blogów”, więc raczej nie obawiam się, że to wyjdzie na jaw. Ale jakbyście wpadli na skądinąd dziwny pomysł mi coś wysyłać, uprzedźcie.

  • Janek D

    Wróciłem pociągiem z obozu żeglarskiego i jak to po wyjazdach bywa przez czas dłuższy wszyscy żegnali się na dworcu. Pojawiali się kolejni rodzice, taksówki , drugie połówki i inni przewoźnicy. Nie denerwowałem się z początku – o szóstej rano w sobotę każdy może się spóźnić. Jednak po nie całej godzinie, gdy zostałem sam zacząłem się niepokoić. Wyciągam telefon z kieszeni – a niech to szlag, 1 % baterii , nie wiadomo na ile starczy. Już przy moim uchu rozlegają się pierwsze sygnały – gdy komórka zawibrowała i „umarła”. No to teraz jestem ustawiony. Nie dość że jestem na drugim końcu miasta w części której w ogóle nie znam to jeszcze nie mam żadnego kontaktu ze światem – a na dworcu żywej duszy. Poczekałem jeszcze pół godziny z rosnącym niepokojem. Nic. Na ulice zaczęli wychodzić pierwsi ludzie ale wszyscy się śpieszyli i nikt mi nie użyczył słuchawki żeby się skontaktować z rodziną. Ruszyłem więc przed siebie aż znalazłem przystanek autobusowy. I tu pojawił się kolejny problem. Jako szczęśliwy podróżnik nie potrzebowałem karty miejskiej a jakimś trafem wszystkie pieniądze mnie opuściły na wyjeździe. Skończyło się na uciekaniu przed kontrolerem biletów i godzinnym marszem do domu, gdzie okazało się że wszyscy jeszcze śpią i przecież miałem wrócić jutro. Od tego czasu zawsze zostawiam sobie 15 procent na czarną godzinę i niestety wyjątkowo szybko ten stan osiągam.

  • Justyna Romanowska

    Koleżanka na studiach miała bardzo ważny egzamin. Zależało od niego jej być albo nie być. Wpadła więc na genialny pomysł. W uchu miała zamontowaną słuchawkę, przez którą dyktowałam jej odpowiedzi. Gdy już miałam zaczynać telefon odmówił posłuszeństwa. Ładowarki pod ręką brak. Jak łatwo się domyślić koleżanka oblała ten egzamin, a ja musiałam się gęsto tłumaczyć.Do dziś nie wiem czy mi uwierzyła, bo nasze kontakty po zaistniałym incydencie znacznie się osłabiły.

  • Smuqpy

    Może historia nie do końca na temat ale – miałem kiedyś Nokię e7 – uwielbiałem ten sprzęt, choćby ze względu na klawiaturę – niestety jak się później przekonałem model ten miał ogromną wadę – port do ładowarki był bardzo awaryjny. Zdarzało się, że w niektórych egzemplarzach padał port micro USB przez co telefon nie był ładowany. Wieczór przed dość ważnym egzaminem na moich studiach, mimo, że telefon pokazywał 40% baterii, podłączyłem go pod ładowarkę i spokojnie zasnąłem – licho jednak nie śpi i jakieś krasnoludki, akurat tej nocy, popsuły mi port USB przez co rano telefon nie dość, że był kompletnie rozładowany to jeszcze nie obudził mnie dostatecznie wcześnie. Na egzamin co prawda zdążyłem ale tego samego dnia byłem zmuszony kupić nowy telefon i był to najtańszy jaki znalazłem w markecie – samsung za marne 50 zł, którego bateria bez trudu wytrzymywała tydzień i nie musiałem się martwić, że padnie przez noc przy 15% ;)

  • Zdzisław Dyrman

    8 października ubiegłego roku, ponury, wczesnojesienny wieczór, w TV od 20.45 mecz Szkocja-Polska jakże ważny dla naszych kopaczy. Ja niestety od 20.00 w pracy. Dorabiam jako stróż nocny na placu budowy oddalonym od cywilizacji o co najmniej 1,5 km. W pakamerze tylko czajnik elektryczny i farelka, telewizora brak, o Wi-Fi można pomarzyć. Moja dusza kibica wyje jak skopany pies. Wyciągam smartfon i całe szczęście…jest zasięg! Tylko dwie kreski, ale H+ więc jest dobrze. Odpalam relację tekstową na żywo w aplikacji Sport.pl i wtedy doznaję olśnienia, że przecież mogę obejrzeć mecz w w aplikacji Videostar która legalnie udostępnia streaming kilku polskich kanałów TV. Pal licho, że może mi to pochłonąć resztę pakietu internetowego, dokupi się nowy, najważniejszy jest mecz. Odpalam apkę, włączam Polsat, ciągnie! Może nie w HD ale jakość całkiem przyzwoita. 3 min, Lewandowski i wygrywamy! Potem niestety Szkoci strzelają dwie bramki, ale nasi ciągle atakują chcąc uratować remis. Ok 70 min meczu wyskakuje mi komunikat o niskim stanie naładowania baterii, ale oczywiście ignoruję go bo wierzę, że bateria pociągnie jeszcze te 20 min, a poza tym w torbie przecież mam ładowarkę. I wtedy nadchodzi ta słynna 94 min. Grosik dośrodkowuje z rzutu wolnego, piłka odbija się od tłumu piłkarzy i sunie wzdłuż szkockiej bramki. Pędzi do niej Lewy i…pada bateria! Wnerwiony otwieram torbę i widzę, że jednak zapomniałem ładowarki! Przede mną jeszcze ponad 8h dyżuru, wokół ani żywej duszy, a telefon martwy…Tragedia!
    Dopiero rano po powrocie do domu dowiedziałem się, że Lewy jednak zdążył do tej piłki i wpakował ją do bramki, ale to była jedna z najdłuższych i najbardziej niespokojnych nocy w moim życiu. Na drugi dzień oczywiście zakupiłem drugą ładowarkę którą zawsze noszę przy sobie w razie „jakbyco” żeby uniknąć podobnych historii.

  • http://www.tarnaski.pl/ Mariusz Tarnaski

    1 marca tamtego roku urodził się mój syn. W moje urodziny :) Byłem przy porodzie, widziałem jak przychodzi na świat, odcinałem pępowinę. Taki prezent dostałem od żony ;) Cudowne chwile.

    Upewniłem się, że żonie niczego nie brakuje i musiałem opuścić szpital z racji godzin nocnych. Dopiero pod drzwiami naszego mieszkania zorientowałem się, że klucze zostały z nią… 4 w nocy, telefon właśnie się wyłącza (w dzień narodzin syna trudno było o nim pamiętać), do szpitala nie wiadomo czy mnie wpuszczą a do rodziny u której mógłbym przenocować mam ponad 100km drogi. Ale nic to! Przecież mam blisko do firmy, tam jest kanapa, nie będzie tak źle.

    Kod do alarmu w firmie wbijam codziennie rano i często też ostatni wychodzę więc powtarzam cały proceder wieczorem. I tak przez ostatnie kilka lat. Ale nie tym razem ;) Teraz, akurat teraz (!!) musiałem go zapomnieć… Tak więc jest ta 4 w nocy, syrena wyje a ja staram się tłumaczyć panom z ochrony kim jestem i co tu robię. Możecie sobie wyobrazić ich wymalowany na twarzach entuzjazm z powodu tej nocnej akcji. Na szczęście miałem asa w rękawie. Przecież właśnie przyszedł na świat mój syn! W moje urodziny! Pochwaliłem się i na moje szczęście, wąsaty dryblas z ochrony okazał się ojcem szóstki dzieci. Od razu my tatowie znaleźliśmy wspólny język. Skończyło się na tym, że zadzwoniłem do żony z jego telefonu i pielęgniarka zniosła klucze. Wąsacz chciał mnie nawet podwozić do szpitala. Widujemy się teraz raz na jakiś czas, zawsze mnie zaczepia i wypytuje o synka.

    Za kilka dni razem z synem będziemy obchodzić urodziny. Biorąc pod uwagę powyższe, bardzo przydałby mi się telefon z dużą baterią bo planujemy z żoną następne dziecko :)

  • ewa

    Umówiłam się raz przez Internet. Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy – vide Kajetan Poznański – nie był to najlepszy pomysł. Chciałam stracić głowę, choć może nie do końca tak… W każdym razie… Miało być romantycznie. Więc (co sobie będę żałować) – umówiłam się w Paryżu. Niech błogosławione będą Erasmusy pozwalające mieszkać dziewczynom w takich miejscach :)
    Ale, ale – będzie filmowo, nie będzie – exceuse-moi -porno. Umówiłam się, on miał rano przylecieć, wieczorem odlecieć. A potem przewidywałam albo dramat (OMG! Na zdjęciu wyglądałeś ZU-PEŁ-NIE inaczej!), albo komedię romantyczną (koniecznie z „i żyli długo i szczęśliwie” :).
    Umówiłam się z nim (element historyczny, w końcu to tam studiowałam) pod Łukiem Triumfalnym. Dokładnie tak. Pod.
    Z facetem, co do którego podejrzewam, jak wyglądał, ale wiecie – Internet generalnie kłamie, fotoszop kłamie, a ja nie mam pamięci do twarzy. Do numerów też zresztą nie. No i oczywiście na trasie Paryż – Paryż (czytaj Sevres – Centre) mój telefon umarł. Efekt pieprzenia głupot z przyjaciółkami na fb. Żarcików w stylu: jakby co, zadzwoń (sic!)…

    Jakby co.
    Jakby co to trzeba go było znaleźć. Za diabła nie pamiętałam nru, wygląd – mniej więcej. Ale raczej mniej. Powrót, podładowanie – przynajmniej trzy godziny w plecy (a widzieć się mieliśmy osiem). Znalezienie go zajęło mi przeszło godzinę. Kręciłam się na tym rondzie-gigant jak ciężarówka w filmie drogi. A on? Czekał. W sumie głupi, bo ja bym poszła w diabły i już bym ten Paryż oglądała. Poznałam po kurtce, bo jednak na wrzeszczenie na pół Paryża: Kaaaaaaaaaaaacpeeeeeeeeeeeeeeer zabrakło mi odwagi (nigdy nie byłam zwolenniczką horrorów)… .
    Co z tego wyszło? Było miło. Z happy endem: czytaj, ja odeszłam/on odleciał z ulgą :)

  • MłodyDanielek :D

    heh zabawna historia ponieważ pewnego razu na wycieczce z rodzinką a dokładnie na spływie kajakowym na pięknej Suwalszczyźnie nie zauważyłem że mój telefon jest już w krytycznej sytuacji i wskutek tego wpadłem na pomysł wyścigu do końca trasy kajakowej aby móc naładować telefon ( czekałem na ważny telefon ) a co było najśmieszniejsze że przez cały ten wyścig wywrócił sie jeden z kajaków i mieliśmy też akcje ratunkową :D na szczęście nic sie nie stało a śmiechu było co nie miara na szczęście zdąrzyłem naładować telefon przed otrzymaniem ważnego telefonu.
    PS : to chyba była za razem najszybsza najśmieszniejsza i najlepsza wyprawa jaką na razie przeżyłem :D

  • Miłosz Orczykowski

    Witam serdecznie,

    Ja może nie zabawna ale też nie tragiczną sytuację miałem zeszłego roku a dokładnie 27.10.2016, dzień jak co dzień zaczyna się o 5:00 szybka kawa i śniadanko. Moja ukochana w łóżku ze wspólnym skarbem jeszcze w brzuszku powoli się wybudza. Wszystko rozpoczyna się normalnie godzina 5:45 szykuje się do wyjścia do pracy: torba, drugie śniadanie, portfel, telefon… i ten przerażający dźwięk 5% bateria rozładowana, no niby tragedii wielkiej nie ma każdy „Smartfonowiec” wie ze bez ładowarki w samochodzie i w pracy nie przeżyje całego dnia. 6:00 zadowolony bo telefon zdążył się podładować o kilka procent, szefo od razu zasypuje telefonami i pytaniami: ” Czy maszyna ruszyła? Co ze bieżącymi pracami? Kiedy kończymy?. Nic mi więcej nie został jak zakasać rękawy i do roboty… Nagle dostaje telefon od ukochanej ” Zaczyna się!!! Wra….” Telefon padł… Burza myśli w głowie „Czy już rodzi? Czy jedzie do szpitala czy może jest już w szpitalu.” Nie tracą czasu ostro grzeje do domu w końcu rodzi mi się córka:) O 10 dojechałem do domu nikogo nie ma. Szlak jadę do szpitala telefon uruchomiłem dzwonie ale Ukochana ” Abonent czasowo nie dostępny”, może teściowa? ale nie odbiera, po 15 min wbiegam do szpitala, na izbę przyjęć zdyszany z krzykiem: „Moja ukochana rodzi gdzie jest?” Panie ze szpitala patrzą na mnie jak na kretyna, mówiąc „3 piętro”
    No to dalej biegnę szukam…szukam… Widzę idzie Lekarz pytam Taki i taka Pani gdzie znajdę, odpowiada „Sala nr 6” ekstra myślę szczęśliwy idę z myślą jest Ojcem życie się zmieni… otwieram drzwi nikogo nie widzę kilka toreb nic więcej, hmm coś tu nie gra wchodzę dalej powoli widzę leży moja ukochana cieszy się i się śmieje mówiąc: „Kochanie fałszywy alarm miałam dzwonić ale telefon mi padł a mama swojego zapomniała z domu”. Na początku było zabawnie… dopiero kiedy szefo za dzwnił i zapytał się: „Gdzie ty (jakaś łacina) jesteś termin prac do dziś był a Ciebie nie ma” no to nic innego mi nie został jak praca po godzinach by wszystko po kończyć:) Taka moja historia z happy end-em bo 28.10.2016 o 11:18 urodziła mi się Julka moja śliczna córeczka :D

    Pozdrawiam
    Miłosz O.

  • Piotr

    Środek lata. Wieczór. Następnego dnia zapowiadała się prze cudna pogoda. Tak więc smartfon pod ładowarkę i ładowanie całą noc. Dzwoni budzik 5:00, pokrzepiony obmyślanym planem dzień wcześniej wstaję bez problemu. Szybkie śniadanko, sprawdzenie czy niczego nie zapomniałem: torba ze sprzętem jest, jedzenie, woda są, zaplanowane kesze pobrane – jestem gotowy :) Wsiadam na rower, odpalam nawigację – ruszam. Podróżuję po górkach, dolinach, przez lasy i rzeczki. Zdobywam kolejne kesze jak zakładał plan. Pogoda wyśmienita plan zostanie wykonany w 100%. Nadeszła godzina 17:00 pogoda się zepsuła. Jakieś wiatry się zerwały i burzę przywiały. Człowiek już nie o takich siłach jak z rana, a tu ulewa nadciąga. Do domu daleko, ja po środku lasu. Nic innego nie pozostało jak dzwonić po kogoś kto mnie ściągnie. I właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że zapomniałem powerbanku… Patrzę na smartfon, a tu 5% baterii. No tak myślę, cały dzień na gps i danych komórkowych robi swoje, ale jest nadzieja na krótkie połączenie. Dzwonię. Pierwszy raz nikt nie odbiera, drugi nikt nie odbiera, trzeci – telefon padł. Nie znając drogi w ulewie powrót do domu była bardzo utrudniony. Plan zakładał powrót o godz. 20. Ostatecznie w domu zlądowałem po godzinie 22. Przemoknięty do suchej nitki, wykończony (po nadrobionych kilometrach), no i z rozładowanym smartfonem. Tak właśnie wyglądała moja przygoda z rozładowaną baterią.

  • Krzysztof Kazimierz Kaglik

    Jadąc na wycieczke autokarową, zabrakło energii juz po ok 3 godz, wiadomo gra sie w gry, przegląda str internetowe. Trzeba bylo na małej przerwie, korzystając z uprzejmosci pani w WC doładowac tel, chociazby aby innych poinformowac ze dodzwonią, sie do mnie za pare godzin. Pani byla miła, nie wzieła dodatkowych pieniedzy, tylko za skorzystanie z WC :)

  • http://androidnow.pl/ Jakub Kociszewski

    W dzień przed wigilią byłem umówiony z dziewczyną, że spotkamy się jutro o umówionej godzinie, rano, około 7:00, by w parku, wśród mroku i śniegu, wręczyć sobie prezenty. Zaaferowany przygotowaniami do świąt, zapomniałem jednak podłączyć mojego starego jak Kruszwica iPhone’a 4 do ładowarki na noc. Okazało się to katastrofalnym w skutkach, błędem Jak nietrudno się domyślić, poskutkowało to tym, że budzik nie zadzwonił, iPhone się rozładował, a dziewczyna łaziła pół godziny wśród śniegu i mrozu, czekając na mnie. Zjawiłem się w końcu, przepraszając i czując się strasznie głupio. Potem starałem się wynagrodzić jej za doznane cierpienia :)

  • NoStr

    Niedawno zacząłem się rozglądać za nowym urządzeniem. Windows Phone przestał mi wystarczać, Lumia 925 się znudziła a testowy WIN10 jakoś mnie nie zachwycił. Na pytanie mojej dziewczyny przez telefon co robię odpowiedziałem zgodnie z prawdą: ,,kochanie a tak przeglądałem oferty, urządzenia, no wiesz takie tam :)” I się zaczęło, że znowu te moje gadżety, i mógłbym finanse spożytkować na jakieś inne cele :P Sprawa odłożona na kilka dni. Po jakimś czasie w pracy zadzwoniła do mnie miła Pani z ofertą i promocją przygotowaną tylko dla mnie. Niestety nie byłem zainteresowany. Po 2 godzinach telefon okazał się martwy. Nieżywy. Dodam, że miał ponad 70% baterii jeszcze 2 godziny wcześniej. Próby zresetowania, podładowania spełzły na niczym. Pierwsza myśl jaka mi przemknęła przez głowę to: ,,może wcale nie będzie tak źle”. A zaraz potem: ,,no przecież ona mi nie uwierzy, że telefon zepsuł się sam z siebie!!! :D” Suszenie głowy, dziwne podejrzenia, pewnie nie jeden to zna. Wizyta w serwisie, wymiana baterii. Telefon działa prawie jak nowy. Prawie bo nadal musi zostać podłączony do ładowarki co wieczór. I nadal tak po cichu i w tajemnicy się rozglądam za czymś innym. Teraz tylko już po suszeniu głowy mam nauczkę i dwa razy się zastanowię zanim wspomnę coś o nowym urządzeniu. Bo często potem pojawia się niezapowiedziana awaria :)

  • Przemysław Peniuk

    Razem z kumplami wybraliśmy się w zeszłe wakacje na spływ kajakowy rzeką Pilicą. Dla bezpieczeństwa włożyłem telefon w prezerwatywę i starannie zawiązałem coby wody przy wywrotce nie załapała. Po żeglarsku również zabraliśmy różne trunki w podróż.
    Pogoda rozpieszczała, było gorąco od dłuższego czasu dlatego poziom wody był niski i w wielu miejscach pojawiały się mielizny na kilka cm, więc co chwila trzeba było wychodzić z kajaka i go przepychać na głębszą wodę. Trasa była planowana na około 4-6h Jednak przez te wychodzenie z kajaka i przystanki aby uzupełnić płyny zleciało nam o wiele dłużej. W końcu zmęczeni dotarliśmy na miejsce docelowe, jako organizator biorę komórkę aby dzwonić po transport, a tu klops nie włącza się, tylko ja miałem numer do gościa który miał nas odebrać… Po 5’ciu minutach i wyciągnięciu kajaków z wody na brzeg stał się cud: na drodze tam gdzie usiedliśmy widzimy auto z naszym kierowcą. Okazało się, że właśnie odebrał innych ludzi ze spływu i akurat tą drogą jechał ich odwieźć.

  • Billy Bobruś

    Co jak co ale poszliśmy z dziewczyną do kina oczywiście miałem kupione bilety Online energi zabrakło przy wejściu na sale kiedy kolejka sięgała 50 osób (walentynki sala była pełna), ręce zajęte typowym dla kina jedzieniem a ja miałem wejść na emaila … to była tragedia wtedy moja Dziewczyna na szczęscie udostępniła mi swój telefon ( heh swoją drogą dobrze ze pamiętałem Hasło do emaila) w kolejce zrobił sie szum zawsze ktos sie znajdzie co mu przeszkadza jak ktos za długo blokuje wejście … generalnie ciśnienie było duże , stres , pot i łzy ale na szczęście wszystko się dobrze skończyło
    … gdyby nie Dziewczyna Deadpool prawdopodobnie obszedł by się smakiem ….

  • Robert

    Poszedłem pobiegać i włączyłem w moim telefonie Endomondo. Przebiegłem odległość maratonu, ale 100 metrów przed metą rozładował mi się telefon. Z zanotowanego rekordu nici, z selfika nici i z posta na fejsbuniu nici. W obliczu takiej tragedii postanowiłem popełnić samobójstwo, ale nie mogłem sprawdzić na necie jak się je popełnia (z wiadomych względów). Żyję do teraz, ale co to za życie…

  • perlusconi

    fajny konkurs, zacząłem pisać komen

  • Games By Vex

    Dziwna sytuacja, ale częste braki energii doświadczam w piątkowe lub sobotnie wieczory. Zanik następuje szybko, chociaż przez kilka wcześniejszych godzin przyjmowałem dzielnie elektrolity. Może nowy ZenFon ASUSa z funkcją powerbanka da mi przetrwać w weekend?

  • Paweł Bojarski

    Przez chwilę powieje grozą. Pracuję w Pogotowiu Ratunkowym, tam kontakt z dyspozytorem i jednostkami medycznymi, tj. Szpitale to podstawa pracy. Pamiętam pewien bardzo ciężki transport między dwoma miastami. Pacjent z minuty na minutę się pogarszał, musiałem wykonać ważny telefon z informacją do Szpitala by Izba Przyjęć do której zmierzamy przygotowała się na ciężkie przyjęcie. Biorę wysłużony, służbowy smartfon, rozładowany – mój błąd, ale usprawiedliwia mnie jedynie to, że tyle co zdążyłem przejąć dyżur to już mieliśmy zlecony ów transport, kolega przekazał mi karetkę „w biegu”, ale myślę…..mam swój prywatny telefon…..wyjmuję go z kieszeni….patrzę, rozładowany, cały ciepły, a nawet gorący – ruszając się w kieszeni kurtki najprawdopodobniej odblokował się ekran i przez kilkadziesiąt minut był aktywny – kilka razy tak mi się zdarzyło, ale….człowiek w pewnych rzeczach, miejscach pracy musi się naprawdę zabezpieczać. Zawsze na dyżury zabieram stary telefon, który tylko dzwoni i wysyła smsy, ten telefon na jednym ładowaniu trzyma ponad tydzień, przed dyżurem zawsze go ładuję na 100% – wyjmuję telefon z „kangurki”, jest moc, jest zasięg, wykonuję telefon, połączenie udane, Izba Przyjęć poinformowana. Pacjent w ciągu kilku minut po dotarciu do miejsca profesjonalnie zabezpieczony w ów jednostce i po chwili został przewieziony na Blok Operacyjny. Ale było gorąco……dlatego co do baterii w smartfonach, ufam im średnio. Chyba że ASUS ZenFone Max mnie przekona do siebie :) I mój stary wysłużony 9 letni telefon, odejdzie na wysłużoną emeryturę i spocznie w szufladzie jako relikt czasu młodości – okresu Liceum oraz studiów :)

  • Marcin Zet

    Byłem w Ikei, świeżo po przeprowadzce do nowego mieszkania, potrzebowałem kupić, stół krzesła, jakieś komody. Około 7 artykułów uzbierałem, dokumentując ich miejsce w samoobsługowym magazynie, za pomocą zdjęć „metek” ekspozycji. Po 2 godzinach kręcenia się żoną zszedłem do magazynu, wyciągam smartphona, a tu brak baterii. Dziękuję.

  • Adamemnon

    Godzina 23:00. Leżę w łóżku słuchając muzyki i przeglądając instagrama. Telefon wyświetla komunikat o słabej baterii, a chwilę potem wyłącza się. Muzyka gra dalej. Magia.

  • Paweł Dobosz

    Pierwszy bieg z serii GROM CHALLENGE. Wraz ze znajomą jesteśmy jedna z nielicznych par mieszanych – duża presja bo reszta startujących, w większości męskich teamów, wygląda na zaprawionych wyjadaczy. My, mimo że amatorzy, przyjechaliśmy tam jednak powalczyć o dobry wynik :)

    Start – odpalam apkę monitorująca nasz czas i przebyta trasę … zaczynamy walkę. Wspinaczka, czołganie, przeprawa przez błoto, bieg po piaszczystej wydmie, … liczne zadania poboczne mające wybić uczestników z rytmu…… jest ciężko ale duch walki nie ginie w narodzie. Ponad dwie godziny wyczerpującego biegu za nami… dzika satysfakcja!
    Ostatnie zadanie – wystarczy przypomnieć sobie serie cyfr podanych w czasie biegu. Czekając na naszą kolej sprawdzam telefon… STRZAŁ ADRENALINY, PRESJA ROŚNIE… na wyświetlaczu 3%baterii !!! Nerwy + zmęczenie = mętlik w głowie i cyfry plączą się okropnie … mimo to dajemy radę. Możemy biec dalej. NA WYŚWIETLACZU 2% Do mety może z 300 metrów, Buty ciążą ale pędzimy by w końcu przebiec linię mety. Sięgam po telefon, ekran się odświeża. Szukam oczami wyświetlanego czasu…. i w tym momencie telefon zamiera. STAN BATERII 0%

    Zabrakło przysłowiowego 1% …..

    Czarny ekran, czarna rozpacz. Pomiar czasu oraz trasa w równie czarnej… dziurze,
    Mimo że w śród par mieszanych byliśmy najszybsi to żal pozostaje… człowiek morduje się w takim znoju i nie ma się jak tym ze światem podzielić :)

    Nauczka na przyszłość – ładuj telefon gdzie i kiedykolwiek się da i pamiętaj …. nauczka nr 2 – użyteczny telefon to nie ten z dużym ekranem ale ale ten dużą i trwałą baterią.

    Pozdrawiam

  • Karolina Sawczuk

    Byłyśmy z koleżankami na imprezie. Dwie z nas wcześniej wróciły do domu. Oczywiście padła mi bateria.Po powrocie, a była jakaś 3:30 chciałam koniecznie podłączyć pod ładowarkę swój telefon, gdyż rano wyjeżdżałam do Krakowa. Nie chciałam budzić nikogo i nie zapalałam światła, wyjęłam z szuflady „ładowarkę” i próbuję ją podłączyć do kontaktu.Jest zupełnie ciemno. Nie moge, proszę o pomoc koleżankę. Ona pyta”Co Ty mi dałaś? To myszka do komputera” :) Ubaw do dziś jak wspominamy historię jak to myszką chciałam naładować baterię telefonu! :)

  • pantadeus

    U mnie było mniej spektakularnie, ale za to bardziej dramatycznie. Siedzę kiedyś w biurze no i wezwała mnie matka natura. No to udaję się do ustronnego miejsca, w przypadku mojego biura tzw. „dwójka” pozbawiona jest okien, jest to taka pakamera w większej nieco toalecie. Po kilku chwilach słyszę, że do WC ktoś wchodzi, załatwia sprawę przy pisuarze, myje ręce, bardzo prawidłowo. Niestety kolega nie sprawdził, czy w „dwójce” kogoś nie ma i po wytarciu rąk wyszedł i zgasił światło. Pięknie, krzyczę „światło!”, nic… no to myślę sobie, dobra, smartfon jest, latarka LED wiele nie da ale zawsze. I w tym właśnie momencie okazało się, że LED-owa dioda wymaga jednak energii, a w tym, jakże newralgicznym momencie, jej zabrakło i resztę trzeba było ogarnąć w kompletnej ciemności.

  • sagraelski

    Śniło mi się kiedyś (a może zdarzyło się to na prawdę?), że grzebałem w śmietnikach – wiecie, przechylony przez kontener zaglądałem w jego czeluście w poszukiwaniu puszek, chleba i innego dobra. Tak mi się przynajmniej wydawało… Zazwyczaj podczas tych poszukiwań przyświecałem sobie latarką – tego dnia jednak miałem telefon z włączoną diodą i to przy jego pomocy oświetlałem wnętrze kontenera. Skąd u śmieciowego nurka telefon? Czort wie, wszak to tylko sen! – a może nie? W każdym razie rozglądając się po wnętrzu, niespodziewanie mignęła mi nalana twarz Benjamina Franklina – 100 dolarów!!! Momentalnie spociłem się z emocji, ręce a raczej jedna z nich zadrżała (niestety ta trzymająca telefon) i… straciłem banknot z oczu! Zacząłem gorączkowo świecić w miejscu w którym, jak mi się wydawało, jeszcze przed chwilą była ta przecudnej urody twarz. Nic z tego – mimo wytężania wzroku, Franklin zniknął bezpowrotnie. Lecz nagle… jest, jest!!! Tuż obok puszki po makreli w pomidorach i jednej z płyt Romana Bratnego. Gramolę się w głąb kontenera aby dosięgnąć tego papierowego cudu, przekładam telefon do lewej ręki aby prawą zręcznie pochwycić „setkę” a tu niespodziewanie… gaśnie mi telefon. Usiłuję „wymacać” banknot ale natrafiam tylko na resztki po kuropatwie w sosie miętowym. Tragedia… Budzę się zlany potem zagryzając zęby z wściekłości… ufff… to tylko sen.

