32

Zamieniłem netbooka na tablet z Androidem: czy nadaje się do pracy?

Jakiś tydzień temu na łamach Antyweb opublikowany został mój wpis na temat tabletu jako ograniczonej konsoli do gier. Był to owoc moich testów tabletu Asus Transformer. Dziś chciałbym przedstawić to urządzenie jako możliwy zamiennik netbooka pod kątem narzędzia do pracy. Moim zdaniem Android ma w tym miejscu spory potencjał w tej kwestii. Już na dzień […]
Jakiś tydzień temu na łamach Antyweb opublikowany został mój wpis na temat tabletu jako ograniczonej konsoli do gier. Był to owoc moich testów tabletu Asus Transformer. Dziś chciałbym przedstawić to urządzenie jako możliwy zamiennik netbooka pod kątem narzędzia do pracy. Moim zdaniem Android ma w tym miejscu spory potencjał w tej kwestii. Już na dzień dzisiejszy Transformer, czyli tablet z dedykowaną klawiaturą moim zdaniem sprawdza się w pracy całkiem nieźle. W przyszłości może być już tylko lepiej.

Tablet zawsze wydawał się dość ograniczonym urządzeniem. Sterowany dotykiem gadżet w zamyśle konsumentów służyć mógł jedynie do konsumpcji internetowych treści i wykonywania prostych zadań. Nie ma co się dziwić tego typu nastawieniu, skoro to, czym przyciągają tablety to głównie multimedia i duże, kolorowe i dotykowe ekrany. Transformer przełamał stereotyp. Dzięki dedykowanemu dockowi z klawiaturą, dodatkową baterią i portami rozszerzeń, stał się on swego rodzaju mutacją tabletu i netbooka. Moim zdaniem wypada pod tym względem całkiem dobrze.

Przeglądarka internetowa to dzisiejsze słowo-klucz

Jak wszyscy dobrze wiemy, liczba aplikacji w Android Markecie jest spora. Owszem, duża część z tych pozycji to chłam, jednak wśród nich można znaleźć również i perełki. W przypadku zamiany netbooka na tablet, pierwszym, o czym należałoby pomyśleć, to przeglądarka. Domyśłnie instalowana w Androidzie nie grzeszy jakością – strony nie ładują się najszybciej, czasami formularze gubią dane, brakuje możliwości rozbudowy przeglądarki, a wszędobylskie reklamy we flashu obciążają procesor urządzenia. Z miejsca przekreślam domyślną aplikację służącą do przeglądania internetu i proponuję w jej miejsce Dolphina.

Jest to naprawdę świetna aplikacja, która rozwija się w zabójczym tempie. Zauważają to nie tylko użytkownicy, ale także inwestorzy – twórcy Dolphina pozyskali finansowanie projektu na kwotę 10 milionów dolarów. Przeglądarka ta bogata jest w wiele ciekawych funkcji jak na przykład blokowanie treści we flashu, których odblokowanie wymaga kliknięcia na ikonę. Kolejną ciekawą funkcją jest wstrzymywanie wszelkich treści flash przy przełączeniu się na inną kartę. Pozwala to na przykład uniknąć sytuacji, w której dany serwis emituje dźwięku za pomocą reklamy flash, a użytkownik musi skakać z karty na kartę w celu znalezienia źródła irytacji. Oprócz tego, Dolphin oferuje możliwość rozbudowy, niczym Firefox.

Dodatków powstało już wiele. Wśród nich mamy rozszerzenia robiące zrzut ekranu wybranej strony internetowej, wyświetlanie adresu IP serwisu, powiadamianie o nowych wiadomościach w Google Reader czy umożliwiające podzielenie się wybranym adresem URL za pomocą Twittera. Do moich faworytów należy dodatek do serwisu Read It Later, z którego korzystam regularnie. Co ciekawe, dodatki te, instalowane są z Android Marketu jako osobne aplikacje, dzięki czemu mogą integrować się z systemem. W przypadku dodatku do Read It Later użytkownik ma możliwość dodania adresu nie tylko z poziomu Dolphina, ale także na przykład aplikacji YouTube. Super.

Praca na myszy, na tablecie? – nie jest źle

Dock to nie tylko klawiatura czy druga bateria wydłużająca czas pracy. Są to także dodatkowe porty rozszerzeń w postaci USB. Mamy zatem możliwość podłączenia na przykład pamięci pendrive, ale także i myszy. W przypadku tego urządzenia wskaźnikowego możemy z powodzeniem wykorzystywać rolkę do przewijania stron czy pulpitu. Inaczej sprawują się jednak klawisze myszy. Wiadomo, że kursor służy jako palec, zatem lewy klawisz myszy to jak muśnięcie ekranu palcem w danym punkcie. Nie mamy zatem możliwości zaznaczania tekstu jak w standardowym systemie operacyjnym, a jedynie za pomocą dwukliku. Bez problemu działają natomiast skróty klawiszowe typu CTRL+C/CTRL+V.

Kolejna różnica to dwa pozostałe przyciski myszy. Nie ma w Androidzie oczywiście czegoś takiego jak menu kontekstowe. Kliknięcie prawym przyciskiem po zaznaczeniu tekstu wcale nie wysunie nam listy z czynnościami takimi jak kopiuj czy wklej. Przycisk ten służy we wszystkich aplikacjach jako wstecz. Kółko myszy to natomiast rozwijanie menu aplikacji. Z początku wydaje się dziwne, ale moim zdaniem to wszystko jest kwestią przyzwyczajenia.

Mnogość aplikacji pozwala wykorzystywać tablet również do pracy

Wśród domyślnie wgranych aplikacji znajduje się prosty edytor wideo czy też uproszczony pakiet biurowy Polaris Office, w którym ten tekst właśnie powstaje:). Uproszczenie wszelkich elementów systemu nie jest w żadnym razie wadą, a wręcz zaletą. Znany jest fakt, że użytkownicy oprogramowania wykorzystują tylko niewielką częśc jego możliwości. Tutaj nie ma o czymś takim mowy, bo przykładowy pakiet biurowy zawiera jedynie istotne elementy, pozbywając się tych, które w praktyce nie są wykorzystywane. Prawdą oczywiście jest jednak, że jeśli ktoś rzeczywiście korzysta z funkcjonalności Microsoft Office, to Polaris Office raczej nie sprawdzi się w jego przypadku. Natomiast do prostej edycji tekstu jest w sam raz.

Domyślnie zainstalowane programy to tylko wierzchołek góry lodowej, bo przecież Android Market zawiera tysiące aplikacji, wśród których dużą część stanowią programy darmowe. Z ich pomocą mamy możliwość zarządzania kalendarzem spotkań, obserwowania giełdy (np. program iMoney) czy zarządzanie listą to-do. Bez problemu w kilkanaście sekund znalazłem darmowy program chociażby do zmniejszania wielkości zdjęć, który wykorzystałem do przygotowania zrzutów ekranu do tego artykułu.

Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że gdy praca przy biurku nam zbrzydnie, możemy po prostu odpiąć ekran od docka i usiąść wygodnie z urządzeniem na kanapie. Klawiatura ekranowa nie nadaje się oczywiście do pisania dłuższych tekstów, ale rozmowa przez komunikator czy szybka odpowiedź na maila nie jest kłopotliwa. Przyczynia się do tego fakt, że ekran urządzenia nie jest wcale taki mały, a dodatkowo klawiatura posiada system typu Swype, czyli nie musimy klikać litera po literze, a możemy jeździć palcem po klawiaturze, a aplikacja zgadnie, jakie słowo chcieliśmy wpisać. Oczywiście obok odgadniętego słowa pojawiają się inne propozycje, wszak system nie jest nieomylny:).

