45

Zostałem wychłostany za swój tekst. W polskiej Sieci absurd goni absurd

Przyznam szczerze, iż nie spodziewałem się, że w sobotnie popołudnie przeczytam tekst na temat swojego wpisu. I to tekst naładowany negatywnymi emocjami. Dostało mi się za wczorajszy odcinek serii SKaT, w którym pisałem o startupach i wehikule czasu. Marcin Sierant, który postanowił mi odpowiedzieć, nie dostrzegł w moim wpisie ironii i „puszczanego oka”. Teraz jestem […]

Przyznam szczerze, iż nie spodziewałem się, że w sobotnie popołudnie przeczytam tekst na temat swojego wpisu. I to tekst naładowany negatywnymi emocjami. Dostało mi się za wczorajszy odcinek serii SKaT, w którym pisałem o startupach i wehikule czasu. Marcin Sierant, który postanowił mi odpowiedzieć, nie dostrzegł w moim wpisie ironii i „puszczanego oka”. Teraz jestem już pewien, że polskiej branży IT przyda się więcej luzu.

Za link do wspomnianego tekstu dziękuję Czytelnikowi AW, który zgodził się z odpowiedzią Marcina Sieranta (powinienem wiele razy wymienić to nazwisko, żeby zrewanżować się za reklamę mojego nazwiska na pej.cz). Sam nie wiem od czego zacząć obecny tekst, bo padło sporo zarzutów i pojawiło się poważne nieporozumienie. Na dobrą sprawę mógłbym na to machnąć ręką i twierdzić, że tłumaczą się winni, ale dostało się nie tylko mnie, ale całemu AW – nie chcę, żeby renoma bloga ucierpiała z powodu mojego żartu.

Jakiś czas temu wystartowała seria SKaT, czyli Sekcja Kabaretu Technologicznego. Podkreślałem w pierwszym odcinku, że zamierzam pisać o IT z przymrużeniem oka. Jednych może to bawić, innych nie – tego nie zmienię. Jednemu człowiekowi podoba się poczucie humoru Zenona Laskowika, innemu świeżych polskich kabaretów. Tu nie ma się nad czym rozwodzić. Komuś może się spodobać mój sposób dowcipkowania na temat branży, a rzesza ludzi może napisać, że ani to śmieszne, ani na poziomie (pisząc krótko: żenada). Mają do tego prawo i nikogo nie będę przekonywał, by na siłę czytał moje teksty. Przeczytałeś jeden tekst Sikorskiego i stwierdziłeś, że to jakiś świr albo idiota, to następnym razem wyłącz kartę z tekstem, gdy tylko zobaczysz to nazwisko. Proste.

Po wczorajszym tekście i reakcji jestem chyba zmuszony informować już na wstępie każdego humorystycznego wpisu, że to żart. Pojawi się zapewne formułka w stylu: TO JEST SKaT. TU NIE MUSI BYĆ NA POWAŻNIE. Wczoraj popełniłem błąd (okazało się po fakcie) i dopiero na końcu podlinkowałem do wpisu o zasadach panujących w moim Kabarecie Technologicznym. Miało być bez tagów Ironia, Żart, uśmieszków i wzmianek, że to nie jest na poważnie – chyba się nie da. Zbyt wiele osób podchodzi do tematu IT bardzo poważnie i nie mają dystansu do swojej pracy i branżowych wydarzeń.

Ciekawe jest to, że mimo wspomnianego podejścia mnóstwo osób związanych z tym biznesem chce uchodzić za luzaków. Na konferencjach, spotkaniach, branżowych imprezach wszyscy pojawiają się w trampkach i rozciągniętych koszulkach z żółwiami ninja, przekonują, że nie chodzi tylko o kasę, ale przede wszystkim o dobrą zabawę i twierdzą, że obracanie milionami/miliardami dolarów/euro/złotych nie wywołuje u nich stresu i będących ich następstwem wrzodów żołądka. Jest „fun”, więc jest fajnie. Potem jednak okazuje się, że zabawa to może i jest, ale tylko wtedy, gdy sami tak stwierdzą na spotkaniu z inwestorem albo kolegą z branży.

Autor wspomnianej polemiki twierdzi, że sam jest startuperem i osobiście robi to częściowo dla pieniędzy, częściowo dla samej idei robienia fajnych rzeczy – „motywacji jest wiele” (nie będę cytował tekstu – jeśli ktoś jest zainteresowany, to polecam lekturę całego wpisu). Z jego wpisu aż emanuje chęć zakomunikowania całemu światu, że branża startupów (zwłaszcza w Polsce) zmaga się z problemami, że nie jest kolorowo i trudno się wybić. Ale jednocześnie trzeba robić swoje – dla siebie, dla rodziny (obecnej lub przyszłej), dla ludzkości itd. To brzmi trochę jak manifest startupera.

