23

Zapowiedziano kolejną rewolucję w bateriach. Rozwój wypadków do przewidzenia…

Japończycy to bardzo zdolny naród. Chociaż giganci z japońskiego rynku IT przeżywają ostatnio spore problemy i muszą się przystosować do nowych realiów rynku, na którym pojawiła się potężna konkurencja, to w Kraju Kwitnącej Wiśni nadal powstają ciekawe technologie i produkty. Rozwiązania proponowane przez japońskie zespoły naukowo-badawcze są wykorzystywane na całym świecie i nierzadko można je […]

Japończycy to bardzo zdolny naród. Chociaż giganci z japońskiego rynku IT przeżywają ostatnio spore problemy i muszą się przystosować do nowych realiów rynku, na którym pojawiła się potężna konkurencja, to w Kraju Kwitnącej Wiśni nadal powstają ciekawe technologie i produkty. Rozwiązania proponowane przez japońskie zespoły naukowo-badawcze są wykorzystywane na całym świecie i nierzadko można je uznać za rewolucyjne. Właśnie tak zapowiadany jest nowy sposób tworzenia baterii opracowany przez firmę Shin-Etsu Chemical.

Już na wstępie zaznaczę, iż na temat owej rewolucyjnej technologii póki co nie wiadomo zbyt wiele. Firma poinformowała jedynie, że skonstruowane przez nich akumulatory dla urządzeń mobilnych oraz samochodów będą znacznie mniejsze od tych, które stosowane są dzisiaj. Rozwiązanie może się oczywiście przysłużyć do dalszego odchudzania smartfonów, ale jednocześnie wspomina się, że zastosowanie nowego pomysłu i pozostanie przy dzisiejszym rozmiarze baterii oznacza poważne zwiększenie jej pojemności. Wskaźnik ten miałby zostać poprawiony aż dziesięciokrotnie. Brzmi atrakcyjnie.

Tutaj dochodzimy do niezwykle ważnej kwestii: propozycja brzmi dobrze, ale trudno stwierdzić, czy zostanie ona zrealizowana. Masowa produkcja nowych baterii ma się podobno rozpocząć za 3-4 lata, niewielkie partie akumulatorów mają się pojawić już w przyszłym roku. Termin niezbyt odległy i weryfikacja zapowiedzi japońskiego gracza może nastąpić stosunkowo szybko. O ile oczywiście ktoś będzie śledził ich poczynania i w 2017 postanowi rozliczyć firmę ze złożonych obietnic.

Rozwiązań, które miały zrewolucjonizować kwestię zbyt malej pojemności stosowanych dzisiaj baterii, zapowiedziano w ostatnich latach mnóstwo. Średnio co kilka tygodni (czasem nawet co kilka dni) czytam lub słyszę o nowym pomyśle burzącym obecny ład w segmencie akumulatorowym. Zapowiadają to zarówno nikomu nieznane firmy albo domorośli naukowcy i konstruktorzy, jak i wielkie korporacje wydające miliony dolarów na badania. Po krótkotrwałej euforii zawsze wracamy jednak do punktu wyjścia. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że zamiast kroku do przodu, wykonywane są dwa wstecz – energochłonne podzespoły urządzeń mobilnych sprawiają, że te ostatnie działają na jednym ładowaniu coraz krócej.

Pojawia się zatem pytanie: co dzieje się z tymi wszystkimi rewolucjami i przełomami, o których piszą branżowe media? Przecież ludzie tworzący te projekty nie znikają nagle z powierzchni ziemi. Skoro ich rozwiązania faktycznie są tak dobre (po każdej zapowiedzi zmian pojawiają się opinie ekspertów stwierdzających, że to świetny pomysł), to dlaczego nikt nie wprowadza ich w życie? Brak finansowania? Nie wierzę w to, że nikt nie chce wyłożyć kasy na stworzenie przełomowej technologii. Podobnie jest z kwestiami patentowymi oraz zapleczem naukowym. Niektórzy przekonują, iż jest to celowe działanie producentów sprzętu elektronicznego, którym po prostu nie zależy na pojemnych i długowiecznych akumulatorach – negatywnie wpływałyby one na sprzedaż. Teoria spiskowa? Może i tak, ale trudno znaleźć dla niej alternatywę.

Projekt japońskiej firmy wspomnianej we wstępie zapewne podzieli los poprzednich „przełomowych” technologii i najzwyczajniej w świecie zniknie w natłoku innych branżowych doniesień. Wiele z nich będzie oczywiście dotyczyło rewolucyjnych systemów zasilania, nowych baterii i ładowania w kilka sekund. Problem polega jednak na tym, że tym wszystkim projektom nadal bliżej do filmów z gatunku SF, niż do wcielenia w życie na masową skalę…

Źródło grafiki: mashable.com