Twórcy gier powariowali. Zamiast tworzyć nowe gry na Xboksa One i PS4, przenoszą tutaj głośne produkcje z minionych lat. O ile takiego Resident Evila potrafię zrozumieć, bo to nostalgiczne cofnięcie się kilkanaście lat wstecz, to wprowadzenie Saints Row IV na obecną generację konsol wydaje mi się jakąś pomyłką. Nie wynika to wcale z tego, że […]

Twórcy gier powariowali. Zamiast tworzyć nowe gry na Xboksa One i PS4, przenoszą tutaj głośne produkcje z minionych lat. O ile takiego Resident Evila potrafię zrozumieć, bo to nostalgiczne cofnięcie się kilkanaście lat wstecz, to wprowadzenie Saints Row IV na obecną generację konsol wydaje mi się jakąś pomyłką.

Nie wynika to wcale z tego, że nie lubię tej gry, wręcz przeciwnie. Takiego stężenia absurdu i czarnego humoru nie ma chyba w żadnej produkcji i nie przeszkadza mi nawet to, że sam gameplay obdarty z tych wszystkich super-mocy staje się jedynie marną kalką GTA.

Saints Row IV Re-Elected recenzja (3)

Przeszkadza mi coś innego

Otóż na nowych konsolach Saints Row IV (a właściwie Re-Elected) debiutuje w praktycznie niezmenionej postaci. To ta sama gra, która w sierpniu 2013 trafiła na półki sklepowa, działając w oparciu o… silnik z trójki. Poszperałem, pogrzebałem – okazało się, że autorzy poprawili cienie oraz dynamiczne oświetlenie. Gdyby nie ta informacja, nawet bym tego nie zauważył. Gra bowiem wygląda źle i całkowicie odstaje od tego, do czego nas przyzwyczaiła obecna generacja konsol (co prawda, nie byliśmy rozpieszczani, ale jednak trochę ładnych rzeczy mogliśmy oglądać).

Grafika jednak nie stanowi o jakości gry i całe szczęście. Są o wiele ważniejsze elementy. I tutaj znów pojawiają się problemu, bo w Sainst Row Re-Elected poza dodatkiem nie bardzo jest co oceniać. Gra jest właściwie kalką pierwowzoru opatrzoną kilkoma dodatkowymi DLC. Jedyna nowość to dodatek – Gat out of Hell.

Saints Row IV Re-Elected recenzja (2)

Ucieczka z piekła

Piekło to nie przelewki – gorąco, zalatuje siarką, a w dodatku na każdym rogu czają się diaboliczne stworzenia. W takich realiach Święci przeżywają swoją kolejną przygodę. Tym razem sytuacja wygląda nieco inaczej, bo zamiast wcielać się w samego prezydenta, którym byliśmy w podstawce, ruszamy mu z odsieczą jako tytułowy Johny Gat. Tak się bowiem niefortunnie złożyło, że szef został wessany przez piekielny portal i ktoś musi go sprowadzić z powrotem.

W teorii brzmi jak wstęp do kolejnych zwariowanych i maksymalnie wykręconych przygód. W praktyce niestety już tak pięknie nie jest. Gat out of Hell wydaje się do bólu wtórne. Misje, które przyjdzie nam wykonywać w podziemnej metropolii New Hades nie porywają i są właściwie niespójnym zlepkiem minigierek, którym towarzyszą setki “znajdziek”. Samo miasto też jakby znajome – ot piekielna wersja Steelport znanego z trójki i czwórki. Nie napawa to optymizmem, szczególnie że spędzimy tutaj nie więcej niż 4 godziny.

Dalej nie jest wcale lepiej, bo akcja zamiast się rozkręcać wolno mieli w miejscu i wręcz wyciska z nas dobrą minę do złej gry – dosłownie. Sytuacji nie ratują nawet znane postaci, które przewijają się tu i ówdzie. Przebłyski geniuszu i czarnego humoru znanego z czwórki można zliczyć tutaj na palcach jednej dłoni. Jedyna pozytywna strona tego wszystkiego to dość sprawne domknięcie wątków, których nie udało się zakończyć po czterech odsłonach serii. W ten sposób powstaje tabula rasa, którą twórcy mogą zapisać na nowo w Saints Row 5 – z nowym silnikiem, nowymi pomysłami i możliwościami. Muszę też przyznać, że oczarowała mnie możliwość… latania. Otóż w piekielnym dodatku możemy zdobyć skrzydła wznosić się w przestworza, co daje jeszcze więcej swobody niż ponadludzkie umiejętności z podstawowej wersji gry.

Saints Row IV Re-Elected recenzja (4)

Dla kogo?

A co z Re-elected? Grę poleciłbym jedynie tym, którzy nigdy nie mieli do czynienia z czwórką na pecetach lub konsolach poprzedniej generacji, a przy tym nieszczególnie zależy im na oprawie graficznej na miarę współczesności. To, co dostajemy bowiem mocno odstaje od standardów. Samo Saints Row IV jest bowiem bardzo dobrą grą utrzymaną w specyficznej (i zapewne nie trafiającej do wszystkich, ale to urok całej serii) konwencji. Jeżeli taki sięgający granic absurdu czarny humor Was bawi, gry nie możecie sobie odpuścić. Nie zaczynajcie jednak zabawy od dodatku, bo tylko się zniechęcicie. Ja o Gat out of Hell chcę szybko zapomnieć i czekam na pierwsze newsy na temat Saints Row V.