  • ahnenerbe

    Oj zdarzyło się kilka takich. Owszem to moja wina, bo zawsze kiedy powinienem, to nie naładuję baterii wystarczająco. Ta historia zdarzyła się naprawdę i wtedy nie była wcale zabawna. W związku z tym, że moja praca wymaga wysiłku fizycznego, to w pewien listopadowy, mroczny i cholernie dżdżysty dzień uległem wypadkowi. Nic groźnego, ale bolesnego – naderwanie mięśnia kręgosłupa. Po opatrzeniu lekarz zalecił mi masaż u specjalisty. W związku z tym, że wówczas pracowałem ponad 300 km od domu, moja żona nie zawsze była skrupulatnie informowana co dzieje się w danej minucie mojego żywota. Zgodnie z zaleceniem konowała po przeszukaniu lokalnych ogłoszeń poszedłem do…masażystki. Specjalistka w każdym calu (bez podtekstów). Traf chciał, że w trakcie zabiegu moja luba postanowiła sobie o mnie przypomnieć spanikowana i postawiona w stan gotowości po telefonie wspólnej znajomej, która pracowała wówczas ze mną w firmie. Rozanielony i dziękujący wszelkim mocom za ulgę w cierpieniu odebrałem telefon, sądząc, że poinformowanie żony o anielskiej kuracji ją nieco uspokoi. Niestety smartfon, rzecz martwa i złośliwa, postanowił skapitulować w momencie kiedy spokojnym tonem poinformowałem, że jestem u …masażystki. Cisza w telefonie…i cisza po powrocie do domu. Na nic zdały się tłumaczenia i strywializowanie całej sytuacji. Minęło dopiero po kilku dniach. Teraz pilnuję stanu baterii jak oka w głowie. Niby nic, a jak potrafi czasem zrujnować spokój na kilka dobrych dni. Pozdrawiam i nie życzę nikomu takich sytuacji :/ azzmon@gmail.com

  • Paweł Biniek

    No,
    to tym razem może się uda napisać. Więc najbardziej nietypowa sytuacja,
    w której zabrakło mojemu smartfonowi energii zdarzyła się w ostatni we

  • Krzysiek Krawiec

    Jako pilny i przykładny student, zawsze miałem tendencję do składania wszelkich prac i zaliczeń „na ostatni dzownek”. Nie innaczej było z pracą inżynierską. Umówiony z promotorem na 13, z jeszcze ciepłym wydrukiem pracy pod pachą pedzę na uczelnię, podbiegam pod pokój, pukam, chytam za klamkę – zamknięte. Spogladam na zegarek 13:00, ale z uwagi na tendencje do odkładania wszystkiego na ostatnia chwilę zegarek ustawiony 5 minut do przodu. Myślę sobie – „Przed czasem, znowu sie udało!”. Mija jednak 5 minu… 10 minut… A jako, że promotor był osobą ponad wszystko ceniącą sobie punkualność wyczuwam nadchodzącą katastrofę… Jednak jako, że praca moja była na zlecenie uczelni miałem bezpośredni kontakt z promotorem – tak telefoniczny. Sięgam więc do kieszeni, wyciągam smartfona, naciskam przycisk odblokowania ekranu… Naciskam ponownie… Jeszcze trzy razy dla pewności… Ciemność!!! Oczywiste stało się dla mnie iż przez wrodzoną skłonność do zostawiania wszystkiego na ostatnią chwilę, o której już wspominałem, odłożyłem ładowanie telefonu na… później! Jako, że studia z dziedziny IT, to oczywiste było tylko jedno rozwiązanie… – więc wyjąłem i wsadziłem spowrotem baterię (tak trzy razy), niestety to nie pomogło. Potem zastosowałem wiedzę zdobytą na YouTube z filmików z kategorii DIY, więc wyjąłem baterię i pocieram nią o spodnie jak szalony, nadal nie działa. Zaczynam panikować, przed oczami staje mi obraz powtarzania studiów, wyrzucenie z domu… Patrzę na zegarek 13:30, myślę no trudno, to koniec, w końcu nie każdy musi być programistą. Więc wracam do domu, zrezygnowany, przybity, bez chęci do życia, gdy nagle przed uczelnią widzę mojego promotora. Myślę jak to rozegrać, jak zagadać, żeby sobie nie pomyślał, że wyszedłem i nie czekam na niego bo mi nie zależy. Zanim zdążyłem wymyślić coś konkretnego, promotor stał już przede mną, zasapany, zdyszany i wtedy z trudem łapiąc oddech powiedział: „Przepraszam Pana bardzo za spóźnienie ale złapałem gumę po drodze, zadzwonił bym, ale padła mi bateria”… Poczułem wtedy, że skoro taki autorytet mógł zapomnieć naładować telefonu, to ja też moge odkładać takie rzeczy na ostatnią chwilę :)

  • https://mojafunaberia.wordpress.com Kzryzstoff

    Dzień dobry,

    dlaczego sugeruję, aby do mnie trafiła główna nagroda? Nie będę owijać w bawełnę… Mojej niespożytej energii brakuje jedynie smartfonu. Że, co? Inne pytanie było? Dobra, to w takim razie przedstawiam mój autorski song (na ludową melodię), z wydawnictwa, które nigdy nie ukaże się na Spotify, Tidalu, Deezerze itp. itd. Antywebie, masz zaszczyt być miejscem mojego debiutu J

    Ballada z dużym ŁADUNKIEM emocji…

    Mówiła mi matka i ojciec powtarzał
    Zawsze miej synu telefon pod ręką
    Bo dramat ludzki często się zdarza
    Nie chcemy byś sam pozostał z udręką

    Bo dramat ludzki często się zdarza
    Nie chcemy byś sam pozostał z udręką

    Ładuj codziennie swoją baterię,
    Pilnuj jej stanu jak oka w głowie
    Bo przyjdzie kryzys, popadniesz w histerię
    I nikt się na czas o tym nie dowie

    Bo przyjdzie kryzys, popadniesz w histerię
    I nikt się na czas o tym nie dowie

    Miej „pałerbanka”, malutkie ustrojstwo
    A wnet uratuje ci skórę
    Przyparty do muru, odniesiesz zwycięstwo
    Przywróci do życia komórę

    Przyparty do muru, odniesiesz zwycięstwo
    Przywróci do życia komórę

    Zamiast posłuchać staruszków poczciwych
    Były mi w głowie głupoty
    Internety pełne pań urodziwych
    Chłonąłem, miast wziąć się do roboty

    Internety pełne pań urodziwych
    Chłonąłem, miast wziąć się do roboty

    Piękny rudzielec posyła mi oko
    Z ekranu, na oko 5 cali
    Za chwilę kibić odsłoni głęboko
    Ach, sprzęt mój w ręku się pali

    Za chwilę kibić odsłoni głęboko
    Ach, sprzęt mój w ręku się pali

    I nagle znika ma rudowłosa
    Bez ostrzeżenia, gaśnie…
    Zostaję sam, miętoląc kokosa
    Mój sprzęt rozładował się właśnie

    Zostaję sam, miętoląc kokosa
    Mój sprzęt rozładował się właśnie

    (tutaj ozdobniki w stylu Majkela Dżeksona w za ciasnych szortach i Kristiny Agilery przed okresem)

    Och, nie, nie, nie…
    Mój smartfonie!
    Zawiodłeś mnie…
    Mmmm…
    Tak mi źleeee!
    Chcę moją baterię,
    Wiem….
    Chcę moją baterię,
    Wieeeem…

    ***

    Dziękuję, dobranoc!

    Niech power będzie z Wami! Bang, bang, bang – powerbank!

    Nie czuję, kiedy rymuję…

  • Kinga Izabela

    Któregoś dnia czekałam na bardzo ważny telefon w sprawie pracy. Cały dzień nie było prądu przez nocną wichurę, która uszkodziła linię energetyczną. Miałam niestety jeszcze tylko kilka procent baterii, ale mieli dzwonić między 14-16 więc myślałam, że spokojnie wystarczy. W końcu telefon zadzwonił, ale kiedy odebrałam padł.. Na szczęście zapamiętałam początek numeru, więc sprawdziłam czy zgadza się z tym, który miałam zapisany na karteczce z zakładu. Początek był ten sam, więc pewna oddzwoniłam. Przedstawiłam się i opowiedziałam całą historię z wichurą, telefonem i jeszcze kilka razy przeprosiłam, że tak wyszło i że się rozłączyłam. Bardzo zdziwiona kobieta powiedziała, że raczej nikt nie dzwonił dziś z tego numeru, ale dla pewności zapyta. Jej przypuszczenia się potwierdziły, a ja wyszłam na nienormalną.. Pracy nie ma nadal, pechowy telefon wciąż ten sam!

  • Macierewicz

    Siedzę z Putinem na Kremlu i próbujemy zdetonować bombę w tupolewie. Niestety komórka padła i dupa.

  • MacF

    Umówiłem się na randkę z dziewczyną poznaną w internecie. Bateria wyładowała mi się chwilę po tym jak napisała „gdzie się spotykamy?”. Z braku laku pochodziłem po mieście i się porozglądałem, po godzinie wróciłem do domu. Więcej już nigdy nie napisała.

  • Ms_Unfabulous

    Pojechałam z chłopakiem na weekend pod namiot. obudziliśmy się rano i chcąc wrócić do domu, musieliśmy zadzwonić po kogoś kto po nas przyjedzie. Okazało się że w naszych smartfonach rozładowały się baterie. Długo trwało zanim znaleźliśmy kogoś kto użyczy nam telefonu, w miejscowości, która była oddalona od cywilizacji o kilka kilometrów :)

  • Łukasz

    Pamiętam to jak dziś. Na pewno na osiedlach wielu z was była dziewczyna, która podobała się każdemu ale każdy wstydził się do niej odezwać by z samych emocji nie walnąć jakieś gafy. Niespełniona miłość wszystkich z nas więc i o podobnej opowiem wam.

    Zawsze czułem się gorszy od kolegów bo większość miała fajne ciuchy, telefony, spoko samochód. Odłożyłem wiec swego czasu kilka groszy by również kupić sobie fajnego smartfona, samochód jakoś nie był mi potrzebny poza tym nie miałem nawet prawa jazdy. Pewnego razu na urodzinach kolegi w klubie podeszła do naszego stolika właśnie ta dziewczyna, za którą na osiedlu tak wszyscy szaleli i zapytała czy może się dosiąść z koleżanką. Mój kolega wystrzelił – no jasne – a ja siedziałem jak zamurowany choć po kilku piwach rozmowa się rozkręciła. Sylwia, bo tak miała na imie – przynajmniej z tego co pamiętam – powiedziała mi na ucho, że od dawna miała mnie na oku ale – pożal się Boże – wstydziła się do mnie zagadać. Ona – wstydziła się zagadać do MNIE. Na pytanie – dlaczego akurat ja – odpowiedziała, że jestem skromny, normalny a ona lubi takich chłopaków a nie „jakiś tam pozerów”. Opadła mi kopara i zrobiło się gorąco gdy dodała, że chce się ze mną dziś kochać! Jedynym problemem była jej koleżanka, którą musiała „odstawić” pod blok a ja długo się nie zastanawiając wyjąłem ostatnie 300 zł z bankomatu i wynająłem pobliski hotel. Czekałem chyba ze 2 godziny i doczekałem się… telefonu z zapytaniem o adres hotelu i właśnie w tym momencie padła mi bateria. Nie miałem ładowarki a w hotelowej recepcji na zapytanie o takową pani rozłożyła ręce. Bylem bez kasy nie stać mnie było nawet na taksówkę wiec pobiegłem w środku nocy do domu. Zanim podłączyłem telefon do ładowarki minęła prawie pełna godzina i oczywiście moja niedoszła miłość już nie odbierała polaczenia . Wróciłem więc do hotelu i próbowałem się jeszcze kilka razy dodzwonić ale jak to mówią, była to musztarda po obiedzie. Cóż, przynajmniej musztardę miałem do ciepłych parówek na śniadanie… za 300 zł. Może gdybym miał wtedy samochód, albo telefon z bardziej wytrzymała bateria?

    Kilka lat później poznałem moją obecną żonę a swego czasu kiedy byliśmy w galerii handlowej na przedświątecznych zakupach, na których minąłem się przypadkiem z osiedlową miłością, za którą nie tylko ja ale większość chłopaków z osiedla tak szalała, ale tylko ja miałem okazję ją „zdobyć”. I co? I patologia z dwójką dzieci a wygląd jej niczym nie przypominał byłej „miss podwórka”. Jej gabaryty pozwalały co prawda oszczędzić na wodzie podczas kąpieli w wannie: czyt. Prawo Archimedesa ale raczej nie przyprawiały już o miłosny zawrót głowy.

    Jak widać rozładowana bateria nie musi równać się tylko i wyłącznie z przykrą historią. Można powiedzieć, że dzięki temu udało mi się „czegoś” uniknąć… Obecnie żyję z najcudowniejszą kobietą na świecie, mamy dwójkę dzieci, ale to już temat na inną historię. O, właśnie do mnie dzwoni……………… kur..@ – Padła mi bateria!!!:)

    • GamerOne

      Najlepsza historyjla.

    • Tomasz Kępa

      Najlepsza Historia. Uśmiałem się hahah

    • Krystek

      Dobre hehe. Mialem podobna sytuacje. Ogolnie cos w tym jest ze laski, za ktorymi sie kiedys ogladało byly fajne a teraz to masakra.

    • Tomasz Kępa

      Dokladnie.

    • Emilka Bojarska

      Czytałam kilka „opowieści” i ta jest najlepsza moim zdaniem. Główna nagroda jest twoja. Normalna historia z życia, natomiast beka trochę z tych rymowanek w czasownikach.

    • Web Paralizotor

      Przeczytaj wszystkie. Też tak uważam, że ta najfajniejsza, przynajmniej dla mnie bo przeszedłem przez podobną sytuację hehe

    • Web Paralizotor

      Główna nagroda twoja. Czytałem wszystkie komentarze i jednogłośnie mogę stwierdzić. Ciekawe co na to redakcja.

  • Tomek Woźniak

    Hah taka smieszna sytuacja ze szkoły bo u nas zawsze jest śmiesznie .
    taka Ania gryzła długopis z czarnym tuszem no i jej się rozlał on , przykryła usta ręką i się pyta czy może iść do kibla .
    Nauczyciel , że tak
    no to poszła długo jej nie było .
    Jak się okazało wchodząc do łązienki wypadła klamka z drugiej strony drzwi i nie mogła wyjśc a ze były zajęcia to nikt nie słyszał jej wołania przez podwójne drzwi. A że padła jej bateria to nie mogła zadzwonic po nikogo kto by odebrał i jej pomogł :) No i w przerwie nauczycielka zaniepokojona cala sytuacją poszła do łazienki a tam siedzi zapłakana w toalecie z całą niebieską twarzą(w tuszu sie umazała) i z telefonem całym w tuszu który poźniej przez to wszystko się wogole nie włączył :D
    Jak zycie pokazaju zawsze warto mieć w pełni naładowaną baterie w telefonie lub jakiegos Powerbanka bo nie znasz dnia ani godziny kiedy telefon bedzie niezbędy :)

  • Rafał Rakowski

    Zabawna a zarazem nieciekawa sytuację z rozładowanym telefonem miałem na stacji benzynowej kiedy to pięknie zatankowałem sobie do pełna i musiałem zapłacić telefonem lecz pozostałe 5% baterii wciągnęło momentalnie. Postawiłem samochód obok żeby nie blokować innych tankujących chociaż dopóki nie zapłaciłem dany dystrybutor i tak był zablokowany zrobiło się niezłe zamieszanie i nerwowa atmosfera. Na całe szczęście wiozłem ze sobą Rodziców i pożyczyłem od nich telefon żeby zadzwonić do Brata żeby podjechał chwała za to że posiada taki sam telefon co ja :) przełożyłem baterie i spokojnie mogłem zapłacić. Próbowałem jeszcze innego sposobu ładowarka samochodowa lecz żeby podładować telefon w odpowiednim stopniu to trochę by potrwało a mnie uznaliby za jakiegoś przestępcę i zadzwoniła po policję że nie mam jak zapłacić za paliwo. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło obyło się bez kajdanek przeprosiłem za zaistniałą sytuację panią na stacji chociaż nie dała po sobie poznać że się gniewała ale ja i tak swoje wiem. Musiała być naprawdę cierpliwa teraz śmieje się z całej tej sytuacji ale wtedy było nie zbyt ciekawie dobrze mieć Brata i ta sama baterię ale następnym razem muszę mieć zapasowa, power bank lub zawsze pilnować naładowania a najlepiej dodatkowo kartę płatniczą przy sobie w razie czego zazwyczaj tak było lecz te nowe technologie całkiem zaczynają mnie gubić. Trzeba pamiętać że nie zawsze oraz koniecznie ulepsza Nam życie chociaż bardzo często tak jest lecz warto dmuchać na zimne i w razie czego mieć pod ręką wyjście awaryjne aby uniknąć takich przygód.

  • The_Ecki

    Nawet nie chciałbym za darmo.

  • Rafał Rakowski

    Zabawna a zarazem nieciekawą sytuację z rozładowanym telefonem miałem na stacji benzynowej kiedy to pięknie zatankowałem sobie do pełna i musiałem zapłacić telefonem lecz pozostałe 5% baterii wciągnęło momentalnie. Postawiłem samochód obok żeby nie blokować innych tankujących chociaż dopóki nie zapłaciłem dany dystrybutor i tak był zablokowany zrobiło się niezłe zamieszanie i nerwowa atmosfera. Na całe szczęście wiozłem ze sobą Rodziców i pożyczyłem od nich telefon żeby zadzwonić do Brata żeby podjechał chwała za to że posiada taki sam telefon co ja przełożyłem baterie i spokojnie mogłem zapłacić. Próbowałem jeszcze innego sposobu ładowarka samochodowa lecz żeby podładować telefon w odpowiednim stopniu to trochę by potrwało a mnie uznaliby za jakiegoś przestępcę i zadzwoniła po policję że nie mam jak zapłacić za paliwo. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło obyło się bez kajdanek przeprosiłem za zaistniałą sytuację panią na stacji chociaż nie dała po sobie poznać że się gniewała ale ja i tak swoje wiem. Musiała być naprawdę cierpliwa teraz śmieje się z całej tej sytuacji ale wtedy było nie zbyt ciekawie dobrze mieć Brata i ta sama baterię ale następnym razem muszę mieć zapasowa, power bank lub zawsze pilnować naładowania a najlepiej dodatkowo kartę płatniczą przy sobie w razie czego zazwyczaj tak było lecz te nowe technologie całkiem zaczynają mnie gubić. Trzeba pamiętać że nie zawsze oraz koniecznie ulepsza Nam życie chociaż bardzo często tak jest lecz warto dmuchać na zimne i w razie czego mieć pod ręką wyjście awaryjne aby uniknąć takich przygód.

  • hjop

    Pewnego dnia w Krakowie ,umówiłem się ze znajomym na odebranie od niego paczki, był to taki dalszy znajomy z którym rzadko się widuje, rozmawiam, w ogóle spotykam, dostałem adres , nr telefonu miałem już wcześniej. Przyszedłem z dziewczyna pod wskazany adres , okazało się że nikogo nie ma wiec zadzwoniłem na komórkę, kolega dopiero jechał na swoje mieszkanie i powiedział że będzie za około pół godziny i uświadomił mnie że jego domofon w ogóle nie działa i żebym dzwonił na telefon.Postanowiliśmy z dziewczyna że te pół godziny spędzimy na szybkich zakupach ,po chwili byliśmy już w sklepie i wtedy dopiero zorientowałem się że mam pewien problem, mianowicie słabą baterie, a to oznacza że zaraz rozładuje się do końca , szybko dałem numer do znajomego mojej partnerce aby go zapisała na swoim telefonie .Po skończonych zakupach wracamy pod wskazany adres, mój telefon padł ale na szczęście mamy drugi ,naładowany wiec dzwonie, byliśmy pewni że kolega jest już na mieszkaniu wiec zaraz będziemy wracać do domu razem z przesyłką i tu nagle pojawia się problem, a mianowicie pani w słuchawce która mówi”niestety, nie możemy zrealizować tego połączenia ” tutaj pojawił się problem którego nie mogliśmy przeskoczyć , nie zapłacona faktura za telefon .Nie chciałem odpuszczać , byłem umówiony i nie zamierzałem drugi raz wracać i tracić tyle czasu z powodu jednej paczuszki wiec wymyśliłem genialny w swej prostocie plan, zamienimy karty SIM, tak! No i tu pojawił sie kolejny problem, brak kluczyka, agrawki, spinacza do papieru którym mógłbym otworzyć szufladkę na kartę SIM w moim telefonie, chodźmy kupić albo zapytać czy ktoś ze sklepu nam nie pożyczy, zapadł już zmrok, pogoda zaczynała się pogarszać, pierwszy sklep ,nie ma, drugi to samo,zaczynamy odchodzić coraz dalej szukając sposobu na otworzenie szufladki. Zaczyna padać , trochę podirytowani podjęliśmy ostatnia próbę w kiosku który własnie był zamykany, sukces! Po odwiedzeniu kilkunastu sklepów, głównie spożywczych okazało się że ratunek znajduje się w kiosku, miły pan pożyczył nam igłę z nowego opakowania, po wyjęciu kart SIM wszystko działa wiec wracamy. Pogoda była straszna, byliśmy już trochę mokrzy, na podróżach po sklepach spędziliśmy około 30 minut. Jesteśmy już prawie na miejscu wiec dzwonie do kolegi aby wyszedł po nas i otworzył drzwi od kamienicy, wtedy się zdenerwowałem, nikt nie odbiera , trzy próby i dalej to samo, wiec postanawiam ze mam dość i idę do domu, lecz w tym samym momencie zza rogu wyłania się nasz znajomy pytając gdzie byliśmy bo na nas czekał i postanowił wyjść do sklepu. Wiec cała historia mimo mokrych ubrań skończyła się szczęśliwie i mam nauczkę aby zawsze sprawdzać stan baterii, i zawsze płacić abonament. Strasznie długa ta moja opowieść i nikt jej nie przeczyta prawdopodobnie ale nieważne , miałem wenę i mogę się podzielić druga, krótsza .
    Moja starsza siostra poprosiła mnie abym odebrał jej auto z naprawy niedaleko mojej rodzinnej miejscowości i odwiózł jej do Krakowa, na mieszkanie mojej siostry jechałem zwykle autobusem wiec jadąc samochodem postanowiłem uruchomić jedna z najpopularniejszych aplikacji do nawigacji , od firmy która ma też taką duża wyszukiwarkę i większość telefonów korzysta z jej sytemu.Jadąc z godnie z poleceniami zmalałem się kolo Muzeum Lotnictwa, lecz nawigacja prowadziła mnie dalej, pomyślałem że to jakaś krótsza trasa i dlatego jadę takimi dziwnymi drogami, lecz po chwili, jadać betonowa droga, mijając już 2 bramę lecz bez możliwości zawrócenia, trafiłem na wielkie połacie betonu, nie będąc świadomym gdzie jestem jadę dalej za poleceniami aplikacji , nie byłem zadowolony z faktu że cala droga wyglądała bardzo podejrzanie, gdy nagle nawigacja poprosiła abym wjechał już nie na betonową drogę a ścieżkę , i mały lasek za którym widziałem bloki mojej siostry, zatrzymałem się , wysiadłem z auta aby zastanowić się nad sytuacja i odnaleźć w terenie, dodam , że cały czas jest ciemno i telefon w trybie oszczędzania baterii, z pozostałymi ~15%. Zobaczyłem światło latarki idące wzdłuż ekranów akustycznych które oddzielały nas od jednej z większych ulic w Krakowie (nr.79).Podbiegłem , i spotkałem uprzejmego pana z psem , kiedy zapytałem gdzie jestem i jak dojechać na wskazane bloki bardzo zdziwiła mnie odpowiedz,”jak pan tu w ogóle wjechał??To jest stare lotnisko, i wątpię żeby pan tedy dojechał, musi pan wrócić” , byłem w lekkim szoku, otrzymałem niezbędne informacje jak wyjechać z płyty lotniska, zaczynałem się martwić o jakąś interwencje służb porządkowych, i byłem zły na używana prze ze mnie w tym momencie aplikacje, nie wierzyłem że może wyprowadzić człowieka w takie miejsce.W czasie drogi powrotnej po wyjechaniu już spowrotem na normalne drogi, postanowiłem dalej walczyć i ponownie uruchomiłem nawigacje lecz tym razem starannie przeglądnąłem trasę, ruszyłem i wykonałem tylko jedno polecenie aplikacji wtedy mój telefon się rozładował, nie wiedząc gdzie mam jechać , nie mając ładowarki postanowiłem skorzystać z tradycyjnej mapy. Po krótkim szukaniu stacji benzynowej, gdzie zakupiłem mapę, zlokalizowaniu swojego położenia szybko wytyczyłem sobie trasę i tak szczęśliwie dojechałem do celu. Po tej historii bardzo rzadko korzystam z użytej prze ze mnie aplikacji i zacząłem używać innej podobnej, lecz od producenta legendarnych telefonów, obecnie nieaktywnego aż tak bardzo ale każdy czeka na jego powrót :)
    Dziękuję i pozdrawiam

  • Marcin Szymeczko

    Raz chciałem założyć bloga nowe technologie / lajfstajl, ale padła mi bateria.

  • http://jestemczysty.pl Maciek

    Ze względu na pracę jeżdżę dużo autem, kupiłem sobie ładowarkę samochodową z wyjściem usb + kabelek. Wsiadłem do auta mając poziom baterii na około 60% i dwie godziny jazdy przed sobą, podłączyłem telefon do ładowania, na pewniaka włączyłem sobie na smartphonie nawigację i puściłem muzykę przez słuchawki. Jechałem do klienta, 5 min przed końcem trasy smartphone padł, na początku nie wiedziałem co się z nim stało, czemu się wyłączył. Okazało się 1% baterii :( Nie zwróciłem uwagi na napięcie ładowarki. W trakcie wizyty u klienta łącze się z centralą, więc pojawił się problem.
    Następne pół godziny spędziłem w samochodzie z włączonym zapłonem i krzyżówką, i czekałem aż się trochę telefon podładuje.
    Dzięki temu zdarzeniu stałem się posiadaczem powerbanka. :)

  • Marcin Witkowski

    Miałem jakieś 20 lat byłem już studentem, nie mieszkałem z rodzicami, tylko w kawalerce którą wynajmowałem. Pewnego słonecznego dnia miałem spotkać się z moją dziewczyną, Miałem już wychodzić na zajęcia kiedy zadzwonił telefon, pomyślałem ze to moja dziewczyna dzwoni, spojrzałem na ekran smartfona- to nie ona Tylko moja ciotka, tym razem nie pytała czy zjadłem obiad i pozmywałem po sobie, ale z wielkim podekscytowaniem mówiła o jakimś znalezisku, które rzekomo odkopał jej pies i powiedziała do mnie -Kochanie przyjedź do mnie bardzo cie proszę to zobaczysz to, Ale ciociu dziś nie mogę po zajęciach umówiłem się z Justyna moją dziewczyną. Dobrze to przyjedzcie oboje razem tu mi się przydacie. Po tych słowach w słuchawce zapanowała głucha przerażająca cisza. Lecz po kilku sekundach usłyszałem piskliwy krzyk ciotki i to było wszystko co usłyszałem ponieważ smartfon się rozładował. Niewiele się namyślając sięgnąłem po kluczyki do mojego samochodu, i wsiadłem do niego i jechałem jak to się mówi na złamanie karku do domu ciotki nie przestrzegając przepisów słysząc klaksony innych aut. Po dojechaniu pod dom ciotki okazało się, że dom był zamknięty a smartfon rozładowany więc nie można się było nigdzie dodzwonić. Niewiele się zastanawiając wybiłem szybę w oknie i przez nie wszedłem do środka myśląc że zastanę ciotkę pobitą okradzioną, tymczasem ciotka ucięła sobie drzemkę a odgłosy krzyku który słyszałem w smartfonie to był jakiś film w telewizorze, na szczęście nic się jej nie stało a pies okazało się odkopał jakąś szkatułkę z kosztownościami, tak więc przez rozładowany smartfon trochę się działo :)

  • WerDer

    Przedświąteczną nocną porą ok godz. 3 w nocy biegałyśmy z koleżanką po toruńskiej starówce w poszukiwaniu otwartego klubu w którym mogłoby się jeszcze coś dziać, najlepiej muzycznego i najlepiej na żywo… niestety mróz lub śnieg lub smażenie ryb przegoniły wszystkich i wracając z NRD przez Nowy Rynek wpadłyśmy na genialny pomysł że wyślemy naszemu przyjacielowi snapa jak śpiewamy kolędę w szopce bożonarodzeniowej… długo nie myśląc pognałyśmy w jej kierunku i już, już ustawiłyśmy się odpowiednio, nabieramy powietrza wciskamy REC i …słyszymy: „dowodziki do kontroli”, „jak to? czemu?” Straż Miejska zwróciła uwagę że koleżanka pali papierosa w szopce… Co za wstyd! Ja jak to ja zaczęłam się z jednym wykłócać, koleżanka z drugim flirtować i na szczęście skończyło się na pouczeniu i propozycji wspólnego selfie przy żłobku. No i co? Mój telefon zdechł w trakcie ustawiania, Agaty nie żył już od godziny, a selfie ma Pan Strażnik na swoim smartfonie. Wesołego po Świętach! ;)

  • WerDer

    Hah, jeszcze jedna mi się przypomniała… ok. 2 lata temu, późną wiosną umówiłam się z przyjaciółką na wspólną imprezę. Laptopa, aparat, portfel z kartami i dokumentami zostawiłam u niej. Niestety na imprezie rozdzieliłyśmy się, ona wróciła szybko do domu a ja trafiłam na afterparty. Zadowolona z imprezy zrobiłam sobie spacerek do niej ok 8mej rano żeby odebrać rzeczy (akurat tego dnia wyjeżdżałam ok 10tej). Powinna być na nogach, bo znajomi mieli ją zgarnąć na działkę o 9tej. Dotarłam pod blok, dzwonię domofonem – nie odbiera, dzwonię telefonem – nie odbiera… i tak na zmianę… niestety telefon mi się rozładował więc został mi tylko domofon, zrezygnowana usiadłam na płotku bawiąc się telefonem. Pech chciał że byłam tak zmęczona, że moje oczka same się zamykały i upuściłam mojego iPhone’a z niebagatelnej wysokości 15cm na chodnik. Siriously? Nie dość że zdechł to jeszcze się zbił? No to szybka decyzja, wyjeżdzam z bratem, brat tez ma numer do przyjaciółki, pojadę do niego, on zadzwoni, odbierzemy graty i pojedziemy dalej… No to lecę do brata, taksówki nie wezwę bo nie mam czym, w kieszeni dycha, najbliższy postój w połowie drogi do brata, no to co? Poranny, niedzielny jogging… dobiegam do bloku brata i klops! Dopiero się wprowadził i nie pamiętam numeru mieszkania, no i nie mam czym zadzwonić!!! Z matmy dobra byłam więc na szczęście udało się obliczyć które, z bratem odebrałam graty, od niego koleżanka odebrała ;) …menda jedna, śpiąca królewna… a ja? Ja zabuliłam w tygodniu za nową szybkę do mojego jabłuszka a bateria jak trzymała tak trzyma… jeden dzień i ew. na afterpaty od biedy starczy, na więcej nie licz!

