53

Zakup Motoroli może być strzałem w stopę

Zakup Motoroli ze strony Google to bomba – zwłaszcza, że jest wynikiem niewiele ponad miesięcznych negocjacji. Łatwo się domyślić, że główną motywacją dla Mountain View było portfolio 17 tys. patentów, które Google sprzed nosa – tak jak w wypadku Nortela – chciał sprzątnąć m. in. Microsoft. Ale zakup Motoroli może mieć znacznie poważniejsze konsekwencje, niż […]

Zakup Motoroli ze strony Google to bomba – zwłaszcza, że jest wynikiem niewiele ponad miesięcznych negocjacji. Łatwo się domyślić, że główną motywacją dla Mountain View było portfolio 17 tys. patentów, które Google sprzed nosa – tak jak w wypadku Nortela – chciał sprzątnąć m. in. Microsoft. Ale zakup Motoroli może mieć znacznie poważniejsze konsekwencje, niż tylko dostarczenie Google amunicji w wojnach patentowych.

Podstawowy problem z tą transakcją, to jak odbiorą ją inni producenci telefonów. A konkretniej, czy nie wzmocni ona rosnącego niezadowolenia związanego z wirtualną „otwartością” Androida, oficjalnie umieszczając Google w gronie konkurentów – a nie partnerów.

Dotychczas, Google kontrolowało ekosystem Androida, oficjalnie twierdząc, że jest w pełni otwarty, a nieoficjalnie mając w rękach jego rozwój i dystrybucję najnowszych wersji. Czyli – w praktyce – trzymając producentów telefonów z Androidem za jaja – delikatnie, aby się przypadkiem nie przestraszyli.

Przejęcie na własność Motoroli, choć umożliwi skuteczniejszą walkę z Microsoftem, Apple i innymi zainteresowanymi opanowaniem ekspansji Androida, może też przekonać producentów telefonów, że Google jest równie wielkim zagrożeniem jak Apple. Powoli przechodząc z roli równorzędnego partnera i zbawiciela w rolę tyrana.

Open Headset Aliance to już od dłuższego czasu wydmuszka, „otwartość” Androida została już oficjalnie uznana za mit, a teraz Google – chcąc czy nie chcąc, wchodzi w produkcję telefonów i może być postrzegane jako konkurent i intruz.

W skrócie: W aktualnej sytuacji nie da się uniknąć konfliktu interesów.