20

Żabka właśnie rzuciła mi wyzwanie, czyli witamy w czasach, w których nawet zakupy są cool, seksi i trendy

Aplikacji Żabki uczę się powoli. W sklepie bywam raz na jakiś czas, nie mam jeszcze odruchu zbieracza drobiazgów. Żabka jednak bardzo chce mnie wszystkiego nauczyć.

Przez bardzo długi czas nie miałam w okolicy Żabki. Przez okolicę rozumiem dopasowanie się do słynnej legendy miejskiej, jakoby z każdej Żabki było widać następną. Do najbliższej miałam kilka minut, więc w niej nie bywałam. Sto metrów od mieszkania mam inny sklep spożywczy i byłam z niego zadowolona. Tęskno mi jednak było do Ropucha, bo w trakcie studiów bywałam w nim często. Ach, te promocje i te wielosztuki. Ileż nam to śniadań i imprez uratowało! Dlatego też ucieszyłam się, gdy otworzono wreszcie zielony sklep w podobnej odległości, co ten osiedlowy. Teraz zdarza mi się chodzić do Ropucha, szczególnie po 21. Zainstalowałam sobie żappkę, zbieram żappsy i czekam na dzień, w którym będę pamiętać, aby je wreszcie na coś wymienić. Jakoś brakuje mi odruchu korzystania z każdej opcji na darmową Gumę Turbo, Grześka czy kulki ryżowe z mango i marakują. Kilka dni temu dostałam powiadomienie od apki. Nie informowała mnie jednak o nowej promocji, a o… czalendżu.

Gdy wyzwanie rzuci los z odwagą stań i walcz

Zasady wyzwania są proste. Muszę kupić pięć dowolnych soków Wycisk, aby dostać dodatkowe 200 żappsów. Niesamowita sprawa. Sok tej marki do tej pory kupiłam może z raz i to przed zainstalowaniem aplikacji, więc niestety wnioskuję, że wyzwanie nie jest jakoś perfekcyjnie spersonalizowane. A szkoda. Mimo wszystko jestem pod wrażeniem. Żabka próbuje mnie zachęcić do kupienia aż pięciu podobnych produktów, bez większego wyboru. To musi być ten sok. Nie może być albo sok, albo kanapka, albo papier toaletowy. A ja nie lubię być tak ograniczana. Jednak jako wytrawna graczka, lubiąca maksymalizować każde podejście, poczułam lekki dreszczyk emocji. Może jednak spróbować? Stwierdziłam ostatecznie, że nie ma sensu. Nie dostanę nawet achievementa, a sok mi może nie zasmakować. No i to powodzonka na koniec. Czy Żabka użyła tego ironicznie? Chyba nie. Czy oni próbują być młodzieżowi, ale wychodzi im to kosmicznie koślawo? A może to ja jestem starą rurą, bo to nadchodzące Młodzieżowe Słowo Roku i pora się po prostu dopasować? Nie wiem, choć się domyślam.

Niebywały sukces Żappki – w pół roku Żabka zdobyła 1,7 mln jej użytkowników

Wiem, że sklepy nie od dziś zachęcają klientów do kupna na rozmaite sposoby. Wszyscy chyba lubią, gdy za zakupy dostają coś w zamian. Czy to gratisy w Żabce, bony w Tesco czy Słodziaki w Biedronce. Skoro już wydajemy te pieniądze w danym miejscu i tak i tak, to miło jest, gdy zyskujemy dodatkowe korzyści. To działa, stosują to wszyscy no i super. Ale czy trzeba przy tym wszystkim tak z całych sił trafiać w target, który został wcześniej dobrany w dziwny sposób? Czy nie można po prostu zrobić promocji, trzeba być totalnie jazzy i w dechę? Zabieg Żabki mnie rozbawił, ale nie w tym pozytywnym sensie. Poczułam lekkie politowanie myśląc o osobie, która została posadzona przed komputerem i musiała to wymyślić. Żabka nie ma przecież wielkich problemów z marketingiem. Ich reklamy telewizyjne zna chyba każdy i nie są przecież takie złe. Może nie wybitne, ale na pewno nie okropne. Po co więc gonić za takim dziwnym trendem?

Młodzież ma gdzieś to całe bycie młodzieżowym

Sklepy wychodzą ze skóry, aby się do nas dostosować. Walczą o klientów jak źli, ponieważ w każdej chwili możemy od sprzedawcy odejść i uciec do innego. Głowy pełne pomysłów są bardzo cenione przez zarządy tego typu sieci. Nie chodzi tylko o lokalizacje i konkurencyjne ceny. To oczywiście pomaga, ale to nie wszystko. Wiele marek upadło, wiele zostało podkupionych. Zabrakło im tego czegoś. Marketing rządzi się swoimi prawami i przeciętny zjadacz chleba nie zawsze jest w stanie je pojąć. Ja również często zastanawiam się, co strzelilo do łba osobie, która daną reklamę wymyślała. Żabka próbowała zdobyć moje serce, ale to nie tędy droga. Wolałabym zwykłą promocję na pastę jajeczną, serio. A może ja po prostu nie jestem na czasie? Brakuje mi swagu, nie wiem co jest pięć i taki ze mnie frajer pompka? Cholera, całkiem możliwe.