  • Piotr Białek

    Wstydzę się, ale czego nie zrobić dla superaśnego telefonu :)
    Jak każda osoba posiadająca smartphone, podróż na kibelek z pustymi rękami jest stratą czasu (wiadome), bo trzeba się czymś zająć przesiadując na sedesie, internet, gry, dawno temu angry birds. To się nie zmieniało w moim życiu do momentu. Pewnego dnia, czyli około miesiąc temu, poszedłem ze swoim telefonikiem, wtedy LG G4 do łazienki na wiadomo co, czyt. dwójeczkę. Telefon miał 10% więc zabrałem ładowarkę, bo jak już siedzieć to chwilę:) Czas mija, szperam po internecie, reddicie. Bateria ucieka, więc wpinam telefon do ładowania i chwilkę jeszcze siedzę by doczytać wiadomość, kończę rytuał, naciskam spłuczkę no i.. telefon był w kieszeni bluzy nadal przypięty do ładowarki, wstaję i jako, że krótki kabel, z moim szczęściem, wtyczka wypadła, telefon wylądował w sedesie.. Ciężko określić moje myśli przeplatane z przekleństwami w tamtym momencie, ale schyliłem się i go wyciągnąłem. Niestety, ale nie był wodoszczelny, nie nadawał się do użytku już więc od tamtego momentu nauczyłem się, by na posiedzenie nie brać telefonu, a jak już to nie rozładowanego :)

  • Kamila Jaros

    Myślałam, że nie będę musiała już do tej historii wracać, bo dość niemiło ją wspominam ale skoro taki konkurs to opowiem ;) Zaczęło się od rozmowy kwalifikacyjnej w pewnej firmie, po której zostałam zaproszona na „szkolenie” na pracownika działu handlowego. Tak więc następnego dnia wzięłam notesik i pojechałam na szkolenie, które okazało się pokazaniem nam jak wygląda praca w terenie, gdyż w tym wypadku pracownik działu handlowego był zwykłym domokrążcą ;] Wywieźli nas gdzieś 100 km od domu na jakąś wieś. Kazali zostawić wszystko w samochodzie, gdyż z torebką nie wypada chodzić i dwie osoby w aucie pojechały do innej wsi. Zostałam bez torebki (w której miałam wszystkie dokumenty i portfel) i bez szkolenia, ponieważ gdy tylko zobaczyłam na czym ta praca ma polegać, zrezygnowałam. Nie miałam jak wrócić do domu, nie miałam pieniędzy, żeby kupić w sklepie coś do jedzenia i picia (a było gorąco) i na domiar złego TAK zaczęła mi się rozładowywać bateria w telefonie, a był moim jedynym łącznikiem z mężem. Trzymałam ją na słońcu, żeby dłużej pociągnęła ale na niewiele się to zdało. Jeśli chodzi o przetrwanie dnia to poratowały mnie miłe Panie z świetlicy, do których w końcu odważyłam się zagadać, a było mi strasznie głupio. Dodatkowo dowiedziałam się, że myślały o nas, że jesteśmy świadkami Jehowy ;] Dostałam od nich wodę i gofra i no i oczywiście miłe towarzystwo ;) Jednak niedługo zamknęły świetlicę i znów zostałam sama.. A mój mąż w tym czasie odchodził od zmysłów. Po kolejnych kilku godzinach w końcu zauważyłam moich „współtowarzyszy” i w końcu zaczęliśmy się zbierać do domu. Ja już byłam traktowana jak intruz i wysadzili mnie przy pierwszej okazji w miejscu gdzie już sobie jakoś do domu dojadę. No i oczywiście nie miałam jak o tym poinformować męża.. A mąż w tym czasie już był pod tą firmą i wyobraźcie sobie co czuł, gdy nie było mnie w podjeżdżającym samochodzie.. Powiedzieli mu co i jak i szybko poleciał na kolejkę i na szczęście udało się mu trafić do tej, w której ja byłam. Ja się wręcz popłakałam z radości, że to już koniec tego potwornego dnia i od tej pory nie ruszam się z domu bez ładowarki ;]

  • woocash89

    Najciekawsza i jednocześnie najdziwniejsza sytuacja, kiedy naprawdę potrzebowałem energii w smartphonie przytrafiła mi się nie tak dawno temu. Jak codzie

  • EdytaM

    Wakacje…czas na gminne święto czyli dożynki.Pełno ludzi,spotkania ze znajomymi,muzyka,atrakcje,disco pod gwiazdami i do tego Gwiazda Wieczoru.No nie być na takim wydarzeniu i to we własnej gminie to obciach.Z pozytywnym nastawieniem,uśmiechem na twarzy „zaszczyciłam” swoją obecnością wszystkich uczestników:D Humor dopisywał,wata cukrowa smakowała i nie wspomnę o przepysznym żurku od koła gospodyń wiejskich.Nadszedł czas na gwiazdę wieczoru.Nie wspomnę kto nią był bo jak to przeczyta to przypomni sobie takiego „buraczka”.Po występie wszyscy stali w kolejce po autografy,płyty,zdjęcia.Myślę sobie….jak wszyscy to ja też.Stanęłam grzecznie z siostra w kolejce.Nadeszła moja kolej.Dałam siostrze smartfona,ustawiłam się z gwiazdą do fotki a siostra podniosła tel. i mówi”Przecież bateria Ci padła,więc po co „szczerzysz” zęby?”.Spaliłam cegłę w sekundzie.Wstyd mi do dnia dzisiejszego,siostra się ze mnie śmieje i nawet nie chcę wiedzieć co gwiazda pomyślała.Z tej historii pewne są trzy wnioski: pierwsza to naładowana i solidna bateria jest jedną z podstaw sukcesu,druga,że w świecie showbiznesu jestem dosłownie spalona, trzecia-siostra najpierw mówi ,później myśli.

  • Orest Kletke

    Wszedłem sobie na Antyweba, patrzę konkurs! To zabieram się do opisywania mo

  • Sebastian Busler

    Ja miałem bardzo ważny projekt w gimnazjum. Prezentację miałem na telefonie. Miałem wysłać przez Bluetooth cały projekt na laptopa. Pech chciał, że nie podłączyłem telefonu na noc do ładowarki. Patrzę a tu tylko 3% naładowania. Liczyłem na łut szczęścia i spróbowałem wysłać rzeczony plik. Ale jak można było się spodziewać nie udało się. Teraz mam drugi termin a prezentacja jest na pendrive.
    LEKCJA: Zawsze podłączaj telefon na noc do ładowarki. Nigdy nie trzymaj ważnych dokumentów na telefonie.

  • http://koongfoo.com Rex

    Mam Note’a. Nigdy mi nie zabrakło prądu :(

  • Rafał

    Sytuacja, kiedy telefon padł mi w najmniej „dogodnym” momencie miała miejsce w 2014 roku, pamiętam jak dziś bo to był dzień mojego wesela.
    Z racji tego, że cała impreza była zorganizowana wieczorem to rano miałem zajechać do cukierni po świeżego marcinka(takie ciasto) a po drodze miałem zadzwonić do „starszego”, który po odwiezieniu swojej narzeczonej do bliżej nieznanej mi fryzjerki miał się ze mną spotkać na mieście aby wspólnie odebrać kwiaty i pojechać do restauracji przestawić winietki, ponieważ kilka osób odmówiło w ostatniej chwili i trzeba było to poprawić. Telefon jak się oczywiście okazało bezużyteczny, Przełożyć karty do jakiegokolwiek innego telefonu się też nie da, firma z jabłuszkiem utrudniła taką możliwość a nie każdy facet nosi kawałek spinki lub czegoś podobnego. Telefonów niestety na pamięć nie znam więc nawet nie próbowałem zadzwonić od kogokolwiek. Sytuacja ogólnie beznadziejna. O ile odebranie kwiatów (kilka bukietów) to nie był żaden problem, to prawidłowe usadzenie gości według nowego planu było ciężkie do zrobienia (całą listę miała moja żona mieszkająca wtedy 60km odemnie, organizacyjnie zresztą nie porywałem się za to). Udało się zadzwonić dopiero od kierowniczki sali (całe szczęście że zapisała numer do żony), na szybkiego poprawiłem co trzeba było i wróciłem do domu. Oczywiście dostałem ochrzan, bo trochę niefajnie wyszło w taki dzień zniknąć.
    Po całej sytuacji jedyny plus że zawsze nosze w kurtce bank pamięci, nigdy niewiadomo kiedy będzie potrzebny :)

  • Paulina

    Achhh za to moja historia to połączenie romantycznej tragikomedii z happy endem.
    Z Panem W. poznaliśmy się tydzień przed walentynkami któregoś pięknego roku. Minął tydzień, nastały walentynki, to i do kina się umówiliśmy na randkę. Randka – srandka, bo tyle z tego wyszło. Szanowny Pan W. napisał sms-a, że mam być na 19 pod kinem. Wyszykowana, wypachniona, (z pełną baterią w telefonie i duszy) pojechawszy do centrum (mieszkałam wtedy ok. 45 min autobuem drogi od docelowego miejsca schadzki) zastałam NIC. Ja, jak to ja zawsze przed czasem –
    okej, spóźnia się – zdarza się…
    10min…
    15min…
    20min…
    zero odpowiedzi na sms,
    zaraz zacznie się seans – ze złości zapomniałam nawet na jakiż to „romantyczny” film mielśmy pójść.
    -dzownię – „abonent jest w tym momencie nieosiągalny, prosimy spróbować później” x 3
    -„a spaaadaj Panie W!”
    I na co mi było to wypachnienie się i wyszykowanie? Wkurzona pojechałam do domu (kolejne 45minut w plecy). Oczywiście jak TYPOWA Magda M. zahaczyłam po drodze po wino, lody i popcorn.
    W domu czekał na mnie tylko kot – typowa singielka, nawet jemu było mnie żal…
    ooooo godzina 21 – dzowni Romeo, Pan W.
    odebrać? nie odebrać? oderbać? nie odebrać? – wyliczałam jedząc uprażone nasiona kukurydzy…
    -oderbałam, bo jestem cienias.
    Historii zakończenie jest takie, że Panu W. jak mi pisał, że na godzinę 19 się umawiamy miał w głowie 9, czyli 21. A dodzownić i dopisać się nie mogłam, bo powód jest banalnie znany- „BATERIA MI PADŁA, NO UWIERZ MI PROSZĘ”
    -kurczę, na drugi dzień musiałam te lody i popcorn na basenie spalić, żeby w d…. nie poszło :)
    Dziś W. to mój szczęśliwy (mam nadzieję) narzeczony. A i na urodziny dostał ode mnie powerbank co by nie miał więcej wymówek, że mu bateria padła. I żyli długo i szczęśliwie. Podładowani pozytywną energią!

  • tomasz_kw

    Z jednej strony sam zawsze narzekam na pojemność baterii choć mój smartfon wytrzymuje nawet do 2 dni przy intensywnym używaniu (bez grania w gry inne niż szachy) – to padnięta bateria jest świetna: dopiero wtedy wszyscy zaczynają patrzeć sobie na twarze w czasie rozmowy.

  • Ewelina

    Sesja, czas egzaminów, czyli i ściągania. XXI wiek pozwala na bardziej ambitne pomysły, niż drukowana ściąga, a mianowicie INTERNET W TELEFONIE. Ale co w sytuacji, gdy padła bateria, a ściągi papierowej ani jednej? Mówię to z własnej autopsji, uwierzcie, że ciężko wybrnąć z takiej sytuacji…

  • AgentMietek

    Ja i moja kobieta jesteśmy dla siebie bardzo wyrozumiali. Uważamy, że od czasu do czasu, każde z nas ma prawo wyskoczyć ze swoimi znajomymi do klubu. Jak zapewne wiecie, mimo wszystko oczekiwanie na swoją druga połowę, która baluje w klubie jest lekko denerwujące.
    Wybrałem się więc na taką imprezę z kumplami i standardowo, aby moja druga połówka mogła spać spokojnie i nie czuła się niepewnie, raz na jakiś czas pisaliśmy do siebie wiadomości. Jednocześnie po ilości literówek mogła zapewne bez problemu monitorować nieustannie zwiększający się poziom alkoholu w mojej krwi.
    Mijała już druga, bądź trzecia godzina po północy, kiedy to bidulka zmęczona ciągłym czuwaniem oraz tym, że nie nadawałem się już do prowadzenia konwersacji, bo zdolny byłem jedynie do zdawkowych odpowiedzi, stwierdziła, że idzie spać.
    W zaistniałej sytuacji padło ostatnie i kluczowe pytanie weryfikacyjne, którego można było się spodziewać:
    – Kochasz mnie?
    Ledwo zdążyłem zapoznać się z treścią pytania, mój telefon odegrał radosną muzyczkę, uraczył mnie pięknym logo producenta i również stwierdził, że idzie spać.
    Kocham moją dziewczynę, ale ciężko było jej to wytłumaczyć po tym, jak całą noc nie spała przetwarzając w swojej głowie najmroczniejsze scenariusze związane z brakiem odpowiedzi na najważniejsze pytanie.
    Długo nie zapomnę tego focha, podejrzliwego spojrzenia gdy obudziłem się w południe oraz „cichego dnia”, które to atrakcje zafundował mi mój smartfon.

  • Renata Lach

    Chwilę przed egzaminem na telefon wszyscy ściągali pliki ze ściągami więc i ja tak zrobiłam. Zadowolona, że telefon pomoże mi zdać egzamin z entuzjazmem weszłam do sali. Czekając na chwilę gdy wykładowca nie będzie patrzył udawałam, że myślę nad odpowiedzią. Siedząc w lekkim stresie, ponieważ do końca egzaminu zostało 15 min czekam dalej. Huraa! jest chwila, bo wykładowca zajął się czytaniem gazety. Z euforią wyciągam telefon i szukam pliku z notatkami. Szukam, szukam… i jest znalazł się! Do końca 10 min! Zaczynam przepisywanie z mojej magicznej ściągi aż tu nagle… buum! Rozładował się! Nie mogąc w to uwierzyć wpatrywałam się w ten ciemny ekran telefonu rozczarowana, że zawiódł mnie mój kochany telefon, który zawsze mi towarzyszył. Będąc w szoku zapomniałam o końcu czasu egzaminu, który oczywiście należał do nieudanych. Taka oto historia zdarza się na studiach po studenckich czwartkach, myślę,że wielu osobom.

  • guziol

    Czarne myśli zawładnęły moją głową,

    smartfon mi padł podczas rozmowy z…teściową!

    Nogi mi się ugieły,wystąpiły zimne poty,

    chyba w domu u ,,Mamusi” nic już nie mam do roboty.

    No bo która teściowa uwierzy na słowo zięciowi,

    że telefon się razładował akurat podczas taaa..kiej rozmowy?

    I już się bałem że znikąd pomocy,

    ale hola,hola!

    jest ASUS ZenFone Max albo banki mocy.

    Kupię,wytłumaczę wszystko kobiecie,

    muszę się postarać,

    Ona robi najlepsze serniki na świecie!!!!!!!!!

  • guziol

    Czarne myśli zawładnęły moją głową,

    smartfon mi padł podczas rozmowy z…teściową!

    Nogi mi się ugieły,wystąpiły zimne poty,

    chyba w domu u ,,Mamusi” nic już nie mam do roboty.

    No bo która teściowa uwierzy na słowo zięciowi,

    że telefon się razładował akurat podczas taaa..kiej rozmowy?

    I już się bałem że znikąd pomocy,

    ale hola,hola!

    jest ASUS ZenFone Max albo banki mocy.

    Kupię,wytłumaczę wszystko kobiecie,

    muszę się postarać,

    Ona robi najlepsze serniki na świecie!!!!!!!!!

    • Marek Kosiogród

      To nie jest konkurs na najpiękniejszy wierszyk, ale i tak fajnie że się postarałeś ;)

  • Jacek Rozdolski

    Moja sytuacja wyglądała następująco: Podczas wyjazdu do Francji z programu Erasmus, rozdzieliliśmy się na mniejsze grupy, ja zostałem w pewnym momencie sam. Gdy chciałem zadzwonić do znajomych, by się dowiedzieć gdzie są, okazało się, że wyczerpała mi się bateria. Jednak dzięki temu udało mi się poznać dwie bardzo miłe dziewczyny, to było najmilsze rozładowanie baterii w moim życiu :)

    • Marek Kosiogród

      Dobre :)

  • Mateusz Halas

    Kiedyś miałem taką sytuację, że siedzę sobie na kibelku i robię „2”, aż nagle zorientowałem się że nie ma papieru. A że zawsze siedzę z telefonem to szybko dzwonię do żony żeby kupiła papier a tu nagle telefon padł. I co teraz?

  • ★Martyna★

    Rok temu w Walentynki byłam gotowa, aby napisać do kogoś walentynkę (przez sms). Niestety, gdy chciałam nacisnąć „wyślij” telefon się rozładował. Już potem przy ładowarce nie odważyłam się jej wysłać.

  • Marcin Stelmach

    Poszedłem do lasu na poszukiwania poroży z jelenia. Nie był to jakiś tam lasek tylko ogromny i gęsty niczym dżungla, nie martwiłem się o to, że mogę zabłądzić w końcu miałem telefon z GPS. Chodząc, szukając postanowiłem sprawdzić która godzina wyjmując telefon i spoglądając na ekran ujrzałem „ciemność” – telefon był „martwy” pomyślałem, że przez przypadek się wyłączyć trzymając przycisk włączania telefonu ujrzałem tylko ikonkę przekreślonej baterii, która wskazuje jej rozładowanie.

    • Marek Kosiogród

      Według mnie, na poszukiwanie Poroży nie chodzi się z GPS-em, po pierwsze, jeżeli wyruszamy w taką przechadzkę po rogi to powinniśmy znać lasy.

  • Anonimowy Mail

    Była zima, za oknem -14 stopni. Jako swego czasu zapalony rowerzysta nie miałem przerwy na „sezony”, po prostu jeździłem cały rok. Rower mam trekkingowy dość dobrze przygotowany na dalekie trasy, kondycja była całkiem niezła. Po chwili rozmowy telefonicznej wraz z kumplami postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę – taki tam szybki wypad ok 120 kilometrów. Wziąłem ładowarkę domowej roboty, podpiąłem pod prądnicę w rowerze i pojechałem. Jako, że moi znajomi pochodzili z różnych miast i każdy musiał przejechać około 20 kilometrów samodzielnie, żeby dotrzeć na miejsce zbiórki, wskoczyłem w ciuchy i pojechałem. Było mroźno, ale nie wiało pogoda była całkiem niezła jak na godzinę 13:00. Po drodze korzystałem z endomondo i map Google jednocześnie ładując swojego Nota. Jak się później okazało po dotarciu do celu termometr pokazywał już -16 stopni Celsjusza. Był to dzień wolny, z tego co pamiętam jakieś święto, gdzie wszystko było pozamykane na cztery spusty. Udało nam się jednak znaleźć jakiś mały bar. Rzuciliśmy rowery przy wejściu i poszliśmy zjeść coś na szybko. Dopiero później, po ponownym wyjściu na dwór zrozumieliśmy jak wielki był to błąd. Było piekielnie zimno, na otwartych przestrzeniach wiatr był arktyczny. Smartfon buntował się, że nie będzie się ładował z powodu zbyt niskiej temperatury akumulatora! Przejechaliśmy tak około 20 kilometrów, ale zupełnie inną trasą niż poprzednio,po czym kolega przebił dętkę. Nikt nie miał kleju, a dętki miałem w zupełnie innym rozmiarze niż koledzy. Po godzinnej walce w rowie i na zimnie postanowiliśmy zadzwonić po koleżankę, by przyjechała samochodem. Jako, że było to spore kombi po złożeniu foteli z powodzeniem weszły tam dwa rowery. Zmieścili się tam też moi koledzy, którym kazałem korzystać z tego, że mają możliwość zabrania się ciepłym autem wprost do domu. Ja do domu miałem jeszcze około 50 kilometrów, więc odpaliłem mapy i brnąłem do domu wąskimi, straszliwie zawiłymi drogami przez jakieś wsie. Wkrótce jednak smartfon zaczął mi umierać na amen, bateria nadal nie chciała się ładować z powodu mrozu. Po kilku minutach smartfon się wyłączył. To koniec pomyślałem. Nie znam drogi, zaraz będzie ciemno. Jedyne co przyszło mi do głowy to przywiązać gumową opaską smartfon do termicznego bidonu w celu ogrzania baterii i wrzucić go do sakwy, by uniknąć zimnego wiatru. Tak też zrobiłem. Byłem już przemarznięty, sypał też śnieg, na dworze temperatura -18 stopni a do domu 30 kilometrów przez boczne leśne drogi. Droga była zupełnie zakręcona, zrobiło się już ciemno, byłem tak wymęczony, że nawet znajome okolice wydawały mi się obce. Na dodatek, żeby ładowanie smartfona działało na wystarczającym poziomie musiałem jechać przynajmniej 18km/h, co w tak silnym wietrze, śniegu i mroku nie było wcale takie oczywiste. Na drodze przez las śnieg po kolana, brak wyjeżdżonych śladów, zmusiło mnie to do zjechania na drogę główną (najpierw musiałem do niej dojechać). Była to prawdziwa szklanka… Trafiłem do domu grubo po zapadnięciu zmroku, ze smartfonem wraz z totalnie wyładowaną baterią. Jak widać, nawet duża pojemność baterii potrafi nie wystarczyć :) Nie byłem chory, wspominam ten dzień do dziś, ale powtórzyć bym tego nie chciał.

  • FirstSE .

    Zabrakło mi mocy, by strzelać z procy (angru birds :P )

  • julciap26

    Energii w telefonie zabrakło mi, że tak powiem, w jednym z najważniejszych momentów mojego życia, czyli … przy porodzie. Wiem, ktoś powie, że po co komu telefon jak rodzi i kto by tam myślał w takim momencie o dzwonieniu, ale jednak … . Cała akcja zaczęła się w dzień świąteczny 11 listopada, o 6.00 rano. Całe szczęście, że mąż był w domu i do szpitala pojechaliśmy razem. Poród miał być rodzinny więc mąż był przed salą i czekał, aż go wpuszczą. Jednak córcia miała inne plany i zabrali mnie na cesarkę. Już miałam dzwonić do męża, że zmiana planów, żeby przeniósł się pod inną salę, gdy właśnie wtedy rozładował mi się telefon. O technologio złośliwa!!! Mnie już wywieźli z całą masą podłączonych kabelków do mojego człowieka i sama męża fizycznie powiadomić nie mogłam, więc poprosiłam o to pielęgniarkę. Pech chciał, że przed salą czekało kilku mężczyzn i pani wysłała pod moją salę nie mojego męża a kogoś innego. Mąż trafił do zupełnie innej pani po cesarce i czekał przed jej salą z aparatem. Z kolei pod moją salą czekał pan zupełnie niepodobny do mojego męża. A tak chcieliśmy mieć pierwsze zdjęcie dzidzi zrobione przez tatusia. Śmiesznie wyszło. Potem panowie wymienili się pierwszymi zdjęciami dzieciaczków. Dzięki tej sytuacji stwierdziłam, że nie ma to jak porządna bateria w telefonie, albo chociaż podręczna ładowarka. A że telefony rozładowują się w najmniej odpowiednich momentach, to norma. Przynajmniej jest ciekawie i później jest z czego się pośmiać.

  • Natalia

    Ile razy zdarzyło się nam podłączyć telefon do ładowania na noc i powitać poranek 15% baterii?Drżącymi rękoma złapać telefon, zapłakać nad czerwonym wskaźnikiem i troszczyć się o każdy procent serduszka naszego przyjaciela?Włączyć oszczędność baterii i modlić się cały dzień aby rzeczywiście się oszczędzało?Mam i ja za sobą taki dzień. Nic w tym nadzwyczajnego, gdyby to nie był dzień egzaminu na prawo jazdy. Co dzieje się w momentach kiedy Twój telefon umiera z braku respiratora? Zawsze coś ważnego. Najpierw kilka smsów z trzymanymi kciukami co w tamtym czasie wzmagało mój stres niewyobrażalnie, a następnie telefon od instruktora, bateria leci 9%…8%…7%… ” Panie Boże znajdź im zajęcie bo zaraz pozbawią mnie kontaktu ze światem.” Zamiast prosić o zdany egzamin, to modliłam się o tych kilka procent baterii, nie wiem już sama czego się bardziej bałam.
    Słyszę – gdzieś przez wymieniane nazwiska przyszłych driverów, paplanine zestresowanych kobiet i przekleństwa negatywnie egzaminowanych – dźwięk mojego własnego telefonu. Nie tylko nie to. Pożeracz baterii, moja własna mama. Usłyszałam kilkadziesiąt razy że mam się nie stresować, pokazać że potrafię ładnie jeździć i kupić ziemniaki na obiad. Na nic tłumaczenia, że mój telefon zaraz padnie i w takim wypadku nie będę mogła poinformować jej o wyniku. Takim sposobem moja własna rodzicielka pozostawiła mnie z 1% baterii, a telefon padł w tym samym momencie w którym wchodziłam w długi, MORDorowy korytarz po pierścień zwany prawem jazdy. Po najdłuższych 40 minutach swojego życia otrzymałam ów prawny przywilej prowadzenia samochodu. Do domu wróciłam po dwóch godzinach, gdyż odległość do miasta z mojej miejscowości jest długa jak kabel mojej ładowarki. Oczywiście mama zapomniała, że rozładowała mi telefon i krzyczała jakie też było nieodpowiedzialne to moje zachowanie, że dla niej brak kontaktu ze mną był jednoznaczny z wypadkiem a potem dostało mi się też za te ziemniaki, których w afekcie zapomniałam. Reszta świata zareagowała nieco delikatniej ale oskarżyła mnie o celowe wyłączenie telefonu, który mam do dziś ze sobą. Myślę, że nowy ZenFone Max mógłby uratować moje nerwy, które są już na skraju wytrzymałości gdy mój wysłużony już telefon sam dobrowolnie pobiera własną energię :)

  • Adrian Nawrocki

    Pamiętam jak potrzebowałem energii w telefonie, podczas wycieczki klasowej w Grecji. Miałem wówczas spokojny dostęp do internetu poprzez wifi. Umawiałem się z dziewczyną zawsze na rozmowę poprzez Vibera o określonej godzinie. Pewnego dnia poszedłem do łazienki i niefortunnie telefon wpadł mi do sedesu i zalał się. Niestety nie miałem jak rozmawiać z dziewczyną przez najbliższych 5 dni, po powrocie do Polski jak to kobieta była zła na mnie, wypominała, narzekała i denerwowała się na mnie. Prawda jest taka – miej energię w telefonie, bo możesz nie mieć energii na wytrzymanie fochów swojej dziewczyny

  • Oskar Stolarski

    Był Piękny jesienny poranek godz. 5:00 rano … Śpię sobie w nocy tak słodko i miło aż tu nad ranem coś mnie zbudziło, to był mój smartfon który się zbudził i głosem budzika też mnie obudził. Wstałem więc z mego łóżka miękkiego, żeby zobaczyć co tam u niego. Podchodzę do stolika i biorę go w dłoń a on wystrzelił nagle jak broń, przestraszyłem się nieco nie ukrywam wcale, ale myślałem że go odpalę. W końcu zaspany podłączam go w kontakt, nareszcie złapałem z nim jakiś kontakt, zostawiłem więc niech się ładuję a ja na grzyby się przygotuję. Idę do kuchni i robię śniadanie, ubieram swój strój na grzybobranie, następnie wesoły zjadłem śniadanie „W końcu jadę na Grzybobranie” podchodzę do smartfona, a tu pobieranie … Aktualizacja się instalowała a moja Bateria się nie ładowała. Biorę telefon więc do kieszeni i idę do lasów pełnych zieleni, po kilkunastu minutach ciężkiej podróży mam dziwne przeczucie, że wzrok mi się mruży. Jadę wciąż w głąb lasu totalnie zgubiony, gdzie mój telefon, myślę zmartwiony. Sięgam do kieszeni po mój telefon, a na ekranie Menu Ghost Recon. Baterii mało patrzę w procenty, poczułem się jak w klatce zamknięty, nawet pomocy wezwać nie mogę, a na dodatek skręciłem nogę. To moja historia napisana szczerze, sam do tej pory w nią nie wierzę.
    Pozdrawiam !!

    • Sylwia Ciesielska

      Najlepsza Historia… Według mnie wygrana powinna być jego :)

    • CherryCock –

      Zgadzam się z Panią. Najlepsza Historia, Jeszcze te rymy. Super ;)

    • Web Paralizotor

      Rymy w czasownikach. Rzeczywiście niesamowita historia. Należy się w nagrodę książeczka z kursem języka Polskiego a nie telefon:)

    • mimi

      Przecież to słabe jest i rymy rzeczywiście jak w podstawówce

    • – KISIEL-

      Oczywiście. Nagroda musi do niego trafić

    • Marek Kosiogród

      Super … Znam ludzi którzy przechodzili przez to samo :) Najlepsza Historia

  • Michał Wiciński

    U mnie było dosyć ciekawie. Miałem wyjazd ze swojego rodzinnego miasta – Łomży do Warszawy, a z Warszawy do Pruszyn. Nie było bezpośredniego połączenia, stąd wiedziałem że muszę liczyć cały czas na swój telefon. Skończyłem ładować telefon o 8:00. Miałem wyjazd o 10:00 do Warszawy. W wielu momentach podczas podróży musiałem używać telefonu komórkowego. Już w Warszawie czyli około 13:00 miałem 66% baterii. Niewiarygodne, że tak szybko spada mi bateria. Z Warszawy do Pruszyn udało mi się skontaktować na wyznaczone miejsce z kobietą poprzez BlaBla Car. W Pruszynach miałem rozmowę kwalifikacyjną o pracę. Rozmowa była bardzo udana, wszelkie ważne informacje zapisywałem na telefonie. Po rozmowie, która trwała prawie 2 godziny w telefonie zostało mi około 43%. W tym momencie musiałem kombinować jak dostać się z powrotem do Warszawy, zacząłem rozmawiać z ludźmi przez bla bla, również patrzyłem na e-podrozniku. Mam akurat znajomych w Pruszynach więc i do nich zadzwoniłem czy nie jadą przypadkiem akurat dzisiaj do Warszawy. Wiem, że to była totalnie spontaniczna wycieczka, do której trzeba się przygotowywać. Niestety ciągle szukałem jakiegoś środka komunikacji, traf chce, że akurat padła mi komórka w momencie w którym udało mi się skontaktować i umówić z jakimś sympatycznym Panem Łukaszem, który podwiózł mnie do Warszawy na dworzec Wschodni. I w tym momencie naprawdę potrzebowałem energii.Byłem naprawdę wielkim szczęściarze, bo co mogłoby się stać, gdybym akurat nie mógł mieć żadnego transportu na drogę powrotną do Warszawy. Serio !!! Najbardziej emocjonująca i najbardziej traumatyczna historia związana z brakiem energii w smartfonie. Cieszcie się ze 100% baterii tak szybko odchodzi ….

  • Magdalena Rosińska

    U mnie zdarza się praktycznie codziennie, bo od 8:00 zaczynam praktyki i cały czas mając włączone 3G telefon trzyma mi tak do 17:00 a przydałoby się więcej żywotności, ponieważ zawsze warto mieć energię na to co może stać się wieczorem…. Stąd moje najlepsze historie z brakiem energii są codziennie

  • Paulina Nawrocka

    Musiałam udać się do wyznaczonego miejsca w nieznanym mi mieście. W telefonie miałam GPS i niestety w połowie drogi padła mi komórka… Bardzo musiałam mieć jakąś mapę. Całe szczęście jest jeszcze w formie papierowej. Ale był to moment dla mnie drażliwy. Całe szczęście miałam mapę, inaczej brak energii mógłby się skończyć nie najlepiej. A wiadomo jaką orientację w terenie mamy my kobiety

  • http://www.gluz.eu Przemysław Ł. Gluz

    Zabrakło mi prądu w ubikacji w uczelnianej bibliotece, w trakcie gry w 2048. Musiałem zakończyć czynność fizjologiczną i opuścić łazienkę. Po wyjściu okazało się, że w międzyczasie biblioteka zakończyła godziny pracy.
    Na szczęście ochroniarz nie skończył jeszcze zamykać wszystkich drzwi w budynku i mnie „namierzył”. W tym wypadku cieszę się, że bateria wytrzymała tyle, ile wytrzymała :P

  • Rafał

    Około roku temu pojechałem autobusem do Łomży 50km dalej od domu, kawałek jest, jak miałem wracać to już ze siostrą. Jak wszystkie swoje sprawy załatwiłem to zadzwoniłem do siostry, martwiłem się że bateria się rozładuje i tak się stało po około 5 sekundach łączenia telefon padł. Spodziewałem się tego, ale zaczełem działać, żeby nie zostać na cały dzień w mieście jako bezdomny, kasa się rozpłyneła, a więc nie mogłem do tego dopuścić, poszłem od razu do ciotki, której nie zastałem, było to około 15:00 po 30 minutach siostra przyjechała do Łomży, ale ja o tym nie wiedziałem, szukała mnie to wiadome, ale nie znalazła. Od ciotki poszłem w stronę pksów, wtedy tylko prosto do Kolna, a z Kolna do domu. Szedłem tak niecałe 3 godziny, po tym czasie zaczeli mnie bolić nogi i na chwile się zatrzymałem, miałem nadzieję, że ktoś się zatrzyma i tak się stało, ale dopieru po pół godzinie dalszego chodzenia. Pojechałem wtedy z tym gościem, po może 2 minutkach wyprzedzał nas samochód to była moja siostra, która zatrzymała się gościu z którym ja jechałem również i się przesiadłem podziękowałem, oraz pojechalim do domu.
    Ale żebyście widzieli jaka siostra była zdenerwowana, ale się nie dziwie ponieważ kilka godzin mnie szukała, więc to jest oczywiste ;)

  • Wojtek L.

