90

Jak podważyć zaufanie do chmury. Uczy Google

Wirtualna chmura to dziś jeden z najwygodniejszych sposobów na przechowywanie plików. Niestety, działania takie jak te, które robi Google, przypominają, że nie ma co na nim za bardzo polegać.

Przesył i gromadzenie danych z wykorzystaniem wirtualnej chmury jest jedną z tych rzeczy, która w znacznym stopniu zwiększyła wygodę użytkowania internetu oraz pracy w dużych zespołach. Sam korzystam z chmury OneDrive i nie policzę ile razy ratowało mojej kapeli skórę to, że wszystkie rzeczy związane z działalnością (dokumenty, teksty, materiały, grafiki etc.) mamy właśnie w formie chmurowej i możemy mieć do nich dostęp z każdego miejsca na ziemi. Dokładnie tak samo jest z pracą, jeżeli korzysta się w niej chociażby z zestawu Gmail + Dysk Google. Dzięki temu można pracować z każdego miejsca na ziemi, a praca nad dużymi plikami jest dużo wygodniejsza. Korzystanie z chmury i docenianie jej działania nie oznacza jednak, że jest to mój ulubiony sposób przechowywania plików. Ba, jeżeli chodzi o takie kwestie jak np. zaufanie, to jestem zdania, że chmura znalazłaby się na samym dole listy. Dlaczego? Wszystko przez to, że same firmy oferujące usługi chmurowe dają mi wyraźnie do zrozumienia, że nie warto polegać na ich produktach.

Google: możemy zmienić wszystko jak nam się podoba

Jak to opisał Kamil w swoim wpisie, Google sukcesywnie ogranicza funkcjonalność darmowej wersji swojej chmury. Najpierw przestaliśmy mieć możliwość darmowego backupu zdjęć w pełnej rozdzielczości, a niedawno – okazało się, że nawet w przypadku zmniejszonych rozmiarów, nasze fotki będą się wliczały do 15 GB limitu, jaki ustawił Google dla swojego dysku.  Jeżeli natomiast nasze konto było nieaktywne przez ostatnie dwa lata – zostanie usunięte. Oczywiście, takie zmiany nie zajdą od razu i do wejścia w życie nowej polityki mamy pół roku (1 czerwca 2021). Widać jednak, że tak jak iPhone „skłaniał” użytkowników do kupna AirPodsów przez usunięcie jacka, tak Google skłania do wykupienia płatnej opcji Google One przez stopniowe ograniczanie możliwości swojego produktu. Jaki to ma jednak związek z zaufaniem do chmury?

Ano taki, że jeżeli przechowuję dane w jakiejś lokalizacji, to oczekuję od niej jednej rzeczy – stabilności i przewidywalnego działania. Ufam, że jeżeli prześlę gdzieś swoje dane (zdjęcia, filmy, dokumenty), to będę w stanie w każdym miejscu i czasie mieć do nich dostęp. Tymczasem w przypadku takich usług chmurowych, jakie oferują najwięksi dostawcy (Amazon, Google, Microsoft), jedyne, czego można być pewnym, to zmiana. Dziś Google oferuje 15 GB darmowego miejsca na dane, ale nie jest powiedziane, że za pół roku nie zacznie oferować 10 GB. Albo przestanie przyjmować określony typ plików. Nie jest powiedziane, że tak będzie, ale nikt Google (czy innemu usługodawcy) zmienić w ten sposób politykę sprzedaży. Niestety, w tym wypadku zmiana zawsze działa wstecz i wpływa na wszystkich użytkowników, także na tych, którzy wybrali tę usługę przy zupełnie innych warunkach.

Jednego dnia jest. Drugiego – nie ma

Ja swoją przejażdżkę z jakimkolwiek zaufaniem dla wirtualnych dysków zaliczyłem w 2012 r., kiedy to z sieci z dnia na dzień, bez słowa, zniknął portal grono.net. Moje życie nie wywróciło się wtedy do góry nogami, ale pamiętam swoją złość, ponieważ miałem tam kilka plików i zdjęć, których nie posiadałem lokalnej kopii. Zdjęcia te z dnia na dzień przepadły, kiedy Grono ni z tego ni z owego zamieniło się w (o ironio) serwis do hostingu plików, który z resztą (ironia x2) bardzo szybko zakończył działalność. Jak mówiłem, strata marginalna, natomiast cieszę się, że dzięki tej nauczce od tamtego czasu podchodzę do jakichkolwiek usług hostingu chmurowego z dużą dozą rezerwy i przede wszystkim – ze świadomością, że każda internetowa usługa może jednego dnia być, a następnego – już nie funkcjonować, bądź zostać arbitralnie zmieniona.

Niestety, działania Google i regularne zmienianie sposobu działania swojego Dysku utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że o ile korzystanie z chmury to naprawdę wygodny sposób pracy i dostępu do swoich plików. Ale na pewno nie taki, któremu można zaufać.