102

Zmieniłem Androida na iOS i wciąż żyję

Nie wyrzuciłem iPhona przez okno, nie klnę każdego dnia na system operacyjny i normalnie używam smartfona. Aż sam jestem zaskoczony, bo według wielu posiadaczy Androida to przecież niemożliwe. Przesiadka na iOS miała być dramatem - no cóż, nie jest.

Ostatnie lata spędziłem z Androidem, do którego wróciłem po schowaniu swojego iPhona 4S do szuflady. Ale doskonale pamiętam kiedy pierwszy raz przeszedłem na iOS, kończąc swoją przygodę z systemem Google na telefonie Sony Xperia X10. Przepaść była ogromna – nagle wszystko zaczęło normalnie działać i system oddawał w moje ręce funkcje, których potrzebowałem.

Przez te wszystkie lata przepaść między iOS a Androidem praktycznie zniknęła i od dłuższego czasu system Google jest świetny. Dodatkowo daje ogrom opcji, których wciąż brakuje na iOS. A kiedy dodatkowo włączycie sobie opcje programisty…od możliwości modyfikacji potrafi wręcz rozboleć głowa. Czy Android jest jednak systemem idealnym? Absolutnie nie. A czy iOS jest systemem idealnym? Też nie i pewnie żaden z nich nigdy do tego ideału nawet się nie zbliży. Kiedy jednak kupiłem iPhona 11 masa osób napisała, że będę żałował tej decyzji, bo iOS jest fatalny, wszystko blokuje, na nic nie pozwala i wyrzucę smartfona przez okno. Minęło półtora miesiąca z telefonem i systemem Apple, niczego przez okno nie wyrzuciłem i niczego nie żałuję.

Wyciągasz z kieszeni i działa

Gdyby cały świat podchodził do wszystkich urządzeń tak, jak robią to pasjonaci, nie byłoby serwisów samochodowych, każdy naprawiałby sam nawet najdrobniejszą usterkę w aucie, a zwykły statystyczny Kowalski przerabiał pralki na miksery. Zawsze szanowałem i podziwiałem osoby, które bawiły się we wgrywanie romów do swoich smartfonów – nie tylko za ogarnięcie tematu, ale również za odwagę. Ja spróbowałem raz, właśnie przy Xperii X10 i podziękowałem, bo połowa funkcji systemu nie działała. Dodam, że przez te wszystkie lata nie byłem też fanem nakładek producentów i najlepiej korzystało mi się z lekkiego i bardzo przejrzystego OxygenOS na OnePlusie 6. Czy jednak korzystałem z tych wszystkich opcji oferowanych przez Androida? Nie. Czy wszystkie dodatkowe możliwości systemu operacyjnego psuły mi tylko nerwy? W wielu sytuacjach tak, bo sprawiały więcej problemów niż dawały faktycznych korzyści. Choćby możliwość zmiany kodeków audio w OnePlusie 6. Super, że jest, słabo że ciągle miałem problemy z dźwiękiem lub połączeniem na słuchawkach BT.

Absolutnie nie zamierzam przekonywać nikogo do któregokolwiek z systemów operacyjnych. Nie uważam też by Android był lepszy od iOS czy iOS od Androida. Na korzyść systemu Apple przemawia na pewno integracja urządzeń czyli coś, czego Google przez lata nie portafiło zrobić i raczej nigdy nie zrobi, na pewno nie na tym poziomie co koncern z Cupertino. Ale i technicznie nie ma na to raczej szans ze względu na zbyt dużą fragmentację rynku. Próbują sami producenci, tacy jak Samsung, Huawei czy Xiaomi. I bardzo to doceniam, jednak wszystkie te starania bledną w sytuacji kiedy szybko i sprawnie odbieram połączenie telefoniczne na Apple Watch kiedy iPhone leż w innym pokoju podpięty pod ładowarkę. Niczego tak naprawdę nie ustawiałem, to po prostu działa. Tak, jak odblokowywania MacBooka (tak, wciąż używam swojego starego rMBP13, choć już naprawdę sporadycznie – głównie ze względu na pracę na Windowsie 10) za pomocą zegarka. Albo automatyczne synchronizowanie notatek na iPadzie i iPhonie. Tu również wszystko działa bez mojej ingerencji i wcześniejszego ustawiania. Ale z drugiej strony na iOS gorzej działają usługi i aplikacje od Google, a ich używam regularnie.

iOS jest dla ciamajd, które niczego nie umieją sami zrobić. Jeśli chcecie tak do tego podchodzić – proszę bardzo. iPhone 11 ma świetne aparaty, ale iOS nie ma natywnej aplikacji z trybem profesjonalnym? Może gdybym stał przy jednym kadrze przez 5 minut i miał ochotę ustawiać wszystkie parametry samodzielnie, odczułbym brak tych opcji (choć zawsze mogę pobrać zewnętrzną aplikację) – ja po prostu wyciągam smartfona z kieszeni, robię zdjęcie. I tyle. Przy użytkowaniu telefonu w ten sposób, iPhone i iOS sprawdzają się idealnie – zdjęcia mają świetną kolorystykę, bardzo dobrze ustawiony balans bieli. Nie potrzebują 100 megapikseli na matrycy by wyglądać rewelacyjnie. Tych jest raptem 12, a to najlepsze smartfonowe zdjęcia jakie kiedykolwiek zrobiłem. Teraz doszło jeszcze Deep Fusion, które nie wiem nawet czy się włączyło. Ale to też mnie nie interesuje, chcę dobre fotki w przeciętnych warunkach oświetleniowych i takie dostaję – bez kombinowania.