    W czasach szkolnych każda szansa na wywinięcie komuś psikusa była zawsze wykorzystywana. Ukrywanie, odwracanie plecaków na lewą stronę, ustawianie głośnego trybu i dzwonienie do „ofiary” na lekcji itp. Tym razem wpadliśmy na pomysł ustawienia rick’rolla( to ten okres, gdy Ricka Astley był wszędzie w internecie :) ) jako budzik kolegi na lekcji ze szkolną kosą. Pierwszy rick’budzik – wszyscy w śmiech, pada komórka kolegi. Niestety nieświadomy kolega nie wie, że mimo rozładowanej baterii, zaoszczędzone jest tyle energii by w krytycznej sytuacji, jak ta, dalej kogoś obudzić, po kolejnych 5min – cała sala już ryczy, ja płaczę, kolega zdezorientowany, jak to jest możliwe, że Rick dalej śpiewa. Powtórzyło się tak jeszcze raz, komórka skończyła z wyciągniętą baterią, ja ze zmęczonymi mięśniami brzucha i myślą, czy mimo to wredna komórka jeszcze nie zadzwoni :)

  • Agnieszka B-n

    Mój pierwszy wyjazd nad morze. W sumie 13 godzin w podróży z południa Polski, tylko po to, aby przez niemal cały tydzień znosić na miejscu deszczową pogodę. I w końcu w ostatni dzień pobytu wyszło słońce! Kilka godzin przesiedziałam na plaży odpoczywając, czytając i bawiąc się telefonem. Zaczęło zmierzchać. Zachwycona widokiem zachodzącego słońca sięgnęłam do torebki po aparat… który jak się okazało, został w pokoju :/ Chwyciłam więc za telefon, zaczęłam kadrować jak najlepszy widok… i wtedy stało się! Bateria wyzionęła ducha! No szlaaaaag! :(

  • http://autoblog24.pl Michał Strzyżewski

    W któryś weekend wybraliśmy się ze znajomymi do klubu. Klub
    ten niestety umiejscowiony był w piwnicy budynku, a jak wiadomo w takich
    miejscach zasięg 3G nie jest najmocniejszy, zmuszając podzespoły smartfona do wytężonej
    pracy, aby jednak trochę szybkiego Internetu złapać i aby użytkownika nie
    ominęło żadne, ważne powiadomienie – wciąż czekam na to, że napisze do mnie na
    Messengerze prezydent USA. Później impreza przeniosła się do domu jednej z
    osób, gdzie zostałem ze swoim smartfonem do rana.

    Jako, że nie ma co nadużywać gościnności, nie zważając na
    pojawiający się lekki ból głowy wyruszyłem na przystanek. Jako, że rzecz działa
    się w zimę pewnym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że na dworze temperatura
    wynosiła poniżej zera stopni Celsjusza – takie anomalie w Warszawie nieczęsto się
    zdarzają. Idę wzdłuż ulicy i myślę – odpalę Jakdojadę, żebym wiedział gdzie mam
    w ogóle iść. Wciskam przycisk power, a reakcji telefonu nie ma żadnej. Zawiesił
    się? – myślę sobie. Wciskam przyciski odpowiedzialne za reset, wciąż czarno. Po
    paru chwilach dotarła do mnie straszna prawda, rzecz znajdująca się w pierwszej
    7 największych zmartwień przedstawiciela „pierwszego świata” – rozładował mi
    się smartfon.

    Gonitwa myśli – co zrobić? Nie wiem gdzie jechać. Już nigdy
    nie zobaczę mojego laptopa, który czeka na mnie w domu i pewnie dziwi się czemu
    tak długo go nie odpalam. Michał, dasz radę – pomyślałem sobie. Zacząłem
    przypominać sobie jak to było kiedyś. W głowie pojawiały się obrazy –
    przystanki, a na nich jakieś dziwne, papierowe kartki, pokryte czarną
    substancją we wzór, który zdawał się mieć jakieś znaczenie. Wiedziałem, że
    jestem na dobrym tropie do wybawienia. Podszedłem na przystanek i faktycznie –
    był tam wydrukowany rozkład jazdy! Niczym w średniowieczu sprawdziłem godzinę
    odjazdu i nazwy przystanków. Nie było na nich interesującego mnie, co oznaczało
    tylko jedno – przesiadkę. Z tęsknotą popatrzyłem na czarny ekran mojego
    smartfona – gdybyś tylko tu był – pomyślałem sobie.

    Na szczęście na liście dostrzegłem stację metra – kamień spadł
    mi z serca, już byłem myślami w domu. Ale niestety cała historia rozgrywała się
    w Ursusie pod Warszawą, a każdy mieszkaniec tej dzielnicy wie, że dostać się z
    niej do jakiegokolwiek innego miejsca w stolicy to nie jest „raz, dwa”. To
    oznaczało tylko jedno – kilkadziesiąt minut w podróży bez smartfona, bez gier,
    bez Facebooka, Spid…Antyweba. Bez możliwości zajęcia czasu. Lekko nie było, ale
    jakoś się udało. Później przez jakiś czas dochodziłem do siebie po tych
    przygodach – po około dwóch tygodniach wspomnienia się zatarły, trauma minęła.
    Wtedy też pojawiła się w mojej głowie prawda życiowa, która wciąż obowiązuje w
    przypadku mojej Xperii T, niegrzeszącej mocną baterią – bez powerbanka nie
    smarcisz z ranka.

  • Lila Master

    Były to moje piękne, nastoletnie czasy gdy to prowadziło się podwyższające ciśnienie flirty za pomocą setek smsów i zasypiało się z telefonem w ręku aby wibracje obudziły w razie konieczności odpisania wybrankowi. Od ponad tygodnia „romansowałam” z moim szczególnym oblubieńcem, a nasze relacje podtrzymywały wieczorne smsy (o panie, jakie ten XXI wiek jest romantyczny). Pewnego wieczoru jak zwykle prowadziliśmy jakąś emocjonującą rozmowę przy pomocy wiadomości zawierających milion znaków, bo przecież trzeba za ich pomocą odkryć duszę przed tym/tą jedyną. Kolejnego dnia byliśmy umówieni na pierwszą randkę, dość wcześnie, bo chcieliśmy się wybrać do lasu w letni poranek (;D). Zasypiając rzuciłam jakąś fikuśną uwagę w stylu „uważaj żebym Cię nie wystawiła” (no wtedy to brzmiało lepiej i bardziej zalotnie), poprzeglądałam na smartfonie neta, nie wyłączyłam wifi, poszłam spać a rano wstałam 3 h po umówionym spotkaniu, bo mój telefon (który miał niemal całą baterię) przez noc wymiękł i rozładował się przez włączone wifi i rano budzik mnie nie obudził…. figlarny smartfon.

  • MWW

    Ludzie dzielą się na tych co marzą i na tych co spełniają marzenia. Ja należę do tych drugich. Od dawna chciałem odwiedzić Rosję i Moskwę w szczególności. Raz stolica dużego, ciekawego państwa. Dwa stolica państwa o sporych sukcesach technologicznych. Trzy rewelacyjne metro o unikalnych stacjach. Lato. Gorąco. Inny język. Inne litery. Ja, Moskwa i mój smartfon.
    Świadomie podjąłem decyzję że to mój telefon będzie zarówno przewodnikiem, jak i głównym aparatem fotograficznym. Przetestowawszy wcześniej że 13Mpix wystarczy do dobrych zdjęć poszedłem w miasto. Super wrażenia, super doświadczenia, Moskwa w lecie piękna, rzeka Moskwa (tak, przepływa przez środek miasta) pełna ruchu rzecznego – co rusz widać jak kolejny statek płynie dzielnie po rzece.
    Kreml i Plac czerwony pełen ludzi, słońca i widoków. Okazuje się że Plac czerwony jest wypukły – oraz że widać skąd wjeżdżają czołgi na paradę Pobiedy (zwycięstwa). GUM – czyli najsłynniejszy dom handlowy w środku zaskakuje – jest nawet kino. Telefon pracuje robiąc kolejne zdjęcia. Zarówno detali jak i planów ogólnych.
    Po wizycie na Placu czerwonym – spojrzenie na mapę (od czego jest GPS, a raczej ze względu na lokalizację GLONASS) i decyzja – park Gorkiego, wspomniany w legendarnej piosence Scorpionsów. Mniej więcej na wysokości fabryki czekolady telefon zaczyna sygnalizować niebezpiecznie niski poziom baterii – a przecież tak niewiele zrobiłem. GPS wyłączony, transmisji danych również nie ma, ale okazuje się że zdjęcia są wyzwaniem. Więc i zdjęcia idą w odstawkę – w końcu bez mapy do metra nie wrócę. Bo raz że późno, dwa że mapy Moskwy papierowej brak, trzy dzień wolny i kioski zamknięte… Po przejściu parku Gorkiego (polecam – bardzo ładny) zostaje 10% baterii – co jest wskaźnikiem mocno niebezpiecznym. Na oparach baterii docieram do metra – tam już plany są i dam radę. Przed hotelem padł zupełnie.

    Gdyby nie bateria w telefonie, raz że bym się tak nie spieszył, dwa zrobił więcej zdjęć.

    A wnioski ? Metro w Moskwie jest rewelacyjne. A zwykli Rosjanie bardzo mili.

  • Ryszard

    Kilka lat temu sprawy zawodowe spowodowały, że pojawiłem się
    tranzytem na lotnisku w Oslo. Miałem tak zwany elektroniczny bilet, z którym
    udałem się do okienka przewoźnika celem odebrania karty wstępu. Oczywiście
    uznałbym się za wyjątkowego szczęściarza gdyby wszystko odbyło się bez
    problemów. Pani przy okienku poinformowała mnie, że owszem rezerwacja jest, ale
    nieopłacona. W związku z powyższym ona karty wstępu mi nie da. Ponieważ to nie
    pierwszy taki przypadek, więc już wiedziałem gdzie wszcząć alarm. Chwyciłem
    telefon z zamiarem skontaktowania się z rezerwującym bilety i od razu zostałem
    ukarany za umilanie sobie lotu do Oslo grą na smartfonie. Złośliwość losu i
    moje nieroztropne działanie doprowadziły do rozładowania baterii. Taki
    „farciarz” jak ja powinien przewidzieć taki rozwój wypadków. Mogłem
    zakupić kartę telefoniczną i zadzwonić z automatu, ale nie chciałem tego
    czynić, by nie zostawać później z niewykorzystaną pulą minut. Pani przy okienku
    podzieliła moje troski i zaproponowała darmowe połączenie u koleżanki. Chętnie
    przystałem podziwiając wyjątkową uprzejmość i zorganizowanie. Jednak to nie ten
    fakt wywołał moje największe zdziwienie, bowiem „koleżanka”, do
    której mnie skierowano okazała się być również moją koleżanką ze szkoły
    podstawowej. Z rozdziawionymi ustami obydwojgu nam trudno było na początku
    odnaleźć się w tej niecodziennej sytuacji. Momentalnie zapomniałem swojego
    angielskiego i w sposób naturalny po polsku spytałem wprost czy nie jest ową
    Małgosią, którą zapamiętałem przed laty. Przytaknęła ze śmiechem i
    rozpoczęliśmy naszą wspólną retrospektywną podróż w głąb naszej pamięci. Trwało
    to dobre pół godziny, a ja zupełnie zapomniałem, w jakim celu się u niej
    znalazłem. Po oprzytomnieniu wyłuszczyłem swój problem, a ona udostępniła mi
    swój służbowy telefon. Szybko poinformowałem agenta o braku opłaty, a ten
    zobowiązał się przelać pieniądze. Oczekiwanie na potwierdzenie i wydanie biletu
    na kolejny etap podróży umilałem sobie kontynuacją naszej przerwanej na krótko
    rozmowy. Będąc poza rzeczywistością
    zapomniałem, że właśnie kilka chwil temu moje połączenie odleciało w siną dal,
    a ja nadal tkwię w Oslo. Skończyło się na przebukowaniu na kolejny samolot, ale
    to mnie zupełnie nie martwiło, bowiem miałem sposobność spędzenia swojego czasu
    oczekiwania w wyjątkowo dla mnie miłym towarzystwie. Do dzisiaj utrzymujemy ze
    sobą „skypeowy” kontakt wdzięczni słabości baterii mojego telefonu.
    To zdarzenie, nie zupełnie zabawne, lecz bardzo fortunne w zakończeniu nauczyło
    mnie, że telefon i możliwość kontaktu jest ważniejsza od chwilowego relaksu na
    pokładzie samolotu. Pierwszy raz też doświadczyłem prawdziwości powiedzenia, że
    „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”.

  • bytkuba

    Kilka lat temu będąc w Wielkiej Brytanii rozładował mi się telefon w nietypowej i rzadkiej sytuacji. Jak wiadomo Londyn pęka od ilości luksusowych i rzadkich samochodów które lubię. Mercedesy, Ferrari, itd można spotkać bardzo często. Ale Bugatti EB110 SS jest bardzo rzadkim modelem, samych modeli EB110 wyprodukowano 126 sztuk a modelu EB110 SS około 31 sztuk. Oczywiście trzeba było zrobić zdjęcie i oczywiście telefon rozładowany. Maiłem duże szczęście że akurat zapaliło się czerwone światło i pożyczyłem telefon od znajomego, zrobiłem zdjęcia rodzynka w świecie motoryzacji.

  • karolina

    Lato, środek dnia. Promienie słońca otulały swym blaskiem szare budynki i otaczające je ulice. Wracając po ciężkich zajęciach na uczelni, patrząc na świat dookoła postanowiłam znaleźć kompana, z którym będę dzielić czas w ten piękny dzień. Chwyciłam szybko za telefon , obdzwoniłam grono koleżanek mieszkających na tyle blisko, by spotkanie było możliwe, jednak bez zadowalających rezultatów. Cień smutku przeszył moją twarz, usiadłam na pobliskiej ławce w rękach trzymając telefon . Przez frustrację, która mnie dopadła weszłam na jeden z portali internetowych umożliwiających zawarcie nowych znajomości. Choć nie robię tego notorycznie, dziś nie miałam się do kogo zwrócić. Po chwili napisał do mnie chłopak (po nicku było wiadome, że tez jest z Łodzi) bez ogródek proponując kino. Niewiele myśląc zgodziłam się, ustaliliśmy adres, godzinę i seans.
    -TIU TIU PIIIIIK!!!!
    Nagle usłyszałam ten charakterystyczny dźwięk! Zwiastował on koniec mojego dalszego posługiwania się telefonem! Komórka padła! (soooo sad :( )
    Ani rano, ani wieczorem nie podłączyłam telefonu pod ładowarkę z powodu nauki. Myślę – seans jest za godzinę, poczekam, zaryzykuję – może przyjdzie… Stając pod kinem, wypatrując samotnego nieznajomego czekałam spoglądając na każdą parę, każdą rodzinę przechodzącą obok mnie. Aż nagle wypatrzyłam GO! Przyszedł, przystanął rozglądając się dookoła. Zauważył, że się mu przyglądam – rzucił w moją stronę szarmancki uśmiech. Podeszłam do NIEGO z pewnym oporem mówiąc:
    – Cześć! Nie byłam pewna czy przyjdziesz, wchodzimy do środka?
    – Cześć, ale jestem. Jasne. Panie przodem.
    Z tego całego zamieszania – mieszanki wstydu i zażenowania nie popisałam się kulturą. Nie wpadłam na to, by się przedstawić – co dotarło do mnie o wiele za późno.
    Po wejściu do kina kupiliśmy popcorn, bilety, zajęliśmy miejsca. Rozmawialiśmy o studiach (okazało się, że też studiuje w Łodzi), o wakacjach, wycieczkach.
    Po seansie chłopak odprowadził mnie na tramwaj, mówiąc:
    – Jak dojedziesz – daj znać!

    Wróciłam do domu, zalogowałam się do portalu chcąc napisać wiadomość, lecz wcześniej przeczytałam:
    Hej, to jak z tym kinem? Bo nie wiem czy się ogarniać.

    Widzę, że dziś nie wypali, może innym razem…

    Byłam w szoku! Z kim spędziłam pół dnia?
    Ja… nie wiem.

  • jojaues

    Kilka miesięcy temu wybrałem się wraz z trójką znajomych do włoskiego Bergamo na trzydniowy odpoczynek. Naszym lokum była miejscówka znaleziona w portalu Couchsurfing, mieściła się w piwnicy sporego domu w centrum miasta. Wystrój piwnicy był iście hippisowski i imprezowy. Do Bergamo dotarliśmy w piątek późnym wieczorem, lecz ciekawe i fascynujące rzeczy wydarzyły się dopiero w sobotę, gdy okazało się, że z domu nie można się wydostać, gdyż młoda couchsurferka wybyła na uczelnię. Telefonów nie odbierała, to też postanowiliśmy wydostać się sami. Drzwi były nie do przejścia, nie do otworzenia. Nawet pomimo tego, że obok na haczykach wisiała niemal setka różnych kluczyków – żaden nie pasował do drzwi wejściowych. Chwilę później część z nas udała się na górę, by spróbować znaleźć innego z domowników – okazała się nią być weteranka II światowej, która mówiła łamanym francuskim i włoskim oraz najprawdopodobniej miała Aizheimera. W jej ogromnym pokoju była cała masa terrariów z różnymi zwierzętami, a ona siedziała wpatrując się w ekran telewizora, oglądając również dzikie zwierzęta. Na ścianach wisiały skóry panter, tygrysów i innych dzikich kotów. Wszystko to razem, tworzyło trochę odrealniony obraz i tylko co raz bardziej uświadamiało nam uczucie „uwięzienia”. Jako, że większość współczesnych smartfonów (w tym te nasze), wytrzymuje zaledwie 1 dzień (często i nie cały!) na baterii, nasze telefony po kilku godzinach prób porozumienia się ze starszą panią oraz prób dodzwonienia się do właścicielki, najzwyczajniej w świecie się rozładowały. Z pomocą przyszedł nam najmniej pojemny powerbank, jaki mógłby być. To dzięki niemu, wykonaliśmy ten JEDEN telefon, który uwolnił nas z mieszkania safari. To dzięki niemu mogliśmy faktycznie odpocząć w czasie tego weekendu. ;)

  • Daniel Amrogowicz

    Najbardziej spektakularna sytuacja kiedy zabrakło mi energii w smartfonie to kiedy, zafascynowany nowymi technologiami kupilem bilet pkp online i zamiast przezornie go wydrukowac zostawilem na telefonie.. Droga dluga, noc.. Muzyka na sluchawkach.. Kiedy obudzilem sie na kontrole biletowa z telefonu nie bylo co zbierac.. Mandat na wlosku.. Na szczescie znalazl sie w przedziale power bank wiec historia z happy endem, ale rowniez z moralwm- nie ufac do konca technologii jesli nie ma sie potwornie wielkiej baterii albo zapasu w plecaku😊

  • Jolanta

    Zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną w mieście, które jest oddalone od mojego miejsca zamieszkania o jakieś 25 km,ale dłuższy czas w nim nie byłam i wiele zmieniło się w komunikacji miejskiej. W dzień rozmowy poszłam na przystanek,dojechałam do dworca i musiałam się przesiąść w autobus mpk,żeby dojechać do firmy, w której miałam mieć rozmowę. Zerknęłam na rozkładzie, w który „numer” autobusu mam wsiąść, dodam, że nigdy nim nie jechałam. Przyjechał, wsiadłam, jadę. Gdy wydawało mi się,że jeszcze kilka przystanków przede mną,okazało się,że autobus stanął,bo już ma „końcowy”! Nie było wyjścia,wysiadłam, a tam dookoła szczere pola. Pozostali pasażerowie rozeszli się zanim zdążyłam zapytać,gdzie właściwie jestem. Autobus odjechał, zaczął padać deszcz, a ja zostałam „w polu”. Nie poddałam się,wyciągam swój smartfon, dzwonię do znajomego,który mieszka w tym mieście od lat i tłumaczę swoją sytuację. Wysłuchał, pośmiał się i zaczął mi mówić, co mam zrobić. Niestety w połowie zdania: „mijając przystanek, na którym wysiadłaś będziesz miała znak…” i koniec, bateria padła. Zostałam sama, w dziwnym, pustym miejscu, bez parasolki, bez mapy, bez przewodnika, bez kontaktu i bez perspektyw, że zdążę na rozmowę.

  • Adrian Grzymała

    Moja historia będzie bardzo prosta.
    – Pewnego dnia miałem telefon w kieszeni i poszedłem do łazienki w wiadomym lżejszym celu. Przy zdejmowaniu spodni telefon wpadł mi do wody w sedesie. Całe szczęście było czysto tam na dole, niemniej jednak doszło do zalania telefonu, jego wyłączenia, a później musiałem udać się do serwisu, by wspomogli mnie urządzeniem zwanym wanną ultradźwiękową.

    Niemniej jednak był to moment, w którym zabrakło mi energii w telefonie. Zatem przestroga dla wszystkich. Nie idźcie z telefonem do łazienki ;))

    • Magdalena Rosińska

      hahahah :D

  • nwd88

    Otóż, 2 lata temu musiałam dojechać do innego miasta na ślub bardzo
    bliskiej koleżanki. Przed ślubem wyprowadziła się ok. 300 km dalej od 
    naszego miasta do mieszkającego tam ówcześnie jej narzeczonego (z 
    Lublina do Opola). Tam też miał odbyć się ich ślub oraz wesele. Miałam
    pewność, że dojadę pod wskazany adres kościoła, już było wszystko
    zaplanowane tak, żebym dojechała tam nawet z zapasem czasu, więc
    pozostało tylko wsiąść w samochód i ruszyć w drogę. Oczywiście miałam
    też przy sobie nawigację, która później niestety i tak wyprowadziła mnie
    w przysłowiowe pole, ale cóż… Jeżeli zaś chodzi o telefon – przed 
    ślubem, wyjazdem na ów ślub, itp. byłam w stałym kontakcie i z przyszłą
    panną młodą, i z innymi dwiema koleżankami, które „wiedziały”, jak
    dojechać na miejsce. Z koleżankami umówiłyśmy się ponadto, iż w razie
    jakichkolwiek problemów będziemy do siebie dzwonić. I tak też było…
    prawie. Przed wyruszeniem w drogę dzwoniłam jeszcze żeby dogadać sprawy
    związane z dojazdem, przypuszczalną godzinę pojawienia się na miejscu,
    itd. I ruszyłam w drogę. Z tego wszystkiego w tym dniu, ja, która ZAWSZE
    mam ze sobą ładowarkę, a ponadto nigdy nie dopuszczam do tego żeby mój
    telefon się w ogóle rozładował, oczywiście ładowarki zapomniałam (przez
    ambaras związany z pakowaniem się w podróż, zabranie innych rzeczy,
    itp.). Mało tego, z racji tej, iż w tym dniu jeszcze przed wyjazdem
    rozmawiałam sporo czasu przez telefon, bateria zaczęła odmawiać
    posłuszeństwa mniej więcej po ok. 100 kilometrze trasy (przede mną
    jeszcze 200!)… A ja? Jeszcze ucieszona – jadę, bo przecież mam ze sobą
    nawigację! Za niedługo bateria w smartfonie całkowicie padła, a ja
    zostałam sama – prawie, bowiem jechał ze mną ówczesny partner, który 
    owszem miał telefon z naładowaną baterią, jednakże ja nie znałam na 
    pamięć nru żadnej z koleżanek. Przełożenie karty SIM też nic by nie
    dało, bo ja oczywiście wszystkie kontakty zapisane miałam (i mam do tej
    pory:P) w pamięci telefonu. I tak oto, dojechałam na ślub… A raczej na
    wesele. Ślub niestety ominęłam szerokim łukiem, bowiem nie dojechałam
    na czas – nawigacja nie pomogła. A na wesele trafiłam tylko dzięki temu,
    iż z zaproszeniem w ręku szukałam po Opolu człowieka, który pokieruje
    mnie na miejsce… znajdujące się poza Opolem :D Tak więc wraz musiałam
    dojechać w inne miejsce… Byłam zła, wkurzona i co tam jeszcze, ale 
    mimo wszystko szczęśliwa później, że w ogóle trafiłam na część wydarzeń z
    tego dnia. I do dziś śmieję się, że dobre jest w tym tylko to, że…
    nie był to mój własny ślub.

  • Krzysztof Wołek

    Pewnej nocy kilka lat temu gdy w ramach walki z nudą o 3 w nocy oglądałem sobie jakiś film na komputerze dostałem sms od bardzo bliskiej koleżanki że potrzebuje pomocy bo nie może się dostać do mieszkania, a klucz złamał jej się w zamku. Wziąłem co było pod ręką i telefon nie zwracając uwagi czy baterii jest na tyle i poszedłem. Środek nocy więc musieliśmy być cicho by wszystkich na klatce nie obudzić. Udało się nam wyciągnąć klucz z zamka ale niestety drzwi się zablokowały z racji że były antywłamaniowe. Próbowaliśmy się dodzwonić do kogoś z rodziny czy jest w domu i żeby od środka otworzył drzwi.. Najpierw padł telefon koleżanki. Kilka minut później drugiej która była z nią, a na końcu mój.. Więc pozostało tylko dzwonić dzwonkiem z myślą że ktoś wstanie. Udało się ale nie dało się otworzyć drzwi nawet od środka. Nagle po jakiś 20 min morderczych prób drzwi się odblokowały, a dziewczyny w końcu dostały się do środka. Może gdyby telefony nie padły wszystkim cała akcja potrwałaby znacznie krócej..

  • Ad Ryan

    Kiedyś miałem podwieźć koleżankę do sąsiedniego miasta. Dzwonię do niej i mówię, że jak będę jechał, to zadzwonię, żeby była przygotowana. Ona, że ok i do zobaczenia jutro. Potem rozładował mi się telefon i zapomniałem podpiąć go w nocy do ładowarki. Rano tak na szybko chciałem go przed wyjazdem na szybko doładować i po włączeniu widzę nieodebrane od niej połączenia.
    Oddzwaniam i pytam czy już się szykuje do wyjazdu. Ona na to, że właśnie siedzi w pociągu, bo nie dzwoniłem później, tak jak umawialiśmy się dzień wcześniej. Ale jak to, pytam? Przecież mówiłem że, jak będę wyjeżdżał samochodem to zadzwonię, żeby wyszła. A ona na to, że zrozumiała inaczej. Jeśli w ogóle będę jechał to zadzwonię, zamiast – gdy będę rano wyjeżdżał po nią to zadzwonię. I tak oto dotarliśmy na miejsce osobno. :)

    Wniosek: telefony telefonami, akumulatory akumulatorami, a kobiecej logiki i tak nie zrozumiesz. :D

  • Kasia Mia

    Mój telefon to jak moja ręka, choć tnie się czasem czy stęka,
    To jednak otwarcie przyznaję, ja też mu we znaki się daję.
    Pamiętam, że gdy go dostałam działał jak torpeda, jak strzała,
    Lecz teraz po czterech latach, niestety, figle mi płata…

    A jednak traktuję go czule, nim przejdzie na emeryturę
    Po tylu latach razem słowa powoli ważę
    Nim jakiś model nowy zapuka w moje progi.
    Ten związek między nami rozwija się też z kryzysami,
    Ostatnio dość częstymi i raczej nieprzewidzianymi.

    I tak w pewien wieczór zimowy przyprawił mnie o ból głowy.
    A zaczęło się to rodacy, że zaspałam, zaspałam do pracy…
    Telefon chwyciłam w pośpiechu, ubrałam się na wdechu,
    A moja ładowarka została tam gdzie suszarka…

    Dzień w pracy nie był zbyt miły, obowiązki się tylko piętrzyły,
    I nawet nie spojrzałam, że moja komórka migała…
    Migał światłem złowrogim – „bateria się kończy, mój drogi”.

    Po pracy wpadłam do sklepu, już biegłam na tramwaj na wdechu…
    I nagle runęłam jak kłoda… ból, straszny ból, moja noga.
    Już za telefon chwytałam, już dzwonić do bliskich chciałam…
    Drżały zziębnięte dłonie, pot wystąpił na skronie,
    Telefon padł, ba, zdechł, cóż mówi się jak pech to pech…

    Z trudem dotarłam do domu, nie mówiąc nic już nikomu,
    Noga stłuczona, boli, lecz szybko się pewnie zagoi,
    A ja dziś jedno już wiem, komórkę zawsze ładuję!
    Bo w życiu nic nie przewidzisz i pewnie nie raz się zdziwisz
    Lecz telefon warto ładować, bo w potrzebie może nas poratować.

  • maksymile

    Zdarzyło się to latem w drodze ze wschodniego Mazowsza na Dolny Śląsk. Po wszystkim posypią się pewnie na mnie gromy że to zaniedbanie lub brak odpowiedzialności z moje strony…
    1,5 roku temu, już któryś raz z kolei jechaliśmy pociągiem z młodszym kuzynem do rodziny. Oboje mieliśmy komórki, lecz mój podopieczny nie dawał spokoju grom i aplikacjom na swoim smatrfoniku, a z racji tego że podróż mierzy sobie około 500km to może się okazać że nawet bateria świeżo naładowanego tel. może nie zapewnić maluchowi wydajności na całą drogę. I właśnie w trakcie jednego z dłuższych przystanków „Wrocław Główny” gdzie pociąg rozłączany jest na dwa oddzielne składy jadące w różnych kierunkach, postanowiłem skorzystać z okazji rozprostowania kości i zakupu gazet w kiosku, oddaliłem się na jakiś czas zostawiając kuzyna w przedziale. Na stacji trochę mi się przeciągnęło i próbując odnaleźć właściwy skład wsiadłem do innego pociągu. W stresie wydzwaniałem do kuzyna gdzie jest, lecz niestety zdeżyłem się tylko z komunikatem .. tymczasowo niedostępny a przedziału oczywiście nie odnalazłem. Cóż w takiej sytuacji pewnie może starszy może zadzwoniłby od kogoś podróżnego na mój telefon ale dzieciak nie znał numeru.
    Taka wtopa!
    Właściwy skład odjechał z kuzynem i jego rozładowanym fonem. Wsiadłem do kolejnego pociągu jadącego na Jelenią G i wypatrywałem młodego na kolejnych stacjach. On jechał z całym naszym bagażem i na pewno był w większym stresie niż ja – jego opiekun! Okazało się że kuzyn wypakował się na czwartej stacji gdzie błyskawicznie dojrzałem go na peronie i wyskoczyłem. Podbiegłem do Zguby.
    Myślę że powerbank lub komórka z mocniejszym akumulatorem rozwiązała by niebezpieczeństwo utraty łączności, choć to nigdy nie zwalnia z odpowiedzialności.

