22

To co robili ci rodzice własnym dzieciom jest obrzydliwe. Patologia na Youtube w nowym wymiarze

YouTuber Philip DeFranco był zszokowany „żartami”, które pewni rodzice serwowali swoim dzieciom tylko po to, żeby nagrywać „śmieszne filmiki” na YouTube. O sprawie było głośno już jakiś czas temu, jednak aktualnie pojawiła się nowa informacja w temacie: rodzice żartownisie stracili prawa do opieki nad dwójką z piątki dzieci. Zostały one przekazane w ręce biologicznej matki, aktualnie nie będącej już w związku z ich ojcem, którym jest Mike Martin.

DaddyOFive i żarty kosztem dzieci

Mike Martin założył kanał YouTube o nazwie DaddyOFive w celu bycia tzw. pranksterem. Jest to familijna odmiana pranksterowania, ponieważ ojciec wraz z matką dopuszczają się emocjonalnego znęcania nad swoimi dziećmi (dlatego familijna). Jeżeli kogoś tym zmartwiłem, to już pędzę z uspokojeniami: spokojnie, jeżeli dziecko się popłacze w wyniku doznanego stresu lub okazjonalnej przemocy fizycznej, to nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ „to tylko żarty”, no wiecie, taki „prank”. Z resztą w trakcie znęcania się nad dzieciakami rodzice często mówią coś w stylu „it’s just a prank, bro”, czyli „to tylko żart, brachu”.

O co właściwie chodzi i dlaczego odebrano tym ludziom dwójkę z piątki ich dzieci? Hmm, żeby nie operować tylko ogólnikami wstawię poniżej filmik Philipa DeFranco, który postanowił nagłośnić temat kanału DaddyOFive. Dodam jeszcze, że nie robił tego dla nakręcania dramy i zysków, ponieważ wyłączył w tym filmie wszelkie reklamy.

Wydzieranie się na dzieci w tak agresywnym tonie, żeby w końcu się popłakały to tylko jeden z wielu „żartów”, jakie były wstawiane z regularną częstotliwością na ten kanał (podobno prawie codziennie). Zdarzały się też sytuacje bardziej fizycznych „dowcipów”, np. w postaci spoliczkowania małej dziewczynki z taką siłą aby się rozpłakała (haha, mamy cię, „to tylko żart!”).

YouTube jest dla ludzi, więc patologia jest nieunikniona

YouTube to niesamowite miejsce, na którym możemy znaleźć całą masę pięknych i przydatnych rzeczy, które w dodatku są z naszej perspektywy zupełnie darmowe. Sam fakt, że coś oglądamy stanowi zapłatę dla osoby lub osób tworzących te materiały. Odnoszę wrażenie, że to jednocześnie największa siła oraz największa słabość tego serwisu. Dzięki temu, że tworząc dobre materiały znajdziemy chętnych do ich oglądania, dostaniemy pieniądze – świetnie! Niestety świat nie funkcjonuje w taki sposób, iż oglądane są (a tym samym wynagradzane) jedynie rzeczy dobre… Zainteresowaniem cieszą się również filmy, w których różnego rodzaju patologia demonstruje swoją patologię, po to żeby zarobić.

Jakby się nad tym zastanowić, to jest to całkiem logiczne, ponieważ YouTube jest dla ludzi, a ludzie składają się zarówno z tych normalnych, jak i patologicznych jednostek. Dlatego w internecie mamy pełno świetnych materiałów, ale też dużo beznadziejnego i często niepokojącego syfu. To dobrze, źle? Wydaje mi się, że ani dobrze ani źle, to po prostu normalne. YouTube tylko pokazuje nam rzeczy, których bez niego byśmy nie zobaczyli, jednak wciąż miały by miejsce. Nieodpowiedzialni rodzice i tak byliby nieodpowiedzialnymi rodzicami, z internetem czy bez niego, to bez różnicy.

Każdy medal ma dwie strony

To co moim zdaniem jest w tym wszystkim faktycznie negatywnym zjawiskiem to fakt, że patologiczne zachowania mogą być nagradzane np. za pośrednictwem serwisu YouTube. Nic nie zmieni faktu, że taka czy inna patologia istnieje, ale wynagradzanie jej przejawów to już inna sprawa. Przecież właściciel kanału DaddyOFive miał niezłe źródło dochodów w związku z tym, że zaserwował niektórym ze swoich dzieci piekło (głównie znęcali się nad tym najmłodszym, 9-letnim chłopcem o imieniu Cody).

Na szczęście jest też druga strona medalu! Dzięki temu, że świat mógł zobaczyć te wszystkie „zabawne żarciki”, doszło do odebrania dwójki dzieci rodzinie Martinów (w tym Codiego) i przekazania ich do środowiska, które nie będzie generować traumatycznych przeżyć praktycznie każdego dnia. Taki obrót spraw mnie cieszy.

Podsumowując

Jeśli ktoś znęca się nad dziećmi i wstawia to na YouTube, to oczywiście nie należy doszukiwać się winy w samym serwisie z filmikami. Wina leży po stronie samego człowieka, który po prostu ma nierówno pod kopułą. Źli rodzice będą złymi rodzicami niezależnie od tego czy mieszkają na wsi, w mieście, czy w odległej marsjańskiej kolonii. Znaczenia nie ma też dostęp do internetu ani rodzaj istniejących serwisów internetowych. W tym wypadku były żarciki dla pieniędzy, a w innym byłyby to żarciki dla samych żarcików. Cieszy natomiast fakt, że ktoś się tym zajął.

Źródło