Polska

Jeżeli to prawo wejdzie w życie, kasuję swój profil na Facebooku. I wy też powinniście

KR
Krzysztof Rojek
119

Według nowego projektu Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej, ZUS zyska praktycznie policyjne uprawnienia do zbierania i przetwarzania danych każdego Polaka. Jeżeli to prawo wejdzie w życie, trzeba będzie się pożegnać m.in. z mediami społecznościowymi.

Nie da się zaprzeczyć, że sieci społecznościowe odegrały istotną rolę w sprawianiu, że "świat stał się mniejszy". Bez Facebooka czy Twittera rzeczywistość wyglądałaby zupełnie inaczej. Czy lepiej czy gorzej, to jest już dyskusja na zupełnie inną okazję. Faktem jest natomiast, że korzystanie z nich jest transakcją, w której wymieniamy możliwość rozmowy i kontaktu ze znajomymi za nasze dane osobowe, które wędrują sobie w świat, najczęściej bez naszej wiedzy i niestety - również dosyć często bez naszej zgody. Nauczyliśmy się jednak z tym żyć, często nawet nie przyjmując do świadomości konsekwencji tego, co może się stać, jeżeli te dane wpadną w niepowołane ręce. Ot, reklama tu, reklama tam, od czasu do czasu informacja o tym, że ktoś na kogoś wyłudził kredyt. Nic wielkiego, prawda? No cóż, za chwilę może się okazać, że warto będzie zmienić dotychczasowe przyzwyczajenia, a konieczność zachowania prywatności stanie się jak najbardziej realna.

ZUS jak policja - będzie mógł żądać danych o nas od każdego

Na portalu Prawo.pl pojawił się bardzo obszerny wpis komentujący to, jak od strony prawnej wygląda pomysł na rozszerzenie kompetencji Zakładu Ubezpieczeń Społecznych odnośnie weryfikacji tego, czy danemu obywatelowi rzeczywiście przysługują świadczenia np. chorobowe. Istniejący przepis art. 61a ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego mówi, iż:

w razie choroby i macierzyństwa, w celu ustalenia prawa do zasiłku i jego wypłaty Zakład Ubezpieczeń Społecznych ma prawo do przetwarzania danych i informacji niezbędnych do ustalenia prawa do zasiłków, ich wysokości, podstawy wymiaru oraz do ich wypłaty.

Do tego Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej chce dodać kolejne uprawnienie:

Zakład Ubezpieczeń Społecznych może pozyskiwać dane i informacje, o których mowa w ust. 1, od ubezpieczonych, płatników składek, organizacji społecznych oraz innych podmiotów i osób, które są w posiadaniu tych danych i informacji, a wymienione osoby oraz podmioty są obowiązane je udostępnić na wniosek Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Innymi słowy, jeżeli ZUS chce zweryfikować, czy należy ci się świadczenie, może zapytać KOGOKOLWIEK o JAKIEKOLWIEK dane na nasz temat i ten podmiot będzie zobowiązany prawnie je udostępnić.

Zachęcam do przeczytania pełnej analizy prawnej wspomnianego pomysłu na portalu Prawo.pl, ponieważ jest tam dużo wartościowych komentarzy pokazujących, jak niebezpieczne może być danie wręcz policyjnych uprawnień takiemu podmiotowi jak ZUS i jak mocno stoi to w sprzeczności chociażby z takimi wartościami jak tajemnica zawodowa. Ja jednak chciałbym się skupić na czymś nieco innym, co dotyczy nas wszystkich. Tak, zgadliście - na social mediach.