  • https://www.youtube.com/channel/UCQpJ63NvPMtXYc7ThLj2kyA rav

    Zabrakło energii w … internecie. Telefon się rozładował. Cały internet świat pod moimi oczami.

  • Adrİan Hyneĸ

    „Kto nie ryzykuje ten nie wygrywa”.Ta maksyma przyświecała mi w zeszłym roku,kiedy postanowiłem zaryzykować i wyjechać na trochę do pracy za granicę .Kolega pracował już rok w Niemczech na budowie i zaproponował,że też mogę spróbować,bo jest akurat wolny etat.Jedynie trzeba było stawić się osobiście na rozmowę.Właścicielem firmy był Polak,więc znajomość niemieckiego nie była wymagana. Sms’em dostałem adres,ale kolega miał po mnie wyjść,kiedy dojadę do Monachium.Spakowałem niewielki bagaż,wsiadłem do autokaru i w drogę.Na trasie pstrykałem fotki ,żeby mieć pamiątkę,w końcu nie codziennie opuszcza się ojczyznę.Kiedy byliśmy już prawie na miejscu autokar się rozkraczył,a jako,że byliśmy już w obrębie Monachium po prostu nas wysadzono.Wyciągam komórkę,by powiedzieć koledze,żeby podjechał po mnie w inne miejsce,wykręcam numer,słyszę „halo” i…cisza.Padła bateria.Panika i nerwy.Nie znam niemieckiego,adres zapisany w telefonie,numeru do kolegi nie znam na pamięć,miasta też nie znam.Co robić?!Stoję wpatrując się w czarny ekran,przerażony jak dziecko,które się zgubiło.Kiedy minął szok,postanowiłem działać.Myśl pierwsza:wejdę do jakiegoś sklepu,pokażę ładowarkę i może jakoś na migi się porozumiem. Zaglądam do torby,a tam ładowarki brak.Zapomniałem!No nic,wchodzę do uroczego bistro pokazuje rozładowany telefon,urocza pani uśmiecha się,kiwa głową,że rozumie,mówi coś po niemiecku i daje mi swój telefon.No nie,jak wytłumaczyć,że potrzebuję naładować.Gestykuluję,więc niczym w grze w kalambury i na głos mówię po polsku”chcę naładować”.Pani zaczyna się śmiać.”O Polak”.Uff..jestem uratowany.Pani okazała się córką polskich emigrantów,znającą mowę przodków.Podładowaliśmy komórkę,zadzwoniłem po kolegę i dojechałem na miejsce.Ta przygoda naprawdę wyryła się w mojej pamięci i skłoniła by,po pierwsze zawsze mieć naładowany telefon,po drugie mieć przy sobie ładowarkę,albo power bank,po trzecie uczyć się języków.

  • Mirosław Z

    Są chwile, w których można pójść na wojnę z pełną świadomością tego, że poleje się krew! Powodem tej siermiężnej i odwiecznej wojny jest krótki czas pracy na baterii mojego fona zwłaszcza wtedy, gdy go najbardziej potrzebuję, czyli przed randką z ukochaną. Moim polem walki jest szukanie gniazdka elektrycznego! Moją zbroją –ładowarka! Kolczugą- maksymalne zmniejszenie obciążenia pracy baterii i przyciemnianie ekranu, wyciszenie dzwonka! W ręku dzierżę ZenPower, który jest moją jedyną bronią, ale zapomniałem włączyć dźwięk, a dziewczyna dzwoni i dzwoni. Rezultat – porzucenie, zostawienie na lodzie i awantura na środku ulicy. Na nic tłumaczenia, że telefon się rozładował. Zresztą to przecież zbyt banalne. Ale mając nowego ZenFona Max żaden z moich wrogów w postaci rozładowanej baterii nie przetrwa takich tortur, a żadna dziewczyna nie ośmieli się dać mi kosza. Jedynym jeńcem, którego chcę wziąć żywcem w tej wojnie jest Asus ZenFone Max. Mój sojusznik musi być zawsze w pełni sił i mieć naładowaną baterię. Bądźcie moim kompanem w tej wojnie, bo chcę ją wygrać!

  • rako

    W życiu różnie bywa ale gdy braknie napięcia w telefonie to się człowiek ma pod górę właśnie tak to się odbywa. Był pewien piękny dzionek wszystko zapowiadało się cacy. Piękna pogoda, rześki poranek, telefon od ziomka czy mu pomogę więc ja skok w ciuch i daję skok na nogę. Po tejże pomocy nie miałem spadku mocy więc załączyłem nawigację i ruszyłem pod jeden adres gdzie były tanie atrakcje. Z tego wszystkiego nie wyłączyłem aplikacji na domiar złego. Tak napięcie spadało że zostało mało. Kolejno odwiedziłem rodziców Kochanych po czym planów nie miałem małych. Umówiony byłem z Piękna damą na pierwszą randkę i miałem zadzwonić wcześniej potwierdzić miejsce i spotkanie. A co się stało pik pik i tel wyłączył się jak na złość na zawołanie. Taki pech, taka gafa cóż mogę powiedzieć wielka strata. Zanim zajechałem do domu, zanim troszkę podjadł prądu nadszedł czas sądu. Patrzę na tel a tu wiadomość : Przepraszam czy jutro znajdziesz czas bo dziś nie dam rady?. Uff jaki byłem happy i do tej pory jestem bo wszystko się ułożyło i tak od spotkania jesteśmy parą od dwóch lat :) Więc zaopatrzyłem się w ładowarkę samochodową i mam baterię naładowaną na full i w pełni gotową ;)

  • Albercikk

    Cel wydawał się tak blisko, to miało być tuż za rogiem, zamiast tego kolejne rozczarowanie. Siły juz nas opuszczaly, pragnienie z każdym krokiem przypominało jednak że to nie chodzi tylko o nas, kamraci wyczekują naszego powrotu niczym pierwszej gwiazdki. Towarzysz niedoli ostatkiem sił wydukał : dzwoooń hik ….i zwymiotował wycieńczony.
    Drżącymi rękami siegam po telefon, numer wybrany, połaczenie…… iiiii …..bateria rozładowana :(
    To już koniec, prysła ostatnia nadzieja, tylko on wiedział gdzie jest ten przeklęty monopolowy.

  • Marta Zet

    Miłością do czytania jestem obciążona genetycznie – moi rodzice skompletowali niezłą kolekcję książkowych przyjaciół, która budzi u każdego nowego gościa w ich domu szczere „wow”;) Z racji tego mojego Kindle targam wszędzie i zawsze, a mąż się śmieje, że traktuję go jak osobistego chihuahua (taki pies wielkości myszy, którego niektórzy noszą w torebkach;)
    Mój czytnik miałam ze sobą też pewnego lipcowego popołudnia 2015r., gdy wyszłam na balkon rozwiesić pranie (mówiłam już, że jestem książkoholiczką?;) Planowałam rozwiesić ubrania, a potem nagrodzić się kwadransem z Kate Morton na balkonowej huśtawce. Niestety zapomniałam, że jak się otworzy drzwi i okna w całym domu to powstaje tzw. przeciąg…Czy to moje drzwi balkonowe, które domagają się wymiany czy bardzo silny ciąg powietrza, a może znak od Książkowego Bóstwa;) – lecz zatrzasnęłam się na tym nieszczęsnym balkonie. O godzinie 17:00, gdy mój ślubny tego dnia miał wrócić z pracy ok. 20:00. Mieszkanie zamknięte, klucze w środku – więc wołanie sąsiadów na pomoc nic by nie dało. Napieranie na drzwi z całej siły groziło wybiciem szyby i wizytą na jakimś krwawym szpitalnym oddziale. Ale zaraz, przecież mam swojego smartfona w kieszeni, zadzwonię do męża, by przyspieszył swój powrót z pracy. „Pi bip bip” – powiedział mój telefon. Bateria padła. Kaput. Dead. Finito. „Zawsze wtedy, kiedy człowiek na Ciebie liczy” – powiedziałam z wyrzutem mojemu sprzętowi.
    Po rozważeniu wszystkich opcji postanowiłam więc…usiąść spokojnie na huśtawce i spędzić najbliższe 180 minut z panią Morton:) I wiecie co? Było super! Gdy mąż zaniepokojony wreszcie wrócił – uwolnił mnie i zdziwił się jeszcze bardziej, gdy lekko rozczarowana mu powiedziałam: „Nie mogłeś poczekać jeszcze 15 minut? Jestem na ostatnim rozdziale!”;)
    Marta Zytka
    zytkamarta@gmail.com

  • Peter E.

    Bedac w trasie samochodem dostawczym siadla bateria.Zapomnialem ladowarki do telefonu wiec nie moglem naladowac bateri.W drodze „w lesie” zlapalem gume.Na tej drodze samochody przejezdzaly srednio 10 na dzien.Gume zlapalem o 4 rano w niedziele.Majac jeszcze samsunga s2 z orginalna bateria istniala mozliwosc po wylaczeniu sie telefonu zalaczenia jeszcze na chwile.I ta chwila starczyla na sms z informacja i lokalizacja gps wyslana do szefa ktory skontaktowal sie z pomoca drogowa i po 2 godzinach(odleglosc od najblizszego miasta 100km(nie w Polsce)przyjechala pomoc wiec moglem podladowac baterie:)Gdyby nie to pewnie bym musial czekac az ktos przejedzie i do tego nei bedzie sie bal zatrzymac.Auto nie posiadalo nadajnika gps a trasa jaka przejezdalem nie byla zbyt uczeszczana tz. jechalem skrotem.Tak na marginesie uwazam ze powinna byc mozliwosc po wyczerpaniu bateri ale odczekaniu powiedzmy 25 minut skorzystanie z „awaryjnego zasilania” w bateri bo to moze czasami uratowac sytuacje.

  • Marcin Kurek

    Któregoś dnia byłem w klubie i poznałem tam dziewczynę. Była ładna i dowcipna a wiec pogadaliśmy moment po czym zaprosiła mnie na domówkę do siebie następnego dnia do niewielkiej miejscowości pod miastem, w którym mieszkałem. Ja, wstawiony już nieco, gorąco przyjąłem zaproszenie i następnego dnia ochoczo wyruszyłem do wioski w której domówka miała mieć miejsce. Gdy dotarłem na miejsce dzwoniłem pod numer który dostałem od nowej znajomej ale po jednym sygnale mój telefon umarł. Nie miałem adresu ani powrotnego autobusu do domu tak więc usiadłem pod zamkniętym sklepem przez 6 godzin piłem ciepłe piwka które przywiozłem z domu po czym wróciłem pierwszym porannym autobusem do domu. Po prostu impreza życia.

  • Mariusz

    Kilka lat temu z klasą pojechaliśmy na wycieczkę szkolną do Pragi. Oczywiście na rynku mieliśmy trochę czasu by kupić pamiątki i inne niepotrzebne, chociaż kuszące rzeczy. Niestety, czas płynął, a ja pochłonięty w szale zakupów, nie zauważyłem, że godzina zbiórki minęła. Ale przecież nikt be zemnie nie pójdzie. Pędzę na miejsce zbiórki a tam okazuje się, że nikogo niema. Wyciągam telefon, żeby zadzwonić do nauczycielki, ale w telefonie niestety padła bateria. Po kilku minutach widzę jak zdenerwowane nauczycielki idą w moją stronę niczym wilki na owce. Okazało się, że nauczycielka matematyki pomyliła się w liczeniu podopiecznych, a wśród całego zamieszania nikt nie zauważył mojej nieobecności. Po chwili grozy był czas na śmiech, szczególnie z nauczycielki, która ucząc matematyki, pomyliła się w liczeniu. Wszystko skończyło się dobrze. A gdy wspominam to wydarzenie po kilku latach wywołuje ono miłe wspomnienia. I dlatego, gdy chcę gdzieś iść zawsze czekam aż naładuje mi się telefon, bo znając moje szczęście, ta sytuacja może jeszcze raz mi się przydarzyć.

  • TajemniczyŁowca

    Nigdy nie zapomnę gdy wracając ciemną nocą w ciemnym Krakowie, z zaciemnionym obrazem po trunku o podejrzanie ciemno czerwonym kolorze wracałem do mieszkania. Nie do końca świadomy rzeczywistości wsiadłem do autobusu, który zmierzał w kierunku zupełnie odmiennym niż mój planowany azymut. Niestety spostrzeżenie to dotarło do mnie dopiero po jakichś 30 minutach całkiem wygodnej podróży w krakowskim MPKu, kiedy to wzrok postanowił na sekundę się wyostrzyć i na ekranie tablicy w autobusie zamiast Nowy Przewóz ujrzałem, z niemiłym zaskoczeniem Nowa Huta. Postanowiłem się ratować. Bez namysłu wysiadłem na następnym przystanku. M1, super pomyślałem, rzut beretem! A jednak nie, mój entuzjazm szybko ostygł. Na ekranie mojego Alcazłoma google maps wyliczył 4 kilometry. To w linii prostej – pomyślałem- Slalomem będzie z 12, nie da rady. W tym momencie moje przerażenie spotęgowała wibracja telefonu (4%!). Mieszkańcem Krakowa byłem od niedawna, bynajmniej dotrzeć z punktu, w którym się znajdowałem bez pomocy technologii, bądź nawigatora nie byłem w stanie. Opcje istniały dwie- GPS, który wystarczy na najbliższe 20-30 minut podróży, bądź Nawigator(o jak bym chciał posiadać numer do Krzysia Hołowczyca w tamtej chwili), niestety, musiał mi wystarczyć syczący głos żmiji (tzn. mojej kobiety). Wybrałem opcję bezpieczniejszą telefon do przyjaciela (tzn. mojej kobiety). Po kilku minutach bombardowania mnie swoimi spostrzeżeniami na temat bezsensu mojego jestestwa zgodziła się na nawigowanie mnie. Dziś jej to muszę przyznać robiła to równie skutecznie co Krzysiu, informacje o zakrętach starała się mi podać 200 metrów wcześniej żeby wyrobić, brakowało jej tylko asystenta pasa ruchu, co czasami było problematyczne, ale do zniesienia. Zasadniczą różnicą jednak pomiędzy nią, Hołowczycem jest to, że Krzysztof podczas odcinków na wprost milczy, a ona tryskała w tych momentach jadem przez głośnik telefonu w moją stronę. Jednak w końcu to się zakończyło, Alcazłom zamilkł, a ja pozostałem na kompletnym pustkowiu jeszcze spory dystans od miejsca zamieszkania. Zrozpaczony postanowiłem schować telefon do wewnętrznej kieszeni kurtki, jakże byłem zaskoczony gdy wyczułem jej zawartość, którą był Porter przechowywany tam od początku mojej podróży. Pozbawiony nadziei usiadłem na skraju chodnika, kluczami otworzyłem butelkę i przystawiłem ją do ust.
    Obudziłem się w swoim mieszkaniu przykryty pantoflem, leżąc na dywaniku w łazience.

  • Kajetan

    Szanowna Redakcjo!
    Wybaczcie uszczypliwość, ale coś mi się wydaje, że
    macie przechlapane! Właśnie przeczytałem artykuł dot. Zenfone MAX. Jest
    1 marca, do końca konkursu jeszcze prawie dwie doby, a wpisów pod nim co najmniej kilkaset. Oj, potrzeba Wam będzie duuużo energii!
    Odpowiedź nasuwa się sama ;-)

  • rubeeen

    Jak to przystało na XXI wiek, czas internetu, smartfonów, bla bla bla, nie każdy ma wystarczająco dużo czasu, żeby poznawać ludzi, coś mnie podkusiło do założenie profilu na jednym z dominujących portali randkowych. No i odkąd założyłem, zacząłem żałować tego, bo po pierwsze zdjęcia były pokazem talentu i sprawności operowania Photoshopem, a po drugie jak miało dojść do spotkania, po dojść nawet długie rozmowie, zwykle potencjalne małżonki się wycofywały. No i tu przychodzi Kamila. Kamila miała zdjęcia, no jak każdy, ale jej zdjęcia były dalekie od ideału, co wcale nie znacz, że była brzydka, wręcz przeciwnie, miło się pisało, umówiliśmy się na spotkanie. Było to od razu w po moich zajęciach, miałem czekać w konkretnym miejscu, ale że wcześniej nie szczędziłem telefonu, to zostałem sam, bez żadnej informacji od „niej”. Czekam więc, 10, 20 minut, 30, w końcu ktoś podchodzi (siedziałem sobie w parku na dokładnie tej ławce, na której byliśmy umówieni), był to mężczyzna, około 40-45 lat, nie taki brzydki, no ale jednak facet, pyta mnie, czy czekam na kogoś, mówię, że tak, wtedy on spytał mnie po imieniu, czy może na Kamilę, zmieszałem się, ale przypomniałem sobie od razu, że telefon jak telefon, ale zdjęcia robił słaba, więc i twarz niepodobna do mnie była, więc może uda mi się wybrnąć jakoś z tego. „Nie” odrzekłem, podpowiedziałem mu, że jeśli czeka no kogoś, to może nie zadzwoni, zrobił to, w słuchawce usłyszał, że „abonent poza zasięgiem lub ma wyłączony telefon”, odetchnąłem z ulgą i jeszcze nigdy nie cieszyłem się tak z fakty rozładowania telefonu, tak przynajmniej nie miał pewności, że to ja i odszedł, a ja posiedziałem chwilę aż straciłem go z oczy i pojechałem do domu, naładować telefon, zasłużył na to :) pozdrawiam

  • Michał Żyliński

    Listopad – bezlitosny miesiąc, lało jak w letniej porze monsunowej w Indiach. Jechałem PKP relacji Olsztyn-Kraków. Bilet miałem w formie PDF-a na telefonie. Bateria już na wstępie podróży była słaba, bo nie miałem kiedy jej podładować. Zanim skontrolowano mi bilet, telefon oczywiście raczył „paść”. Nieufny kontroler z prawdziwym politowaniem patrzył na mnie jak na krętacza i nie dawał wiary moim wyjaśnieniom, że bilet mam tylko padła mi bateria, dlatego nie mogę go pokazać. Wstyd na cały przedział, ludzie sobie pomyśleli: „gość grał na telefonie i teraz nie może pokazać biletu, bo padła mu bateria? Taa, na pewno. Pewnie coś kręci”. Zapytałem się kontrolera, czy możemy to w jakiś sposób sprawdzić w systemie po nazwisku. Okazało się, że można sprawdzić i cała sprawa się wyjaśniła. W oczach ludzi oczyściłem się z wstępnych i pochopnych opinii na mój temat, a w swoich własnych straciłem – bo co za kretyn gra na słabej baterii…

  • razorree

    calodzienna wycieczka po Londynie, uzywalem telefonu i googlemaps do wszystkiego (polaczenia autobusami, metrem, recenzje, opisy itp.), niestety popoludniu (blizej wieczora), telefon padl. trzeba bylo na pamiec wracac :) jako ze mialem czas i wiedzialem w ktora strone isc, zamiast jezdzic metrem/autobusem i probujac trafic do znanego mi miejsca, zaczalem, isc w strone tamizy i okolic ‚Ogórka’, wiedzialem ze jest tam przystanek linii metra, ktorym zabiore sie bezposrednio do domu.

  • Piotr Nowicki

    Budzę się u boku mojej Ukochanej < Jak potoczyły by się losy galaktyki, gdybym miał bardziej wytrzymałą baterię…?

  • Story350

    Około rok temu wybraliśmy się z rodziną grzybobranie, wyjazd dość daleki (nie mieszkamy w „zagrzybionych” terenach), niedzielny poranek, słoneczko wstaje, lekka mżawka. Zapomniałem na noc podłączyć mojego ówczesnego Xcovera 2 do ładowarki, więc z rana zaspany nawet nie zwróciłem na to uwagi. Przez całe przedpołudnie nie zwracałem na to uwagi, aż do momentu, w którym…. rodzinka zniknęła. Wyciągam pancerniaka z kieszeni, a tu zonk. Telefon nie działa. Recovery- ni du du. Tryb download (nie wiem po co on mi w lesie)- nie działa. Tutaj dodam, że rodzice z reszta zaparkowali na jednym „parkingu”, a babcia na drugim. Do tego mentorka rodu w porannym pospiechu zapomniała o telefonie, ale to jest istotne nieco później. Powolutku, rozglądając się za nimi wróciłem na polanę gdzie zostawili samochód moi rodzice. Nie ma. Nie miałem pojęcia gdzie jest babcine auto, więc usiadłem sobie na leżącym drzewie i zastanawiałem się co robić. Zebrałem jeszcze kilka grzybków, pochodziłem dookoła ze świadomością, że KIEDYŚ sobie o mnie przypomną, więc nie ma problemu. Wspominałem, że babcia nie zabrała telefonu? Godzinę później, rozchlapując kałuże, nadjechał czarny Superb. Oho, to oni. Moja kochana mamuśka wyskoczyła z niego jak oparzona, zaczęła mnie opierniczać od góry do dołu, a w końcu wyjaśniła mi, że myślała, że jadę z babcią. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, nie porwali mnie tubylcy ani niedźwiedź, więc mogę opowiedzieć tę historię :”)
    PS. dzwonili do babci, ale nie odbierała. Dopiero po jakimś czasie postanowili sprawdzić, czy jestem z babcią w aucie.

  • mati91

    W styczniu koleżanka rodziców poprosiła mnie o przewiezienie kanapy do jej brata do jakiejś małej miejscowości. Podjechałem do niej, zapakowałem z jej ojcem kanapę na samochód, wklepałem w aplikację GPS adres, który przesłała mi SMSem, podłączyłem smartfona do zapalniczki i w drogę. Warto dodać, że w otrzymanym SMSie nie było wyłącznie docelowej miejscowości, ale też opis trasy z dziwnymi nazwami miejscowości. Przewidywany czas prawie 2 godziny, tą trasą nigdy nie jechałem wcześniej. Gdy według GPS zostało mi kilkanaście minut do celu telefon zabrzęczał, że pada bateria (5%). Moja reakcja „WTF?!” … okazało się, że ładowarka samochodowa padła. Zatrzymałem się w zatoczce przy wjeździe do lasu, żeby dokładnie przejrzeć trasę i ją zapamiętać. W razie czego wolałem stanąć tak, żeby nie zablokować przejazdu ( może gdzieś tam w głębi były jakieś działki, domki – różnie to bywa ). Chcę trochę podjechać do przodu, a tu zonk … tylnie koła mielą niemalże w miejscu. Trasa przez las gdzieś na końcu świata, wszędzie ciemno, a ja zakopałem się na poboczu ?! … bujałem samochodem przód-wsteczny-przód i tak aż udało się wyjeździć odpowiednio długie „koleiny”. Rozpędziłem się po raz ostatni i udało się wyjechać na bardziej pewny grunt. W razie czego włączam awaryjne, sięgam po telefon i niemiła niespodzianka – ekran czarny. Przez tą nerwówkę z błotem i może zbyt głośną muzykę nie usłyszałem kolejnego ostrzeżenia o stanie baterii (2%). Chwilę gmerałem przy tej ładowarce, ale nic nie wskórałem. Pomyślałem, że pojadę dalej, a jak gdzieś będą się paliły światła to poproszę o możliwość podładowania telefonu albo chociaż przełożenia karty sim żebym zadzwonił, powiedział gdzie jestem i poczekał na odbiorcę kanapy. Pierwsza miejscowość cała ciemna ( kilka gospodarstw wzdłuż trasy ), w kolejnej coś się świeci. Zatrzymuję się, pukam, otwiera starsze małżeństwo. Przepraszam, że tak późno, opisałem problem, mówię że oczywiście zapłacę za pomoc, komórki nie mieli, ale jak dopytałem to okazało się, że jest komputer ich córki, która gdzieś tam wyjechała. Ucieszony pobiegłem po kabel z samochodu ( ten od ładowarki ), uruchamiam komputer, podpinam pod USB i czekam, aż się trochę podładuje, żeby go uruchomić. Dziadek siedział cały czas ze mną, zagadywał, wypytywał co robię i takie tam. Pierwszy raz próbowałem uruchomić za szybko i telefon się wyłączył nim w pełni ożył. Postanowiłem dać mu tym razem 10 minut dla pewności. Chwilę przed tym jak miałem podjąć drugą próbę, zauważyłem przez okno podjeżdżający pod dom radiowóz. Okazało się, że babcia zadzwoniła na komisariat, który był w następnej ( większej ) miejscowości. Jak się później dowiedziałem, pasowałem do opisu jakiegoś oszusta, który w okolicznych miejscowościach zatrzymywał się u ludzi przez rzekomy problem z samochodem, a potem ludzie zauważali, że coś zniknęło – jednego niby tak oczarował, że wymienił u niego kilkaset zabawkowych EURO na polskie złotówki po korzystnym kursie :P Prawie godzinę tłumaczyłem na komisariacie co się stało, pozwolili mi podładować telefon, zadzwoniłem do brata koleżanki rodziców iiii … okazało się, że on mieszka 4 domy od domu przy którym się zatrzymałem xD Przez to, że wcześniej w SMSie było kilka nazw miejscowości i to dosyć podobne, myślałem że to po prostu jedna z miejscowości po drodze.

    Ale nic z tego nie miałoby miejsca, gdybym miał smartfona z baterią większą niż 2100 mAh :/

  • kajkabajka

    Byłam w szkole, gdy kończyła się ważna dla mnie aukcja internetowa.. Kilka trików przed nauczycielem i już w podskokach biegłam do wc ;) Cisza, spokój, lekcja trwa w najlepsze, zamknęłam się drzwi toalety i udało mi się wylicytować ów przedmiot. Dobra, czas spadać do klasy. Niestety los chciał inaczej, zamek w starych drzwiach zaczął się kręcić w kółko i za nic nie mogłam wyjść. Pierwsza myśl: zadzwonię do koleżanki, niech wyśle „posiłki” ;), chwilę potem druga myśl : ” Kurde, telefon padł !Nie teraz, do diabła !”… Zaczęłam kopać w drzwi i wydzierać na cały głos :)) Oho! Ktoś mnie usłyszał..Dyrektorka miała lekcje po sąsiedzku i w tempie przyspieszonym wezwała szkolnego „naprawiacza”, który w mig otworzył kibelkowe drzwi. Nie muszę chyba pisać, ilu gapiów dokoła było i ile wstydu się najadłam :) Wpadłam do klasy, zziajana niczym koń po westernie, nauczyciel na szczęście przemilczał sytuację :D Na domiar złego z głośnika rozległ się głos p.dyrektor : „Uczennica, która dewastowała drzwi wc proszona jest w ramach rekompensaty przynieść do szkoły 10szt. papieru toaletowego, na jutro, do mojego gabinetu” . Taaa….tyle szumu o nic :) A wszystko przez ten badziewny telefon i jego wybrzuszoną baterię ! :D

  • http://odmiengo.tk/ Ad

    Sytuacja miała miejsce z dwa lata temu. No dobra, z półtorej albo mniej bo to w wakacje w sierpniu było.

    Jak to mam w zwyczaju wieczorem, zawsze odpalam sobie sklep Google Play i przeglądam kategorie w poszukiwaniu aplikacji. A może jakaś mi się spodoba i czym prędzej zainstaluję na telefonie. A nóż uratuje mi skórę albo pozwoli poderwać dziewczynę. Nigdy nic nie wiadomo. Nie raz zdarzyło się, że zasnąłem tuląc telefon w dłoni podczas takich przeglądów.

    Jako że lubię mieć naładowany telefon, zawsze podłączam go na noc do ładowania. Nie kręcą mnie sporty ekstremalne tego typu, że mam przy nogawce wielkiego (smarfona oczywiście… bosz…), który nie daje znaków życia bo się wyczerpała bateria. Szczególnie w pracy, kiedy trzeba udawać, że się pracuje. A już szczególnie jak trzeba było wtedy pracować 12h. Tego wieczoru jednak było inaczej, bo to niedziela była i siedziałem w domu z telefonem podłączonym do ładowarki, jak pies do łańcuch, do późnego wieczora.

    Pech chciał, że ówczesny mój mobajl fon na nieoryginalnym oprogramowaniu lubił sobie pojeść baterii w momencie używania aplikacji, które w 100% zaprzęgały procesor do pracy. Wtedy jeszcze nic nie zwiastowało tego, co miało mi się przydarzyć tej nocy..

    Przed snem lubię też wbić sobie level w jakiejś grze i zadowolony udać się na spoczynek. Odpaliłem grę, która wykorzystywała grafikę 3d (chyba guns brothers to się nazywało) i pograłem sobie chwilę. No dobra, było z 30min gry. Opamiętałem się i widząc, ze już dawno powinienem spać, aby wstać do pracy, odłożyłem telefon ‚zamykając’ aplikację homem, ustawiłem budzik na 5 i poszedłem spać.

    [Punkt kulminacyjny]

    Obudziłem się przed budzikiem całkiem wyspany ale z dziwnym wrażeniem, że jest jakoś tak dziwnie jasno ale doszedłem do wniosku, że może po prostu pogoda jest lepsza niż w ostatnie dni i dlatego. Z przyzwyczajenia klikam na home, żeby wybudzić ekran i zobaczyć która godzina. Klikam a tu nic się nie dzieje. Powtórzenie kilka razy i dalej nic. W jednej chwili zrobiło mi się bardzo ciepło. Patrzę na termometr w pokoju – 17 a mi gorąco tak, że mógłbym suszyć ręczniki..

    Myślę, zobaczę czy obudzę drania przyciskiem power on/off. Siłuję się a tu nic. Głos w głowie, gdzie tam głos, cały chór: Noszz kurka, przy czym to nie było słowo kurka… 100% baterii poszło w … piękną pogodę! Przez tę grę. Leveli się zachciało. Pewnie się zgrzał, zablokował procesor i w połowie nocy zemdlał. Dorwałem szybko zegarek z szuflady a tu 7 godzina… Od 1h powinienem być w pracy… Kierownik mnie za uszy powiesi ale, że może to też człowiek to się zlituje – tak pocieszałem się wtedy..

    Koniec końców musiałem zadzwonić do kierownika i powiedzieć mu, że to nie moja wina, że padł i że będę jak przyjadę czym prędzej. Na szczęście nie skończyło się to konsekwencjami ale wspomnienie, ten niesmak jak po tanim winie, pozostał.

    Nic mnie tak szybko nie obudziło jak to, że zaspałem. Ani wcześniej ani później. Nawet sąsiad ancymon hałasujący o 4 nad ranem puszczając jakieś ruskie kaczki tak mnie nie podniósł jak ta 1 godzina w plecy.

