80

Zaginął wielki samolot. Jak to możliwe w XXI wieku?

Od paru dni media zajmują się zaginionym samolotem należącym do malezyjskich linii lotniczych. Maszyna lecąca z Kuala Lumpur do Pekinu prawdopodobnie runęła do oceanu. Prawdopodobnie doprowadziło to do śmierci ponad 230 osób. Prawdopodobnie do katastrofy rękę przyłożył człowiek. Spore natężenie słowa „prawdopodobnie, a to dlatego, że sprawa niejasna, by nie napisać tajemnicza. I nie ukrywam, […]

Od paru dni media zajmują się zaginionym samolotem należącym do malezyjskich linii lotniczych. Maszyna lecąca z Kuala Lumpur do Pekinu prawdopodobnie runęła do oceanu. Prawdopodobnie doprowadziło to do śmierci ponad 230 osób. Prawdopodobnie do katastrofy rękę przyłożył człowiek. Spore natężenie słowa „prawdopodobnie, a to dlatego, że sprawa niejasna, by nie napisać tajemnicza. I nie ukrywam, że bardzo mnie to dziwi.

Sobotę i niedzielę spędzałem raczej poza Internetem, więc o zniknięciu samolotu dowiedziałem się na dobrą sprawę dzisiaj. Najpierw doniesienia z wiadomości radiowych, potem lektura tekstów na ten temat. Z każdym wpisem zdziwienie rosło. Zaskoczenia nie wywołał sam fakt katastrofy (o ile do niej doszło), bo wypadki towarzyszyły lotnictwu przez całą jego historię. Bez względu na to, jak zaawansowane technologie trafią na pokład samolotów, jak doskonale będą szkoleni piloci, jak dopracowane zostaną systemy bezpieczeństwa (i to na wielu płaszczyznach), do katastrof i tak będzie dochodzić. Niestety. Trudno zatem mówić o szoku, wywołanym nieprawdopodobnym wydarzeniem. Co zatem zadziwia? Całkowity brak informacji na temat losów maszyny, aura tajemnicy.

Żyjemy w XXI wieku, nad naszymi głowami krążą satelity i drony, niektóre korporacje tworzą bardzo dokładne mapy, możemy wirtualnie przejechać nawet przez małe wioski na Opolszczyźnie, media cały czas donoszą o programach inwigilacyjnych, po zeszłorocznych rewelacjach dostarczonych np. przez Snowdena wypada stwierdzić, że wielkie firmy i władze (szeroko pojęte) wiedzą, kiedy jestem w domu i co robię na swoim komputerze, za jakiś czas będą pewnie wiedziały, w którym dokładnie pomieszczeniu przebywam i czy smakował mi obiad (nawet wtedy, gdy nie podzielę się tą informacją w serwisach społecznościowych). Pisząc krótko: w czasach permanentnej inwigilacji trudno ukryć się jednemu człowiekowi. Tyle teoria. Tymczasem, parę dni temu zaginął nie człowiek, lecz wielki samolot.

Specem od awiacji nie jestem, ale za pośrednictwem Internetu można dzisiaj szybko poszerzyć swoją wiedzę. Kilka kliknięć i okazuje się, że Boeing 777 to naprawdę duża maszyna, zabierająca na pokład setki pasażerów, droga i stosunkowo nowoczesna. To nie awionetka, którą trudno zlokalizować w bezkresnym oceanie, lecz prawdziwy stalowy olbrzym naszpikowany elektroniką. W tym konkretnym przypadku olbrzym, który po protu zniknął. Zagadkę stanowi nie tylko miejsce katastrofy (niepotwierdzonej), ale też czynnik, który do niej doprowadził.

Samolot znika z radarów i na dobrą sprawę nie wiadomo, co się z nim stało. Awaria? Porwanie? Zamach? Samobójstwo pilota (przyznam, że taki scenariusz jest naprawdę przerażający)? Informacji brak. Przynajmniej w oficjalnym obiegu, skierowanym do mas. I tego nie jestem w stanie zrozumieć. W jaki sposób maszyna tych rozmiarów, śledzona zapewne na różne sposoby, może po prostu wyparować? Pytam całkowicie serio, jako laik, żyjący w przeświadczeniu, że znikające samoloty to domena innego regionu świata i odległych czasów.

Zastanawiają nie tylko technologie stosowane do lokalizowania samolotu czy utrzymywania z nim łączności, ale i te wykorzystywane na lotniskach. W założeniu mysz nie może się na nich prześliznąć, z każdym rokiem podkręcane są wymogi bezpieczeństwa, a w tym przypadku czytam, że nie wiadomo do końca, kto wsiadł na pokład samolotu, że na liście pasażerów znaleźć można nazwiska osób, którym skradziono paszporty. Nie w ubiegły czwartek, nie w styczniu, ale jeszcze w roku 2013. Żyjemy w czasach dość łatwej wymiany informacji, przepływu wszelakich danych, a mimo to dochodzi do takich wypaczeń. Podejrzewam, że część osób uzna te doniesienia za dobrą monetę, ponieważ stanowią one dowód na to, iż naszego życia, otaczającej człowieka rzeczywistości nie można kontrolować w sposób totalny. Bez względu na dynamicznie postępujący rozwój cywilizacyjny i stosowaną technologię, świata funkcjonującego wedle z góry narzuconych reguł po prostu nie da się stworzyć i nim zarządzać. Szczęście w nieszczęściu.

Źródło grafiki: en.wikipedia.org