Świat

Zęby z Wi-Fi stają się faktem. Zaskoczeni?

MS
Maciej Sikorski
14

Fakt, że elektronika zawitała już do praktycznie wszystkich możliwych urządzeń i maszyn, z jakimi mamy styczność, powoli przestaje mnie dziwić. Świat staje się coraz bardziej "smart" (choć to nie oznacza, że ludzie mądrzeją) i trzeba się przyzwyczajać do zmian. Te ostatnie nie obejmą swym zasięgiem...

Fakt, że elektronika zawitała już do praktycznie wszystkich możliwych urządzeń i maszyn, z jakimi mamy styczność, powoli przestaje mnie dziwić. Świat staje się coraz bardziej "smart" (choć to nie oznacza, że ludzie mądrzeją) i trzeba się przyzwyczajać do zmian. Te ostatnie nie obejmą swym zasięgiem jedynie naszych samochodów, lodówek i widelców – sporo można przecież zmajstrować w ludzkim organizmie. Przykładem zęby z Wi-Fi…

"Elektroniczny ząb". Co sobie wyobrażacie, gdy słyszycie takie hasło? Może nic sobie nie wyobrażacie, bo to abstrakcja. Przynajmniej tak było do niedawna. Teraz taki ząb można sobie nie tylko wyobrazić, ale nawet go zobaczyć. "Produkt" stworzyli tajwańscy naukowcy i z jego pomocą chcą zbierać informacje na temat stanu zdrowia pacjentów (nie tylko ich jamy ustnej). Sztuczny ząb posiada zestaw czujników, akcelerometr, Bluetooth (nazwa nabiera nowego znaczenia) oraz Wi-Fi.

Wspomniane czujniki zbierają dane na temat tego, co spożywa dany człowiek, w jakich ilościach oraz czasie. Bada również ludzki oddech, który dostarcza informacji dotyczących nie tylko zdrowia zębów. Wszystkie te dane są przesyłane na smartfon lub komputer za pomocą łączności bezprzewodowej. Skorzysta z niej pacjent (jeśli technologia zacznie być stosowana powszechnie, to pewnie szybko pojawią się odpowiednie aplikacje), ale głównym adresatem informacji jest lekarz. To on oceni zdalnie stan uzębienia i udzieli porad w zakresie diety oraz higieny jamy ustnej. Po co akcelerometr? Podobno pomoże on osobom z wadami wymowy oraz piosenkarzom. W jaki sposób? Nie jestem specjalistą, więc nie będę się silił na odpowiedź – może ktoś z Was jest w stanie to wyjaśnić?

Elektroniczne protezy są teraz testowane na Tajwanie. Podobno pacjenci, którzy z nich korzystają nie odczuwają żadnego dyskomfortu (nawet podczas jedzenia i mówienia). W teorii ząb będzie można bez problemu wyjąć z jamy ustnej, by go wyczyścić, naładować akumulator (ciekawe, jak często należy to robić?), ewentualnie naprawić. Co ze skutecznością zbierania danych? Ponoć są one w ponad 90% zgodne z rzeczywistością, a to można (chyba?) uznać za całkiem niezły wynik.

Pojawia się najważniejsze pytanie: czy takie zęby staną się produktem masowym? W najbliższym czasie raczej nie – każda proteza musi być przygotowana dla konkretnego pacjenta i nie ma mowy o masowości. To oczywiście utrudnia tworzenie elektronicznych zębów, gdyż trudno wyobrazić sobie gabinety wykonujące akie usługi. Z czasem może się to jednak zmienić i w miarę rozwoju technologii oraz miniaturyzacji podzespołów możliwe stanie się dostarczanie gotowych komponentów do tworzenia protez.

Elektroniczny ząb ma oczywiście swoje zalety, a zakres jego możliwości zapewne łatwo da się rozwijać (mam na myśli przesyłanie coraz większej liczby informacji – nie tylko na temat stanu uzębienia). Sama koncepcja może jednak wzbudzać mieszane uczucia i opór wielu osób, które nie wyobrażają sobie elektronicznych komponentów "w głowie" (w innych częściach ciała pewnie też nie). Jedni zaprotestują ze względów psychologicznych, drudzy zdrowotnych (jaką mam pewność, że w dłuższej perspektywie nie wpłynie to negatywnie na moje samopoczucie), jeszcze inni wskażą na dalszą inwigilację i poszerzanie zakresu danych, jakie można zebrać na nasz temat. Nawet jeśli problemy natury technologicznej zostaną usunięte, to elektroniczna proteza może się zderzyć z barierą ludzkiej niechęci. I w gruncie rzeczy wcale mnie to nie zdziwi…

Źródło grafiki: now.msn.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Tajwan