    Wniosek? Proszę bardzo. Od tamtej pory wyłączam aplikacje albo zatłukę proces. Ponadto podłączam telefon na noc do ładowania więc jestem ubezpieczony. Nigdy więcej takiego przypału..

    • Tomasz Kępa

      Pierwsze zdanie cie zdeskredytowalo

    • Ad

      A ty to kto, że możesz oceniać kto zasługuje a kto nie? Sam nie umiesz napisać nic ciekawego to ciśniesz po innych?

    • Tomasz Kępa

      Właśnie napisałem, że pierwsze zdanie cie zdeskredytowalo. :) game over

    • Ad

      A świstak siedzi i zawija je w sreberka :)

    • Ad

      I popraw błąd ortograficzny w swojej odpowiedzi albo poproś panią z j. polskiego żeby Ci pomogła. Myślę, że w gimnazjum nie ma za dużo roboty więc wal do niej śmiało :)

  • Monika

    Z moim narzeczonym dzieli nas 100 km. Widujemy się kiedy tylko możemy, zazwyczaj w weekendy. W dzień walentynek postanowiliśmy, że przyjadę pociągiem, a wieczór spędzimy we dwoje. Wiedziałam, że szykuje się jakaś niespodzianka, więc zaraz po wykładach poszłam do sklepu kupić seksowną bieliznę. Po powrocie do domu, przymierzyłam nowy zakup i chcąc nakręcić trochę mojego mężczyznę, zrobiłam fotkę i wysłałam MMS’em. Niestety padł telefon,a że nie miałam czasu go już ładować, postanowiłam poznać reakcję chłopaka na miejscu. Na stacji powitanie, kwiaty i zero wzmianki o zdjęciu, więc zaczęłam dyskretnie podpytywać. Mój Tomasz mówi, że nie wie o co chodzi, sprawdzam jego skrzynkę.. faktycznie. Po podłączeniu telefonu do ładowarki sprawdzam, czy wiadomość na pewno się wysłała. No i wysłałam, ale nie do Tomka, tylko do taty… Prosty wniosek, telefon z lepszą baterią by nie zawiódł, a w pośpiechu nie ma co nakręcać swoich mężczyzn.

  • Michał Jaworski

    Mam nadzieję, że moje literackie sposoby opowiedzenia tej historii zostaną nagrodzone ;-) Pozdrawiam Michał Jaworski

    Jak wieść ludowa niesie,
    z technologią nie jestem w lesie.
    Prawie wszystko mam w niej poznane,
    tak jak dziecięce kreskówki animowane.
    Jeden problem ustawicznie moje życie nęka,
    mój umysł ciągle się o tą sprawę lęka.
    Bateria w telefonie rodem z Krainy Liliputów,
    wystarcza jedynie na poranne założenie butów.
    A co z resztą? Życie pod ładowarką,
    stało się wyrobioną marką.
    Ale miarka się przebrała,
    gdy mnie moja bateryjka wykiwała.
    Całą noc się w telefon wpatrywałem,
    oczopląsów dostawałem.
    Moja dziewczyna nie zadzwoniła,
    czyżby jej miłość się wypaliła.
    Nerwowo wybierałem numer mojej bogini,
    przegryzając orzeszki pinii.
    W tym momencie dostałem wiadomość:
    ,,Szanowny pan chamski jegomość
    Oświadczam z całą pewnością
    Że jesteś moją w gardle ością
    Dlatego do Deutschlandu dziś wylatuję
    A tobie już podziękuję ”
    Jak oszalały telefon porwałem,
    na szczęście numer taksówki miałem.
    Radomskie lotnisko puste o tej porze,
    nadal mnie kocha, być może.
    Szukam jej jak oszalały,
    zadzwoniłem,jest sygnał, słucham oniemiały.
    Odebrała co za piękne uczucie,
    bateria padła a w sercu zimne ukłucie.
    Po pewnej chwili szczęśliwie ją ujrzałem !,
    na ustach słowa przeprosin miałem.
    Ale ona do mnie podbiegła,
    objęła i słodko pisnęła.
    ,,Wiedziałam, że przyjedziesz
    dzięki temu moim narzeczonym na pewno będziesz.
    Miłości mojej doświadczysz wiele
    ty mój ukochany aniele”
    Po dziś dzień z tą niewiastą wspólnie się śmieję,
    lecz na moją baterię wszystkie żale leję.
    Wszystko dobrze się skończyło,
    bez rozpadu związku obyło.
    Ale telefonu z Krainy Olbrzymów potrzebuję,
    wtedy na pewno związek opanuję.
    Tak zakończę to nieskładne wyznanie,
    może ktoś dziś olbrzymka dostanie.

    Email:jaworskim100@gmail.com

    • Tomasz Kępa

      Nadzieje możesz miec. Nic więcej. Nie wystarczy napisać kilka sciemnionych rymowanki.

    • Michał Jaworski

      Rymy jak rymy , a historia jest prawdziwa ale jak widzę shejtowałeś większość tutejszych wypowiedzi :) Pozdrawiam

    • Ad

      Pieniacz, nie ma co się przejmować :)

  • Plusatek

    Bardzo chciałbym wziąć udział w tym konkursie, a jeszcze bardziej chciałbym wygrać tego energetycznego Asus’a. Jest jednak pewna drobna przeszkoda, której nijak nie mogę przebrnąć… nigdy nie miałem w ręku naszego smartfona i nie wiem, czy ja to my, bo jak nie my to kto… :)

    • Tomasz Kępa

      Głupio mądry. Ale nie robi wrażenia.

  • Piotr

    Oceńcie sami :)

    Rozwożąc paczki jako listonosz, kurier, debiutant w
    zawodzie, szybko nauczyłem się, że telefon jest jak samochód, dobry śmiga, a
    słaby potrafi zawieźć w najmniej oczekiwanym momencie.
    Więc do rzeczy: jeżdżę z paczkami od domu do domu i dzwonię
    od adresata do adresata i tak skutecznie zmniejszam ilość paczek leżących na
    samochodzie, które dzielą mnie od rozpoczęcia weekendu. Na półmetku pracy
    słyszę, jak telefon sygnalizuje mi bardzo niski poziom baterii – ładowarki nie
    mam, bo po co, skoro w domu go ładowałem.
    Została mi jeszcze między innymi TA PACZKA, której odbiorcy
    nie ma w domu i nie odbiera telefonu, a napis na paczce – uwaga! żywe!
    Rozwożę więc ostatnie paczki, sięgam po telefon i po
    wybraniu numeru, ku mojemu zaskoczeniu, zgłasza się jej niedoszły, wspomniany
    właściciel. Biorąc pod uwagę stan mojej baterii w telefonie – jedną myśl –
    tylko konkrety! 1. Przedstawiam się. 2. Mówię o co chodzi. 3. Odbiorca paczki
    wita mnie entuzjastycznie i wypytuje gdzie teraz jestem z jego paczką jednocześnie
    przeprasza, że nie ma go pod adresem doręczenia i nie mógł wcześniej odebrać
    telefonu i … nastaje cisza… głucha cisza……….
    Nie, nie zakończył rozmowy, rozmowę zakończyła moja bateria.
    Myślę – co robić?! Weekend się zaczyna, a paczka ma zostać
    na magazynie do doręczenia na poniedziałek, tylko czy „żywe” z paczki wytrzyma
    w takim samym stanie, w jakim było nadane w czwartek i nadal będzie żywe…
    Otwieram więc paczkę i fru!!!

    Kończę opowieść, serdecznie pozdrawiając wszystkich:
    Szanowną Redakcję, Szanownych Czytelników, Odbiorcę – Hodowcę Pasjonata i tego
    Mondaina – hodowlanego gołębia z paczki, który gdzieś tam pewnie nadal lata.

    Jeszcze tylko dodam, że jeżeli chodzi o mnie, to ta myśl często do mnie
    powraca: telefon, bateria, głąb!, yyy g o ł ą b.

  • koto

    Rok temu, jedziemy z Narzeczoną autem na zimowe ferie na narty w Polsce. Zapoznałem się z grubsza z trasą na mapie google, ale całej oczywiśćie nie zapamiętałem. Jedziemy, nawigacja w użyciu, drogi kręte jak ja pierdziu. Pada ładowarka samochodowa (po prostu się zepsuła), Samsung Galaxy S2 z włączonym GPS i danymi mobilnymi zżera baterię w zawrotnym tempie. Powerbank kupiony okazyjnie w pewnym dyskoncie podtrzymuje telefon przy życiu przez jakieś 15 minut. Dalsza część podróży minęła z włączonym laptopem na kolanach towarzyszki podróży, z którego kabelkiem spowalnialiśmy spadek baterii w telefonie. Udało się dojechać do celu mająć 8% baterii :)

    • Tomasz Kępa

      Urzekła mnie Twoja historia.haha

    • dante

      ale dupa Cię boli czy co?

    • Tomasz Kępa

      Bardziej swedzi.

  • Adrian Kucharczyk

    Nie tak dawno temu wracając z imprezy nad ranem nie chciało mi się czekać na mój autobus, gdyż było trochę zimno i dodatkowo byłem srednio ogarniający, wsiadłem w autobus nocny, który przejeżdżał 3 przystanki od mojego miejsca docelowego, pomyślałem przejdę się, bo już lepiej się przejść 3 przystanki niż stać i marznąć. Było by fajnie ale zasnąłem. Nie wiem ile czasu spałem i ile kółek zrobiłem ale jak złapałem kontakt z rzeczywistością i zauważyłem, że autobus zmierza ku zajezdni, która z tego co się orientowałem byłą w mojej teorii na drugim końcu miasta, okolice te były dla mnie abstrakcją. Po przyjęciu do wiadomości, że jestem mówiąc krótko srednio wiem gdzie wykonałem bardzo mądry ruch, czyli wysiadłem z autobusu gdzieś jakby na końcu cywilizacji. To było genialne. Po krótkiej ocenie sytuacji, a nie bylo to jeszcze łatwe doszedłem do wiosku, że będzie cięzko. Wyciągam telefon a tu promocja. Bateria rozładowana. Myślę tylko tego mi brakowało. Jest niedziela, a dodatkowo godziny wczesno poranne. Wszyscy normalni ludzie śpią bo mają weekend. Nie wiem gdzie jestem, nie wiem w która stronę mam iść, średnio ogarniając udało mi się dotrzeć do stacji benzynowej, chyba nigdy wcześniej nie doświadczyłem takiej ulgi, że jest szansa na dotarcie do mojego łózka o którym tak bardzo marzyłem. Dotarłem na stację i pierwsze co to zaspokojenie pragnienia bo język to mi się już do brody przyklejał z pragnienia. Podchodzę do kasy i tak gotówki nie mam ale dzięki bogu można płacić karta – nie była to stacja znana – czytaj Orlen, Shell itp. A zdarzyło mi się już odłożyć kiedyś zakupy bo jak to Pani powiedziała ” kartą nie można „. Napiłem się i pytam Pani gdzie jestem. Pani odpowiada, że tu i tu. Myślę sobie rewelacja jakoś 10 km do domu i co teraz. Chyba zostaje mi taksówka. Poprosiłem Panią czy mogła by mi ją zamówić bo mój telefon zakończył współpracę, ze względu na brak prądu. Na szczęści można było za taksówkę kartą zapłacić, a czasem z tym problem. Dobrze, że jej nie zgubiłem, bo miałbym fajny poranny spacer… Po jakoś mniej wiecej 30 minutach od zamówienia taksówki byłem w domu. Jakie to było cudowne uczucie. Od tamtej pory nie staram się już wymyślać ułatwień. Kosztowało mnie to 2-3 godziny zmarnowanego czasu będąc w stanie lekkiego nieogarnięcia i wycieczka taksówką przez całe miasto. Ale jest co wspominać. No i teraz staram się mieć zawsze jak idę na miasto ” wiaderko prądu ” w kieszeni co by mnie telefon nie zaskoczył. Te powerbanki przydatna rzecz.

  • KingDeimons

    Jak zwykle testowaliśmy apki na androida z kolegami. Każdy inną. Ja byłem tym szczęśliwcem któremu przypadł zaszczyt testowania symulatora piwa – trunku pożądanego przez każdego studenta. Byłem całkowicie pochłonięty swoim zadaniem, wnikliwie studiowałem skład, barwę i inne istotne parametry napoju, gdy nagle mój smartfon padł. „Motyla noga!” – wyrwało mi się. Moi koledzy spojrzeli na mnie zdziwieni. Wyjaśniłem że powodem mojej gwałtownej reakcji jest nagłe rozładowanie się baterii. Było to w tej sytuacji bardzo dziwne, ponieważ wszyscy rozpoczynaliśmy pracę z takim samym poziomem naładowania i tych samych modelach smartfonów. Mój telefon już nie działał podczas gdy na ich wyświetlaczach widniały wartości rzędu 50% baterii. Okazało się że symulator piwa pochłania 1.9234 razy więcej baterii niż apki testowane przez moich kompanów. Ubaw po pachy!

    • Tomasz Kępa

      No i? Co w tym fajnego?

  • Patryk

    Witam.

    Moim najgorszym momentem, w którym rozładowała się bateria w moim smartfonie była sytuacja, kiedy to 
    zadzwonił do mnie przedstawiciel radia RMF FM w konkursie z losowaniem sejfów z pieniędzmi.
    Sytuacja miała miejsce w marcu zeszłego roku. Jechałem samochodem, aż tu nagle zadzwonil do mnie telefon z 
    nieznanym numerem, odebrałem i przedstawił się prezenter radia RMF, cały uradowany potwierdziłem, że dodzwonili się do właściwej osoby… No i czar prysł, usłyszałem piknięcia w telefonie ( słaby stan baterii) no i telefon się wyłączył. ( Oczywiście rozmowa,co prawda krótka ale jednak rozmowa toczyła się przez zestaw głośnomówiący,). Gdyby nie to, że musiałem jak najszybciej dotrzeć do weterynarza z chorym psem, z pewnością zatrzymałbym się w pobliskim domu i spróbował pożyczyć ładowarke, no ale..
    Najbardziej bolało mnie to, że wszystko działo się zaledwie niecałe 2 tygodnie po moich urodzinach, ale bym sprawił sobie wtedy prezent urodzinowy! Co prawda dostałem potem, tysiąc złotych od radia ale to tylko na osłode, na samą myśl, że mogłem grać o
    dużo, dużo większe pieniądze w loterii sejfowej kręciło mi się w głowie.

    Od tego czasu nikt z radia nie dzwonił, a nieszczęsny smartfon wylądował w szufladzie i raczej nikt w domu z niego już nie korzysta. A takiego uczucia to chyba nie życzyłbym największemu wrogowi w zaledwie 3 minuty z ” nieba do piekła „.

    Pozdrawiam serdecznie
    Patryk

    • Tomasz Kępa

      Dostałeś tysiąca to ci wystarczy.

  • Paweł Gronowski

    Pewnego dnia, włodarze mojego osiedla podjęli decyzję o odcięciu prądu.

    Jako osoba która na co dzień pracuje przy komputerze, bardzo cieszyłem się z takiego biegu wydarzeń. Pech chciał, że przed zaniechaniem dostarczania energii elektrycznej nie zdążyłem naładować telefonu i przez cały czas musiał operować on na resztkach swojej energii. Podczas gdy wszyscy inni domownicy opuścili dom w poszukiwaniu rozrywki, ja w ciszy i spokoju znalazłem sobie jakieś zajęcie w domu.

    Natura jednak bywa okrutna, a jej zew nalegał na pozbycie się produktów przemiany materii. Nieświadomy pułapki, w którą zostałem zwabiony, uległem. Wszystko szło gładko, dopóki nie zauważyłem, że najwyraźniej oprócz prądu, zostałem także pozbawiony papieru toaletowego! „Hej, hej nie ze mną te numery!” – pomyślałem, przypomniawszy sobie o możliwości wezwania wsparcia moich najbliższych drogą telefoniczną. Z uczuciem zwycięstwa finezyjnie dotarłem do pokoju, w którym leżał mój telefon.

    Uczucie ów zniknęło niestety tak szybko, jak tylko zorientowałem się, że mój telefon bez żadnych pokładów energii, nie pozwoli mi na wezwanie pomocy.

    Zrezygnowany, czekałem aż ktoś wróci do domu…

    • Tomasz Kępa

      Nad wyrost

  • Weronika

    Las, ciemny, gęsty tajemniczy i złowieszczy zarazem. Zwykle nie wracam tą drogą do domu, jednak tym razem naprawdę się śpieszyłam. Sowy… Wszędzie było słychać ich pohukiwania. W powietrzu unosił się nieznany mi dotąd zapach. Kojarzył mi się z paloną skórą. Gdy byłam mniej więcej w połowie drogi lampa błyskowa mojego smarfonu zastępująca mi latarkę wyłązyła. Komunikat: „bateria jest rozładowana” wyświetlony na ekranie telefonu brzmiał prawie jak wyrok śmierci. Uzbroiwszy się w okruchy pozostałej mi odwagi przyśpieszyłam kroku. W blasku księżyca dostrzegłam przyklejoną do drzewa karteczkę. Wiedziona ciekawością podeszłam do niej, rysunek przypominał bazgroły 3 letniego dziecka, zupełnie jak w historii dobrze mi znanej… Slenderman! Tak byłam pewna że owy obraz zwiastuje jego nadejście. Przerażona zaczęłam biec. Owiał mnie chłodny wiatr. Wbrew własnej woli zatrzymałam się i odwróciłam do tyłu… Za mną stał mój rudy kumpel. „Prima Aprilis” – usłyszałam rechoczącego ze śmiechu Andrzeja. Po tej podróży nie byłam już sobą, zmieniło się całe moje życie. Postanowiłam nosić przy sobie drugi telefon, w razie gdyby pierwszy się rozładował. Zainwestowałam też w powerbank, jednak za każdym razem kiedy zbliża się pierwszy kwietnia unikam leśnych ścieżek. Kto wie czy na którejś z nich nie czai się rudy Andrzej.

  • Ania

    Kilka lat temu do naszego domu w Warszawie przybłąkał się podstarzały bezpański pies. Wilczur miał już swoje lata, ale ponieważ zawsze chciałam mieć psa, to namówiłam męża, żebyśmy go przygarnęli. Nasz kochany staruszek był bardzo leciwy i dystyngowany, ale wnosił wiele ciepła i radości do naszego domu – błoto i pchły też :) Pewnego razu mój mąż musiał wyjechać na tydzień w delegację i Bolek został na dłużej tylko pod moją opieką. Niestety w trakcie tego tygodnia Boluś zdechł ze starości. Gdy zobaczyłam rano nieżywego wilczura na podłodze, wpadłam w panikę. Nie wiedząc co robić, chciałam zadzwonić do męża, ale nie podłączyłam na noc mojego smartfona i bateria w nim padła. Pies padł, bateria padła, za chwilę ja bym padła ze stresu. Przestałam myśleć logicznie. Pierwsze, co wpadło mi do głowy, to zawieźć psa do schroniska dla zwierząt z prośbą o pomoc. Wyciągnęłam z szafy moją starą, dużą walizę i zapakowałam nieżywego wilczura do środka. Dotargałam walizkę na przystanek autobusowy. Gdy podjechał autobus jakiś mężczyzna pomógł mi wnieść ciężką walizę do środka i przysiadł się do mnie. Zagadnął i zapytał, co takiego wiozę, że walizka jest aż tak ciężka. Głupio było mi się przyznać do prawdy, więc powiedziałam, że w walizce wiozę komputer stacjonarny do swojego brata. W pewnym momencie autobus zatrzymał się na kolejnym z przystanków. Mężczyzna zerwał się nagle z siedzenia, chwycił za walizę i wybiegł z nią z autobusu. Próbowałam go gonić, ale spadł mi pantofel z nogi i złodziej mi uciekł. Chciałam też zadzwonić na Policję, ale telefon rozładowany… Zresztą po co na Policję? Wystarczy sama świadomość jak mogła wyglądać mina złodzieja, kiedy otworzył drogocenny łup ;D

    • Tomasz Kępa

      Co za bzdura. Gorszej nie czytałem.

    • Ania

      Też Cię kocham ;P

    • Tomasz Kępa

      Ale ja cie wcale nie kocham. Mów za siebie.

    • T. Hajto

      Człowieku jak nie masz nic mądrego do napisania to najlepiej nie pisz nic i nie rób z siebie żałosnego prostaka.

    • Tomasz Kępa

      Nie mam nic mądrego do napisania tak samo jak ty. Dziękuję dobranoc.

  • szeva7rm

    Nowo poznana dziewczyna napisała dzień wcześniej, że nie ma w domu rodziców przez cały noc. Powiedziała mi w jakim rejonie mieszka, ale nie znałem dokładnego adresu. Miała po mnie wyjść kiedy będę na miejscu. Przyjechałem do Poznania 200 km, komunikacją miejską dostałem się na wskazany przystanek, byłem tak blisko, wystarczyło zadzwonić i zapytać „Hej mała, czekam na Ciebie na przystanku”, ale nie. Kurcze nie. Padła mi bateria i zostałem sam, razem z marzeniem udanie spędzonej nocy w obcym mi mieście. Ta historia ma jednak happy end, chociaż nie udało mi się przespać z kobietą to mogłem te wszystkie zdarzenia opowiedzieć na nocy Stand-Up Comedy i wszyscy płakali ze śmiechu, śmiejąc się z mojej przygody. Dziewczyna już więcej się nie odezwała, ale „The always look on the bright side of life”

  • Robert Dyjas

    Pewnego razu wyszedłem pobiegać. Miałem ambitny cel pobić rekord życiowy. Niestety po powrocie okazało się, że padł telefon, więc trening nie zarejestrował się w Endomondo. Musiałem biegać jeszcze raz…

  • Franulka

    Moja historia jest mało śmieszna.Przynajmniej dla mnie.Rok 2012.Warszawska porodówka.Przyjście na Świat mojego Synka.Ogromne emocje i radość.I mąż mający uchwycić te pierwsze najważniejsze chwile w życiu na „wieczną pamiątkę”.Zabrakło energii.I Jemu i mi.Olbrzymia radość, ale i ogromny smutek.Nie mamy uwiecznionych tych pierwszych chwil życia.Szkoda.

  • Joanna Grażyna

    Sama w środku gęstego lasu, wśród gęstego lasu, wśród wysokich drzew i krzaków. Co chwilę słyszałam jakieś odgłosy, a moja wyobraźnia kreowała obraz wygłodniałych wilków i dzików. Tak potoczyło się moje październikowe grzybobranie. Byłam tak pochłonięta zbieraniem grzybów, że straciłam kontakt ze znajomymi i zasięg, bo moja bateria, jak na złość się rozładowała. Na próżno wołałam o pomoc: „Hop! Hop! Czy ktoś mnie słyszy?”. Nikt nie słyszał. Wędrowałam tak po lecie tracąc nadzieję. Nie miałam już siły, aż w końcu w oddali pojawiło się światło. Byłam tak szczęśliwa, że nie czułam zmęczenia. Podbiegłam do mężczyzny pracującego na polu, który pożyczył mi swojego telefonu z naładowaną baterią. Dzięki niemu wezwałam na pomoc moich znajomych, którzy bezskutecznie mnie szukali. Do domu wróciłam cała i zdrowa, ale ta sytuacja śniła mi się po nocach. Każdy, kto znalazł się sam w wielkim, gęstym lesie o zmroku, rozumie taką sytuację.

  • marek

    Kiedyś byłem umówiony na rozmowę kwalifikacyjną do jednej z firm. W trakcie rozmowy przez telefon otrzymałem adres oraz datę i godzinę spotkania. Przed biurowcem zjawiłem się około 15min wcześniej. Około 8 pięter. Na każdym znajdowały się biura paru firm. Nie dostałem informacji o piętrze ani numerze pomieszczenia. Wyciągam telefon, a tam cisza. Bateria rozładowana. Wystarczyło, że zapomniałem wyłączyć transmisji danych i bateria znikała w oczach. Żadnych szyldów. No więc pozostało mi pukać po kolei do każdych drzwi i pytać co to za firma. Przy okazji pytałem czy nie wiedza w którym pomieszczeniu znajduje się szukana przeze mnie firma, ale nikt nie miał bladego pojęcia kogo ma za ścianą. Wiele pięter musiałem obejść aby w końcu dotrzeć na spotkanie. Zdążyłem na styk ale strachu się najadłem tyle, że nie wystarczyło mi go na rozmowę kwalifikacyjną ;)

  • Piter

    Kilka lat temu podczas weekendowego wypadu na wieś, do domku po dziadkach pojechałem z dziewczyną rowerami na popołudniową przejażdżkę. Szlak prowadził przez tereny leśne puszczy Knyszyńskiej. Ostatni raz w tamtych stronach byłem jako dziecko, wiec teren wydawał się zupełnie obcy. Mogliśmy z równym entuzjazmem i zachwytem podziwiać piękno przyrody. Okazało się, iż trafiliśmy na wysyp grzybów, zatem odwiązaliśmy stare, metalowe koszyki sklepowe zamontowane na bagażnikach naszej mega ukrainy i damki. Rowery ukryliśmy w zaroślach. Następnie udaliśmy się w głąb lasu, co chwilę schylając sie i zbierając grzybki. Po jakimś czasie zorientowaliśmy się, iż zabłądziliśmy, Rewelacyjnie pomyślałem, zgubić się na „własnym” podwórku. Jako że było już dość późno, wpadliśmy na pomysł aby wspiąć się na ambonę i tam przeczekać. Na tamten moment wydawało sie to lepszym rozwiązaniem, niż szukanie rowerów, albo drogi powrotnej. Nie było może zbyt dużo miejsca na wierzy, ale na szczęście było lato i w nocy temperatura nie spadła poniżej 19st. W lesie nie było zasięgu wiec nie mogliśmy nikogo poinformować jaka czeka nas atrakcja. Mieliśmy siebie i dwa koszyki grzybów. Poobieraliśmy wszystkie, a później zaczęło się piekiełko, szczególnie dla mojej partnerki z bujną wyobraźnią. W lesie zaczęło się życie, dźwięk łamanych gałęzi, szum lasu, podniosły głos dzikich zwierząt, czy dobrze znane chrumkanie, no i coś latającego w blasku gwiazd ze świecącymi oczkami. W ciągu jakiejś godziny obserwowania mieliśmy już dość leśnych atrakcji, mimo iż czuliśmy się bezpiecznie. Powyciągaliśmy telefony z kieszeni, zaczęliśmy przeglądać zawartość folderu zdjęcia. Farma nie chciała działać bez dostępu do sieci, zadowoliliśmy się bilardem i obrazkami w znajdowanie różnicy. W tej zabawie zaczęły towarzyszyć nam kąśliwe, bzykające owady, do momentu kiedy telefon jeden, a potem drugi rozładował się i kąsanie troszkę ustąpiło. Nawet nie wiem, kiedy zasnęliśmy, wiem jednak na pewno że byliśmy pierwszymi, którzy wstali o świcie. Wyglądaliśmy jakbyśmy spali w pokrzywach. Zeszliśmy drabiną na dół, spoglądając na słońce odnaleźliśmy właściwą drogę powrotną. Dziś śmiejemy się z tego, żartując że musimy tam wrócić z kocem i jedzeniem, tylko nie jesteśmy pewni czy odnajdziemy tamto mroczne miejsce.

  • piotrekcrash

    Zobaczyłem w tramwaju „Pana Kloszarda” który do złudzenia przypominał Władimira Putina. Chciałem zrobić sobie z nim zdjęcie, podszedłem zapytałem nie miał nic przeciwko. Wiedziałem, że bateria jest już na wykończeniu więc niezwłocznie wymierzyłem telefon do selfie z Władkiem i w momencie kliknięcia przycisku migawki telefon oznajmił mi, że poziom baterii jest krytyczny i wyłączył się. Niestety zdjęcie nie zapisało się, gdybym wtedy miał Asusa Zenfona Max miałbym teraz również fajną pamiątkę;]

  • krab65

    Lato. Sierpniowy wieczór. Powietrze po burzy. Przygotowania do kolacji. W domu oprócz mnie dwójka dzieci i oczywiście żona. Skocz do sklepu po połówkę chleba, do kolacji zabrakło- pada od żony. Sklep na osiedlu – jedna ulica do przejścia. Lecę. Wpadam, robię zakupy płacę i w drzwiach spotykam dawno nie widzianego przyjaciela. Jak to między mężczyznami – tylko na jedno piwko, porozmawiać co słychać. Knajpka niedaleko, na końcu ulicy. Pół piwa wypite, rozmowa się klei, myślę zadzwonię do żony, dam znać gdzie jestem. Telefon – cisza. Rzut oka na ekran – szuka sieci. Nooo tak burza była. Pytam przyjaciela o jego operatora. Inny.Ok to zadzwonię. Ale i tu też – szuka sieci. To nic myślę, zaraz będzie działać. To się jeszcze napijemy piwa. Po kolejnym ( a może jeszcze kolejnym) przypomniało mi się, że do żony nie zadzwoniłem. Dawaj nadrabiać. Po telefon a tam czarno. No ładnie myślę rozładowany. Znów do przyjaciela -daj zadzwonię. A u Niego tez czarno na ekranie. Telefony cały czas szukały sieci i popadały cholery. Kto słyszał w knajpie o powerbanku. No kto? Cóż było robić jeszcze jedno piwo … i tak kobieta nie uwierzy, że sieć padła ( i telefon też). Burza była …u mnie w domu po powrocie. A happy end był taki – nowy telefon :) i już nie chodzę wieczorami do po chleb do sklepu.

  • Saszka Kołodziej

    Chciałam odwdzięczyć się swojemu facetowi za wspaniałe randki, na które mnie zabiera, więc w ramach prezentu urodzinowego postanowiłam zabrać go na pyszną kolację do restauracji. Miała to być niespodzianka, więc poprosiłam, żeby na chwilę wyszedł z domu i stamtąd, bez kurtki, zabrałam go na miejsce. Do restauracji zakupiłam wcześniej voucher zawierający zniżkę, bo ceny w karcie dań podziałały na mnie odstraszająco. Niestety, po przybyciu okazało się, że nie mam na czym pokazać kodu vouchera, bo padła mi bateria. Głupio było mi wycofywać się z niespodzianki, więc zjedliśmy tego dnia najdroższą zupę życia – krem z selera w małej filiżance za 45 zł ;)

  • Małgorzata Danielak

    Dawno, dawno temu w odległej galaktyce.. umówiłam się na randkę.
    Rzeczonego jegomościa zapoznałam przez internet, cud miód i orzeszki a także motylki w brzuchu, więc czas się spotkać. Umówiliśmy się na Rynku Głównym w Krakowie przy lwach które dzielnie pilnują wejścia do ratusza(w Krakowie wszyscy umawiają się pod „Adasiem”, lub pod już nieistniejącym Empikiem, stąd nasz pomysł na wybranie bardziej oryginalnego miejsca, żeby się nie szukać). Numery telefonu wymienione, jedno poglądowe zdjęcie też..ustalony znak(książka w ręce) też. Czy wierzycie w zbiegi okoliczności? Ja do tego czasu nie wierzyłam..ale potem zmieniłam zdanie..

