16

Znowu czytam o polskim wynalazku na miarę przełomu. I pewnie znowu niewiele z tego wyjdzie

Co jakiś czas, przyjmijmy, że co kilka miesiecy, czytam/słyszę o przełomie na rynku baterii: pojawia się pomysł czy nawet gotowa technologia, dzięki której akumulator ma się stać bardzo pojemny, ewentualnie poważnie skraca się czas jego ładowania. Szum trwa dzień-dwa, potem robi się cicho. Aż do następnego ogłoszenia rewolucji. Problem polega na tym, że z tych przełomów niewiele wynika, baterie, sposób magazynowania energii, nadal są piętą achillesową rozwoju technologicznego. Podobną sytuację obserwujemy w świecie polskiej nauki i biznesu - niby jest sporo szumu, niby pojawiają się świetne pomysły, ale potem gdzieś to znika...

Na wstępie zaznaczę, że nie będzie o akumulatorach, chociaż to ciekawy przypadek: tyle pomysłów, tyle zapowiedzi i nadal smartfony pracują na jednym ładowaniu dzień. I to przy rozsądnym użytkowaniu. W czym tkwi problem? Słyszałem już różne opinie. Jedni przekonują, że te rozwiązania na miarę rewolucji są tak naprawdę niewiele warte, drudzy twierdzą, że na wdrożenie nowinek potrzeba dużo czasu, jeszcze inni dopatrują się spisku – ciekawe projekty i patenty na nowe technologie lądują głęboko w sejfach, bo niektórym gigantom zależy na tym, by nie dochodziło do gwałtownych zmian. Kto ma rację? Po trosze pewnie każda ze stron.

O tych bateriach zacząłem myśleć dzisiaj po lekturze doniesień na temat firmy XTPL. Tekst okraszony jest takim tytułem: Polski wynalazek może zmienić rynek elektroniki. Pojawią się elastyczne wyświetlacze i tanie panele słoneczne. Nieźle, to zachęca do czytania. Z tekstu dowiadujemy się, że nasi fizycy opracowali rozwiązanie pozwalające na produkcję m.in. elastycznych wyświetlaczy LCD czy cienkowarstwowych ogniw słonecznych. Stosując tę technologię będzie można produkować np. duże, a przy tym energooszczędne ekrany.

– Odchodzimy od udziału rzadkiego pierwiastka, jakim jest ind, którego brakuje w skorupie ziemskiej – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Filip Granek, dyrektor techniczny w spółce technologicznej XTPL. – W naszym technologicznym rozwiązaniu wykorzystujemy miks naukowy pomiędzy nanotechnologią, fizyką ciała stałego, chemią a informatyką. Pozwoli nam to wytwarzać ekstremalnie cienkie linie przewodzące prąd, to są druciki cieńsze kilkadziesiąt razy od ludzkiego włosa. Umożliwi to przejście na elastyczne podłoże.

Super, trzymam kciuki. W tym samym tekście czytam, że projekt jest na etapie uzyskiwania patentu, że twórcy szykują się do komercjalizacji pomysłu, że rynek jest olbrzymi, że konkurencja nie próżnuje. Najciekawszy fragment pojawia się jednak na końcu:

XTPL jest spółką powołaną w połowie 2015 roku w celu komercjalizacji wynalazku polskich fizyków. Według firmy dzięki masowemu zastosowaniu tego rozwiązania kapitalizacja przedsiębiorstwa za kilka lat może być liczona w miliardach złotych.

Nie ma patentu, nie ma klientów, ale ktoś już widzi miliardy. W tym momencie postanowiłem przypomnieć sobie, która polska firma zrealizowała podobny plan w ostatnich latach. I jakoś nic mi nie przyszło do głowy (cały czas pozostajemy na polu IT). Czy dzieje się tak, bo przed XTPL nikt z Polski nie chciał podbić świata swoją technologią/produktem/usługą? Nie, prób nie brakowało. Sęk w tym, że kończyło się tak, jak z przywołanymi we wstępie bateriami: dużo szumu, wielkie plany, a potem cisza. Mogę się mylić, ale nich ktoś wskaże mi rozwiązanie czy firmę, która narobiłaby takiego zamieszania, o jakim dzisiaj mówi się w kontekście XTPL (w ich przypadku dzieje się to w sferze planów).

Jasne, polskie firmy działają na globalnym rynku, lecz dzieje się to na zupełnie inną, mniejszą skalę. Naukowcy chwalą się osiągnięciami z laboratoriów, na konferencji prasowej ktoś ogłasza sukces, a gdy kamery zostają wyłączone historia często się kończy. Pojawiały się już w naszym kraju pomysły, które miały zmienić świat i ciągle niewiele z tego wynika. Niedawno pisałem o perowskitach i firmie Olgi Malinkiewicz, lecz i tu istnieją wątpliwości, czy uda się dowieźć projekt i zrobić z tego miliardowy biznes. Możliwe, że za dekadę ktoś spyta, co poszło nie tak. Czego nie życzę.

Patrzę na to wszystko i zastanawiam się, gdzie leży problem? Te projekty są chybione i nie można tego sprzedać czy są dobre, ale twórcy nie potrafią się przebić? Brakuje doświadczenia na rynku międzynarodowym, pieniędzy, reklamy, wsparcia władz? Dlaczego ciągle czytam o świetnych pomysłach, firmach i ludziach z wizją, a nie widzę artykułów o miliarderach znad Wisły, którzy dorobili się wprowadzając coś świeżego do tego biznesu? I czy da się to zmienić? Czy za kilka lat może być lepiej, bo np. pomogą programy szumnie anonsowane dzisiaj przez władze?

Na rewolucyjne rozwiązania w segmencie baterii jakiś czas temu przestałem zwracać uwagę. Możliwe, że niedługo będę też pomijał teksty dotyczące technologicznych cudów, które wypływają w naszym kraju…