14

25 milionów osób gra w Overwatch. Super wynik, kompletnie się temu nie dziwię

W Overwatcha na wszystkich platformach gra już 25 milionów osób. Z jednej strony brak zaskoczenia, bo to w końcu produkcja Blizzarda. Z drugiej natomiast fantastyczny start zupełnie nowej marki, z nowymi bohaterami - w dodatku to gra bez jakiejkolwiek kampanii dla jednego gracza. Można więc mówić o ogromnym sukcesie.

25 milionów graczy Overwatch

10 milionów udało się osiągnąć Overwatchowi w miesiąc od premiery. W październiku mówiło się już o 20 milionach, dziś w produkcję Blizzarda dostępną na trzech platformach (PC, PS4, X1) gra już 25 milionów osób. Oczywiście widać, że przyrost trochę przyhamował, ale to naprawdę świetny wynik, szczególnie patrząc na zupełnie nową markę, w dodatku bez wykorzystania znanych postaci. Obaw w stosunku do Overwatch było mnóstwo – przede wszystkim pełna cena jaką za swoją produkcję liczył sobie Blizzard. Z jednej strony gra czerpała bowiem pełnymi garściami z darmowych produkcji MOBA (DOTA, LoL), z drugiej oferowała wyłącznie tryby rozgrywek sieciowych (no dobrze, grę z botami również, chodzi o brak kampanii fabularnej). W dodatku wprowadzono opcjonalne mikrotransakcje w postaci skrzynek z „prezentami”. Otrzymuje się je za osiąganie kolejnych poziomów doświadczenia, ale można też je po prostu kupić w cyfrowej dystrybucji. W obu przypadkach nie wiadomo jednak co wypadnie, podejrzewam więc że ta nutka tajemnicy zachęca graczy do ich kupowania.

Co przyciąga do Overwatch?

Produkcja Blizzarda nie jest jakoś specjalnie bogata w zawartość, na co zwracałem uwagę w swojej recenzji Overwatch. Oczywiście z czasem przybyło „contentu”, w dodatku producent stara się dorzucać coś ekstra okazjonalnie (jak chociażby teraz z okazji chińskiego Roku Koguta). Tymczasem to nie ilość map czy dodatków przyciąga graczy do Overwatch. Po pierwsze system rozgrywki jest prawie idealny, łączy najlepsze cechy Quake’a, Team Fortress 2 i Counter-Strike’a, po drugie zawiera bardzo dobrze zbalansowany zestaw bohaterów. Postaci nie da się opanować w kilka dni, szczególnie że co jakiś czas zmieniane są właściwości jej broni, zdrowia czy pancerza by wprowadzić jak najbardziej sprawiedliwą rozgrywkę. Co więcej, samotny wymiatacz nie ma w Overwatch żadnych szans jeśli nie będzie współpracował z drużyną i to już na etapie wyboru postaci do konkretnego starcia – później warto również modyfikować skład by jak najlepiej dopasować go do składu drużyny przeciwnej. Sprawia to, że każdy mecz jest inny, mimo tego że graliście już dziś na jakiejś mapie powiedzmy 5 razy. Powtarzalność to ostatnie co mogę zarzucić Overwatch i głównie dlatego gram w ten tytuł nieprzerwanie od premiery, podczas gdy większość konsolowych FPS-ów z trybem multi odkładałem po kilku tygodniach.

Nie bez znaczenia jest również opieka Blizzarda, który nie wychodzi z założenia – „hej, zrobiliśmy grę za kilka stówek, ładnie się sprzedała, idziemy robić coś nowego, a produkcja niech sobie żyje sama, bez naszego wsparcia„. Wspomniałem o ciągłych zmianach w balansie postaci, osłabianiu tych zbyt mocnych, wzmacnianiu tych zbyt słabych. Co więcej, Blizzard czuwa nad komfortem naszej zabawy rozdając bany oszustom, co w grach sieciowych jest dziś koniecznością. Oczywiście najlepiej byłoby gdyby cwaniaczki w ogóle do Overwatch nie siadały, ale skoro nie ma na to najmniejszych szans, ktoś musi czuwać nad naszą zabawą. I Blizzard czuwa.

W dzisiejszych czasach startowanie z nową marką jest bardzo ryzykowne, nawet jeśli bierze się za to tak duża i ceniona firma jak Blizzard. Zdecydowanie łatwiej i bezpieczniej jest eksploatować znane marki, co doskonale robi zarówno Activision, Ubistoft jak i Electronic Arts. Kolejne odsłony Call of Duty niewiele różnią się od siebie, a wychodzą co roku – schemat jest więc prosty. Gramy multi przez rok, a jesienią przesiadamy się na kolejną odsłonę. I tak w kółko. Fani marki to nie fani konkretnej gry. A na tych Blizzard narzekać nie może. W sieci pełno jest fanowskich grafik z bohaterami Overwatch, specjalnych stron poświęconych analizie zmian czy nawet pornograficznych filmów z udziałem wyciągniętych z gry modeli postaci. To nie zdarza się zbyt często w przypadku startujących właśnie marek – w pewnym sensie grze udało się zgromadzić tak oddanych fanów jakich ma League of Legends, DOTA czy World of Warcraft. A Blizzard wokół gry robi jeszcze więcej, tworzy animowane filmy i komiks jeszcze bardziej przybliżający nam uniwersum gry i samych bohaterów.

źródło