8

Zabronione „lajkowanie” w Niemczech – kiepska polityka prywatności mści się na Facebooku

Niemcy cenią sobie prywatność. Nie tak dawno wywalczyli możliwość usuwania swoich domów z Google Street View, a teraz ich wątpliwości budzi sławetny facebookowy „like”.  Pierwsze kroki w tym kierunku poczynił Thilo Weichert, komisarz ds. ochrony danych landu Szlezwik-Holsztyn, który wzywa właścicieli stron urzędowych do zamknięcia fanpage’ów i rezygnacji z przycisków. Zdaniem komisarza Facebook narusza europejskie prawo […]

Niemcy cenią sobie prywatność. Nie tak dawno wywalczyli możliwość usuwania swoich domów z Google Street View, a teraz ich wątpliwości budzi sławetny facebookowy „like”.  Pierwsze kroki w tym kierunku poczynił Thilo Weichert, komisarz ds. ochrony danych landu Szlezwik-Holsztyn, który wzywa właścicieli stron urzędowych do zamknięcia fanpage’ów i rezygnacji z przycisków.

Zdaniem komisarza Facebook narusza europejskie prawo ochrony danych, gdyż dane typu web analytics wysyłane wraz z kliknięciem w „lubię to” pozwalają na śledzenie poczynań internautów przez okres nawet 2 lat. Tym samym oczekuje on, że do końca września wszystkie instytucja i urzędy w landzie dostosują się do rozporządzenia. Jeśli tak się nie stanie, mają ponieść konsekwencje. A te mogą być bardzo dotkliwe, bo kary w tym przypadku mogą wynieść nawet 50 tys. euro.

Weichert chce jednak posunąć się jeszcze dalej i zainicjować analizę sprawy przez władze federalne. Wówczas od ich efektu zależałyby losy „like’a” w całych Niemczech. Tymczasem w ramach alternatywy niemiecki komisarz rekomenduje internautom inne portale społecznościowe, które lepiej rozwiązały kwestie prywatności i nie narażają ich na śledzenie.

Jak podaje autor bloga Friending Facebook, portal nie zgadza się z oceną urzędu (ależ niespodzianka, czyż nie?). Zdaniem jego przedstawicieli funkcjonowanie przycisku „lubię to” jest zgodne z prawem europejskim. Co jednak najciekawsze, Facebook jest otwarty na współpracę z urzędem, która miałaby zaowocować usprawnieniem wtyczki tak, by już nie budziła żadnych wątpliwości.

Niemcy już niejednokrotnie pokazali, że kwestia prywatności są dla nich bardzo istotne. Wspomniane ukrywanie swoich domów w Street View to tylko jeden z przykładów. Swego czasu pod lupę brano też funkcję rozpoznawania twarzy wprowadzoną do Facebooka.

Powiedzmy sobie jednak jasno – polityka prywatności Facebooka zawsze pozostawiała wiele do życzenia i była mocno krytykowana przez media. Mimo to do tej pory nie podejmowano żadnych konkretnych działań, które mogłyby zakłócić funkcjonowanie portalu. Ewentualne zakazanie umieszczania wtyczek i przycisków „like” na niemieckich stronach internetowych byłoby zatem ewenementem na skalę europejską. Pozostaje jednak pytanie, na ile ocena komisarza Thilo Weicherta jest zgodna z faktycznym stanem rzeczy, bo póki co nikt poza urzędem i głównym oskarżonym nie odniósł się w żaden sposób do tego problemu.