453

Żałuję zakupu flagowca za 4300zł. Ze smartfona za 1300zł jestem dużo bardziej zadowolony

Kup flagowca powiedzieli! Wydaje furmankę pieniędzy w zamian za jakość powiedzieli! Ja mówię bzdura! Po roku używania nie widzę różnicy między telefonem za 1300zł a 4300zł oczywiście poza faktem, że przez mojego Note 9 jestem sfrustrowany i znacznie biedniejszy.

Od lat telefon z prostego gadżetu stał się jednym z moich głównych narzędzi pracy. Fakt, że korzystam z bardzo dużego smartfona jakim jest Samsung Note 9 nie jest przypadkiem. To w teorii nadal bardzo wydajny i bardzo dobry telefon z dużym ekranem, który jest wygodnym rozwiązaniem podczas realizacji moich codziennych zadań. Kluczowa jest dla mnie niezawodność urządzenia i świadomość, że nie zawiedzie mnie w krytycznej sytuacji.

Nie wiem czy to kwestia strategii poszczególnych producentów czy zmiana percepcji z mojej strony, ale coraz częściej dostrzegam, że dużo łatwiej polegać na telefonach z dolnej lub średniej półki cenowej niż na topowych flagowcach. Oczywiście domyślasz się, że trochę tu generalizuję, ale to tylko po to, aby łatwiej było składać zdania ;)

Mój Note 9 to szmelc

Jak wiecie miałem okazję bawić się ostatnio LG K61 i kilkoma innymi tanimi telefonami, które kosztują obecnie mniej więcej połowę tego co koreańska „tacka”, a należy pamiętać, że od jej premiery trochę wody upłynęło. Jednak z każdym z nich czułem się nieporównywalnie bardziej pewnie niż z moim Samsungiem, który po niespełna roku jest szrotem i szczerze żałuję jego zakupu.

Wspomniana wcześniej wydajność to najmniejszy problem – może nie tyle wydajność co jej widoczny spadek. Wygląda na to, że wszystkie aktualizacje i apki codziennego użytku to już za dużo dla niego. Zawieszająca się przeglądarka czy notatnik podczas porannej prasówki to już chyba mój nowy rytuał. Czasami mam wrażenie, że słyszę jak mój telefon stęka ze zmęczenia kiedy zmuszam go do niewyobrażalnego wysiłku jakim jest załadowanie feeda RSS.

Co więcej, powiem Wam, że mój telefon chyba jest istotą żywą i to nie byle jaką. Ma umiejętność wyczuwania mojego strachu i pośpiechu. Za każdym razem, gdy muszę zrobić coś na szybko lub działam pod presją to on to wyczuwa i reaguje! Niestety nie próbuje mi pomóc, raczej rzuca kłody pod nogi. Zawieszenie się systemu, błąd aplikacji, zgubienie wifi – to jego naturalna odpowiedź na mój strach. Normalnie nowy gatunek!

Bateria zmienia mój punkt widzenia

Jednak to co do tej pory opisałem jestem w stanie znieść. Już lata temu pogodziłem się z tym, że soft zawiesza się i nic z tym nie zrobimy. Od tej zasady nie ma wyjątku i nie ważne czy na Twoim urządzeniu są okienka, zielony robocik czy nadgryzione jabłko. Wszystko się wiesza!

Moim dramatem jest bateria, a raczej jej brak. Degradacja tego elementu w topowych Samsungach, jak i w telefonach innych producentów, jest dramatyczna. Tu trochę wybiję Cię z rytmu czytania i ponownie zaznaczę, że celowo generalizuje sprawę, bo oczywiście są modele, których ten problem nie dotyka…tak mocno.

Ok, wróćmy do tematu. Brak baterii. O godzinie 7 rano odłączyłem telefon od kabla. Po porannych prasówkach, sprawdzeniu poczty, wykonaniu kilku telefonów, krótkiej posiadówce z social mediami i YouTube zaledwie w 2 godziny i 17 minut poziom naładowania to…oszałamiające 60%.

Mój Note przytuli się z kabelkiem dzisiaj przynajmniej dwa razy. A co jest w tym najgorsze? Że paliwa brakuje zawsze w najbardziej krytycznych sytuacjach, kiedy gniazdka ani widu, ani słychu.

Kiedy wiem, że wieczorem wychodzę z domu to cały dzień podporządkowuje pod to, aby mój telefon cały czas się ładował, a i tak mam obawę, że paliwa zabraknie.

To się powtarza

Mógłbyś powiedzieć, że mam wadliwy egzemplarz albo że Note jest po prostu do kitu, ale podobny scenariusz powtarzał się u mnie i u moich znajomych wielokrotnie w przypadku flagowców. Takich problemów nie miałem z telefonami, które są dużo tańsze i teoretycznie, dużo gorsze.

Jestem w momencie, w którym z całą stanowczością mogę powiedzieć: nie potrzebuję pięknego designu, szklanych plecków i czterdziestu dwóch obiektywów. Nic nie zmieni tytanowy guzik zasilania i eteryczne gniazdo słuchawkowe. Nowy sposób autoryzacji oparty o mój bio-technologiczno-kosmiczny odcisk nosa nie sprawi, że urządzenie będzie bardziej niezawodne.

To co potrzebuje to płynnie działający telefon, który nie zużywa 3 baterii na godzinę. Chce urządzenia, które działa i wykonuje swoje zadanie bez pięćdziesięciu trzech restartów w ciągu 10 minut. Jeśli ceną za lepsze obchodzenie się z baterią jest brak szklanych plecków, które tłuką się co 30 sekund, słabszy procesor, który i tak działa równie szybko jak ten mocniejszy w badziewnym Note 9, a przy okazji zostanie mi spora sumka pieniędzy w kieszeni to dla mnie wybór jest prosty. Biorę taniochę!

Od lat flagowce tracą dla mnie na prestiżu, a ich całościowa jakość wykonania uległa znacznej degradacji względem dawnych lat. Tak jakby przepych i brak pomysłu ze strony producentów sprawiał, że idą na skróty. Ich niepotrzebnie rozdmuchana konsumpcja energii i fatalny proces starzenia się stają się dla mnie nie do zaakceptowania.

A dla Ciebie co się liczy? Flagowiec zawsze wygra czy może inaczej podchodzisz do zakupu smartfona?

 

grafika, grafika