Świat

Zadania domowe czy gra planszowa? Rodzice w czasie epidemii

MG
Maciej Gorczyński
2

Ankiety przeprowadzone w Wielkiej Brytanii pokazały, że czas, który typowa rodzina musiała poświęcić opiece nad dziećmi, wydłużył się o średnio 3,5 godziny, do czego należy dodać blisko 2 godziny poświęcone na odrabianie zadań domowych.

Liczby są niezupełne, ponieważ wielu rodziców nie miało wyjścia, musieli jednocześnie pracować i zajmować się dziećmi. Weekendowe godziny odpoczynku, zwłaszcza te wieczorne – niemal zniknęły, symptomy depresji u rodziców – stały się powszechne. Badania amerykańskie mówią, że co drugi ojciec małych dzieci szukał ulgi w wieczornym piciu, co – jak można przypuszczać – nie musi dotyczyć wyłącznie USA. Ambitny angielski rodzic, który chciał się nauczyć, powiedzmy, francuskiego, zdobyć nowe umiejętności niezbędne w dalszej karierze, przed epidemią poświęcał temu zajęciu średnio 12 minut dziennie. Została z tego jedna minuta. Na tym tle zdumiewająco wyglądają wyniki badań przeprowadzonych przez Instytut Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego, które sugerują, że polscy mężczyźni okazali się całkiem odporni i emocjonalnie przygotowani do stresu wywołanego epidemią.

Wynik zależy chyba od zaangażowania w problem w punkcie wyjścia. Badania brytyjskie pokazują, że na początku epidemii panowała zdecydowana równość między rodzicami jeśli chodzi o obowiązki domowe, zwłaszcza najgorszy: odrabianie zajęć z dziećmi. Ale równowaga chwiała się coraz mocniej w kolejnych miesiącach, aż zrobiło się zupełnie konserwatywnie. Zadania w domu są podzielone ze względu na płeć i to, co dotyczy dzieci, należy do matek. Tradycyjny podział ról.

Im młodsze dziecko, tym większe obciążenie dla matki, która zostaje w domu i cofa się zawodowo. W USA zatrudnienie matek dzieci młodszych niż 13 lat było w styczniu 2021 o 8% niższe niż rok wcześniej, co oznacza 1,5 miliona kobiet pozostających w domu. W odniesieniu do matek starszych dzieci i mężczyzn ten sam wskaźnik wyniósł średnio 5%. We wszystkich grupach brak wykształcenia koreluje z większym zagrożeniem trwałym brakiem pracy. W Ameryce Południowej sprawy mają się jeszcze gorzej, dla samotnych matek – katastrofalnie. Globalnie 3,3% kobieti 1,7% mężczyzn straciło pracę. Dane o zakażeniach są w Polsce ostatnio pocieszające, ale to przecież nie koniec. Według danych UNESCO zamknięcie szkół w krajach objętych epidemią trwało średnio 29 tygodni, jak oblicza tygodnik „The Economist” w USA i Europie tylko czterech uczniów na dziesięciu korzysta w tej chwili ze szkoły w pełni stacjonarnej.

Fora rodzicielskie są pełne przekleństw: problemy z komputerami, oprogramowaniem, drukarką, niejasnymi poleceniami nauczycieli, podręcznikami, w których wyjaśnienia wyglądają jak logiczna łamigłówka, zadaniami, które można zrobić na wiele sposobów, ale liczba kratek dopuszcza tylko jedno. Jak to wytrzymać? Interesujące informacje i rady daje strona Parenting for Lifelong Health, organizacji powiązanej z WHO, Unicef i wieloma prestiżowymi instytucjami, m. in. Uniwersytetem Oxfordzkim. Strona obsługuje kilkadziesiąt języków, w tym polski, i chwali się osiąganiem (bezpośrednim i pośrednim, przez powiązane strony i instytucje) 157 milionów odbiorców na wszystkich kontynentach, używających tak egzotycznych języków jak bikolski lub chavacano. Rady w pewnym stopniu nie zaskakują: zadbaj o dobrą komunikację w sprawie obowiązków domowych, rozmawiaj z dziećmi o epidemii, pozwól każdemu członkowi wybrać formę rozrywki dla wszystkich, mów spokojnie, ale też – dobrze schowaj broń, jeśli akurat masz coś takiego w domu. Wszystko w postaci przejrzystych infografik, przypominających np. że z oczywistych powodów rozwojowych dziecko nie może być cicho przez cały dzień, ale można się z nim w tej sprawie dogadać – co się mimo wszystko może przydać. Najistotniejsze, że strona skupia się na dobrym samopoczuciu i środkach osiągania wspólnego komfortu przy ograniczonych możliwościach. Nie ma tu mowy nadrabianiu zaległości szkolnych i robieniu zadań domowych za wszelką cenę – gry planszowe są istotniejsze dla przetrwania rodziny.

Bez wątpienia w czasie epidemii wielu rodziców lepiej poznało swoje dzieci (i siebie przy okazji), wystawione na próbę relacje stały się głębsze i silniejsze, ale nie wiadomo, jaka będzie trwałość tych wartości w przyszłości. W przeciwieństwie do Francji czy Nowej Zelandii polscy pracodawcy, Ministerstwo Edukacji i Szkolnictwa Wyższego, często sami nauczyciele kładą nacisk na odrabianie strat i zaległości, a nie odbudowę relacji społecznych i rodzinnych. Kilka miesięcy po liście francuskiego ministra edukacji, namawiającego rodziców do rozłożenia gier planszowych, nam zapowiada się zwiększenie liczby godzin lekcyjnych. A więcej godzin lekcyjnych, to więcej zadań domowych. Lockdown i edukacja zdalna to była seria wielu katastrof, które trudno zapomnieć, ale zadanie domowe było szczególne. Epidemia silniej niż cokolwiek innego obnażyła całkowitą zbędność i nieskuteczność tej formy nauczania. W słynnej książce Alfie Kohna „Mit pracy domowej” przytacza się wyniki wielu badań dowodzących, że mechaniczne wykonywanie ćwiczeń w domu nie ma żadnej wartości poznawczej i pamięciowej, a co gorsza ilość tych zadań od lat rośnie. Jak komentuje Kohn, jedynym znanym skutkiem zadania domowego jest destrukcja życia rodzinnego (książka napisana przed epidemią). Nie istnieją też ludzie, którzy na łożu śmierci z żalem powiedzą: trzeba było się bardziej przykładać do pracy domowej.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu