18

Za kilka lat rzeczoznawcy ubezpieczeniowi stracą swoją pracę. To nie dzikie przepowiednie, a fakty

Koronawirus naprawdę wiele rzeczy przyśpieszył. Kto wie czy to właśnie nagłe zmiany technologiczne nie będą znakiem rozpoznawczym roku 2020. Oto kolejny przykład tego zjawiska.

Mój dobry znajomy oddawał jakiś czas temu auto do dilera. Procedura teoretycznie prosta jak budowa cepa. Przyjeżdża się we wskazane miejsce na umówioną godzinę. Tak samo postępuje rzeczoznawca z firmy niezależnej od sprzedawcy, dokonuje oględzin, sprawdza stan pojazdu, a następnie tworzy raport na podstawie którego były posiadacz samochodu musi dokonać ewentualnej dopłaty za uszkodzenia, które nie są zakwalifikowane jako normatywne. Problem w tym, że z reguły osoba dokonująca oględzin ma kontakty u danego dilera (żegnamy się z bezstronnością) no i też musi jeździć z miejsca na miejsce co sprawia, że często nie z jego/jej winy po prostu spóźnia się albo nie dociera tam gdzie trzeba. Warto też pomyśleć o zdrowiu tych ludzi. Może i byliśmy świadkami lockdownu i świat zwolnił, ale się nie zatrzymał i oględziny trzeba było wykonywać.

Czemu o tym mówię? W sieci znajdziecie dużo artykułów, że za ileś tam lat ludzie, którzy pracują w branży X zostaną w pełni zastąpieni przez roboty albo sztuczną inteligencję. Z reguły myślimy o tym w perspektywie odległej przyszłości…błąd. Może się okazać, że rzeczoznawcy i konsultanci od ubezpieczeń komunikacyjnych mogą stracić swoją pracę znacznie szybciej niż nam się wydaje. Można powiedzieć, że algorytmy zaraz ich złapią.

To już się dzieje

Zgłoszenie szkody przez internet to nic nowego. Wystarczy wypełnić formularz, zrobić zdjęcia telefonem i wysłać. Myślę, że spokojnie mogę powiedzieć, że jest to standard od dobrych kilku lat. Dla ubezpieczycieli to też wygodne rozwiązanie. Konsultanci są w stanie przetworzyć znacznie więcej zgłoszeń w tym samym czasie. Jeśli coś się nie zgadza wtedy jadą osobiście, a jak klient chce załatwić coś bezgotówkowo to i tak dostaną dokumentację z warsztatu.

Wiele szkód jest oczywistych i od razu kwalifikuje dany element do wymiany. Jeśli nie wymiana to malowanie. Więcej opcji (poza jakimiś wyjątkami) zasadniczo nie ma. Jak się człowiek zastanowi chwilę to może dojść do wniosku, że stworzenie algorytmu, który dokona takiej analizy nie powinno być takie trudne (oczywiście lekko spłycam problem). Skoro istniejące systemu są w stanie przeanalizować wyniki tomografii komputerowej i na podstawie minimalnej anomalii wykryć raka lub znaleźć konkretną osobę w tłumie na podstawie jedynie zdjęcia twarzy to dlaczego nie mogą wykryć i sklasyfikować uszkodzenia? Jak się okazuje – to jest możliwe.

Coraz więcej automatycznych rozwiązań

W Stanach Zjednoczonych firmy ubezpieczeniowe coraz chętniej spoglądają na takie rozwiązania. Normalnie nie śpieszyłoby się im, ale COVID-19 wszystko przyśpieszył. Jest to dobra wiadomość dla firm takich jak Tractable, CCC Information Services, Solaria Labs i innych, które stworzyły specjalne oprogramowanie wspierającą zarówno użytkownika jak i ubezpieczyciela w wykonaniu wstępnej, a czasami nawet i końcowej wyceny.

Dla przykładu, Admiral Seguro, jeden z największych ubezpieczycieli aut w Hiszpanii już od jakiegoś czasu korzysta z rozwiązania dostarczonego przez Tractable. Za pośrednictwem ich aplikacji niektóre szkody można doprowadzić od początku do końca bez udziału człowieka. Jest to nie tylko oszczędność czasu dla klienta, ale i ogromna redukcja kosztów dla firmy, a przecież realnie jesteśmy dopiero na początku tej drogi.

O ile większość „gróźb” na temat utraty pracy na rzeczy algorytmów póki co można włożyć między bajki sci-fi, o tyle w tym zawodzie szykuje się moim zdaniem naprawdę duża rewolucja. Nawet tani telefon dysponuje obecnie odpowiednio dobrym aparatem. Nabieramy ogromnej wprawy jeśli chodzi o tworzenie algorytmów rozpoznających konkretne rzeczy na fotogorafiach. Do tego auta wydają się stosunkowo wdzięcznym tematem, w końcu każdy model posiada konkretną specyfikację i dokumentację. Tak, wiem, że auto może zostać zmodyfikowane, ale myślę, że i z tym sobie poradzimy.

Prowadzenie spraw przez automat jest kuszącym rozwiązaniem dla każdej firmy ubezpieczeniowej i myślę, że jeśli tylko będą mogli to zaczną ostro redukować kadrę na rzecz kawałka oprogramowania. Zostaną nieliczny, którzy będą rozpatrywać ewentualne reklamacje czy specyficzne przypadki. A Wy jak to widzicie?