Z poziomu kanapy możemy nie tylko przeglądać internet, ale również na przykład przeglądać maile. I tutaj Google nie zawiodło. Dla mnie klient poczty w Androidzie dla tabletu jest po prostu świetny. Oczywiście interfejs tej aplikacji jest minimalistyczny, jak każdej budowanej pod ten system. Po raz kolejny stwierdzam jednak, że nie jest to w żadnym razie wada, a zaleta.

Zdarza się, że praca wymaga od nas wykonywania połączeń przez VoIP. Standardem powoli stają się już rozmowy wideo. Na tym polu od lat królował Skype. Czy słusznie – na to pytanie każdy powinen odpowiedzieć sobie sam. Ja natomiast muszę zaznaczyć w tym miejscu, że Skype na Transformerze nie chce obsługiwać rozmów wideo. Kamery w urządzeniu są dwie – nie wiem zatem gdzie leży przyczyna, tym bardziej że w gTalk nie ma z tym najmniejszego problemu.

Oprócz tego typu domyślnych aplikacji, do pakietu Asus dorzuca swój pakiet MyCloud, czyli usługę backupu danych w chmurze czy też MyNet, czyli streamingu multimediów w zasięgu sieci domowej. Mamy tutaj także aplikację PressReader, która jak wskazuje nazwa służy do czytania gazet. Za jej pomocą mamy możliwość płatnej subskrybcji najpopularniejszych pozycji, w tym polskich takich jak Gazeta Wyborcza czy Wprost. Transformer w standardzie wzbogacony jest też o Amazon Kindle.

Minimalizm Androida to zaleta

Android jest minimalistyczny, a ja jestem wielbicielem minimalizmu pod każdą postacią, zwłaszcza gdy ten przynosi wartość dodaną. Tak jest właśnie w przypadku Transformera. Owszem, aplikacje czy funkcje są ograniczone, ale prawda jest taka, że z funkcji, których zostaliśmy pozbawieni, i tak najczęściej nie korzystaliśmy. Zamiast tego otrzymujemy natomiast sporo plusów. Nie tylko urządzenie jest gotowe do pracy w 30 sekund od uruchomienia, ale potrafi pracować na baterii do 16 godzin. Sam system działa szybko, aplikacje uruchamiają się błyskawicznie i naprawdę rzadko zdarzają się jakiekolwiek spowolnienia. Jeśli już, to po prostu wybrane aplikacje zawieszają się, bo zawierają błędy.

W ograniczeniu zużycia energii pomagają zamieszczone na klawiaturze przyciski bezpośrednio (czyli bez kombinacji z innym klawiszem) sterujące aktywnością WiFi, Bluetooth, jasnością ekranu czy pozwalające natychmiastowo przejść do ustawień systemu.

Jak dla mnie minimalizm Androida jest rewelacyjny z prostego względu – praca na jednej aplikacji na raz pozwala nam skupić się tylko i wyłącznie na wybranym zadaniu. To, co próbuję od miesięcy osiągnąć na moim Linuksie poprzez instalowanie dodatkowych skryptów auto-maksymalizujących okna aplikacji czy usuwające pasek tytułowy, tutaj znajduję out-of-box. Poza tym instalacja programów w systemach typu Windows nie może się równać tej w Androidzie – instalujemy za pomocą jednego kliknięcia czy odinstalowujemy poprzez przeciągnięcie ikony z menu do kosza.

Podsumowanie

Google musi dopracować kilka szczegółów by Android rzeczywiście mógł być godnym zamiennikiem dla standardowych systemów. Dla mnie mógłby być nawet już teraz. Odpowiadając na pytanie jednego z Czytelników umieszczone w komentarzu do poprzedniego artykułu – tak, jestem skłonny kupić takie urządzenie. Dla mnie liczba utrudnień czy wad nie równa się liczbie zalet. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że za jakiś czas wymienię netbooka na urządzenie typu Transformer.