iOS właśnie taki jest – prosty i intuicyjny. Sam układa mi aplikacje, nie pozwala wyciągać na główny pulpit widgetów, z których korzystałem na Androidzie…a ostatecznie kompletnie o nich zapomniałem i w zupełności wystarczy mi tych kilka kart po przeciągnięciu palcem w lewą stronę. Do gestów przyzwyczaiłem się od razu, stały się naturalne, nawet nie myślę o jakiejkolwiek belce na dole, więc i nie potrzebuję by system miał taką opcję. Dodatkowo iPhone po prostu działa, nic się nie zacina, nic nie wyłącza. A jeśli cokolwiek się psuje, resetuję telefon i to zawsze pomaga. Dodam natomiast, że przez te półtora miesiąca musiałem to zrobić raz, za co obwiniam wcześniejszą, bardziej zabugowaną wersję iOS 13.

Miesięcznie przez moje ręce przechodzi przynajmniej kilka smartfonów z Androidem. Każdy działa…inaczej. I nawet nie chodzi o samą nakładkę, która potrafi całkowicie zmienić doświadczenie z obcowania z systemem. Przez kilka pierwszych dni nie mam pojęcia czego spodziewać się po urządzeniu. W jednym wyłącza się aparat, w drugim się nie włącza. Zdarzało się, że jakaś aplikacja, która nigdy nie sprawiała mi problemów, na jednym konkretnym modelu, na innym po prostu od razu po uruchomieniu się wyłączała, a ja nie potrafiłem znaleźć przyczyny, bo nawet przywrócenie smartfona do ustawień fabrycznych nie pomagało. Ostatnio walczyłem z telefonem żony, w którym nagle przestał działać aparat. Po prostu wyrzucał błąd, bez jakiejkolwiek sugestii co z tym fantem zrobić. 5 restartów i nic, problem dalej występował. Następnego dnia aparat po prostu zaczął działać, żadne z nas nie wie dlaczego – tyle dobrego, że obyło się bez resetowania.

Te same podzespoły, te same matryce, te same obiektywy, ale inny producent urządzenia i inne zdjęcia – tu też nigdy nie wiem czego się spodziewać. No i aktualizacje. Nowy system czy łatkę do aktualnego dostaję na iPhonie od razu – nie muszę szukać w sieci czy mój telefon otrzyma paczkę, kiedy do mnie dotrze albo czy w ogóle załapał się na listę urządzeń, które otrzymają nowego Androida. Dodatkowo jak Apple wprowadza coś do swoich aplikacji, to po prostu to się tam pojawia – nie tak, jak u Google gdzie połowa znajomych już cieszy się nową funkcją, a ja wciąż czekam.

Zobacz też: Recenzja iPhone 11

iOS jest moim zdaniem system dla mniej wymagającego użytkownika, który szybko przyzwyczaja się do jego ograniczeń. A te oczywiście są i po przesiadce z Androida na początku też je poczułem. Nie podoba mi się na przykład udostępnianie zdjęć z rolki aparatu – nie wszystkie aplikacje, w których mogę wrzucić zdjęcie są od razu widoczne. Ale to w sumie tyle – i tak nie wrzucałem do telefonu programów w plikach apk, nie korzystałem z innego sklepu niż Google Play, nie zgrywałem też kablem filmów czy muzyki z komputera. Własne rippy płyt CD umieszczam w smartfonie w ten sam sposób co wcześniej – korzystając z plików lokalnych Spotify i później pobierając je z poziomu mobilnej aplikacji. To działa tak samo dobrze/źle na obu systemach więc nie widzę różnicy. Różnicę widzę natomiast kiedy chcę coś przegrać z telefonu na komputer i nie używać do tego maila lub Dysku Google. AirDrop działa świetnie, lepiej i przyjemniej niż podłączanie kabla do smartfona z Androidem. No i FaceID, które zjada na śniadanie każdy inny dostępny na rynku mobile sposób odblokowywania urządzenia. Jest Apple Pay, które świetnie działa również na zegarku. Jest Wallet, do którego wrzucam bilety lotnicze – podobno działa to już i u Google, kiedy kilka miesięcy temu próbowałem – nie działało, więc odpuściłem. Albo kiedy pierwszy raz podłączałem się iPadem do hotspotu iPhona i nie musiałem wpisywać hasła do sieci, bo sprzęty miały ten sam Apple ID i po prostu na tablecie pojawił się internet. Niby drobiazg, a jednak bardzo przydatny.

Przeczytaj też: Kupno tabletu z Androidem nie ma sensu

iOS nie gryzie, nie ma się czego bać

Kiedy przesiadłem się na iPhona część znajomych, którzy kompletnie nie interesują technologiami pytało, czy dadzą radę z iOS, bo całe życie używali Androida. Zawsze jestem zaskoczony tym pytaniem, bo to użytkownicy zdecydowanie mniej wymagający niż ja. Jeśli więc daliście sobie wmówić, że iOS nie da się normalnie używać, bo Apple nałoży Wam na nadgarstki kajdany zniewolenia i na nic nie pozwoli, to uspokajam. Da się używać iOS i to wciąż przyjemny, intuicyjny i dobrze działający system. Ale to prawda – nie ma miliona opcji, których i tak nigdy byście nie użyli. Po prostu działa, a o to przecież w smartfonie chodzi.