11

Zabrali nam muzykę, książki i filmy, a teraz gry. To era gigantów technologicznych

Google ma to już za sobą, Microsoft zaprezentuje swoją propozycję jeszcze w tym roku, więc czekamy tylko, by Sony poszerzyło obszar dostępności swojej usługi. Streamowanie gier z przestrzeni marzeń staje się codziennością w zasięgu ręki każdego. Po wykonaniu kroku w tył zauważymy, że dokładnie to samo stało się z innymi elementami kultury - multimedia nie są już nasze.

Jedno spojrzenie na regał z książkami czy półki z płytami pełnymi filmów i seriali wystarczy, by zdać sobie sprawę z tego, jak niewygodne jest nabywanie i użytkowanie fizycznych wydań czegokolwiek. Zmiana albumu z muzyką, włączenie kolejnego odcinka serialu czy zabranie ze sobą w podróż (większej) książki – to czasem zniechęca i irytuje. Jeśli moglibyśmy po prostu kliknąć albo nawet powiedzieć, czego chcemy posłuchać, to byłoby po prostu super. A gdyby odcinki seriali automatycznie odtwarzały się jeden za drugim, aż skończy się cały serial? Albo gdybyśmy mieli urządzenie, na którym czytałoby się równie komfortowo, co patrząc na papier, a dowolną książkę moglibyśmy pobrać w mgnieniu oka, niezależnie od tego, gdzie jesteśmy?

To już wszystko mamy.

Gromadzenie dóbr fizycznych, niezależnie od powodu, staje się czymś wyjątkowym. I nic w tym zaskakującego, skoro od każdego rodzaju multimediów dzieli nas kilka kliknięć, a komfort z ich używania jest nieporównywalnie wyższy. Długo czekaliśmy na to, by móc sięgnąć po taki luksus. Teraz pozwala nam na to niezwykle rozbudowania infrastruktura sieci, także mobilnej. Nie zastanawiamy się przed wyjściem z domu, czy do pamięci odtwarzacza/telefonu zgraliśmy wszystkie nowe/ulubione piosenki. Po prostu wychodzimy, a kilka minut później na przystanku czy w tramwaju wpisujemy w wyszukiwarkę coś, na co mamy ochotę.

Za większość tych dóbr płacimy niewiele. Ebooków w promocji są tysiące. Abonament za muzykę to wydatek 20 zł miesięcznie lub mniej. Seriale i filmy? Kilkadziesiąt złotych wystarczy, by nie martwić się zapasem treści na dobre kilka tygodni. Nowe technologie opanowały prawie wszystkie aspekty życia kulturowego. Do tej pory nie można było tego powiedzieć o grach. Zgadza się, tu też nie brakuje promocji i darmowych tytułów, ale o takiej przystępności, jak w przypadku pozostałych multimediów, nie można było jeszcze mówić. Do wczoraj.

Google Stadia ma na celu jedno: wręczyć wszystkim gry, o których do tej pory czytali lub mogli ich doświadczyć jedynie w roli obserwatora. Zakup konsoli czy odpowiednio silnego komputera oraz późniejsza inwestycja w gry – to nie jest dla każdego. Obawy przed nietrafionym zakupem są spore, a i próg wejścia jest zazwyczaj dość wysoki. Gdyby tak można było uruchomić najnowszą odsłonę Assassin’s Creed albo Fify w przeglądarce i po prostu zagrać? Albo zabrać te gry ze sobą na telefonie?

W tę rewolucję dopiero wkraczamy. I może to być największa ze wszystkich, które doświadczyliśmy do tej pory. Wszystko dlatego, że z rynkiem gier nierozerwalnie wiąże się kwestia platform. Jest ich całkiem sporo, różnią się od siebie i często ze sobą rywalizują. Częściowo ten aspekt nie zaniknie, ale granice pomiędzy platformami zaczynają się zacierać. Co więcej, w takim modelu dystrybucji gry nie będą towarami przeznaczonymi do sprzedaży. Już teraz sporą popularnością cieszą się oferty abonamentowe, gdzie tytuły przypisywane są do naszych kont tylko na czas opłacania subskrypcji – później tracimy do nich dostęp. Może do tego dojść także w czasie trwania subskrypcji, bo dana gra może zostać po prostu wycofana z katalogu.

Polecamy: Tak działa Forza Horizon 4 na smartfonie – Project xCloud od Microsoftu

Dokładne kalkulowanie, czy takie oferty (growe, muzyczne, serialowe czy książkowe) są dla nas opłacalne, jest niezwykle trudne. Zanim stanie się to jasne, może dojść do zmiany oferty i cała zabawa zaczyna się od nowa. Ale faktem jest, że gdy wyłączymy subskrypcję, zostajemy z przysłowiowym niczym. Żadne seriale, utwory czy gry nie będą w naszym posiadaniu. Pytanie brzmi, czy kiedykolwiek przestaniemy płacić? Dlaczego w ogóle mielibyśmy to zrobić, skoro jest nam tak dobrze i wygodnie?

Z jednej strony cieszę się, że możliwości technologiczne zaczynają nam pozwalać na to, co jeszcze tę dekadę temu uznawaliśmy za marzenia. Mobilne odpowiedniki wielkich tytułów rozpalały wyobraźnię, a teraz tablet oferuje podobne możliwości techniczne, co konsola do gier, a tuż za rogiem czai era, w której nie będziemy przywiązywać się do konkretnej platformy, lecz będziemy żonglować usługami. Ciekawe, jak w tym wszystkim odnajdą się twórcy gier, którzy przygotowują niektóre ze swoich produktów z myślą o jednej z nich – czy będą woleli ograniczyć się do dotychczasowej dostępności? A może wybiorą bardziej wszechstronne i uniwersalne podejście umieszczając swoje gry w chmurze?

Miejscu, które skupia teraz wszystko, z czego korzystamy, a które w mgnieniu oka może nam zostać odebrane wraz z całym dorobkiem.