Tu nie chodzi o ZUS - tu chodzi o tendencję władzy

Facebook, Twitter, Tik-Tok - jakikolwiek portal społecznościowy byśmy nie wymienili, dane przez nie gromadzone są bardzo atrakcyjne praktycznie dla każdego, a dla władzy w szczególności. Nawet na Prawo.pl wspomina się o tym, że dla urzędników w ZUS Facebook jest jednym z pierwszych sposobów weryfikacji, czy zasiłek nie jest wyłudzany. Można więc spokojnie założyć, że po wprowadzeniu tego prawa portal Zuckerberga bedzie jednym z podmiotów, które pisma od ZUS'u będą dostawały najczęściej. Zapytacie teraz: "Czyli co, popierasz wyłudzanie zasiłków?". Nie, nie popieram. Ale bardziej od tego nie popieram, że instytucja, która nie jest policją otrzymuje jej uprawnienia i może zebrać o mnie wszystkie dane bez konkretnego powodu (podejrzenie urzędnika nie jest dla mnie powodem do naruszenia mojej prywatności bez mojej wiedzy). A że Facebook udostępniłby moje dane ZUS'owi bez mrugnięcia powieką, tego jestem pewien, bo Zuckerberg ma długą historię kooperowania z władzami. Jeżeli nie godzi to w jego interesy (patrz Australia), Facebook potrafił w przeszłości naprawdę mocno się nagiąć, by tylko nie dotknęły go restrykcje prawne.

Nie chodzi tu więc o ZUS, ale o to, że nasz rząd chce dać sobie (po ZUS może to być chociażby US, Urząd Miasta, Straż Miejska, wstawcie sobie dowolny podmiot) narzędzia pozwalające w świetle prawa na pełną i kompletną inwigilację. I o ile nie mam wpływu na to, że dane o mnie przekaże mój lekarz (bo no chciałbym być zdrowy) czy mechanik (bo sam nie wymienię rozrządu), to jest jeden obszar, w którym mam wpływ na to, jakie dane są o mnie gromadzone i czy są gromadzone w ogóle - media społecznościowe. Przez lata liczyłem na to, że nie dojdzie do sytuacji, że będzie trzeba grać z władzą w "kto jest od kogo sprytniejszy", ale jeżeli wspomniane prawo wejdzie w życie, nie widzę innej możliwości.

Permanentne wylogowanie się ze społecznościówek będzie w tym wypadku koniecznością. Co dalej? Raczej wyłącznie komunikator z szyfrowaniem end-to-end który nie przechowuje informacji o konwersacji na serwerach firmy (bo przecież o nasze SMS'y rząd może zwrócić się do operatora telekomunikacyjnego). Do tego VPN (w końcu dane zbiera o nas też nasz operator internetowy) i chcąc, nie chcąc - raczej telefon z logo Apple, ponieważ tylko ta firma zdaje się robić urzędnikom państwowym pod górkę (co nie znaczy, że nie uczestniczyła w programie PRISM, ale z jakiegoś smartfonu korzystać trzeba). Pomijam już kompletnie to, że nie wierzę, że dane zebrane o mnie będą na komputerach ZUS (czy innego rządowego podmiotu) bezpieczne, szczególnie patrząc na ich przygody z najnowszymi technologiami.

To idzie w bardzo złą stronę

I tak, im więcej rzeczy wymieniam, tym bardziej brzmię jak nawiedzony Mulder z Archiwum X, ale niestety - nie dostaniemy wyraźniejszego sygnału ostrzegawczego, że rządzący chcą użyć social mediów do zbierania naszych danych. Owszem - można im na to pozwolić, a i pewnie z zachowaniem maksymalnych środków bezpieczeństwa jakieś dane o nas do ich bazy się dostaną. Żeby tak się nie stało trzeba by chyba zrezygnować z każdego wynalazku techniki z ostatnich 20 lat. Niestety, podejrzewam, że większość osób wpis taki jak ten w ogóle nie ruszy, a siłą do sprzeciwu nikogo się nie przymusi. Pozostaje więc trzymać mocno kciuki, że za kilka lat nie obudzimy się w rzeczywistości, w której szanse na kredyt, dobrze płatną pracę czy nawet bilet komunikacji miejskiej nie będą podyktowane punktami przyznawanymi przez rząd.

Jak w pewnym kraju z którego pochodzi większość naszej elektroniki...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: