18

Zmieniłem zdanie. Nauczanie zdalne to przyszłość

Jesteśmy w trakcie drugiego lockdownu. Nie oszukujmy się, że jest inaczej. Fakt, że nie używa się tego słowa w oficjalnym przekazie, niczego nie zmienia. Mam w związku z tym okazję do przeanalizowania swoich poglądów, które były efektem pierwszej fazy pandemii koronawirusa w Polsce i na świecie.

Dla lepszego zrozumienia ustawmy wydarzenia w odpowiednim porządku. Semestr przed wakacjami zmierzał w dobrym kierunku, aż tu nagle przyszedł koronawirus, ten sam, który miał ominąć Polskę szerokim łukiem i na którego byliśmy doskonale przygotowani (podobno). Ogłoszono lockdown, zamknęliśmy się prewencyjnie w domach i nauczanie przeszło w tryb zdalny. Bez planu, bez przygotowania, skok na główkę w nieznany wody. Nie mam o to do nikogo pretensji. Nie chcę też wdawać się to w dyskusję na temat słuszności lub braku tej decyzji. Tak było, koniec i kropka.

Po trzech miesiącach napisałem tekst, w którym przedstawiam, jak to wyglądało z mojej perspektywy ćwiczeniowca. Widząc pewne niezaprzeczalne zalety takiej formy przekazywania wiedzy, równocześnie dostrzegałem sporą ilość wad takich jak: duży narzut związany z problemami technicznymi, zmęczenie wynikające z tzw. _zoom fatigue_ oraz brak kontaktu ze studentami. Teraz jednak uważam, że miałem po prostu źle skalibrowany celownik.

Jaki znów celownik?

Na pewno każdy z Was zna powiedzenie:

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Właśnie o to mi chodzi. Skupiłem się na ocenie bieżącej sytuacji z perspektywy nieprzygotowanego ćwiczeniowca, który w trybie nagłym musiał wywrócić do góry nogami swój plan na pracę ze studentami. Musiałem znaleźć odpowiedzi na pytania, których nikt wcześniej mi nie zadawał.

Spokojnie, nie stawiam się tu w pozycji zbawcy świata edukacji. To nie tak, że to jakaś wiedza tajemna. Trzeba było po prostu poszukać. Nie zmienia to jednak faktu, że byłem w pewien sposób uprzedzony. Patrzyłem na edukację zdalną z perspektywy gościa za biurkiem. Nie zdążyłem odpowiednio zmienić punktu widzenia…skalibrować celownika.

Jest to o tyle zabawne, że sam napisałem na swoim blogu artykuł (tekst znajdziesz tutaj) o tym, że szefowie, managerowie nie mogą w obecnej sytuacji skupiać się na odtwarzaniu znanych im wzorców postępowania i komunikacji. Zwracam tam uwagę na fakt, że praca zdalna wymaga czegoś więcej niż próby nagięcia jej do schematów znanych nam dobrze z biur. Czy to nie jest do bólu pospolite? Dawać mądre rady innym i łapać się na popełnianiu błędów, przed którymi samemu się ostrzega? No ale grunt, że zauważyłem swój błąd i chyba czas na publiczną aktualizację swoich poglądów.

Nauczanie zdalne to przyszła podstawa

Do nowego semestru wszyscy podchodziliśmy, mając z tyłu głowy wydarzenia sprzed kilku miesięcy. Plan był prosty. Nauka w trybie hybrydowym z zachowaniem wysokich standardów sanitarnych: wykłady zdalnie i ćwiczenia na uczelni. Studenci mojej uczelni dodatkowo mogli zgłosić chęć nauki wyłącznie zdalnej, za co bardzo szanuję osoby, które podjęły tę decyzję. To fantastyczny gest w kierunku tych, których mamy uczyć. 

Tu przyszło pierwsze zaskoczenia. Bardzo duża grupa osób zdecydowała się właśnie na taki wybór — nauka zdalna. Skąd zaskoczenie? Bo o tej formie kształcenia mówiło się cały czas raczej w negatywny sposób.

