46

Wkurza Cię sposób jazdy warszawskich kierowców? Ta strona jest dla Ciebie

Chociaż sam jeszcze nigdy nie kierowałem samochodem w Warszawie, legendy słyszałem na temat tego, jak w stolicy się jeździ, również od osób, które tam mieszkają. Ograniczenia prędkości są tylko "umowne", a to, co uszłoby w innych miastach jako "bezpieczna jazda", w Warszawie nazwane by zostało tamowaniem ruchu. W każdej opowieści, nawet tej mało prawdopodobnej jest ziarenko prawdy, a potwierdzenie, że Warszawa to miasto specyficzne pod tym względem jest w akcji "Życzliwość na drodze".

Bo przecież wszyscy jesteśmy użytkownikami dróg – od kierowców, aż po pieszych przez rowerzystów i tak dalej. Rzeszów pod tym względem lepszy nie jest. Przechodząc przez pasy czuję się jak we Froggerze – byleby mnie tylko jakiś król szos nie trzasnął. Są i tacy kierowcy, którzy znaki szanują, zwolnią przed przejściem i do głowy im nie przyjdzie butować gazu przed lub na tym miejscu na drodze. Trzeba jednak pamiętać też o innych rzeczach. Niejednokrotnie byłem świadkiem przepychanek prowadzonych na ogólnym kanale CB (swego czasu dużo jeździłem z tatą), gdzie inwektywy leciały srogie, a i jestem pewien, że gdyby przenieść to poza samochody, ktoś by skończył z rozbitym nosem. W Polsce kultura jazdy to coś, co niby jest, ale tego nie ma. A szkoda – kultura jazdy uprościłaby sporo rzeczy.

życzliwość na drodze

Akcja – poradnik autorstwa „Otwartej Warszawy” to nic innego, jak zbiór dobrze znanych mimo wszystko zasad, które stosować powinien każdy, niezależnie od miejsca zamieszkania. Przypomina się to, o czym zazwyczaj zapomina się tuż po odebraniu papierka uprawniającego do jazdy po drogach. U mnie, oprócz typowych zajęć teoretycznych miałem również pogadanki na temat tego, jak naprawdę wygląda jazda samochodem – że to nie wygląda tak ułomnie jak na egzaminie i to są dopiero przedbiegi. Sprawdza się podstawowe umiejętności, nieco „na czitach”. Potem, gdy już samemu będę jeździć samochodem – nie przypomina to w żaden sposób „izolowanych warunków” nauki jazdy, czy egzaminu. Nierzadko, poruszanie się po polskich drogach przypomina walkę – chodzi o to, żeby dojechać szczęśliwie na miejsce i nikomu po drodze nie zrobić krzywdy – w skrócie.

To rzecz jasna jest dużo prostsze, jeżeli człowiek stosuje się do zdroworozsądkowych zasad poruszania się po drogach. Świetnie byłoby, żeby stosował się do nich każdy kierujący, bez wyjątku. Tego raczej wyegzekwować się nie da, ale zawsze można zacząć od siebie. Jeżeli choćby niewielki procent spróbuje wdrożyć je w życie, będziemy mogli mówić o sukcesie. Mnie wystarczy pomyśleć o tym, że w każdym z samochodów, które mijam znajduje się ktoś, kto ma rodzinę. Ogromną motywacją jest to, że człowiek żyje dla kogoś, albo wiezie swoich bliskich.