Marcin Sierant pokusił się o sporo uszczypliwych uwag, niepotrzebnych komentarzy oraz ironii (to dopiero żart) i zarzuca mi jakiś atak na polską innowacyjność, przedsiębiorczość Polaków oraz ich podejście do biznesu. Po co? Ja podziwiam ludzi, którzy postanowili działać na własną rękę, tworzą ciekawe projekty i rozwijają się. Niejednokrotnie o tym pisałem, a w rozmowach ze znajomymi potrafię długo opowiadać o tym, co wymyślił(a) młody Polak/Polka (jednocześnie jestem w stanie godzinami nabijać się z projektu pozbawionego sensu). W polemice pojawia się IVONA, której twórcom gratuluję i nie oskarżam ich o zdradę kraju/kolegów/rodzin (a taki jest wydźwięk tekstu Sieranta). To był ich biznes i mogli z nim zrobić, co tylko chcieli.

We wczorajszym tekście pisałem o wehikule czasu z Iranu. Jak ktoś mógł stwierdzić, że ja komunikowałem o tym na poważnie? Czasem mam szalone albo po prostu głupie pomysły, czasem daję się nabrać i podejść autorom wpisów, ale w tym konkretnym przypadku nie można pisać o niczym innym, jak o zwykłej kpinie. Newsów tego typu, które są szybko powielane w Sieci, bo ludzi lubią przy nich wypić kawę i zjeść kanapkę jest mnóstwo. Przejrzałem Pej.cz i można ich nazwać prawdziwą skarbnicą wpisów o niczym albo wpisów do porannej herbaty. Ludzie, którzy je wrzucają podchodzą do tematu zawsze na poważnie? Chyba nie – bawią się tym i dostarczają ludziom rozrywki. Nie wiem teraz co jest bardziej absydalne: to, że mogłem wziąć news o wehikule czasu na poważnie, czy to, że ktoś tak to odebrał…? Pomijam już fakt, że do „kwestii irańskiej” autor dorzucił temat programu nuklearnego. Teraz ja się zaczynam zastanawiać, czy pisał to poważnie, czy może wrzucił dzisiaj tekst z pierwszego kwietnia.

Czy o startupach, całej branży (zwłaszcza w Polsce) trzeba rozmawiać? Trzeba. Czy zawsze musimy podchodzić do tego na poważnie? Chyba nie. Sierant słusznie zauważył, że AntyWeb pisze o tym temacie – praktycznie każdego dnia pojawiają się wpisy na temat tego zagadnienia. Jest o pomysłach, firmach, przejęciach, inwestycjach, imprezach. Są teksty, jest i dyskusja – autor uzna, że pomysł jest fajny, to w komentarzach napiszą, że nie jest, autor uzna, że to średni/slaby pomysł, to w komentarzach stwierdzą, że się nie zna. Albo spytają, co on wymyślił i napiszą, by dał sobie spokój z tą pracą. Wczorajszy tekst trudno wpisywać w ten schemat, bo to żart na temat branży. Jeśli ktoś chce go krytykować, to tylko w kategoriach „tekst jest dobrze/słabo napisany. Zarzuty o braku patriotyzmu i próba powiązania mojego nazwiska z jakąś wojną wymierzoną w polskich przedsiębiorców to już lekka przesada. To nawet poważne nadużycie.

Mógłbym teraz napisać, że zamykam SKaT, bo spawa rozwija się w niewłaściwszym kierunku. Pojawiają się negatywne emocje i nieporozumienia. Po co irytować i drażnić ludzi, skoro można napisać o jakiejś branżowej inwestycji, nowych smartfonach albo wynikach sprzedaży. Na poważnie, ale bez stresu, że ktoś zrozumie to źle (chociaż tego nigdy nie można być w stu procentach pewnym). Tak się jednak nie stanie – po całej tej „akcji” jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, iż niektórym ludziom brakuje luzu i dystansu. Trudno stwierdzić, czy to kwestia narodowa czy branżowa, ale chyba trzeba nad tym popracować, bo nie można cały czas na poważnie podchodzić do wszystkich zagadnień. To po prostu niezdrowe i niehigieniczne.

Czas kończyć, bo za chwilę i mój wpis zacznie przypominać traktat filozoficzny. Na koniec apel (Marcin Sierant mógł sobie na to pozwolić, więc i ja spróbuję). Jeżeli jesteś startuperem (choć dotyczy to także wszystkich innych ludzi), to twórz swoje produkty z pasją i miej przy tym dystans do własnych poczynań. Rób tak, by było cię stać na lodówkę, ale raz na jakiś czas pozwól sobie na spacer z głową w chmurach. Autor tego wpisu pozwala sobie na takie szaleństwo i nie cierpi z tego powodu.

Źródło grafiki: swiatowidz.pl