37

Trzeba było tyle co nic, by taksówki straciły moje zaufanie. A przecież to na nim opiera się ta usługa

Dyskusje o usługach związanych z  przewozem osób od wielu lat są na językach i... regularnie trafiają na pierwsze strony gazet. Po wejściu, a właściwie wjechaniu, na polskie ulice Ubera, taksówkarze poczuli się zagrożeni i postanowili walczyć o swoje. Ale w tym tekście absolutnie NIE chcę rozprawiać nad wyższością jednej firmy nad drugą. Nie chcę też dyskutować o tym, że jedni są lepsi, a drudzy gorsi, albo że przez lata zapracowali sobie na swoją obecną pozycję. Tym razem chciałbym po prostu podzielić się przemyśleniami na temat tego jak główny powód korzystania z taksówek... przestał mieć sens. Bo (na tę chwilę) straciłem zaufanie do tego, że taksówki są usługą w miarę niezawodną — a trzeba mi było tyle, co nic. Dodam też, że zaufanie do alternatyw wygasło w moim przypadku kilka lat wcześniej.

Korzystam z taksówek regularnie. Może nie codziennie — ale jest to zazwyczaj kilka kursów w ciągu miesiąca. Czasem krótszych, czasem dłuższych. Po dwóch sytuacjach w których jako pasażer w jednej z  „nielicencjonowanych” usług przewozu osób poczułem się zaniepokojony tym, czy uda nam się dojechać do celu w całości — bo kierowcom skręcić pod prąd albo w miejsce z wyraźnym zakazem wjazdu — pożegnałem się z nimi bez sentymentów. Żeby nie skakać z kwiatka na kwiatek, wybrałem polecaną przez zaufanych znajomych opcję z legalnymi taksówkami. Owszem, przejazdy były droższe, ale tych 5-10 złotych na kursie przy mojej częstotliwości przejazdów mnie specjalnie nie zbawi. Nie warto ryzykować zdrowiem… a może nawet życiem?

Taksówki to taka specyficzna usługa, po którą sięgam dlatego, bo zależy mi na punktualności. Bezpieczeństwie, bezproblemowym dojeździe, uniknięcia poszukiwań przez pół godziny miejsca parkingowego w centrum, gdzie mam spotkanie na które nie chcę się spóźnić. Jak jest z komunikacją miejską — wszyscy wiedzą. Jest różnie. Są dni w których działa bez zarzutu, są dni, w których każdy kolejny autobus czy tramwaj przyjeżdża spóźniony. Ale kiedy jeden nie działa, w pogotowiu zawsze są taksówki, które wybawią nas z opresji. I (najczęściej) szybciej dowiozą do celu. Bardzo sobie tę usługę cenię. Może sprawdza się to że głupi ma szczęście, ale na kilkadziesiąt kursów — tylko raz stereotypowy taksówkarz mnie oszukał — i to na tak śmieszny grosz, że powinno mu być podwójnie wstyd.

Przez lata wierzyłem, że mogę na nich polegać. Zamawiając usługę z wyprzedzeniem — byli punktualni nawet o najbardziej niedorzecznych porach, by dowieźć mnie na lotnisko, dworzec, czy gdzie tam trzeba było. Tak, przyznaję, zdarzyły mi się skoki w bok do innych taksówek. To w sumie zabawna anegdota, jak skuszony promocją obowiązującą wyłącznie przy zamówieniach telefonicznych u konkurencji, wybrałem ich ofertę. I dwie pod rząd, na przestrzeni, hm, kilkunastu minut — pojechały na drugi koniec miasta. Ulica Balonowa tu, ulica Balkonowa tam. I mimo wyraźnego wspomnienia pod jakim obiektem czekam, dyspozytorki zignorowały to i słały kierowców na drugi koniec miasta. Zdarza się, ale „u mnie” dotychczas wszystko działało jak należy — żadnych wpadek.

Aż do tego tygodnia, kiedy mimo zakończonego strajku byłem pewien obaw, czy uda mi się dotrzeć na miejsce o czasie. Z okazji ograniczonego zaufania — zamówiłem ją kilkadziesiąt minut wcześniej. Wiecie, gdyby jednak przez noc sytuacja się zmieniła, a rano zostałbym z niczym i musiał kombinować. Na szczęście wszystko przebiegło zgodnie z planem, a jako że poranne korki były łaskawe — byłem na miejscu jakieś 40 minut wcześniej, niż planowałem. Trudno, wyjąłem komputer i zabrałem się do pracy.

Wracając miałem jednak dużo mniej szczęścia. Aby nie błądzić po labiryncie w poszukiwaniu zamówionej przeze mnie taksówki, przeszedłem kawałek dalej i… próbowałem zamówić kurs. Przez pięć, a może nawet sześć, minut — aplikacja mieliła, szukała, ale nie znalazła kierowcy. Jako że w tym czasie zdążył nadjechać autobus, skorzystałem z opcji ZTM. Było szybciej i obyło się bez dodatkowych nerwów. Może to pech, może nie — ale chwilę wcześniej w jednej z aplikacji do zamawiania taksówek problem miał też Paweł, o którym wspominał u siebie na Twitterze.

I to nie jest tak, że nagle — z dnia na dzień — przestanę jeździć taksówkami. Błędy się zdarzają, wpadki też — i to niezależnie od sieci czy środka transportu. Gdybym miał liczyć wszystkie opóźnienia, odwołane loty, zatkane autostrady to nie pozostałoby mi nic innego, jak poruszać się pieszo — albo co najwyżej rowerem. Usługi to taki sektor gospodarki, które w mojej opinii opiera się na zaufaniu. Dlatego od lat wracam do tej samej fryzjerki, bo jestem zadowolony z efektów jej pracy. Po to chcę zapłacić za przejazd więcej, by możliwie jak najbardziej komfortowo dojechać na czas. Taksówkarze kilka razy nadszarpnęli moje zaufanie i najzwyczajniej w świecie zacząłem kwestionować to, czy faktycznie mogę na nich polegać. Dlatego w najbliższym czasie obok zamówienia taksówki, będę starał się mieć pod ręką także inne opcje, tak na wypadek jakichś niespodzianek. Nim odbudują to, co stracili — chwila minie. No chyba, że po drodze zdążą się kompletnie pogrążyć – ale takiego scenariusza wolałbym jednak uniknąć.