    Godz 16:50, czyli godzina spotkania nadchodzi…Przychodzę na miejsce spotkania te kilka minut wcześniej dzierżąc w ręce księgę..i już z daleka widzę chłopca, ma książkę, patrzy się na mnie i uśmiecha- no jak nic- ON! tylko jakiś taki..do zdjęcia nie podobny.. no ale któż z nas nie zna magii internetu..te małe oszustwa.. może zdjęcie robione 10 kilo temu? Tak więc niezrażona rzuciłam tylko okiem na telefon- który to mojemu zaskoczeniu się rozładował- i już oddałam się miłej rozmowie z zapoznanym kolegą. Poszliśmy do kawiarni i spędziliśmy radośnie jakieś 2 h…ale w trakcie rozmowy wychodziło, że wiele rzeczy się nie zgadza z tego co wcześniej się od siebie dowiedzieliśmy… ani wykształcenie,ani zainteresowania. Oboje udawaliśmy, że oczywiście to zapewne jakieś niezrozumienie..wiecie..ah te internetowe rozmowy…może to nie było to okienko gg?:D W między czasie nawet on chciał sprawdzić, która godzina, ale okazało się że nie wziął telefonu z domu. Rozmowa była i tak miła..więc po wypiciu dobrej kawy, umówiliśmy się na następną i rozstaliśmy w fajnych nastrojach. Gdy dojechałam do domu, podłączyłam telefon do ładowarki…i po włączeniu go, ku mojemu totalnemu zdziwieniu, zaczęły przychodzić smsy z powiadomieniami o nieodebranych połączeniach..

    Czy możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie, gdy okazało się że kilkanaście razy od 17 dzwonił chłopak z którym się umówiłam? I to bynajmniej nie ten, z którym spędziłam popołudnie? Więc nieśmiało oddzwoniłam… i już po chwili tarzałam się ze śmiechu. Co się okazało… mój internetowy wybraniec spóźnił się kilka minut, zobaczył pod lwami dziewoję z książką w ręce, która…czekała na chłopaka z którym umówiła się przez internet. Jakoś im tak się nie zgadzał wygląd..no ale doszli do tego samego wniosku co ja, że to internetowe grzeszki.. jednak znacznie szybciej zorientowali się, że to pomyłka, bo sprawdzili numery telefonów:D Dlatego też przypuszczając o co chodzi wydzwaniali do nas.. a my nieświadomi pomyłki popijaliśmy smaczną kawusię:D

    Niestety(albo stety) więcej już się z żadnym z nich nie spotkałam, ale anegdota jest do dziś. I jak się okazało całkiem użyteczna do tego konkursu:D

    No i bardzo chciałabym być znów nastolatką która umawia się z książką w ręce na randkę:D

  • Małgorzata Jędryka

    Przedłużyłam raz umowę z operatorem sieci komórkowej przez telefon. Pani z obsługi obiecała wszystko free za 30 zł, więc gdy przyjechała kurier szybko podpisałam umowę, nie czytając jej dokładnie bo dziecko już płacze , zupa się przypala, a po zatym cięzko cokolwiek na tej minimum 20 stronnicowej umowie znaleźć.Smartfonnik fajny za 1 zł. Za chwilę przeglądam te papiery i widzę ! Minut tyle, smsów tyle a za ile? Za 70 zł misięcznie. No to dzwonię do kuriera żeby mi umowę oddał jako niby nie podpisaną. Dzwonię, sygnał łączenia , koleś odbera i zaczynam mówić , ze bardzo proszę…. i mówię, i mówię, po czym pytam gdzie jest w tej chwili? I cisza, halo, halo! Telefon zgasł , baterii zabrakło. Więc ja szybko podłączam pod ładowarkę, czekam chwilę bo nie odrazu chce się włączyć. Mija może 5 minut a dla mnie jak wieczność. Udało się , włączam smartfona i dzwonie do kuriera po raz drugi. I znowu powtarzam to samo. A gość mi na to że przed chwilą w systemie potwierdził odbór umowy i już nie może mi jej oddać! Płakać się chciało, i do tej pory jak co miesiąc płacę te 70 zł to coś mnie trafia. Ale jeszcze tylko rok…. i mogę inną taryfę wybrać.

  • Dragon1521

    Współczesna nawigacja jest powszechnie stosowana w terenowym jeździectwie konnym. Będąc na rajdzie weryfikującym orientację w terenie wielokrotnie wykorzystywałam mój telefon do wyznaczania właściwej trasy. Tak było i tym razem. Wszystko szło świetnie do momentu, gdy… mój smartfon rozładował się. Sytuacja nie wyglądała optymistycznie. Do celu pozostało mi jeszcze kilka kilometrów, a ja wpadłam w panikę i zupełnie straciłam orientację; nie miałam pojęcia, w którym kierunku powinnam jechać. W zasięgu mojego wzroku nie było nikogo. Byłam zupełnie sama w nieznanej okolicy, w dodatku bez środka komunikacji (tzn. bez działającego telefonu). Właściwie nie do końca sama. Był przecież ze mną towarzysz mojej niedoli – dzielny rumak imieniem Dragon. Delikatnie dałam mu sygnał do kontynuowania jazdy stępem. Postanowiłam zdać się na los, wolę nieba, czy też intuicję zwierzęcia. Tak oto krążyłam blisko trzy godziny. Robiło się coraz później. Czas do zakończenia rajdu kurczył się. Powoli traciłam nadzieję na dotarcie do mety. Aż tu nagle… Victoria! Są ślady. Ślady kopyt innych uczestników rajdu. Na mojej twarzy pojawił się pełen nadziei uśmiech. Kwadrans przed zakończeniem rywalizacji dotarłam do mety. Do dziś nie mogę uwierzyć, że mimo tylu trudności udało mi się zaliczyć większość punktów biegu. O całej historii przypomina mi nowy sprzęt jeździecki, który dostałam w nagrodę za upór i wytrwałość. Szkoda tylko, że przez całą przygodę straciłam szansę na główną wygraną, Dragon nabawił się poważnych odparzeń, a ja nieodwracalnie zawiodłam się na moim smartfonie. Czasem żartuję, że zamiast nowego popręgu idealną nagrodą byłby telefon z super wytrzymałą baterią, tak przydatny w nawigacji podczas rajdów konnych :)

  • Erwin Borkowski

    Nie wiem jak bardzo ciekawą ta historia się okaże, na ile dziwna czy zabawa jednakże mój smartfon odegrał w niej pokaźną część, w dwóch przypadkach po jednej ze skrajności, raz pozytywnie, raz dość śmiesznie i dziwnie, wręcz negatywnie.
    Wszystko to odbyło się podczas dość nietypowego okresu, każdy kto przez to przechodził, domyślam się, że wiem jak w danym okresie dziwnie zachowuje się czas, przestrzeń i sam człowiek, mowa o sesji, a w moim przypadku jeden doprawdy, ciężki egzamin, który lepiej było zdać za pierwszym razem.
    Cóż tak się stało, że kilka dni i dość duża część nocy przed konkretną datą była pochłonięta przez mnie wpatrującego się w kolejne książki, materiały i tak strona po stronie, i kolejne kartki przez moje ręce przechodziły, oczy poznawały coraz to więcej wyrazów.
    Nietypowy okres, bo mało kto w danym czasie pamięta o odprężeniu, często o jedzeniu, rozrywkę trzeba wyłączyć totalnie z grafiku, natomiast funkcjonowanie urządzeń – jak to ująć, przyjmuje się za pewnik, ewentualnie ładując na krótkie kwadranse, pomiędzy nauką, biblioteką a wizytą w ksero, i konsultacjami z innymi ludźmi z grupy, na temat tego co może się zdarzyć na egzaminie.
    Energię w baterii w smartfonie przyjąłem pewnie za nieskończoną, bo nie za często dawałem jej pojeść, totalnie nie spodziewałem się sytuacji w dniu następnym.
    Obudziłem się jednak nieplanowo, więc sytuacja wymagała ode mnie tego, abym nadgonił przypominanie sobie, poza tym mieszkałem w akademiku po drugiej stronie ulicy, więc jak mógłbym się spóźnić. Stało się, że z pokoju wybiegłem 5 ok 7 minut przed, nerwowo zamykając drzwi od pokoju, zamknąłem już i pognałem. Wysportowany jestem, przyrost a zarazem dodatkowa dawka adrenaliny też swoje zrobiła, w chwilę byłem pod salą. W osłupieniu odkryłem, że pod salą nikogo nie było, sala była zamknięta, a na drzwiach żadnej kartki informacyjnej, tak byłem pewien, że pod dobrą salę przybiegłem. Z racji, że nie zapomniałem telefonu, wykonałem połączenie do przyjaciela z grupy, po pierwszych słowach, że cały rok jest pod inną salą w innym budynku, zebrałem się do ponownego biegu i z tej racji ciężko było biec i rozmawiać. Cały czas wisząc jednak na telefonie, biegłem i usiłowałem się dowiedzieć, gdzie egzamin został przeniesiony, usłyszałem nazwę budynku, ale już numeru sali nie usłyszałem, bo telefon się na mnie obraził, a raczej bateria strzeliła focha, energia poszła na fajrant. I to jest ta śmieszna sytuacja, bo ja zgrzany i dyszący zamiast się zirytować czy zdenerwować, zacząłem się ironicznie śmiać, na nic innego miejsca w swojej głowie nie znalazłem. Nie najlepszy i najbardziej odpowiedni moment, aby zakończyć rozmowę telefoniczną, szczególnie tak ważną. Chwilę jeszcze miałem, dlatego zdecydowałem się na zwiedzanie po korytarzach. W pewnym momencie ujrzałem zamykające się drzwi, no i trzeba było się jakoś wepchnąć w tą szparę, zmieściła się ręka z tym uciążliwym smartfonem w ręku, przyznam prowadzący chciał zamknąć, co poczułem na dłoni, ale że miałem smartfon w ręce to aż tak bardzo nie ucierpiałem.
    Może dziwny traf, ale zdążyłem, usiadłem obok przyjaciela, całe szczęście miejsce miałem, już zajęte przez jego kurtkę, dowiedziałem się dodatkowo, że już dobre 10 minut po rozpoczęciu, ale całe szczęście z tego powodu nie zostałem wyrzucony.

  • to wi

    Był poniedziałek! Już po kościach czułem że będzie to straszny dzień ! Udałem się do pracy jak co dzień, w domu została ciężarna żona . Minęła już prawie cała dniówka gdy nagle dzwoni telefon …. to żona ! W słuchawce krzyk i „kochanie chyba się zaczyna” . Wyleciałem z pracy jak torpeda ! W trymigach ruszyłem do domu ! Cała drogę byłem z nią w kontakcie, i to ona uspokajała mnie a nie ja ją ! Nagle … słyszę pip…. pip… padła bateria ! Ale ! Nie moja ! No nie ! Co ona pocznie . Skąd zadzwoni ? Panika ! Pot lał mi się z czoła, ręce drżały na kierownicy ! Mam do niej jeszcze 5 km ! Dzwonię do teściowej „Biegnij szybko do Ani,ona rodzi , wezwij… ” i tu pip…pip ! Tym razem to moja bateria padła ! Nie mam ładowarki w samochodzie ! Nieeeeeeeeeeeeeeeeeee…. tylko nie to ! W szale i stresie dotarłem do domu ! Jej już nie było ! Czym prędzej udałem się na porodówkę ! Dotarłem na czas ! Po drodze wziąłem ładowarkę samochodową ! Nim jednak odpaliłem telefon byłem na miejscu ! Wpadłem na salę porodową jak Chuck Norris , nagle, niezauważalnie . Żona właśnie rodziła ! Patrzyłem, zemdlałem . Jak się ocknąłem córcię właśnie wyjęli . I bach ! Szybkim ruchem po telefon . Chciałem sfilmować pierwsze chwile żony z córcią . I już nagrywałem, a w momencie gdy pielęgniarka podała żonie dziecko … padła bateria ! No nie ! Ileż razy w ciągu dnia się mogło to zdarzyć . Trzasnąłem telefonem o ziemię . Nie było już co zbierać . Nagle , wszystko inne przestało się liczyć . Byłem ja , i moja rodzina . Dziś ? Z perspektywy czasu wiem, że telefon to jednak ważna rzecz … gdyby wtedy nie wpadła wszystko potoczyło by się inaczej ! Jeden dzień i trzy sytuacje ! I właśnie w nich przydałby mi się smartfon ASUS ZenFone Max . Niedługo żona urodzi kolejne dziecko ! Nie chcę by sytuacja się powtórzyła …. Pozdrawiam Tomasz ! wwiissnia@gmail.com

  • Paulina Stachyra

    Poznałam świetnego faceta. Przez Internet. Dzieliła nas niemalże cała Polska, więc umówiliśmy się w mieście mniej więcej w połowie drogi. Jadę pociągiem, podekscytowana, co chwila oglądam swój makijaż w „lusterku” w telefonie. Podróż dość długa, więc sprawdzam sobie coś na facebooku,słucham muzyki, piszę namiętnie do mojego ewentualnego przyszłego chłopaka, z którym niedługo się spotkam. Nagle dostrzegam, że baterii już mam niewiele. Ale co tam, myślę. Jeszcze tylko niespełna pół godziny drogi. Ach, a to co? Pociąg staje. I to wcale nie na stacji. Mija minuta. I kolejna. I jeszcze kolejnych 20. Co się dzieje? Coś się popsuło. Pociąg będzie miał spore opóźnienie. Wyciągam telefon, żeby powiadomić o tym owego chłopaka. Tylko nie to, nie wierzę! Mój facebookowy nałóg właśnie zniszczył mój przyszły związek! Bateria padła. Zupełnie, beznadziejnie, bo telefon ani myśli się włączyć. Jakaś dziewczyna siedzi z laptopem. Moja ty wybawicielko, krzyczę! Ale wybawicielka okazała się zołzą jakąś, nie pozwoliła mi podłączyć telefonu. Łzy w oczach, nie znam na pamięć numeru, nie mogę pożyczyć od nikogo telefonu, bo i numer mam zapisany w pamięci telefonu. Brawo ja! Dojechałam z ponad godzinnym opóźnieniem. Chłopaka już nie było. Gdy włączyłam telefon, zasypała mnie lawina wiadomości. Niektóre, szczególnie te ostatnie, nie były miłe. Nie uwierzył, że dojechałam na miejsce, nie uwierzył, że pociąg się popsuł, a bateria padła. Stwierdził, że zrobiłam sobie z niego żarty. A to przecież nie ja, a bateria okazała się największym żartownisiem. A to buc jaki! I bateria, i chłopak.

  • Maciek Czajkowski

    Jestem studentem informatyki – teraz to już magisterka, ale za czasów inżynierki to różne rzeczy się zdarzały. Wiadomo, informatycy doszukują się najlepszych i najnowocześniejszych sposobów na ściąganie zwłaszcza z jakże ważnego i bardzo potrzebnego przedmiotu jakim jest programowanie deklaratywne. Nie miałem wtedy jeszcze smartłocza, więc ściągi wrzucałem na telefon (czarny to i pod garniakiem za bardzo nie widać). Pamiętam to jak dziś: sala pełna (na roku było nas coś koło 150 osób), jeden wykładowca i 3 pomocników do pilnowania, każdy ściąga na potęgę, gdyby tylko można by było to by kartki latały po sali. Ja z kolegami siedzimy na czacie Bluetooth, podpowiadamy i uzupełniamy się nawzajem i czas jakoś leci. Wybudzanie, gaszenie ekranu, BT, pdfy, i inne ściągi – procek nieźle obciążony a co za tym idzie i bateria poleciała mi na łeb na szyję. Ostatnie 20 minut, osób coraz mniej, trudniej ściągać, każdy podenerowany, ja z nerwów już 2 długopis prawie zjadłem. Piszę odpowiedź na przedostatnie pytanie – otwarte z teorii, która dla mnie była praktycznie niezrozumiała (sama matma prawie), przeglądam ściągę między kolanami, swoją drogą strasznie wielką objętościowo. Wiedziałem, że mam telefon na wyładowaniu, ale myślę cisnę do końca. Jeden z przybocznych profesorka patrzy na mnie krzywym wzrokiem – „Acha, zaraz pewnie podbije” – pomyślałem i tak się stało. Jak podchodził to mi bateria padła na amen, ale ja tego nie zauważyłem. Ten obczaił telefon i kazał mi go oddać. „No to ładnie” – myślę sobie i chcę już pakować, wszak za ściąganie 3 pały i widzimy się za rok. Pomocnik profesorka próbuje odblokować i przyłapać mnie na gorącym uczynku z włączoną ściągą. Ku jego jak i mojemu ździwieniu nie udaje mu się to. Na szczęście dla mnie mój złom zdechł i się już nie włączył.Wybąkałem tylko: „Kazano wyłączyć na początku egzaminu, co też zrobiłem, a trzymam go między nogami bo tak czuję się bezpiecznie”.

    Wiem, głupota jakich mało – co jak co stres i strach przed wykryciem wzięły górę :)
    A ja mogłem kontynuować pisanie.

    Ostatecznie zdałem na 3,5 a już kilka lat po studiach dalej nie wiem do czego mi ten przedmiot może się przydać :)

  • MacMenak

    Kiedy wszedłem na szczyt Szrenicy dumny z siebie i chciałem to uwiecznić, w momencie wciśnięcia przycisku by zrobić zdjęcie telefon momentalnie się wyłączył z powodu wyczerpania baterii.

  • Sielarne

    Historia o dwóch fajtłapach, które wybrały się ‚za granyce’.
    Po przyjeździe do Pragi wraz z przyjaciółką doszłyśmy do ścisłego centrum. Zachwycone piękną starówką i wspaniałymi kamieniczkami skierowałyśmy się do najbrzydszego budynku na przestrzeni 20km kwadratowych czyli naszego hostelu za studencką cenę (wyglądał on jak rodem z horrorów o wszelkiego rodzaju sierocińcach). Przed wejściem do naszego pokoju brakowało tylko taśm policyjnych, które pojawiają się na miejscach zbrodni. Standard pokoju był na tyle istotny, że z jego powodu przyjaciółka straciła telefon na ten wieczór. W normalnych warunkach upadłby on na podłogę i nic poważnego by się nie stało, jednak w tym miejscu normalnym była woda na całej posadzce. Pech chciał, że telefon upadł w szczelinę w podłodze gdzie wody było najwięcej i cały się zamoczył.
    Nasi koledzy dojeżdżali do nas w nocy, więc do tego czasu postanowiłyśmy wyjść z naszej nory i odetchnąć czymś, co dla odmiany nie śmierdzi. Podczas gdy telefon przyjaciółki suszył się na stole w pokoju mój służył za przewodnik. Dodatkowo zrobiłyśmy jakieś 5mln zdjęć, bo ‚ładna kamieniczka’, ‚urocza ławeczka’, ‚o, patrz, piesek!’… Ponieważ zbliżała się czas odebrania kumpli z dworca włączyłam nawigację i… bam! Bateria padła. W tym momencie zorientowałyśmy się, że a) nie mamy pojęcia gdzie jesteśmy, b) Praga nocą wygląda zupełnie inaczej, c) sklepy dookoła pozamykane, a na ulicy pojawiali się sami turyści, z których każdy miał inną teorię jak dotrzeć do naszego celu. Krążyłyśmy ze dwie godziny, po drodze bezskutecznie pytając w pubach o pożyczenie ładowarki. W pewnym momencie dotarłyśmy na Plac Wacława, więc postanowiłyśmy stamtąd iść cały czas w jednym, najbardziej prawdopodobnym kierunku. Okazuje się, że uliczki w Pradze są sprytniejsze niż my i idąc cały czas prosto w pewnym momencie wróciłyśmy na ten sam plac od drugiej strony. Głodne, zmarznięte to chodziłyśmy, to odpoczywałyśmy na trawniku aż zrobiło się rano i mogłyśmy natrafić na ludzi trzeźwych, z mapami i rozumiejących angielski Czechów. Po dotarciu do naszej rudery okazało się, że kumple smacznie spali w hostelu, myśląc, że zabalowałyśmy.
    Tak, upokorzenie towarzyszy nam do dzisiaj.
    Zdjęcia robię zawsze na koniec.
    Podczas dłuższych wypraw przez większość czasu mam wyłączony telefon na awaryjne sytuacje.

  • Glee

    W życiu każdego człowieka przyjdzie taki czas, że jedna głupia decyzja doprowadzi do czegoś, czego za żadne skarby nie brano pod uwagę. Moja historia zdarzyła się w lipcu 2015 roku – wraz z moją znajomą postanowiliśmy zaszaleć tak, by potem na starość wspominać z nostalgią czasy młodości i wszelkich wypraw. Wycieczki zorganizowane nie były naszym konikiem, bardziej czuliśmy się ograniczeni przez sztywny harmonogram – masz iść tu i tu, nie obchodzi nas co lubisz, ale wszystkie broszurki mówią, że jest fajnie – o nie, to nie dla nas. Będąc typem podróżnika postanowiliśmy jedno – pakujemy się w jedną walizkę, spakujemy jedynie ubrania na najbliższe 3 dni, paszporty i wskakujemy na najbliższy samolot lecący gdzieś na cieplejsze południe Europy ! Telefon w kieszeń, aparat na szyję, a reszta sprzętu do walizki.W dobrych nastrojach przyjechaliśmy na Okęcie wypatrując jakiejś okazji na ostatnie wolne miejsca. Nagle patrzymy, ostatnie 2 bilety za grosze w porównaniu do normalnej ceny – bierzemy.Przecież kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana ! Podróż przebiegła dosyć szybko, niewiele ponad 2 godziny. Czekamy, aż nasze walizki do nas przyjadą, po 10 minutach w końcu bagaż koleżanki przyjeżdża do niej na taśmie, ja nadal czekam. Po kilku chwilach nie ma praktycznie nikogo z naszego lotu, a mojej walizki nadal niet. W myślach przeczuwałem najgorze. Idziemy do centrum obsługi klienta wyjaśnić co z moim bagażem. Łamanym angielskim udaje nam się dogadać, ale w sumie język nie był mi potrzebny, by wyczytać z twarzy tej kobiety, że nie ma dla mnie dobrych wiadomości. Okazało się, że moje rzeczy trafiły nie do tego samolotu. Serce mi zamarło – przy sobie mialem tylko trochę pieniędzy na wymianę, aparat, paszport i telefon. Bateria naładowana w 73 %, może uda mi się jakoś przetrwać 3 dni – a co ja się oszukuję. Jasne, że nie. Od miłej pani się dowiedziałem, że procedura lokalizowania moich rzeczy potrwa nawet do 2 dni i że się do mnie odezwą – no to pięknie. Towarzyszka podróży wycwaniła się bardziej, wzięła stary telefon, który potrafił przeżyć na baterii koniec świata i jeszcze jeden dzień dłużej. Ładowarka też nie pasowała ! No cóż, wybraliśmy się na zwiedzanie Barcelony. Zaopatrzeni we wszelkie mapy miasta wyruszyliśmy w podróż komunikacją miejską. Poczuliśmy się przez chwilę jak prawdziwi turyści. Pierwszy dzień zleciał na zwiedzaniu każdego popularnego zakątka przepięknego miasta. Mieliśmy szukać noclegu w jakimś hostelu, patrzę, a na telefonie 37 % – włączam tryb oszczędzania energii, łapę WiFi z okolicznej knajpy i szukamy noclegu. Udało się, następny dzień to powtórka z dnia poprzedniego z jednym małym wyjątkiem – rozładowanego smartfona – zapomniałem wyłączyć prostej gierki, która działajac w tle sprawiła, że mój mały przyjaciel wyzionął tymczasowo ducha. W sumie to sam się prosiłem by doprowadzić do takiej sytuacji – kto normalny będąc bez niczego gra sobie w gierki. Rano wstajemy, szybki skok do sklepu po jakieś pieczywo, ładowarek niestety nie było. Szybka decyzja, szukamy jakiegoś sklepu z elektroniką. Młody Hiszpan na szczęście był obeznany w temacie – podałem mu naszą mapę narysował nam drogę, oddał mapę, w między czasie chciał poderwać koleżankę [nieskutecznie] i wyruszyliśmy w poszukiwaniu jedynej deski ratunku. Idziemy dokładnie w okół wskazówek, cholera nic tu nie ma. Przecież to miało być tutaj, a tu jakiś spożywczak – no cholera jak to ! Gdy nagle mnie olśniło, jednak nadal nie wiem czy można być aż taką ukrytą blondynką. Powiedzcie mi jak można trzymać mapę przez 15 minut do góry nogami i się nie zorientować. Załamałem ręcę, chwila przerwy i szybką decyzją znowu idziemy po własnych śladach wracając po punktu wyjścia. Tym razem już dotarliśmy do najbliższego sklepu. Ale życie nie jest zbyt piękne – przecież siesta nie wybacza i w sumie przychodzi znienacka. Nie warto było czekać prawie 2 godzin po jedną ładowarkę – niech się dzieje wola nieba. Z telefonu znajomej po dodzwonieniu się na lotnisku i znalezieniu kogoś, kto by zrozumiał angielski na naszym poziomie udało się nam ustalić że walizka będzie do odbioru jutro. Przynajmniej jedna dobra informacja, ale osobiście mialem dość chodzenia prawie dwóch dni w tych samych ubraniach – wybraliśmy się na plaże, na nic innego brakło siły i ochoty. Po rozłożeniu się natychmiastowo zasnąłem, a gdy się obudziłem 3 godziny później byłem cały spalony słońcem. To bym jeszcze przebolał, gdyby nie to że mialem bardzo piękną granicę, gdzie byłem pięknym burakiem, a gdzie praktycznie albinosem. Koleżanka w tym czasie zajęta była flirtowaniem, nie winię jej, bardziej swoje nieszczęście. Wrocilismy pod sam wieczór do hostelu, następny dzień był już planowanym dniem wyjazdu. Rano wstajemy i łapiemy autobus na lotnisko. Tutaj chciałbym publicznie przeprosić znajomą – Agnieszka jeśli to czytasz – nie miałem wyboru. 2 dni bez bielizny zrobiły swoje, musiałem pożyczyć bez Twojej wiedzy Twoją dolną część garderoby! Na szczęście bagaż a w nim wszystkie moje rzeczy czekały na mnie, telefon podładowany – milion powiadomień, sprawdzanie wszystkiego. Niestety Barcelona zbrzydla mi na minimum 10 lat!

  • Kawaler 123

    Zeszłej jesieni mój teść – miłośnik grzybobrania – zabrał mnie na wyprawę do lasu, gdzieś na obrzeżach miasta (obaj byliśmy tam po raz pierwszy!). Wszędzie było mnóstwo borowików i podgrzybków, a że chcieliśmy uzbierać jak najwięcej, to zapuściliśmy się w głąb gęsto porośniętego drzewami lasu! Kiedy nasze kosze pełne po brzegi były (kieszenie również:)), nagle wszystkie ścieżki się nam pomyliły! A kiedy chciałem włączyć w telefonie GPS, trudna okazała się to sprawa, bowiem okazało się, że właśnie pada mi bateria !! I tak po lesie przez trzy godziny błądziliśmy, aż w końcu samochód odnaleźliśmy…Nauczkę dostaliśmy i tego dnia postanowiliśmy, że bez naładowanej baterii w telefonie się nie ruszamy – ewentualnie PowerBanka ze sobą zabieramy :)

  • melka

    Znacie tę sytuację – kobieta za kierownicą? Cóż, wstyd się przyznać, ale ze mnie właśnie taka prawie typowa kobieta za kierownicą: znaczy: gdzie jakie światła w aucie – wiem, hamulca ze sprzęgłem nie pomylę. W miejsce docelowe dojadę. Jakoś. ;) Ale jakoś też drogówce w oczy się nie rzucam, dlatego moje pierwsze zatrzymanie do kontroli wywołało u mnie stan przedzawałowy i zanim policjant zdążył podejść do mojego auta, zdążyłam już w głowie wyświetlić sobie tysiące przepisów, które (nieświadomie, a jakże!) zapewne złamałam. Okazało się jednak, że panowie całkiem mili – ot tak, z nudów i dla rozrywki lizaczkiem na wybrańców machali . I trafiło – ot tak z przypadku – na mnie. Kontrola rutynowa:dokumenty pokazać, światłami pomrugać, gaśnicę pokazać… Trójkąt… No właśnie – cholerny trójkąt, gdzieś jest. Pytanie gdzie?! A policjant jakoś się zaparł twierdzenie Pitagorasa na moim przypominać. I nie puści, dopóki z trójkątem bliższej znajomości nie zawrze. I już uderza w ten ton górny i durny, moralizatorski: że jak to nie wiedzieć gdzie trójkąt. Trójkąt to podstawa…. Bez trójkąta ani rusz… A jak wypadek jakiś, awaria auta – co wtedy? -Zadzwonię do męża – odrzekłam zgodnie z prawdą, co małżonek z pewnością niechętnie by potwierdził, gdyż liczba sytuacji maści wszelakiej, gdy od pracy jest odrywany za sprawą małżonki nierozgarniętej, przyprawi o zawrót głowy najbardziej cierpliwych i wyrozumiałych… -Dzwońcie zatem – zaproponował policjant tekstem milicyjnym. Dwa razy powtarzać nie trzeba mi było… Wybrałam numer i …. rozładowana bateria kosztowała mnie 50 złotych (ponoć z sympatii – tylko 50 złotych) PS Teraz już wiem, gdzie trójkąta szukać – tak dla ścisłości informuję.

  • Ma Nia

    Dziś. Godzina 08:00 rano – rozpoczyna się nudny wykład z równań różniczkowych i funkcji analitycznych…Ziewam! Walczę z mimowolnie zamykającymi się powiekami. Wyciągam z torebki telefon. Gram, gram, a tu nagle pyk…telefon zasypia (słaba bateria)! Opadł z sił, a ja nie mam go czym nakarmić (powerbank, gdzie jesteś?)! Nudzi mi się. Znowu ziewam! W końcu i ja zasypiam na ławce ! Odpoczynek nie trwa długo, bowiem do moich uszów po chwili dochodzi nawoływanie profesora: „Pani Moniko, skoro tak ciekawi panią wykład bardzo proszę rozwinąć podaną funkcję holomorficzną w szereg Laurenta…” – ależ podpadłam!! Ratunku!!

  • Patryk Chodyniecki

    Dobry wieczór, już troszkę późno dodaje komentarz, więc pewnie mało kto go obejrzy, ale dodam.

    Zrobiłem gif’a, który przedstawi Państwu zabawną (aczkolwiek dla mnie tragiczną sytuację) związaną z rozładowaniem baterii telefonicznej. Oświadczam iż akceptuję regulamin!

