24

Zapomnijcie o Kickstarterze, czas na Crowdcube w Polsce

Crowdfunding, czyli finansowanie społecznościowe to bez wątpienia jedna z lepszych rzeczy, jakie zawdzięczamy internetowi. Bez wątpienia, umożliwiło to realizację wielu ciekawych projektów, które nigdy nie doszłyby do skutku, gdyby nie środki finansowe, pochodzące od internautów. Najbardziej znanym serwisem finansowania społecznościowego jest Kickstarter, nieco mniej osób zna Indiegogo. W Polsce doczekaliśmy się m.in. serwisu Polak Potrafi. […]

Crowdfunding, czyli finansowanie społecznościowe to bez wątpienia jedna z lepszych rzeczy, jakie zawdzięczamy internetowi. Bez wątpienia, umożliwiło to realizację wielu ciekawych projektów, które nigdy nie doszłyby do skutku, gdyby nie środki finansowe, pochodzące od internautów. Najbardziej znanym serwisem finansowania społecznościowego jest Kickstarter, nieco mniej osób zna Indiegogo. W Polsce doczekaliśmy się m.in. serwisu Polak Potrafi. Teraz nad Wisłę zawitał Crowdcube. Bez wątpienia przy tym serwisie Kickstarter wydaje się być tylko sklepem z gadżetami.

Internet daje niesamowitą możliwość łączenia ludzi z różnych zakątków świata wokół wspólnych idei. Dla mnie to jedno z największych osiągnięć, jakie dał nam XX i XX wiek w dobie informatycznej rewolucji. Zasady działania Kickstartera wszyscy znamy, nie będę odkrywczy, gdy stwierdzę, że z biegiem czasu serwis ten znacznie bardziej przypomina sklep z gadżetami o wydłużonym terminie dostawy, niż platformę finansowania społecznościowego. Wszystkie strony tej umowy, jaką jest crowdfunding, na to pozwoliły i nie ma w tym nic specjalnie złego. Nie zmienia to jednak faktu, że do Polski wkroczył serwis dla „dużych chłopców”, którzy chcą inwestować swoje pieniądze w ciekawe projekty. W przypadku Crowdcube słowo „inwestowanie” jest kluczowe. Nadmienić można, że inwestorem może stać się niemal każdy, gdyż minimalna kwota inwestycyjna to tylko 50 złotych. W zamian otrzymamy udział we wspieranym przedsięwzięciu.

Crowdcube to pierwsza na świecie platforma crowdfundingu udziałowego (inwestycyjnego), działająca z powodzeniem od 2011 roku w Wielkiej Brytanii. Jest to miejsce, które łączy przedsiębiorców, czyli osoby, tworzące ciekawe projekty biznesowe i poszukujących kapitału na ich realizację z potencjalnymi inwestorami. Inwestorem może być zarówno osoba prywatna jak i firma. Przewidziany czas na zebranie środków to 60 dni.

Crowdcube w Wielkiej Brytanii odniósł ogromny sukces. W ciągu niespełna 3 lat działalności   przedsiębiorcy, szukający środków finansowych na dalszy rozwój przedsięwzięć biznesowych – w tym sami założyciele Crowdcube – pozyskali łącznie ok. 25,4 miliona funtów od ponad 72 tysięcy zarejestrowanych na Crowdcube inwestorów, finansując aż 121 przedsięwzięć biznesowych. Jako  spółka-córka będziemy czerpać z doświadczeń naszego brytyjskiego założyciela, jednocześnie dbając o  pełną adekwatność modelu biznesowego do polskich realiów i norm prawnych – podkreśla Radosław Ziętek, prezes Crowdcube Polska.

Crowdcube może okazać się doskonałym narzędziem dla polskich firm, stawiających swoje pierwsze kroki (start-up) lub będących na wczesnym etapie rozwoju. Znalezienie kapitału na rozwój firmy to pukanie do drzwi banków, funduszy inwestycyjnych, a i to może okazać się bezskuteczne. Warto zatem zastanowić się nad możliwościami, jakie daje ten brytyjski portal.

Crowdcube to nie tylko narzędzie, platforma do zaprezentowania oferty. To także – a może przede wszystkim – swego rodzaju inkubator sukcesu biznesowego. Zanim start-up trafi na Crowdcube i będzie szukał pieniędzy na rozwój, musimy mieć pewność, że jego twórcy są dobrze przygotowani do sprzedania swojego pomysłu potencjalnym inwestorom. Wiemy, jakie informacje chcą dostać inwestorzy, dlatego stworzyliśmy szereg standardów w zakresie prezentowania danych finansowych oraz potencjału marketingowego danego przedsięwzięcia, które muszą być spełnione przez firmy, szukające finansowania.” – tłumaczy Radosław Ziętek. „Crowdcube aktywizuje również potencjalnych i faktycznych inwestorów, dając im możliwość kontaktu z przedsiębiorcą i przekazania mu uwag, czy też spostrzeżeń, dotyczących jego biznesu. Taki mentoring jest często równie dużo wart, co pozyskany kapitał.

Każdy może zostać inwestorem i tym samym wspólnikiem w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością. Przyznaję, że jest to interesujący projekt w szczególności dla projektów, które z istoty rzeczy, których dotyczą, nie są tak atrakcyjne, jak kolejny dron, czy gadżet do smartfona. Myślę, że tego typu modele poszukiwania finansowania są skierowane w znacznie większej mierze do projektów, które często powstają na uczelniach, w zaciszach laboratoriów, a które często odchodzą w niepamięć z powodu braku możliwości pozyskania środków na dalsze prace nad opracowanymi rozwiązaniami po ukończeniu studiów. Cieszy, że powstaje coraz więcej możliwych rozwiązań, które mogą zmieniać świat.

photo credit: epSos.de via photopin cc