35

Zmniejszyłem swoje zaangażowanie na Facebooku i… jest mi z tym dobrze

Wielokrotnie narzekałem na to, że Facebook stał się dla mnie w niektórych kwestiach bezużyteczny. Tak, wiem. Ktoś zaraz w komentarzu wytknie mi, że narzekanie na platformę Zuckerberga jest niesamowicie modne i w pewnym sensie czcze. W kwestii tego portalu społecznościowego mam własne, być może bardzo wygórowane wymagania. A jeżeli Facebook im nie odpowiada, wolę przynajmniej […]

Wielokrotnie narzekałem na to, że Facebook stał się dla mnie w niektórych kwestiach bezużyteczny. Tak, wiem. Ktoś zaraz w komentarzu wytknie mi, że narzekanie na platformę Zuckerberga jest niesamowicie modne i w pewnym sensie czcze. W kwestii tego portalu społecznościowego mam własne, być może bardzo wygórowane wymagania. A jeżeli Facebook im nie odpowiada, wolę przynajmniej zmniejszyć swoją aktywność na tym portalu.

Pierwszym krok ku ucieczce z Facebooka był fakt zmiany organizacji pracy redakcji. Przez kilka pierwszych miesięcy pracy na Antywebie komunikowaliśmy się za pomocą grupy na Facebooku. To jednak przestało nam wystarczać i Grzegorz podjął decyzję o przeniesieniu się na Slacka. W godzinach mojej pracy w dni powszednie siłą rzeczy Facebook wisiał gdzieś w otwartych kartach mojej przeglądarki – na wypadek, gdyby w grupie pojawiło się coś nowego. Od czasu przejścia na Slacka najpierw zamiast Facebooka w kartach widniał właśnie Slack, a gdy została wydana aplikacja desktopowa tej platformy, odchudziłem swoją przeglądarkę o jedną otwartą stronę.

Facebook

W międzyczasie Facebook zaczął mnie niesamowicie irytować. Nie potrafię zaakceptować braku kontroli nad tym, co widzę na swojej tablicy – a obecnie tak to właśnie widzę. Mimo faktu, że wyczyniałem cuda z tym, co chcę zobaczyć na tej platformie – dalej nie jestem zadowolony. Wielu osób, mimo posiadania ich w gronie znajomych po prostu nie obserwuję. Za to irytują mnie sytuacje, w których daję lajka fanpage’owi z ciekawymi treściami, a po kilku dniach wchodząc na jego profil znajduję masę nowych, niesamowicie ciekawych postów, których nie widziałem wcześniej w newsfeedzie.

Natomiast Konrad Kozłowski pisał niedawno dla Was o desktopowej aplikacji Messengera. Od dawna było wiadome, że obok Facebooka, właśnie komunikator ma ogromny potencjał wzmacniania własnej marki. A ten opierał się głównie na niesamowitej powszechności Facebooka. Sami przyznacie, że całkiem trudno jest znaleźć wśród naszych znajomych ludzi, którzy social media mają w poważaniu. Z pamięci potrafię przywołać dwie takie osoby. Ogromna część moich kontaktów to ludzie z branży medialnej, a tutaj w ogóle trudno mi jest wymienić kogokolwiek bez konta na Facebooku.

Desktopowa aplikacja Facebooka mimo mojego przyzwyczajenia m. in. IM+ zdała egzamin. Od tej pory nie muszę trzymać otwartej karty Facebooka w przeglądarce, ukryta w trayu aplikacja powiadomi mnie o tym, że pojawiła się u mnie w skrzynce nowa wiadomość. W konsekwencji tego na Facebooka zaglądam jeszcze rzadziej. I jakoś z tego powodu nie jestem smutny. Wielokrotnie zdarzało się tak, że przeglądając newsfeed marnowałem czas w poszukiwaniu czegoś wartościowego. Nawet Facebook zdołał udowodnić w ostatnim czasie, że Messenger jako marka jest dla niego niesamowicie ważny – dostęp do tej (możemy to już tak nazywać – obok Facebooka) usługi komunikacyjnej w niektórych krajach jest możliwy bez posiadania konta na Facebooku. Rozwiązanie to testowane jest w niektórych krajach i mam wrażenie, że już niedługo będzie ono dużo powszechniejsze.

messenger-loacation-android-press

Ponadto, sukces Messengera uwarunkowało również to, iż jest to po prostu naprawdę dobry komunikator. Nie jestem w stanie wymienić większych wad Messengera – no, chyba, że w kontekście Windows Phone, gdzie jego aplikacja jest nie tylko wybrakowana, ale i mniej stabilna od wersji na Androida, czy iOS. W tym momencie porównanie Messengera do wiadomości SMS może wydawać się dziwne, ale nie byłbym sobą, gdybym nie wskazał Wam na to, iż w zeszłym cyklu rozliczeniowym z operatorem wysłałem zaledwie 35 wiadomości tekstowych, głównie do kontaktu z rodzicami, którzy w media społecznościowe są zaangażowani bardzo słabo. W każdym innym przypadku korzystałem z Messengera, który nie dość, że jest płynniejszą formą komunikacji, to w dodatku w ramach jednego konta mogę wykorzystać kilka urządzeń.

Być może mój rozbrat z Facebookiem jako medium społecznościowym jest również związany moim osobistym zmęczeniem tego typu mediami. Nie „kręcą” mnie one tak, jak to miało miejsce kiedyś. Jeżeli szukam czegoś ciekawego do poczytania, zaglądam do RSS-ów, które mnie nie zawodzą. Czy z Facebookiem kiedykolwiek się przeproszę? Niewykluczone. Jednak obecnie mam coraz większe wątpliwości co do zasadności mojego zaangażowania tam w ogóle.

Grafika: 1, 2, 3