    Podaję link do pracy i życzę wytrwałości w obejrzeniu jej do końca :D

    https://media.giphy.com/media/3o7aboEfqShFCHgSgo/giphy.gif

  • lorakis

    Było wcześnie rano. Powoli przedzierające się znad horyzontu promienie słońca dotarły do moich powiek. Zbudziłem się. Przetarłem oczy i to co zobaczyłem przeraziło mnie. W ułamku sekundy zdałem sobie sprawę, że znajduję się na półce skalnej, a pode mną jest kilometrowa przepaść. Zacząłem czuć chłód. Na szczęście okazało się, że mam że sobą telefon. Wyciągnąłem go i ucieszony, że mam zasięg sieci komórkowej, włączyłem internet. Odpaliłem Snap’a i strzeliłem sobie selfie na tle pięknej doliny kilometr pode mną. To piękne ujęcie wysłałem do wszystkich, włącznie z „Dragon’em”, który tajemniczo dodał mnie dzień wcześniej. Telefon zaczął emitować przyjemne ciepło. Zaczynałem powoli ogrzewać swoje przemarznięte palce. Uznałem, że najwyższy czas sprawdzić gdzie jestem. Dotknąłem ikonkę Mapy, gdy nagle usłyszałem potężny ryk. Podskoczyłem ze strachu i wypuściłem telefon z ręki. Na niebie zobaczyłem olbrzymią bestię lecącą w moim kierunku. Uświadomiłem sobie, że to jest ten „Dragon” i że popełniłem błąd wysyłając do niego zdjęcie, pokazujące miejsce gdzie się teraz znajduję. Przerażający potwór był coraz bliżej. Mój telefon zaczął wydawać dziwny dźwięk. W ostatnich momentach życia miałem po niego sięgnąć, ale… Nagle otworzyłem oczy i znalazłem znalazłem się w swoim łóżku. Telefon dalej wydawał ten sam, dziwny dźwięk. Sięgnąłem po niego, żeby zobaczyć która jest godzina. Urządzenie było bardzo gorące i wysyłało powiadomienia, że nie ma baterii. Okazało się, że jest już rano i muszę wstać. Zdenerwowany, że nie podłączyłem go poprzedniego wieczora, zacząłem się szykować do wyjścia z domu. W ten sposób SnapDragon zużył całą moją baterię i pozbawił mnie telefonu na jeden dzień.

  • Kamil Acocięto

    Liceum, profil wojskowy, poligon. Wraz z ekipą wpadliśmy na pomysł przenocowania z dala od szałasu. Taktyczne pół litra pod pachę, i szur przy ziemi idziemy w jakieś przytulne miejsce. Niestety jak okiem nie sięgnąć bagna i torf, poprzednie dni obfitowały w opady. Po trochę ponad godzince spacerku trafiliśmy na suchszy kawałek gleby, oddalony koło kilometra od lasku.

    -„Kto skoczy ze mną po drewno? Kaśka, chodź no, aż szczękasz zębami, rozruszasz się, rozgrzejesz, może nawet schudniesz.”.

    Niestety sielankę zbierania badyli przerwało niefajne burczenie. Oho, obiad daje o sobie znać. Pardon Mademoiselle, pozwolisz że się oddalę :P. Kurtka, polar, pas oporządzeniowy, bluza, szelki i jedziemy z desantem. I tutaj zaczyna się problem. Dwa problemy. Idące w moją stronę. Warta. Cholera, jak nas tutaj złapią to dupa blada, mamy (o ironio) przesrane. Zryw w górę i z buta żeby ich ostrzec podciągając pantalony w biegu. Mój heroiczny plan został niestety zweryfikowany po 3 krokach. Pamiętacie jak mówiłem o podmokłym terenie? Wpadłem po pas, a z pasa spadły mi spodnie na kostki. Pozycja świstaka i nasłuchujemy czy nikt nie słyszał chlupnięcia. Lewo, prawo. Pasi, ciągle jestem incognito, kroki sobie poszły. Adrenalina i podniecenie poziom over 99999, pierwsza myśl dzwonimy do Kaśki. Blondyna wróci, ogarnie ich a ja sam jakoś dam radę. Wyciągamy gumiaka (taki wodoodporny pokrowiec) z kieszeni, z gumiaka telefon i trzęsącymi łapami wybieramy z kontaktów cel. Ciekawe czy ma dzwonek wyciszony… Uno momento – najpierw spodnie. Ocieplamy podwozie , powoli wstajemy i przechodzimy w dogodniejsze miejsce. Powoli, cicho, jebs. Atak dzikiej kłody z zaskoczenia. W naturalnym środowisku nie sposób ich zauważyć pod nogami. Świstak i prowadzimy nasłuch. Lewo, Prawo. Cisza, tylko.. Kluczyk od obozowej szafki! To jest już ta chwila że mija wszelka złość, pojawia się tylko „Panie Boże dlaczego”. Cicho klnę pod nosem i szukam. Kładę się prawie przy ziemi i ryzyk fizyk odpalam latarkę w fonie. Jak teraz nie znajdę to kaplica. Ufff, długo to nie zajęło. Sprawdzimy jeszcze na kompasie (w apce, busoli nie miałem) gdzie jest mniej więcej szałasik, i możemy ruszać. Ale wpierw do Kasi! Kontakty, Kasia, Kaśka, Kasiunia… piszemy sms-a żeby nie zaalarmować wszystkiego dookoła. Jeden. Drugi. Trzeci. Podejrzewam że większą skuteczność osiągnąłbym wysyłając wiadomość biedronkami (albo stonką, z jej ubarwieniem to takie połączenie szyfrowane trochu). Decyzja ostateczna. Dzwonimy:

    – „Piii… Piiii…. Piii. Haloo? Czego chcesz imbecylu o 3 w nocy?”

    -„No żebyś się ruszyła do… Kasia?”

    -„Siora jest na wycieczce szkolnej… z tego co wiem ty też powinieneś”

    Przewidziałem wszystko oprócz scenariusza że Blondi wzięła jakiś stary telefon do zszargania z nieswoją SIM.

    – „Słuchaj, sprawa wagi światowej. Czy Kaś…” Telefon trup. Ja w środku lasu, mokry pod cycki. Kroki wracają. Nur w pobliski rów i czekamy. Miałem się tu dobrze bawić a czuje się jak na prawdziwej wojnie. Drep…..Drep….drep, drep, drep. W morde no. Szybka męska decyzja, zostajemy i liczymy że nie zobaczą, czy powoli przesuwamy się w stronę bardziej zakrzaczonego poletka. Zdecydowanie druga opcja, tam mnie nawet skarbówka nie wypatrzy. Wstajemy, dajemy dużego kroka żeby wyjść od razu do pozycji „morda-gleba”. Wiecie co? Paski do spodni to fajny wynalazek, szczególnie jak kieszeniach nosi się kilo złomu. Spodnie w dół ja w rozkroku, delikatny podmuch wiatru i leże. Oczywiście łamiąc 90 kilowym cielskiem wszystkie gałązki dookoła. Słyszę szybki drept. Koniec. Pan porucznik to fan wschodnich metod więc pewnie łagr. Głód i halogeny z niedożywienia do końca życia. Wtem anielski szept:

    -„Kamil… ej… cały jesteś?” – Bratnie twarze się nade mną ukazały.

    -„Nie mieliście zostać i ogarnąć miejsc..?”

    -„PODCIĄGNIJ SIĘ IDIOTO, TO NIE JEST FAJNY WIDOK!!!’

    W sumie dobre spostrzeżenie, zaczynało mi podwiewać. Ubieram się po cichu.

    -„Po co przyleźliśta? Przez was to jelita aż po gardło opróżniłem”

    -„Zapomnieliśmy uprzedzić łachudry w szałasie że idziemy, a nam bateria padła, zadzwonimy od Ciebie żeby nie spanikowali, za 10 minut idzie od nas odprawa.”

    …Kurtyna plis…

  • barometr

    Zadzwoniła do mnie teściowa, chciałem odebrać ( przysięgam ;) i telefon padł! Dziwne, za każdym razem gdy do mnie dzwoni tak się dzieje, przez co nigdy nie wiem, czego ode mnie chce ;) albo to ona wysysa energię na odległość albo mam słabą baterię ;)

  • Tom Tom

    Witajcie, moja „nietypowa” historia dotycząca utraty energii
    przez mojego smartfona miała nieprzyjemne konsekwencje dla nas obu. To było
    dnia 01.09.2012 r. Leżałem przeziębiony i miałem siłę tylko na jedno –
    przewijanie palcem wiadomości, które pojawiały się w czarodziejski sposób na
    ekranie mojego Samsunga Galaxy SII I9100. W zasadzie nie „mojego”, tylko
    pożyczonego od kolegi, który gorąco mnie namawiał do wejścia w szeregi „SPOŁECZNOŚCI
    SMART”, na czas kiedy skończy się mój ból po stracie ukochanej słuchawki Nokia
    6303i classic oraz ciągle aktualna umowa z moim dotychczasowym operatorem… No
    więc dałem się namówić na tę przygodę. Muszę przyznać, że pomimo mojego
    sceptycyzmu, wiadomo, popartego setką dowodów, teorii i hipotez świadczących
    przeciwko smartfonom, szybko „dogadałem” się z moim nowym towarzyszem. Prywatnie
    jestem bardzo oddanym fanem sportów samochodowych, a najczystszą formą mojej
    wiary są rajdy samochodowe, a najwyższym levelem wtajemniczenia jest cykl WRC,
    czyli RAJDOWE SAMOCHODOWE MISTRZOSTWA ŚWIATA. Niestety, moja chęć wyznawania
    wiary i oddawania jej należnej czci w postaci systematycznego uczęszczania na
    niedzielne sumy w postaci wyjazdów na rajdową „oglądarkę”, kończyły się
    tropieniem i szczegółową analizą pozycji w programie TV w formie, choćby
    króciutkich „zajawek” w tv. A tego jak na lekarstwo, bo kto „normalny” chce
    oglądać jak gdzieś po świecie jeżdżą wariaci, którzy rozpędzają swoje auta na
    ubitych, leśnych ścieżkach pomiędzy przydrożnymi drzewami do prędkości rzędu
    180 km/h, a po wypadku zamiast wyliczać listę różnych „świętych”, dzięki opiece
    których udało im się przeżyć wypadek, zastanawiają się czy aby na wierzchołku „hopki”
    odprostowali koła bo jak były skręcone to po lądowaniu będzie gruby „dzwon”. Ale
    wracając do tematu, w ten sobotni wieczór przypomniało mi się co powiedziała
    Pani Doktor: I pamiętaj, wieczorem wymoczyć stopy w gorącej wodzie z dodatkiem
    soli i szybko do łóżeczka. Ostatkiem sił, bo już miałem wszystkiego dość (w
    reklamach leków dla przeziębionych facetów nie kłamią…), pstryknąłem czajnik i
    zabrałem się do przygotowania uzdrawiającej kąpieli po czym zasiadłem w jedynym
    fotelu jaki wtedy miałem i rozpocząłem próby zanurzenia moich stóp we wrzątku. Po
    10-tej próbie uradowany – odpocząłem, sukces. Oczywiście miałem przy sobie galaktyczny
    smartfon, który określał procent naładowania baterii za pomocą cyfry 8. Niby mało
    ale przecież moja Nokia 6303i classic na czerwonej kresce „leciała” jeszcze
    przez prawie cały dzień. Nie miałem w pobliżu żadnego stolika, a w moim stanie
    każdy przechył od własnego poziomu o 35 stopni powodował nieprzyjemny szum w
    uszach, więc postanowiłem położyć telefon na moim lewym udzie, bardzo
    inteligentnie, ekranem „do dołu”. Po chwili, podczas obsługi połączenia
    przychodzącego, mój telefon zawibrował i prawie zsunął się do miski z gorącą
    wodą! „Uff, pomyślałem, „było blisko”. Niestety nie zdążyłem sprawdzić kto
    dążył do połączenia ze mną bo ogarnęła mnie panika jak zobaczyłem, iż na
    ekranie informację, iż pozostało jedynie 2% mocy! Zacząłem nerwowo przeszukiwać
    wzrokiem najbliższą przestrzeń, ale nie dopatrzyłem się niczego na kształt
    ładowarki przenośnej do mojego smartfona. Spojrzałem w prawo, poczułem lekką
    wibrację w okolicach lewego uda i przysłowiowym „kątem oka” mogłem podziwiać smartfon
    majestatycznie zsuwający się w kierunku miski z wodą. Słoną wodą. Prawie
    morską, słoną wodą. Potem głębokie „PLUM” i dalej się domyślacie… Ale podstawy
    działania w takich przypadkach znam, więc wyłowiłem smartfon z miski,
    rozłożyłem na ile się dało i rozpocząłem mozolny proces suszenia, który trwał
    kilka dni. Nie obyło się bez wizyty w szeroko rozumianym „serwisie GSM” jakich
    pełno w każdym mieście i na każdym rogu… Udało się namierzyć osobę, która kryła
    się na najwyższym miejscu w „historii połączeń”… to kolega Robert, który w
    sobotę wieczorem (01.09.2012 r.) włączył w swoim tv kanał TV4 i zobaczył
    zapowiedź obszernej relacji z Rajdu Niemiec i wiedząc jak gorliwie oddaję się
    swojej wierze, zadzwonił, aby mi tę wiadomość przekazać… Ale koniec końców,
    doprowadził do ostatecznego rozładowania akumulatora w moim smart fonie, a ten
    fakt swojej czasowej agonii potwierdził króciutką wibracją, która spowodowała
    przemieszczenie się urządzenia w czasoprzestrzeni, które zakończył się
    wodowaniem w słonej, prawie morskiej wodzie. I jeszcze jedno – soli nie
    żałowałem.

  • netka

    Będzie krótko, bo macie zdaje się dużo czytania ;) Pewnego ranka utknęłam w windzie. Tak po prostu, jadąc do sklepu po bułki. Ważny szczegół – miałam ze sobą worek ze śmieciami, które też nie wytrzymały napięcia i malowniczo rozsypały mi się pod nogami. Telefon oczywiście padł, więc nie mogłam powiadomić męża co się dzieje, a miałam zabrać się z nim do pracy. Czekanie w aromacie pieluch dwulatka 40 min na serwisanta – bezcenne! A mąż zdenerwował się nie na żarty, z powodu tej nieobecności :)

  • Anonimowy gamoń

    Chaos, nic jeszcze nie jest gotowe, nadal wiele rzeczy do zrobienia, czas ucieka, stres, pośpiech, jeszcze trzeba wszystko kupić, a do tego nie ma się w co ubrać, patrząc na „pustą szafę” wypchaną rzeczami – tak wygląda typowe przyjęcie urodzinowe w wykonaniu mojej dziewczyny i tak też wyglądało niecały rok temu. Ostatnio „pomagałem” jej wszystko przygotować – efekt? – większy chaos i więcej krzyku, a szafa nadal pusta, choć dykta z tyłu odpadła od naporu. Z uwagi na narastającą agresję oraz fakt, że chyba „wszystko robię źle”, postanowiłem, że najbardziej się przydam w sklepie, gdzie kupię niezbędny asortyment na dzisiejsze przyjęcie. Trafiam więc do sklepu – duży jest. Przyśpieszam więc tępo kolekcjonowania dóbr – przykuwam szczególną uwagę do tych płynnych – potrzeby większości w pierwszej kolejności :) Ok zrobione, chyba wszystko mam. Myślę – będzie ze mnie dumna – istny bohater domu i tam też się udaję. Jestem na miejscu 15 minut przed przybyciem gości – myślę – nieźle poszło, bez opóźnienia. Dziewczyna patrzy, na twarzy grymas, w oczach coś dziwnego ale budzi mój niepokój i czuję się niepewnie – myślę – czegoś zapomniałem, a ona już widzi czego. Myślę – Ciasto! Nie mamy ciasta! – Duma rodzi się w sercu – w końcu sam na to wpadłem, co powinno załagodzić sytuację – myślę. Z powrotem sklep – już po 19:00 więc goście na miejscu – trzeba się śpieszyć i kupić tylko jedną rzecz, no chyba tego zepsuć nie można – myślę. Ale chwila – placek czy tort ma być, bo co roku robi inaczej – nie zapytałem przed wyjściem więc dzwonie. Mówię niczym zaszczepiony pierwiastkiem łowcy promocji: „Mam wziąć tort czy placek? Placek w promocji, więc może placek?”. Odpowiedź przyszła krótka: „Weź to” i telefon zgasł – myślę – no wyczerpał się, ale zdążyła przynajmniej powiedzieć co mam kupić. Dumny wracam – goście już czekają. Od razu kuchnia – dziewczyna się śpieszy, bo goście już głodni i ochoczo wyczekuję deseru. Wyciąga je z kartonika i to co widziałem wcześniej po powrocie do domu w jej oczach gdy zapomniałem ciasta, przez ostatnie 30 minut poważnie się rozwinęło (choć raczej kluczowe było ostatnie 15 sekund) – myślę – chyba znów źle – myślę – chyba miało być „Weź tort”…. „Wiem o co chodzi” – mówię, zaczynając wbijać świeczki w sernik…. Coroczna nagroda wieczorna niestety już przepadła… a może przepadła już na początku przygotowań?

  • mihau

    Dzień zapowiadał się wyjątkowo… Ciepły, letni wiatr smagał me policzki, a wizja wolnego weekend’u generowała w mojej głowie dziecięce wizje beztroskiego leniuchowania od rana do wieczora…
    Pięć dni zarzucania umysłu dziesiątkami problemów ludzi pracujących w środowisku bogato rozwiniętej infrastruktury informatycznej szpitala, w którym pracuję potrafi zwalić z nóg, uwierzcie…
    Trafiają się nam problemy prawie nierozwiązywalne (jak zdarzyło się w dziale technicznym):
    (U)żytkownik:”Cały dzień pisałem pismo i gdzieś mi to zniknęło!”
    (A)dmin:”Czy zapisał Pan dokument po zakończonej pracy?”
    U:”Ależ oczywiście!”
    A:”Gdzie dokładnie Pan go zapisał?”
    U:”A skąd mam wiedzieć?! Czy ja Panu każę osobiście czyścić kanalizację kiedy się zapcha?”
    Bywają też problemy natury estetycznej typu:
    U:”Proszę tu przyjść jak najszybciej, bo nie możemy pracować!”
    A:”Ale co się dokładnie dzieje??”
    U:”No nie wiem, koleżanka zgłaszała, że coś jest nie tak z ‚pulpetem’!” (tekst oryginalnie zasłyszany)
    Pulpet okazał się pulpitem, natomiast przyczyną problemu była kolorowa tapeta, która wyjątkowo rozpraszała Panie swoimi wzorami.
    Zdarzają się również problemy nadprzyrodzone (te uwielbiam:)
    U: Dzień dobry Panu! Piętro wyżej robią remont oddziału.
    Już sam hałas jest nie do wytrzymania, ale dodatkowo mam wrażenie, że kiedy borują tymi wiertarkami moja myszka zjeżdża w lewo! Czy to możliwe?
    Ja – jako człowiek pełen zdrowych zmysłów (gdyż był to początek tygodnia) oznajmiłem:
    „Jest to jak najbardziej normalne zachowanie myszki o dużej czułości w trakcie nadmiernych wstrząsów w środowisku w którym się znajduje. Zdziwiło mnie to wielce, gdyż mury szpitala pamiętają jeszcze pierwszy amerykański spacer kosmiczny z 1965 roku. Mury prawie jak w schronie, lecz zgłoszenie to zgłoszenie, a problem trzeba zażegnać choćby i słownie.
    Kończę już lekko przydługi wstęp o trudnej egzystencji informatyka ‚all-in-one’ zatrudnionego w ‚almost non-profit company’ :P
    A teraz wracając do euforii wypełniającej mnie na cześć kolejnego weekend’u…
    Sobotnie popołudnie mijało spokojnie, bez obowiązków – tak jak lubię.
    Analogicznie liczyłem na równie spokojny wieczór…
    Wyszedłem z psem na spacer.
    Za cel obrałem las – taką pustelnię dla informatyka, z dala od wszelkiego przybytku XXI, a nawet XX wieku. Z dala od ludzi. Z dala od szumu silników, generatorów i rezystorów.
    Otacza mnie jedynie zieleń drzew, błękit nieba no i.. współczynnik SAR.
    To telefon zorientował się, że mam właśnie wolną chwilę i zbyt długo nie interesuję się jego stanem.
    (Wibracja wściekle szarpnęła kieszenią)
    Myślę sobie:
    Klient albo impreza, nie ryzykuję – odbieram :)
    (K)umpel: Cześć stary, robimy ognisko na działce, będzie piwko, kiełby, muza – zajrzysz?
    (Ja): W sumie i tak nie miałem ciekawszych planów, a radzić sobie ze stresem dnia powszedniego jakoś trzeba :)
    słowem – zgłaszam chęć!
    K: „okej, tylko mamy mały problem z transportem. Jako organizator odpowiedzialnie nazbierałem chrustu, nieodpowiedzialnie alkoholizując się w ten czas chłodnym piwkiem, więc jako kierowca odpadam” – rzekł z nieskrywaną radością…
    „Na domiar złego Marcinowi zepsuł się samochód, ale Ty przecież mógłbyś podrzucić koleżanki na grilla, nie!?
    Dziewczyny nie mają z kim się zabrać…
    Nagle mój osobisty, wewnętrzny wróg sympatycznie zwany ‚Hurraoptymizmem’, wkroczył do akcji. Ten nieszczery, tajny agent ukochanej, lecz zdradliwej matki ‚Nadzieji’ zamachał w mojej głowie transparentem o kuszącej treści:
    „Niewiasty o ślicznych licach czekają na Ciebie mój drogi Panie ]:> Ty – tak bohatersko trzeźwy i pomocny jak prawdziwy dżentelmen”
    I tak kreował przede mną wizję pięciu pięknych, ponadnaturalnie wdzięcznych za podwózkę Panien.
    No to palnąłem nieroztropnie:
    „Z wielką ochotą przywiozę te nieskazitelne niewiasty na imprezę w plenerze gospodarzu zacny, lecz… (w tym momencie znany mym uszom dźwięk przerwał wielce istotną dla mnie część rozmowy)
    Jak się domyślacie było to trzykrotne ‚tiut’ telefonu, a raczej smartfona (ech, gdyby to był zwykły telefon sprzed lat).
    To cholerne Tiut brzmi tak obojętnie i tak irytująco subtelnie, właśnie w chwili gdy nasz smartfon, mapa, zegar, prognoza pogody i nasze okno na świat wydaje ostatnie tchnienie.
    Takie to ‚Tiut’ bez emocji, bez smutku, bez żalu… Tiut przyjaciela, który umarł.
    Dla mnie waży się właśnie los weekend’u, lecz dla innych rozładowany telefon może być genezą wielu niebezpiecznych następstw.
    TELEFON PADŁ… a niedopowiedziana reszta mojego zdania brzmiała: „ale wrócą taksówką, prawda??”
    Tego zdania nikt już nie usłyszał…
    Bezlitośnie uciskałem przycisk „POWER” wiedząc, że czas gra na moją niekorzyść.
    Było zbyt późno, a ja byłem zbyt daleko by ktokolwiek usłyszał mój krzyk.
    Słowo się rzekło – I stało się – bohatersko zostałem Kierowcą.
    Wróciłem do domu, podładowałem komórę na kilka procent i jazda po Panny >=]
    Ognicho-grilla czas zacząć !!!
    W połowie sowitej imprezy (ok 1 w nocy) znajomi powpadali standardowo na bardzo dobre pomysły:
    Znajomy A: „Kiełbachą mi się odbija – Zjadłbym czipsa, na przełamanie smaku, macie??”
    Znajomy B: „W du*** z czipsami, wypiłem cały browar – macie coś jeszcze??”
    Znajomy C (w odpowiedzi do B): „Szpirytus rozrobiony jest!!
    ..ojoj, jednak nie :/
    ..się skończył właśnie..
    (Ale sie nie martf fcale kolega, bo piłem ten szpirytus – no i musze pofiecieć, sze fcale mnie nie pierze… mosze i drewny pył, kto fie? ale bretensji nie mam do nikoko)
    Smutna dysputa uczestników balangi o zagrożeniu rychłym wyczerpaniem dóbr przeznaczonych do konsumpcji rozbudziła czujną głowę grill-mistrza, który odważnie rzucił jedyny pomysł na rozwiązanie tak beznadziejnej sytuacji:
    „Jedziemy po dostawę środków wypełniająco-odurzających!” (czyt. czipsy+alkohol)
    Cóż ja – biedny żuczek, pośród dzikiej i zalkoholizowanej gawiedzi mogłem począć… „No to jedziemy” – przytaknąłem bez emocji.
    Wesoła gromada ruszyła… (trzech nienabożnych uczestników grill-party i ja)
    Jakieś 200m od sklepu, siedzę sobie w samochodzie i czekam na powrót Pionierów Sobotniej Nocy.
    Silnik odpalony – na 3 minuty – …nie warto gasić mówili…
    A chwila się dłuży, więc zerkam z nudów na zminiaturyzowany świat zamknięty w bocznych lusterkach…
    …i widzę samochód – dość ciekawy, ma światełko na dachu.
    Myślę sobie:
    – policja czy nie policja?… przyczepią się do czegoś czy się nie przyczepią… ruletka o tej porze…
    – eee, światło na dachu jest bardziej TaXi na oko :) (i już mi było raźniej)
    Gdy tak rozważałem dalszy przebieg zdarzeń tej sobotniej nocy, wspomniany samochód ze światełkiem na dachu dyskretnie zatrzymał się na wysokości przednich drzwi mojego auta.
    Nagle uchyliła się szyba tajemniczego wozu (radiowozu jak się z bliska okazało), a oczom mym ukazał się Pan Policjant. Przeszywał mnie tym swoim: sto piętnaście (115) procentowo (%) pewnym, wszystko-wiedzącym wzrokiem.
    (P)olicja: Co Pan tu robi tak na odpalonym silniku?
    Mieliśmy ostatnio zgłoszenia o włamaniach do okolicznych sklepów (godzina faktycznie była ‚monopolowo-rabunkowa’ ;)
    (Ja): A czekam sobie na kolegów – poszli na zakupy na przeciwko. Już gaszę silnik, ale koledzy powinni zaraz wrócić.
    (S) Tak Pan mówi. No to poczekamy na pańskich kolegów.
    Koledzy zrobili w końcu zakupy i wracają ze sklepu…
    Widząc ich już się cieszę – potwierdzą alibi dla mojego postoju, HA – niby nic, ale udowodnić swą niewinność wypada. Więc radośnie krzyczę Policji w twarz: Widzi Pan!? To Oni! Moi Przyjaciele! :) Wracają do mnie, tak jak mówiłem.
    A ONI w tym momencie robią coś zupełnie niespodziewanego…
    Dostrzegli radiowóz i jak na zawołanie, jak zaprogramowani – W TYŁ – ZWROT, i zniknęli za rogiem…
    Panowie Policjanci przyglądają mi się w tym momencie wyjątkowo bacznie…
    No to mówię: Chyba nie poznali samochodu! Już do nich dzwonię!
    Policja patrzy…
    Łapię za telefon i wybieram …
    Darek! Darek! Co wy..!??
    W tym momencie znane wszystkim: „tiut, tiut, tiut”…
    No i padło ustrojstwo (1 weekend – drugi rozładunek), ale w takim momencie?
    Nie patrząc dłużej na zażenowane twarze Władzy moimi tłumaczeniami, ruszyłem w pogoń za znajomkami bez pytania. Na szczęście nie strzelali, a ja grzecznie wróciłem z kumplami. Wszystko skończyło się szczęśliwie, choć mogło wcale się nie wydarzyć, gdyby nie rozładował mi się telefon :D

  • https://plus.google.com/+MarcinJaskulski Marcin

    Kiedyś chciałem wziąć udział w podobnym konkursie . Pisałem, pisałem, pisałem…. Historia była naprawdę niezła. Kilka minut przed zamknięciem konkursu, kiedy już właśnie stawiałem ostatnią kropkę, rozładował się telefon, z którego miałem wysłać zgłoszenie. Teraz też do północy zostało kilka minut, więc nawet nie ryzykuję dalszego pisania. Wysyłam. Doszło?

  • Andrzej Tasarek

    Był to czas,kiedy raczkowały tel.dotykowe.Dzień jak każdy,ale do pracy pojechałem bez ładowarki.W godzinach porannych brałem udział w konkursie radiowym.W trakcie audycji wzięto na ,,języki” mój mateiał konkursowy.Nie wiedziałem wtedy,czym to poskutkuje .Niedługo ,po tym dzwoni telefon,pada pytanie czy brałem udział w konkursie.Po potwierdzeniu,usłyszałem abym zadbał o zasięg i miał naładowany tel..,,Pole” to miałem na 4 nadajniki, ale voltag’estopniało do stanu że tel.wydawał odpowiednie dźwięki.Ale obudziła się ,,macgyverka” ,załatwiłem płaską baterie,sprawdziłem polaryzację i rozpoczołem ładowanie na krótko.Udało się doprowadzić stan baterii na dwie kreski,załączyłem tel.dosłownie na chwlię przed wejściem na antenę i udało się przeprowadzić rozmowę wymaganą w regulaminie .Wygrałem nagrodę rzeczową .Dziękuję !!!

  • Michał Zieliński

    Czy będę mógł jeszcze wziąć udział? Już po północy, a byłem pewien że to do jutra :/
    Dziś rozladował mi się telefon…

  • Anna po mężu

    Nad rzeczką opodal krzaczka

    Mieszkałam ja, telefon i kaczka,

    Lecz ta zamiast trzymać się rzeczki

    Plotła przez mój telefon ploteczki.

    Raz dzwoni więc do fryzjera:

    „Nie włączyłam GPS lokalizera!

    A tuż obok, tu była apteka!”

    Brak aktualnej mapy bez neta.

    Po fryzjerze zadzwoniła do praczki

    Skomentować z fejsa małe psiaczki.

    Gryzły się kaczki jak zbóje:

    „A niech jej się telefon rozładuje!”

    Znosiła jaja na miękko, sadzone oraz na twardo

    live streaming z tego udostępniała dzięki lte standardom,

    A przy tym, na przekór kaczkom,

    Była mobilnych gier maniaczką.

    Kupiłam raz powerbanków paczkę,

    By ładować telefon, wyjść na rodaczkę

    co zjadaną energię przez kaczkę

    zamieniała w nową, do wykorzystania gotową.

    Kaczka telefonem się już nie bawiła,

    Na spacery nad rzeczką samotnie chodziła.

    Martwiłam się ja i inne kaczki:

    „Co będzie z takiej dziwaczki?”

    Aż tu nagle znalazł się konkurs,

    więc mówię: „Mój małżonku!

    Składamy rymy starannie

    Wygrywamy telefon Annie (to ja!)

    Ma kaczka swój telefon dostanie,

    pierwszą inteligentną kaczką zostanie.

    Swój telefon nosi teraz nad rzeczkę

    urządzając mi i sobie ploteczkę!

  • Gość

    Są już gdzieś wyniki???

  • Rafał

    Też jestem bardzo ciekawy kto wygrał :)

  • Michał Jaworski

    Hej kiedy wyniki ? Xd

    • Michał Zieliński

      spokojnie, cierpliwości, bywało już tu kilka konkursów i jeszcze nigdy wyniki nie pojawiły się na czas :)

  • Twój Stary Kochanek

    czy wiadomo coś o wynikach ?

  • Gość

    Coś nie halo z tym konkursem, organizator zaniemógł.

  • MłodyDanielek :D

    coo z tymi wynikami ??