78

Z hejterami nie rozmawiam

Jako osoba pracująca w Sieci, do tego z pisania, mogę stwierdzić, że hejter to prawdziwe przekleństwo. Destrukcyjna siła, plaga egipska, coś, co powinno być usuwane z tej przestrzeni za wszelką cenę. Pisząc krótko: hejterom na pohybel. Nie zrównuję jednak hejtu z wartościową krytyką – to nadużycie, które kusi, ale… pozostaje nadużyciem. Na temat trolli internetowych, […]

Jako osoba pracująca w Sieci, do tego z pisania, mogę stwierdzić, że hejter to prawdziwe przekleństwo. Destrukcyjna siła, plaga egipska, coś, co powinno być usuwane z tej przestrzeni za wszelką cenę. Pisząc krótko: hejterom na pohybel. Nie zrównuję jednak hejtu z wartościową krytyką – to nadużycie, które kusi, ale… pozostaje nadużyciem.

Na temat trolli internetowych, zwyczajnych szkodników psujących Sieć, pewnie napisano już kilka książek, badali to studenci psychologii, socjologii czy kulturoznawstwa. Ich wykładowcy również. W Internecie niektórym po protu odbija, dają upust swoim frustracjom, stają się agresywni i nie zależy im na dyskusji, lecz na zniszczeniu oponenta. Zniszczeniu przez wyzwiska, sprowadzenie dyskusji do poziomu rynsztoka i zagrywki, które raczej nie przejdą w realnym świecie. W Internecie człowiek staje się odważny, hardy i najmądrzejszy. Nie stroni od wspomnianego hejtu, który w tym ujęciu jest dla mnie synonimem pustej krytyki. Pustej, czyli bezwartościowej. Nie chodzi o to, by kogoś przekonać do swoich racji, lecz by go zakrzyczeć i obrazić.

Nie jest jednak tak, że każda krytyka to hejt. Widać to chociażby po AW i Waszych wypowiedziach. Jedne są stonowane, nastawione na dyskusję i wymianę argumentów. To głosy krytyczne, ale owa krytyka ma podstawy, autor czy inny Czytelnik ma się do czego odnieść, czasem wywiązuje się z tego ciekawa dyskusja. Taka krytyka nie szkodzi, ona wręcz pomaga. Zwykło się ją nazywać konstruktywną. Chociaż czasem boli, to jest potrzebna i mile widziana. Hejt też u nas znajdziecie, ten staramy się ignorować, bo nie ma sensu marnować zdrowia i czasu.

Problem występuje nie tylko wtedy, gdy hejt dominuje nad krytyką i dyskusja przeradza się w słowną wojenkę. Ten medal ma drugą stronę: każdą krytykę uznaje się za hejt. Atrakcyjne z punktu widzenia krytykowanego: nie odpowiem, nie odniosę się do zarzutów, bo z hejterami nie rozmawiam. Przywołuję ten motyw, ponieważ trafiłem na wypowiedź szefa sztabu wyborczego urzędującego prezydenta:

Mamy do czynienia w internecie ze zorganizowanym hejtem przeciwko Bronisławowi Komorowskiego. My w taką wojnę trolli internetowych nie wchodzimy [źródło]

Nie chodzi o nazwiska i o to, kogo popieram w wyborach. Intrygują mnie przywołane słowa, te dwa zdania, które można różnie interpretować. Z jednej strony, ma rację, faktycznie nie ma sensu spierać się z ludźmi, którym nie zależny na dialogu. Ale granica jest tu bardzo cienka. Za trolla można uznać także osobę używającą w sprawny sposób argumentacji, punktującą kandydata, zadającą niewygodne pytania, domagającą się odpowiedzi na te ostatnie. W ten sposób można po prostu uciec od konieczności prowadzenia kampanii w Sieci i rozmowy z Internautami, bo każdy z nich zostanie uznany za hejtera, gdy tylko zacznie krytykować. Może szef sztabu daleki jest od takiego stanowiska, ale to nie jest jasne. Zresztą, sprawa dotyczy nie tylko tego wątku, tej kampanii, czy polityki.

Na hejt nie ma przyzwolenia – to powinno być jasne. Ale jednocześnie nie ma też zgody na odstępowanie od każdej dyskusji i tłumaczenie tego niechęcią do hejtereów. W ten sposób nigdzie nie dojdziemy. Szanować powinny się obie strony. Bez tego będziemy przebywać w nieciekawej wirtualnej przestrzeni.