Siłą rzeczy, wiedzieliśmy (prowadzący zajęcia), że każdy przedmiot musi być dostosowany do nauki zdalnej — nie ma przebacz. Właśnie ten detal, przygotowanie, całkowicie odmieniło mój punkt widzenia. Kiedy dostaje się do ręki odpowiednie narzędzia, kiedy wiadomo czego się spodziewać, ma się solidny i sensowny plan w ręku, podejście do tematu jest zupełnie inne.

To takie dzisiejsze

Kiedy uczymy się z domu, mamy możliwość lepszego zaplanowania dnia. Można to lepiej połączyć z życiem prywatnym lub zawodowym. Materiały w formie cyfrowej dają większe pole do popisu niż flamaster i tablica. No tworzy się pole do nauki częściowo asynchronicznej. Może zabrzmi to dziwnie, ale zajęcia tak jak i praca w biurze, nie muszą już przypominać siedzenia z zegarkiem w ręku od do. Wszystko się zmienia.

Sytuacja raczej szybko się nie unormuje, trzeba się z tym pogodzić. Zależy mi na tym, aby wiedza, którą przekazuję swoim studentom była na najwyższym poziomie zarówno z perspektywy merytorycznej, jak i formy jej przedstawienia. Nawet najlepsza merytoryka zagubi się, kiedy zostanie źle podana. Dlatego za punkt honoru stawiam sobie rozwój na tym polu.

Uważam, że coraz więcej studentów będzie decydować się właśnie na nauczanie zdalne, coraz więcej uczelni będzie dostarczać to w swojej ofercie i po kilku latach zobaczymy, że jest to dobre. 

Oczywiście mam świadomość, że nie jest to forma dopuszczalna dla każdej dziedziny nauki. Medycyna czy niektóre obszary inżynierii wymagają kontaktu z prowadzącym, wymagają nabierania praktyki w „terenie”. To nie podlega żadnej dyskusji. Jednak czy informatyka to coś, co wymusza obecności w sali komputerowej? Moim zdaniem jest dużo więcej obszarów, które nie stracą, a wręcz zyskają na nauce zdalnej niż tych, które nie mogą sobie na taki tryb pozwolić. Nie zapominajmy, że nawet na medycynie wykład może być poprowadzony za pośrednictwem komputera. Microsoft, kiedy wprowadzał pierwszą wersję HoloLens dogadał się z uniwersytetem z Bostonu i opracowali program nauczania anatomii na podstawie zdalnego nauczania właśnie z wykorzystaniem HoloLens. Da się? Da się!

Na koniec

Na koniec powiem tylko tyle. Dzisiaj usłyszałem mądre słowa znanego, amerykańskiego przedsiębiorcy. Tak znanego, że jego nazwisko absolutnie nic mi nie mówi i nawet go nie zapamiętałem, ale jego słowa ze mną zostały.

Jeśli Twój biznes ma przetrwać, nie szykuj się na czas „po pandemii”. Przygotuj swoją firmę na scenariusz, w którym to, co jest dzisiaj, będzie nowym stanem „normalnym” za rok czy dwa lata.

Właśnie tak mam zamiar podejść do nauki. Mógłby to zignorować, uznać, że nie trzeba nic zmieniać i trzeba to po prostu przeczekać. Jednak polubiłem się z nauczaniem zdalnym i zaczynam dostrzegać podobne podejście wśród młodych ludzi. Wolę wyjść z założenia, że to będzie nowy standard i stać się w tym świetnym, niż się użalać i nic nie robić.

Już kiedyś pytałem Was o to, co myślicie o nauczaniu zdalnym. Zastanawiam się, jak patrzycie na to teraz? Zaznaczam, że mam na myśli jedynie szkolnictwo wyższe. Nie uważam się za osobę kompetentną w tematyce prowadzenia zajęć zdalnych w podstawówkach czy nawet liceach. Mimo wszystko różnica wieku i cel edukacji na tych szczeblach są diametralnie inne. 

 

grafika, grafika, grafika