45

Zrezygnowałem z synchronizacji w Chrome, chociaż kiedyś bardzo ceniłem tę funkcję

Google wprowadził synchronizację w swojej przeglądarce jako jeden z pierwszych. Początkowo ograniczała się ona do samych zakładek, potem przyszedł czas na hasła, wreszcie na rozszerzenia, a nawet na otwarte w danym momencie karty. W sumie synchronizowanych jest 9 różnych elementów naszej przeglądarki. Swojego czasu była to dla mnie jedna z najważniejszych funkcji. Zapisywałem zakładkę na […]

Google wprowadził synchronizację w swojej przeglądarce jako jeden z pierwszych. Początkowo ograniczała się ona do samych zakładek, potem przyszedł czas na hasła, wreszcie na rozszerzenia, a nawet na otwarte w danym momencie karty. W sumie synchronizowanych jest 9 różnych elementów naszej przeglądarki. Swojego czasu była to dla mnie jedna z najważniejszych funkcji. Zapisywałem zakładkę na komputerze stacjonarnym i otwierałem ją za chwilę na laptopie. Spodziewałem się, że to własnie synchronizacja zatrzyma mnie przy Chrome, nawet wówczas gdy będę miał powody, aby go zmienić. Tym czasem sam przestałem korzystać z synchronizacji w ogóle. Nawet nie loguję się do swojego konta Google w utawieniach Chrome.

Oczywiście taka zmiana nie mogła zajść z dnia na dzień, to był postępujący powoli proces. Najpierw zacząłem korzystać z urządzeń mobilnych, takich jak iPad czy telefon z Androidem, na których z początku nie było przeglądarki Chrome i możliwości synchronizowania zakładek. Zacząłem szukać innego rozwiązania i je znalazłem.

Tak naprawdę ten artykuł jest podsumowaniem kilku moich innych wpisów na łamach Antyweb, chodzi oczywiście o „Jaki menadżer haseł wybrać? Porównanie KeePass vs LastPass cz. 1” i część 2, oraz o „Polski Pinboard na dobre zastąpił moje zakładki w przeglądarce„.

Tym sposobem dwa najważniejsze dla mnie elementy synchronizacji przeniosłem na zewnątrz Chrome – hasła i zakładki. teraz mam do nich dostęp na każdym urządzeniu i z każdej przeglądarki. Jednak sam fakt, że mogę się dostać do zakładek poza przeglądarką nie jest wystarczającym powodem aby całkiem z synchronizacji zrezygnować, powodów było więcej.

Bezpieczeństwo

To temat rzeka, bo aspektów bezpieczeństwa jest zwykle wiele. Bynajmniej nie chodzi o to, że obawiam się inwigilacji ze strony Google, chociaż dla wielu i to może być wystarczającą przyczyną. LastPass, który integruje się z przeglądarką i może całkowicie zastąpić wbudowany menadżer haseł, po włączeniu dwuczynnikowego uwierzytelniania, wymaga prowadzenia krótkiego jednorazowego kodu podczas każdego logowania.

Wobec tego, kiedy odchodzę od komputera nikt nie ma dostępu do moich zapisanych haseł, również wówczas gdy np. ktoś ukradłby mi laptopa. Z drugiej strony, wprowadzenie krótkiego, kodu sześciocyfrowego trwa zaledwie dwie sekundy i umożliwia autouzupełnienie haseł na wszystkich stronach, które odwiedzam. Nie muszę się też logować do LastPass przy każdym uruchomieniu przeglądarki. W większości wypadków wystarczy, że zaznaczę aby dana strona pamiętała mnie i nie wylogowywała automatycznie.

Brak uwiązania do jednej przeglądarki

LastPass integruje się z przeglądarką, w więc jest równie wygodny jak wybudowany menadżer haseł. Różnica polega na tym, że mogę używać LastPass również w Firefoksie i Operze, jak i na urządzeniach mobilnych, na których nie chcę lub nie mogę zainstalować Chrome. Podobnie sprawa wygląda z zakładkami. Celowo wybrałem Pinboard, który akurat nie integruje się z przeglądarką (np. Xmarks integruje się tak samo jak LastPass), a swoboda dostępu jest jeszcze większa – serwis działa w absolutnie każdej przeglądarce, jaką testowałem.

W efekcie mogę zamiennie używać innych przeglądarek, testować je, co często robię, wygodnie korzystać z telefonu czy tabletu, nie instalując na nich Chrome. W razie potrzeby, gdy uznam, że przyszedł czas na zmianę Chrome na zupełnie inną przeglądarkę, będę mógł to uczynić bez bólu i wyrzeczeń. Nic nie będę musiał eksportować ani przenosić. Brak uwiązania można też określić „wygodą” zależy jakie elementy zaakcentujemy.

