94

Zamówienie z Biedronki w Glovo to ogromne rozczarowanie. To był pierwszy i ostatni raz

Zakupy spożywcze online: szybkie, łatwe, przyjemne. Niby tak, ale przy pierwszej próbie — poważnie się sparzyłem. I szybko tego nie powtórzę.

Kiedy Glovo rozpoczęło współpracę z siecią sklepów Biedronka, wielu niezwykle chwaliło sobie ten sposób zamawiania z popularnego dyskontu spożywczego. Na tyle, że po dziś dzień nie chodzą już na tradycyjne zakupy, wybierając wygodniejszy sposób dostawy. Sam przez dłuższy czas nie miałem szans skorzystać z tej opcji, bo Glovo nie oferowało opcji dowozu w moje okolice. Jako że w promieniu kilkuset metrów mam kilka dużych sklepów — specjalnie nad tym nie płakałem. Ale przez kilka tygodni zostałem bez samochodu, upał nie daje wytchnienia, więc mineralne wody gazowane znikają z prędkością światła. Z lenistwa i czystej ciekawości postanowiłem więc przetestować nowodostępną dla mnie opcję zakupową. Zachwycony wyklikałem zakupy na cały tydzień — a kilkadziesiąt minut później odebrałem je. I w chwili pożegnania kuriera wiedziałem, że więcej z tej opcji nie skorzystam tak długo, aż nie będę musiał.

W zamówieniu z Biedronki przywiezionym przez Glovo zabrakło produktów, dla których zdecydowałem się je w ogóle złożyć

Dwie reklamówki zakupów „wszelakich”, jedna torba termiczna z nabiałem, dzień dobry, dziękuję, do widzenia. Lista zakupów wydrukowana z aplikacji, a obok niej paragon na kilkadziesiąt złotych mniej, niż zablokowało mi Glovo. No pewnie, skoro brakuje kilkudziesięciu (!) produktów z listy, trudno się dziwić — w tym najważniejszych, wszystkich napojów, które były głównym powodem zakupów w tej formie. Na czacie w aplikacji powiedziano mi, że najwyraźniej zabrakło ich w sklepie. No trudno, zabrakło to zabrakło — pomyślałem. A później uświadomiłem sobie, że całe to zamówienie jest kompletnie bez sensu — i choć wiem że dla wielu ta forma zakupów będzie na wagę złota, dla mnie jest nieakceptowalna. Przede wszystkim ze względu na brak jakiejkolwiek komunikacji.

Gdybym wiedział że nie dotrą do mnie napoje, nawet bym nie próbował. Miałem pecha czy… skąd te zachwyty?

Skoro znajomi chwalili — dopytałem: miałem pecha czy to standard. A jeśli im wcześniej też się takie rzeczy zdarzały, to właściwie… dlaczego wciąż kupują w tej formie?

Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się 100% zrealizowane zamówienie (ale zaznaczam, że zawsze są naprawdę pokaźne). Nie mam samochodu, ograniczam wyjścia z domu, ani w taksówce ani w metrze nie czuję się na tyle bezpiecznie w związku z pandemią, by jeździć na wielkie zakupy samodzielnie, skoro mogę zamówić. Kiedy Biedronka zawiedzie, brakujące zakupy zamawiam w innym markecie online.

— usłyszałem w odpowiedzi. No nie będę się spierał, bo ma to sens — ale nawet Paweł przerzucił się na zakupy online. Mimo że w swoim tekście też nie był do końca zachwycony tym, co oferuje platforma — i w jaki sposób załatwia pewne kwestie, a kiedy wczoraj zapytałem go o jakość jego zamówień — też przyznał że problemy się zdarzały, a obecnie w ogóle Glovo do niego z Biedronki nie dowozi. Podczas redakcyjnej dyskusji na ten temat zdanie zabrała także Weronika:

Glovo ma problem nie tylko z zakupami, ale i zamówieniami z restauracji. Kilkukrotnie próbowałam zamówić w aplikacji obiad i ani razu go nie otrzymałam. Zamówienie nie zaczyna być realizowane lub zostaje anulowane po co najmniej godzinie, a na zwrot pieniędzy na konto trzeba czekać zadziwiająco długo. W innych aplikacjach tego typu to się po prostu nie zdarza.

…a na dodatek atmosfera w social mediach też nie jest najlepsza. Polecam przejrzeć komentarze:

Opublikowany przez Glovo Czwartek, 6 czerwca 2019

Ja — tak jak mówię. Na co dzień po prostu wsiadam do samochodu, jadę do któregoś z okolicznych dużych sklepów, robię zakupy na dwa-trzy tygodnie, a świeże produkty na bieżąco kupuję na targu lub w okolicznym warzywniaku. Zamówienie w dyskoncie zdarzyło się zatem raz i… pewnie szybko nie powtórzy, ale wciąż nie rozumiem dlaczego firma nie poinformowała mnie wcześniej o tym, że nie dostanę wszystkiego co zamówiłem?

Bo prawda jest taka, że gdybym wcześniej wiedział o braku napojów — najzwyczajniej w świecie anulowałbym wszystko co wyklikałem i poszedł do sklepu samodzielnie, a biorąc kilka zgrzewek napojów — wróciłbym taksówką czy stojącymi wszędzie samochodami usług carshare’ingowych. I to właśnie to postawienie przed faktem dokonanym nie podobało mi się najbardziej — bo do sklepu pójść musiałem i tak, i tak. A skoro nie mam żadnej kontroli i informacji zwrotnej to dziękuję, więcej nie skorzystam.