Łatwiejsze utrzymanie higieny w przeglądarce

Większość z nas spotkała się kiedyś z problemem, że jakiś program, szczególnie przeglądarka, zaczyna źle działać i nie ma innego wyjścia, jak wyczyścić cały profil użytkownika. Im więcej eksperymentujemy, im więcej rozszerzeń mamy, tym większe prawdopodobieństwo, że takie problemy wystąpią. Sprawa jest dodatkowo utrudniona, jeśli większość rzeczy jest synchronizowana między wieloma komputerami. W efekcie gdy chciałem zacząć z absolutnie czystą przeglądarką, wiązało się to z jednoczesnym wyczyszczeniem danych na wszystkich komputerach. Dodatkowo, nie chciałem aby pewne rzeczy się synchronizowały, jeśli były jedynie eksperymentem i w założeniu były do usunięcia za jakiś czas.

Tak jak kiedyś doceniałem, że wszystko mi się synchronizuje, tak teraz doceniam to, że każda kopia Chrome działa całkowicie osobno. Wygodnego dostępu do haseł i zakładek nie tracę, a wyczyszczenie profilu danej przeglądarki jest teraz szybkie i przyjemne. Jak uruchamiam laptopa świeżo po formacie, wiem, że wszystko jest w nim świeże, nie zaczerpnięte z innych maszyn. I to mi teraz odpowiada.

Niezawodność

Tak jak pisałem w artykule pod tytułem „Żyjemy w czasach beta – ponosimy koszty gwałtownego rozwoju„, miałem wielokrotnie problemy z mechanizmem synchronizacji w wszystkich trzech wiodących przeglądarkach. Firefox całymi miesiącami nie pozwalał mi wyczyścić danych z mojego konta synchronizacji i po założeniu kilku nowych kont błąd się powtarzał. Chrome miał kilka krótszych epizodów, mimo wszystko trwających kilka dni, gdy również zablokował zarządzanie kontem, a raz synchronizacja się wysypała, kasując część danych. Opera w ogóle nie zezwala na łatwe czyszczenie informacji z konta synchronizacji.

Natomiast żaden z serwisów, które mi synchronizacje zastępują ani razu jeszcze nie uległ awarii. W przypadku LastPass jest jeszcze za wcześnie, aby wyciągać daleko idące wnioski, ale nie tylko na tym niezawodność polega. Zarówno z LastPass jak i z Pinboard mogę bez problemu wyeksportować i zabezpieczyć wszelkie dane. Co więcej, każdy z tych serwisów odpowiada tylko za jeden z elementów synchronizacji, których w przypadku Chrome było 9 podpiętych pod jedną usługę. Dlatego awaria synchronizacji Chrome odbiera dostęp do wszystkich tych elementów, a awaria każdego z seriwsów tylo do jednego z nich. Wreszcie dla Chrome awaria synchronizacji to problem z jedną z wielu funkcji, która, czasami mam takie wrażenie, a przynajmniej miałem w przeszłości, jest traktowana z niższym priorytetem. Naprawa zajmuje czasem kilka dni, czasem ponad tydzień. Tymczasem awaria serwisu Pinboard czy LastPass, oznacza poważny cios w wizerunek firmy i całkowite zaprzestanie świadczenia usługi. Działanie non stop i błyskawiczne usuwanie ewentualnych awarii jest na samym szczycie listy priorytetów.

Podsumowanie

Wszystkie te elementy byłby jednak drugorzędne, gdyby nie fakt, że mi synchronizacji w Chrome po prostu nie brakuje. Kiedyś nie mogłem się bez niej obejść, a teraz nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Mimo, że Google co krok przypomina mi, że „nie jestem zalogowany, nie wykorzystuje wszystkich możliwości”, a ostatnio po pierwszym zalogowaniu do konta Google zaproponował mi, że może mnie również automatycznie zalogować do synchronizacji Chrome, nie zamierzam do synchronizacji wracać. Jeśli pojawi się godna konkurencja, np. Firefox wreszcie spełni moje oczekiwania, będę mógł się przesiąść bez żalu.

Tym nie mniej Chrome wciąż uważam za najlepsza przeglądarkę na rynku i to z niej korzystam najczęściej. Wciąż jest dla mnie odczuwalnie szybsza niż konkurencja, zwłaszcza pod względem reagowania na polecenia i interfejsu, wciąż sprawia najmniej problemów na rozmaitych stronach. Dodatkowo niedawno zacząłem używać rozszerzenia Amazonu do wysyłania artykułów na Kindle (Send to Kindle), z możliwością pomięcia archiwum, które okazało się dla mnie lepsze od Instapaper i na chwile obecną jest dostępne tylko dla Chrome. Są to niezaprzeczalne zalety, które mnie przy przeglądarce Google trzymają, ale nie czuje się już uwiązany do niej siłą.